Zaginięcie policjantów w pobliżu Mount Albert w 1973 roku

Dodane przez: hannibal, 25.07.2018, 21:41
Reklama:

(Z raportu agenta federalnego Henry' ego Lloyda z dnia 24 marca 1974 roku)

O godzinie 8:23 śmigłowiec Bell 206 z czterema osobami na pokładzie wystartował z bazy FBI w Seattle. Na pokładzie oprócz mnie i pilota znajdowali się: prokurator stanowy Bill Shaw oraz agent specjalny James Lee, szef Federalnego Biura Śledczego w Seattle. Według informacji biura szeryfa w Lubbock właściciel prywatnego samolotu przelatując nieopodal schroniska turystycznego "Gusty Wind" zauważył w topniejącym śniegu zarysy dwóch samochodów, które mogą być radiowozami policjantów, z którymi stracono kontakt 28 listopada 1973 roku. Szef biura niezwłocznie podjął decyzję o sprawdzeniu tych doniesień. Pięć minut po dziesiątej dostrzegliśmy częściowo zagrzebane w śniegu karoserie i rozpoznaliśmy, że są to poszukiwane radiowozy. Znajdowały się one ustawione w poprzek drogi. Przypuściliśmy, że zostały one porzucone i przesunięte przez zwały śniegu. Pilot z obawy przed osunięciem się śniegu pod wpływem ciężaru maszyny odmówił wylądowania. Zniżył jednak lot, tak abyśmy mogli wyjść, a następnie odleciał do bazy. Cały czas jednak utrzymywaliśmy łączność radiową. Gdy dotarliśmy do samochodów zauważyliśmy spore wgniecenia w masce i pokrywie bagażnika. Dach jednego z radiowozów załamał się. Stało cię to najprawdopodobniej z powodu dużej masy śniegu który jak przypuszczamy musiał przykrywać radiowozy przez kilka tygodni. Po podniesieniu dachu odkryliśmy ciało jednego z zaginionych policjantów, sierżanta Lewisa Wilsona. Zwłoki denata zachowane były w niemal idealnym stanie. Ślady rozkładu wystąpiły jedynie na palcach rąk oraz kości czołowej czaszki, gdzie promienie słoneczne stopiły lód pokrywający ciało. Denat trzymał w dłoniach strzelbę Winchester 1200, a w pobliżu znaleźliśmy 25 łusek po wystrzelonych pociskach. Ciało nosiło wiele ran kłutych, rąbanych oraz tłuczonych. Przeszukaliśmy teren w pobliżu, lecz nie odkryliśmy innych ciał. Powiadomiliśmy o naszym odkryciu centralę i skierowaliśmy się do schroniska, gdzie zaginieni zostali wezwani. Na miejsce dotarliśmy o godzinie 12:45. Około 50 metrów od budynku, między drzewami znaleźliśmy dwa niezidentyfikowane ciała z ranami postrzałowymi głowy oraz jedno z pękniętą czaszką. Zwłoki odsłonięte przez słońce leżały w śnieżnym dole. Przypuszczalnie zostały pogrzebane. Żeby dostać się do schroniska musieliśmy rozbić drzwi łomem. Zostały ode zablokowane od wewnątrz. Drewniane meble były poprzewracane lub połamane. Posadzka pokryta była plamami krwi. Na przeciw wejścia dostrzegliśmy przybite do ściany zapisane kartki, których autor twierdzi, że jest jednym z zaginionych policjantów, co potwierdziło również badanie grafologiczne. Poniżej dołączam rzeczone notatki:

(zapisane na wyrwanych kartkach z notatnika służbowego)

Dziennik ten zacząłem pisać w nocy z 28 na 29 listopada 1973 roku, dzień po tym jak straciliśmy łączność z bazą. Jeśli nie zostaniemy odnalezieni zobowiązuje osobę, która go znajdzie do jego przekazania policji.

Sierżant R. Harris

Dzień pierwszy

Około godziny 12 dyspozytor przekazał nam wezwanie od mężczyzny przedstawiającego się chyba jako Davies. Podobno krzyczał do słuchawki, żeby mu pomóc, bo w "Gusty Wind" grasuje banda morderców. Pojechaliśmy dwoma radiowozami: ja, porucznik Chapman i sierżanci Wilson i Carter. Wiedzieliśmy, że jest wyjątkowo zimno i ślisko, ale gdy byliśmy jakieś 6 mil od schroniska

wyszła okropna burza śnieżna. Droga była zbyt wąska i śliska, żeby móc zawrócić. Posuwaliśmy się do przodu z prędkością najwyżej 3 mil na godzinę. Widoczność była praktycznie zerowa. Carter wyszedł z samochodu i szedł kilka metrów przed nami, żeby pokazywać gdzie są zakręty. Czterdzieści po pierwszej dotarliśmy do wielkiej góry śniegu na drodze. Musiała go zwalić mała lawina. Nie sposób było jej ominąć. Postanowiliśmy iść na piechotę do schroniska, bo dzięki Bogu burza ustała. Wilson został, żeby pilnować radiowozów na wypadek gdyby przykrył je śnieg. Do schroniska doszliśmy po dwóch godzinach. Nie mieliśmy rakiet, przez co zapadaliśmy się po pas w śniegu. Gdy weszliśmy do środka właściciele byli zdziwieni naszym widokiem. Powiedzieliśmy po co tu jesteśmy. Pozwolili się nam rozglądnąć bez gadania. Wszystko wyglądało w porządku, nie znaleźliśmy nic podejrzanego. Chapman zapytał o tego Daviesa, ale właściciel Madler albo Medler nic nie wiedział. Dali nam kawę i obiad, wzięliśmy też na wynos dla Wilsona. Byliśmy mocno wkurzeni, że przez jakiegoś "żartownisia" musieliśmy narażać życie. Zaraz po tym jak wyszliśmy z budynku usłyszeliśmy wystrzał z Winchestera, zaraz potem kolejne. Byliśmy pewni, że to Wilson. Zaraz potem włączył syrenę. W sumie naliczyliśmy 25 strzałów. Biegliśmy jak najszybciej mogliśmy ale dotarliśmy do niego dopiero po 40 minutach. Już nie żył. Jeśli jeszcze go nie znaleźliście jego ciało jest w radiowozie. Wiedzieliśmy, że spadnie duży śnieg więc postanowiliśmy go nie chować. Chcieliśmy, żeby jego ciało zostało znalezione i pochowane przez rodzinę. Zniszczono też radiostację. Musieliśmy powiadomić o zabójstwie szeryfa. Postanowiliśmy wrócić do schroniska i z stamtąd zadzwonić. Powiedzieli nam, że telefon przestał działać bo śnieg wszystko pozrywał. Zaproponowali nam nocleg. Dostaliśmy trzyosobowy pokój. Kiedy to piszę wszyscy oprócz mnie już śpią.

Dzień drugi

Dzięki Bogu, że ten przeklęty Wilson, który stawał mi przed oczami gdy tylko je zamknąłem nie dał mi zasnąć. Około 3 klamka od drzwi lekko odskoczyła. Do środka wszedł

właściciel wraz z żoną i synem. Mężczyzna trzymał w łapach topór strażacki, a syn kij baseballowy. Strzelby poustawialiśmy pod ścianą, po przeciwnej stronie pokoju. Myśleli, że wszyscy śpimy. Gdybym nie pisał dziennika skurwysyny porąbał by nas na kawałki. Krzyknąłem i obudziłem Chapmana i Cartera. Ojciec zamachnął się na porucznika, który nie zdążył jeszcze wstać, a ten zasłonił się rękami. Stracił prawą dłoń i cztery palce z lewej. Topór zatrzymał mu się na skroni. Udało mi się powalić napastnika, a Carter dobiegł do strzelby i zastrzelił ojca i syna. Kobieta zachowywała się jak opętana która skoczyła na Chapmana i wgryzła mu się w twarz. Nie mogliśmy jej zastrzelić po zranilibyśmy Chapmana. Kopnąłem ją w mordę, a ona złapała mnie i wgryzła się w nogę. Rozwaliłem jej łeb kijem syna. Chapman jest ciężko ranny stracił nos i jedno oko. Ma wielką dziurę w policzku. Opatrzyliśmy go jak mogliśmy.

Piszę to po jakiś trzech godzinach. Przeszukaliśmy jeszcze raz schronisko. W kuchni, w zamrażarce znaleźliśmy garnek z sercami i wątrobami. Przypuszczalnie są to ludzkie organy. Było też wiadro pełne wnętrzności. Obawiam się tego co oni dali nam wtedy do jedzenia. Wymiotuję już od godziny. Carter tak samo. Chapmanowi nic nie powiedzieliśmy.

Dzień trzeci

Wyszła kolejna nawałnica. Przeszła też spora lawina. Radiowozy jeżeli są sprawne (w co wątpię) to przysypane śniegiem. Obawiam się, że mogło je nawet zmieść w przepaść. Jeżeli śnieg trochę ustąpi pójdziemy szukać samochodów. Na domiar złego stan Chapmana pogarsza się. Daliśmy mu ostatnią tabletkę przeciwbólową jaką znaleźliśmy. Mamy zapasy "bezpiecznego" jedzenia tylko na kilka dni. Modlimy się o odwilż.

Dzień czwarty

Dziś nic szczególnego się nie wydarzyło. Mróz nie zelżał, Chapman bardzo cierpi.

Dzień piąty

To co znaleźliśmy w kuchni musieliśmy zakopać. Chcieliśmy to zachować do znalezienia nas jako dowód, ale smród staje się nie do wytrzymania. Ciągle pada...

Dzień szósty

Chapman umarł. Pochowaliśmy go w lesie. 100 kroków od północnej ściany schroniska. Grób przykryliśmy kamieniami, żeby nie wykopały go zwierzęta. Pomiędzy kamienie wetknęliśmy drewniany krzyż. Powinniście odnaleźć grób bez problemu.

Dzień siódmy

Póki Chapman żył opiekowaliśmy się nim i byliśmy stale zajęci. Teraz całymi godzinami gramy w karty. Zaczynamy wchodzić sobie w drogę. Kończy się nam prowiant. Pomoc nie nadchodzi.

Dzień ósmy

Nie mamy już jedzenia.

(brak zapisu z dnia dziewiątego i dziesiątego)

Dzień jedenasty

Zjedliśmy chyba wszystko co zostało jadalne. Dziś prawie pobiłem się z Carterem.

Dzień dwunasty

Nic.

Dzień trzynasty

Carter zaproponował, żebyśmy zjedli zwłoki Chapmana. Nie mogłem się na to zgodzić.

Dzień czternasty

Boję się Cartera. Śpimy w najbardziej oddalonych od siebie pokojach. Staram się go unikać. Byłem w miejscu gdzie zostawiliśmy samochody, ale nie znalazłem ich.

Noc z 11 na 12 grudnia

Zastrzeliłem Cartera. Spotkałem go w kuchni. Gotował mięso z Chapmana. Ciało wyniosłem do lasu, nie miałem siły go zakopać.

Dzień piętnasty

Mam halucynację. Widziałem Wilsona, szedł po linii horyzontu z wielkim szkieletem o głowie jelenia. W głowie słyszę niewyobrażalny wrzask. Wsadziłem do uszu gąbkę z materaca i obwiązałem głowę materiałem ale to nie pomaga.

Dzień szesnasty

Kiedy to piszę siedzę przy stole. Stół jest zastawiony. Na półmisku leży Chapman z jabłkiem w ustach. Dłużej tego nie zniosę. Przez okno zagląda ta rogata bestia. Czasem wydaje mi się, że naprawdę ją widzę i słyszę. Mówi, że nie mogę ufać ekipie ratunkowej.

Dzień siedemnasty

Zostałem oświecony przez wielkiego Wendigo. Muszę jeść by żyć. Przyniosłem do naszego domu Cartera. Upiekłem jego udo w piekarniku i zjadłem je. Serce oddałem Wendigo. Postanowiłem oddać moje życie służbie Wendigo [...]

(dalsza część tekstu jest nieczytelna)

Podsumowując:

W wyniku analizy dziennika sierżanta Ryana Harrisa doszliśmy do wniosku, że dalsze poszukiwania nie mają sensu. Notatki do dnia czternastego są zgodne z tym co zastaliśmy na miejscu. Znaleźliśmy okaleczone zwłoki oficerów Cartera i Chapmana we wskazanych miejscach. Ciała zostały zbadane przez koronera, który potwierdził też obecność ludzkiej tkanki w żołądku sierżanta Cartera.

Według biegłego psychiatry Sierżant Harris pod wpływem głodu i traumy doznał specyficznego rodzaju depresji połączonej z klaustrofobią. Wszystko wskazuje na to, że pod wpływem halucynacji opuścił schronisko i udał się w nieznane miejsce, gdzie zmarł z głodu lub wychłodzenia. Poszukiwania ciała zostaną wznowione po pierwszych roztopach, najwcześniej w kwietniu lub maju.

Podpisano:

Agent Specjalny H. Lloyd

Oceń:
4
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!