Historia

Katakumby

nieprawicz 0 1 rok temu 202 odsłon Czas czytania: ~6 minut

-Adgar Seta Ammon! Adgar Seta Ammon!- inkantacje wypowiadane hurmem przez chorał rozchodziły się po najdalszych zakątkach komnat i krętych korytarzy jakie mogły zaoferować Paryskie katakumby. Tejże nocy Sekta Ammona, rozpoczynała swój tradycyjny obrzęd przyzwania demona do

świata żywych. Wszyscy zebrani byli wokół nakreślonego białą kredą okręgu inkrustowanego

niepojętymi dla przeciętnego śmiertelnika symbolami i arabeskami. Nagle po podziemnej komnacie

przebiegł niepojęty świst. Powietrze stało się zatęchłe i ciężkie do oddychania. Chorał jednak nie przerywał swej diabolicznej pieśni w akcie, której zebrani mieli dostąpić wyższego objawienia. Stać się czymś więcej niż kukłami z krwi i kości. Posiąść wiedzę i umiejętności daleko wykraczające poza ramy świata istot śmiertelnych.

Wszystkie te dary miały się objawić dzisiaj, w tej chwili, w tej równonocy. Okrąg począł rozżarzać się demonicznym krwistym światłem a krużganki i kości katakumb poczęły drżeć jak podczas trzęsienia ziemi. Ostatecznie świst wiatru wlał się do komnaty w której odbywał się rytuał i pośrodku żarzącego się okręgu począł przybierać kształt i formę pewien cień.

Bezkształtna czarna jak smoła masa poczęła formować się w członki podobne do ludzkich.

Stopniowo lecz sukcesywnie cień począł tworzyć coś na kształt skarłowaconego człowieka o

dość niskiej, szczupłej posturze. W końcu wszelka czarna masa zanikła i pośrodku okręgu

stała dość drobna postać ubrana w czarne glany, żołnierskie spodnie i bluzę oraz czerwony,

dość długi szalik owinięty wokół szyi. Całości demona dopełniała blada twarz

o kocich oczach i czarnej, falującej po ramiona, bezładnej czuprynie w akompaniamencie goblinich, trójkątnych uszu.

Nastała niezręczna chwila milczenia:

-Czym jesteś że śmiesz pojawiać się przed wyznawcami Boga Ammona?! -uniósł się jeden z kapłanów naznaczony w szatach wyższym stopniem od pozostałych.

-Wielki Ammon którego czcicie zesłał Mnie w zastępstwie. -padła odpowiedź z ust niższego demona który niewiele robiąc sobie z powagi sytuacji począł przechadzać się po dość obszernym wybiegu nakreślonego okręgu. Głos jakim przemawiała kreatura był nieco zdarty lecz niemniej, przypominał głos kobiecy. Nastała chwila milczenia.

-Czegóż zatem tak pragniecie wy, wyznawcy Ammona że ważycie się wzywać jego imię w tak trywialnej godzinie. -zabrał głos demon zaś jeden z wyżej postawionych kapłanów odpowiedział:

-Pragniemy dostąpić oświecenia duchowego, zmyć z naszych ciał śmiertelną powłokę i stać się

lepszymi od nędznego pospólstwa targanego sprawami przyziemnymi.

W odpowiedzi, zgromadzeni posłyszeli przeciągły śmiech diabelskiego pomiotu, który podtrzymywał się za boki, zapewne by nie wybuchnąć od gromniejszego jeszcze śmiechu.

-Wy?!-spytała bestia pośrodku okręgu- Pragniecie oświecenia godnego jedynie bóstwom? Ha ha ha!

Zacny to żart drodzy zebrani lecz kogo będziecie czcić gdy już dostaniecie to co chcecie?

Czyż nie porzucicie Ammona w poszukiwaniu czegoś wznioślejszego. Wasza pycha będzie prędzej waszą zgubą niż ocaleniem.

Na dźwięk tych słów w komnacie mrocznych katakumb nastało niemałe poruszenie. Nikt nie był przygotowany na odmowę a tym bardziej na oczywisty problem jakim było samo "życzenie". Zebrani

poczęli dyskutować i przepychać się między sobą o to kto ma większą rację.

Chochlikowaty demon zdawał się mieć w wysokim poważaniu całą tą hałastrę karmazynowo upstrzonych osobistości, póki ktoś z wyznawców Ammona nie przeciął butem okręgu.

Na widok rychło odzyskanej wolności Demon zniknął z pola widzenia zebranych i szybkim susem wbił się w bezładną ludzką masę rozrywając w upiornym szale; ciała oniemiałych od bólu wyznawców. Nastał popłoch i panika. Rozczepione członki ludzkich ciał latały odrzucone to na prawo to na lewo, a sala poczęła wypełniać się karmazynową cieczą. Zaiste była to sowita ofiara dla Boga Ammona.

***

Agnes kuliła się ze strachu w najciemniejszej odnodze labiryntu katakumb. Jej szaty jak i zwykłe cywilne ubranie było przesiąknięte od krwi. Nie wiedziała skąd może nadejść niebezpieczeństwo. Słyszała tylko krzyki drących się gardeł oraz ckliwych pisków jej braci i sióstr. Stopniowo jednak harmider ten się ulatniał aż z wrzasków śmiertelników nie pozostało nic prócz ciszy. Wtedy to uszu Francuzki doszedł goblini chichot. Znak że Demon prawdopodobnie zmierzał w tym kierunku. Agnes poderwała się z przerażenia i macając ściany poczęła gorączkowo brnąć przez paryskie katakumby potykając się raz po raz o schody lub kamienne progi. Wiedziała tylko że chce wyjść. Powrócić na powierzchnię. Nieświadomie poczęła wzywać w myślach chrześcijańskiego Boga. Mimowolnie przypomniały jej się kłótnie jakie prowadziła zawzięcie z rodzicami. To wspomnienie dodało jej krzty otuchy i już miała skręcić w prawo

gdy posłyszała świst powietrza.

-Dokąd zmierzasz Agnes?

Na dźwięk swojego imienia, kobieta przysiadła ze strachu i skuliła się. Nie chciała umierać ani zostać na zawsze w tych lochach. Ta myśl przypomniała jej że na jej barku znajduje się torba a w niej mapa wraz z latarką. Była to już połowa sukcesu.

Macając na oślep ściany korytarza, Agnes wycofała się do wcześniejszego przedsionka i uważnie nasłuchując czekała aż zagrożenie minie. I w istocie Demon który wymordował pokaźny odsetek jej towarzyszy przeszedł korytarzem obok jak się spodziewała, a gdy odgłosy butów ucichły, Francuzka wyjęła mapę i zapaliła latarkę. Z układu pomieszczeń oraz oznaczeń farbą zorientowała się że jest w jednej z dolnych kondygnacji. Już miała pójść korytarzem na prawo do krętych schodów gdy posłyszała za sobą pewien syk. Nie odwracając się, wystrzeliła jak z procy ku swej wolności słysząc jedynie pusty śmiech rozchodzący się echem wśród korytarzy.

Demon nie miał zamiaru zabijać jej od razu. Najzwyczajniej w świecie bawił się nią.

Uciekinierka dopadła schodów i poczęła się po nich raptownie wspinać oświetlając sobie jednocześnie drogę. Już wypadła zza zakrętu już skręciła w prawo do jednego z ujść aż w pewnym

momencie zatrzymała się przerażona. Wyjście zostało zasypane grudą potężnych kamieni i zalane wodą. Agnes załkała histerycznie nie mogąc odsunąć ani jednego z tych opasłych głazów. Z pulsującej histeri wyrwał ją dźwięk pazurów przesuwanych po kamienistych ścianach.

-Dokąd zmierzasz Agnes? Nie bój się, chcę tylko utoczyć z ciebie krew...Czuję twój smród.

Jest tak gęsty że wręcz mogę poczuć twoją delikatną skórę zroszoną strachem. Czego chciałaś dostąpić w tak podrzędnej Sekcie, nie śmiem nawet spytać. Ponoć wy ludzie macie coś takiego jak...marzenia.

Kapłanka niemalże odchodząc od zmysłów spojrzała na mapę i postanowiła poszukać innego z wielu wyjść. Tym razem skręciła w kierunku północnym. Do komnaty przez które niegdyś przechodził dumnie, korowód Sekty Ammona. Nadal słyszała szyderczy śmiech za swoimi plecami popędzający ją tym bardziej do działania. W końcu dotarła na miejsce, skręciła w wyjściowy korytarz i już miała wypaść na zewnątrz, na blady blask księżyca gdy wyjście zatorowała jej pewna niska postać.

Agnes krzyknęła z niedowierzaniem na widok Demona który wyrósł przed nią. Postać zaśmiała się

przenikliwie i wpiła źrenice swoich kocich oczu w uciekinierkę.

-A-A-A...nie tak szybko Agnes. Jeżeli już masz wyjść, wyjdź ze skóry. Bedzie mi bardzo potrzebna.

-Zostaw mnie! W imię Jezusa Chrystusa odejdź!

-Myślisz że imię jakiegoś cieśli zbawi cię od mojej ręki. Ammon wydał mi jasne instrukcje. Abyście mogli dostąpić tego co nazywacie w waszym języku "oświeceniem" musicie się wyzbyć ludzkiej powłoki. A jak niby macie to zrobić bez kogoś takiego jak JA.

-Zostaw...oszczędź mnie.-głos Agnes załamał się

-Mogę to zrobić ale wpierw ty musisz odgadnąć moje imię. Widzisz imię to klucz do serc ludzkich i nie tylko. Ale co możesz ty o tym wiedzieć. Ty co wzgardziłaś nawet swoimi rodzicami, uciekłaś z domu i próbowałaś się przypodobać starożytnemu bóstwu.

A teraz dam ci pewną podpowiedź odnośnie mego imienia: Co dąży do żaru płomienia choć go nigdy nie posiądzie?

Francuzka znieruchomiała zaś piekielna ręka demona zawisła ma wysokości jej szyi. Spanikowana dziewczyna już miała się poddać gdy w światło latarki nie wzbił się mały puszysty owad.

-Ćma.-odpowiedziała Agnes raptownie- Ćma dąży do żaru.

W odpowiedzi ramię demona opadło w dół zaś sama postać piekielnej kreatury rozwiała się niby puch na wietrze. Była kapłanka Ammona była wolna, wybiegła z katakumb wprost na ulice Paryża

i nigdy nie zapuszczała się więcej w to miejsce.

[The End]

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje