Panopticum

Dodane przez: admin, 6.11.2017, 20:41
Reklama:
Wyobraź sobie zbiór opowiadań najlepszych, najbardziej poczytnych i uzdolnionych autorów ze Straszne-Historie.pl. Byłaby to niezła książka! A najlepsze jest to, że już dłużej nie musisz sobie tego wyobrażać!

Wydaliśmy książkę!

Do współpracy zaprosiliśmy dziewięciu autorów, których opowiadania zostały przeczytane łącznie MILIONY (!) razy na Straszne-Historie.pl. Stworzyli oni nowe, wcześniej niepublikowane teksty, które znaleźć możecie tylko w Panopticum!

Poznaj szczegóły pod tym adresem: https://straszne-historie.pl/panopticum/

Zamów już dziś! Zgarnij bonusy z przedsprzedaży! - https://straszne-historie.pl/sklep/produkt/przedspzedaz-panopticum-zbior-opowiadan-osobliwych/

Gotowi na kilka fragmentów?

Trup – Marcin Młynarczyk

– Dobra, pomóż mi. – Stanąłem przy drzwiczkach szuflandii.
Prawa kwatera, środkowy rząd. Obróciłem metalową klamkę i otworzyłem właz.
Szuflada była pusta.
– Bardzo śmieszne! Bardzo – burknął Kisiel.
Sprawdziłem kolejną, potem jeszcze jedną. I jeszcze następną: staruszka, którą malował Igor, młody wisielec-samobójca, dziadek z wypadku samochodowego.
Otworzyłem wszystkie dziewięć. Igor cały czas marudził, że nie da się wkręcić. Kiedy uchyliłem ostatnią, momentalnie zamilkł. Ciała Mieczysława Kąckiego nie było.
Stałem przed skrytkami na zwłoki. Obok mnie Kisiel z piwem w ręce.
Ponownie przeszukaliśmy wszystkie kwatery, jakby jakimś cudem istniała możliwość, że przeoczyliśmy trupa.
– Grubo – wykrztusiłem w końcu.
– Może do kibla poszedł? – żart Kisiela zabrzmiał wyjątkowo niepewnie.
[…]
– Czekaj, czekaj. Przecież my poszliśmy zapalić potem, nie?
Fakt. Zapomniałem o tym. Zaraz jak zapakowaliśmy pana Miecia do szuflandii, poszliśmy zakurzyć. Pracodawca dołączył do nas kilka minut później.
– Stary go przeniósł. Do lodówki pewnie – powiedział Kisiel.
[…]
– Jak można, kurwa, trupa zgubić?!

________________________________________

Kult mięsa – Barbara Czaicka

– Boże… – nieznajomy mężczyzna przerwał i chwycił się za głowę. – Nadal, gdy to wspominam, czuję ciarki na plecach. Całe mieszkanie było brudne, zawalone pustymi butelkami, przegniłym jedzeniem, psimi odchodami. Mieli dwa psy, których nie wyprowadzali. Wyglądały jak chodzące szkielety. Nie miały nawet sił wyć i szczekać. Sąsiedzi mówili, że czasami w czasie pijackich libacji słyszeli ich skomlenie. W środku znaleźliśmy jeden pokój i jedno łóżko, więc zapytaliśmy gdzie śpi dziecko. A oni… wskazali legowisko psów. Wtedy to zobaczyłem. Mała dziewczynka, leżąca wśród obs… brudnych od kup szmat w psim legowisku. Krzyknąłem do niej, a ona podniosła głowę i na czworakach podeszła. A potem patrzyła. Nic innego nie robiła, tylko wciąż wlepiała we mnie ten pusty nieludzki wzrok. Potem podeszły do niej psy i zaczęły się z nią obwąchiwać i ocierać o siebie. To było takie złe i prymitywne, że cały zacząłem dygotać. Ci pomyleńcy trzymali dziecko z psami.

________________________________________

Asumpt porywacza – Bartłomiej Krawczyk

Z każdym dniem było gorzej. Każdy wyraz nieposłuszeństwa zwiększał cierpienie. Oprawca znudzony bronią obuchową, zaczął używać siecznej. Zostawiał podłużne cięcia na całym ciele. Były one na tyle płytkie, że nie pozwalały na wykrwawienie się, ale zwyrodnialec nie poprzestawał na tym. Później przychodził z garnkiem gorącej, zasolonej wody. Jednym chluśnięciem oblewał wszystkie niezasklepione rany, które zaczynały niemiłosiernie piec. Później wyciągał butelkę spirytusu i starannie obmywał każde nacięcie. Ból bywał na tyle porażający, że czasem prowadził do omdlenia. Porywacz znęcał się nad nami na wszelkie możliwe sposoby, ale ciągle zmieniał perspektywę śmierci jak filmowiec, bawiący się zbliżeniem. Skrupulatnie przychodził i, poznanymi przez nas metodami, pilnował, by nie doszło do zakażenia. Wszystkie urazy znikały, a potem zostawały wykonane jeszcze raz. Wreszcie znudziły mu się zwyczajne narzędzia, więc zaczął podgrzewać je przy nas palnikiem. Wykonane nimi rany obficie krwawiły, jednak zawsze zasklepiał je bielejącym od żaru pogrzebaczem. Gdy zaczynaliśmy tracić przytomność, podsuwał nam pod nos sole trzeźwiące. Kolejną przemyślaną męką było to, że nawet po skończeniu swojego, nie zwalniał łańcuchów, co uniemożliwiało chociażby oplucie czerwieniejącego piętna.
Oceń:
3
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!