Historia

Za ścianą.

orzeszek 1 1 rok temu 451 odsłon Czas czytania: ~19 minut

Za ścianą.

Znowu miała problem z zaśnięciem. Nie przez jaskrawe światła ulicy wpadające do jej pokoju przez okno. Powodem nie były też nierytmiczne odgłosy stłumionych uderzeń wydobywające się gdzieś z daleka. Tym razem to były po prostu myśli. Myślała o nim, o tym jak dobrze się jej tu mieszkało, gdy on już wyjechał. Dużo się zmieniło dzięki temu, zwłaszcza jej poczucie szczęścia.

Spojrzała na gwiazdki, które nakleiła kiedyś na suficie. Miała może z 7 lat. On jej w tym pomagał, jak we wszystkim w tamtych czasach. Czuła się dziwnie, bo mimo, że bardzo próbowała sobie przypomnieć nie mogła na pewno zaprzeczyć myślom, że to był jednocześnie ostatni rok, gdy go lubiła.

Zamknęła oczy, próbowała przywołać dzień w którym ostatni raz była szczęśliwa, że go widzi. Wszedł do domu tak jak robił to zawsze, kurtkę odłożył na wieszak przy drzwiach wejściowych, buty zostawił w korytarzu, co za moment miało sprowokować krzyk jej mamy. Szedł w jej kierunku tak jak każdego innego dnia, by kucnąć przed nią i z uśmiechem zapytać jak minął jej dzień. Tego dnia jednak po prostu ją ominął, kierował się do kogoś innego.

Tego dnia to nie jej mama krzyknęła jako pierwsza, to on rozpoczął awanturę. Awanturę przez duże “A”, którą do końca życia będzie wspominać każdy członek tej rodziny, który był wtedy obecny w domu.

Otworzyła oczy, gwiazdki się świeciły. Jutro znowu przyjedzie w odwiedziny na kilka dni. Tak jak co roku, tak będzie i teraz. Odwróciła się na bok i spróbowała raz jeszcze usnąć. Tym razem udało się jej to dosyć szybko.

Nie lubiła szkoły, nie żeby sobie nie radziła, po prostu nie lubiła spędzać w niej tyle czasu. Teraz jednak żałowała, że jest już w tramwaju jadącym w kierunku jej domu. Właśnie dziś przyjeżdża, a raczej już przyjechał. Będzie na nią czekać w środku. A może nie? Może będzie gdzieś poza domem, ze starymi znajomymi, o ile jacyś w ogóle pozostali. Może po prostu będzie spał po długiej podróży do domu. Stwierdziła, że nie zaszkodziłoby jej gdyby jednak została dziś na dodatkowe zajęcia z matematyki, ale teraz już za późno. Musiała się z nim spotkać, prędzej czy później.

Uderzył w nią nieprzyjemny chłód, gdy wyszła z tramwaju. Typowa pogoda dla listopada, nie było jeszcze śniegu, ale lodowaty wiatr był jak najbardziej obecny. Droga z przystanku nie należała do najdłuższych. Najpierw musiała skręcić na skrzyżowaniu w lewo, mijając całkiem niedawno zbudowaną myjnie samochodową. Później czekało ją pokonanie dosyć zniszczonego chodnika przy sklepie osiedlowym, który miała okazję raz w życiu odwiedzić. Ceny były na tyle nieatrakcyjne, że zanim stała się stałą klientką, została już byłą. Gdy jej podeszwy jej butów zaskrobały wreszcie o lekko zmarźnięty żwir miała już czerwone policzki i nos, ale teraz została jej już tylko ścieżka wiodącą prosto do domu. Wzrokiem próbowała dojrzeć w których oknach pali się światło. Kuchnia na parterze, łazienka na piętrze. Albo bierze prysznic, albo jedzą właśnie obiad. Minimalna szansa, że go nie spotka.

Chwyciła za klamkę i otworzyła drzwi. Znalazła się w korytarzu, gdzie od razu uderzył w nią zapach niedawno ugotowanego obiadu.

Musieli już zjeść, nie słyszała żadnych głosów. Ujrzała jedynie mamę przechodzącą przez korytarz. Przywitała się z nią po czym usłyszała, że na stole czeka na nią jedzenie, jeszcze ciepłe.

Kurtkę zawiesiła na wieszaku na lewo od wejścia. Nie było tam jego odzienia, więc musiał zabrać je ze sobą do pokoju. Ciekawiło ją czy narzekała na jego buty, ale stwierdziła, że te czasy bezpowrotnie przeminęły. Jadła powoli, nie wyznawała zasady jedzenia na czas, uważała, że to bardziej szkodzi, niż może przynieść człowiekowi korzyści. Podczas zmywania jednak stwierdziła nie przeszkadzało już jej to że robi to jak najszybciej i jak najmniej dokładnie. Chciała już po prostu znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Na swoim terytorium. Gdy szła schodami na górę myślała nad dniem jutrzejszym. Może uda się jej wstać wcześniej niż zwykle i pojechać do szkoły trochę raniej. Może dzięki temu minie się z nim. A po szkole.. Wróci jak najpóźniej.

Nie miała wątpliwości, że dodatkowe zajęcia z matematyki i angielskiego nie zaszkodzą jej.

Wchodząc wreszcie do swojego pokoju poczuła ogromną ulgę, mogła tu spędzić całą resztę dnia, bez konieczności wychodzenia nigdzie. Zostawiła czarną bluzę na swoim fotelu, a plecak położyła przy biurku . Na moment spojrzała na ścianę przed biurkiem. Po drugiej stronie spał on. Zabiło jej szybciej serce, musiała sprawdzić. Zbliżyła ucho do ściany, starając się nie oddychać. Miała wrażenie, że słyszy bicie własnego serca, bicie serca domu, ale nic poza tym. Więc na pewno spał. Znowu odetchnęła. Czas na pracę domową, nie lubiła z tym zwlekać.

Ocknęła się o 1:14 w nocy, na monitorze zobaczyła, że film miał trwać jeszcze 21 minut. Przez moment nie mogła przypomnieć sobie tytułu. Wiedziała, że miała zobaczyć tylko zakończenie, ale uznała, że bez całości może nie do końca je pojąć. No tak, “Mgła “, to był tytuł. Rozejrzała się po pokoju, drzwi wejściowe były zamknięte, fotel odsunięty z linii oglądania, by nie przeszkadzał. Szafa z ubraniami zamknięta, a zeszyty szkolne na biurku. Wszystko było tak jak być powinno, po prostu ona zasnęła podczas oglądania. Czasami się jej to zdarzało, więc nie była specjalnie zdziwiona. Zajrzała na moment do telefonu, by odpisać na zaległe wiadomości, a potem poszła do łazienki się przebrać. Miała ten komfort, że jej pokój posiadał na swój sposób prywatną łazienkę. Wykąpać się tu nie mogła, ale i tak bardzo jej to ułatwiło życie. Przebieranie i makijaż mogła przeciągać w nieskończoność nie martwiąc się o to, że ktoś zacznie dobijać się do drzwi. A lubiła się malować, uważała nawet, że ma do tego talent. Może gdyby czasem planowała co ma zamiar robić w przyszłości, przyszłoby jej do głowy by zostać makijażystką. Nie planowała jednak, nie miała tego w zwyczaju, zbyt często zmieniała zdanie, by tracić czas na takie rzeczy. Będzie jak będzie, pójdzie z żywiołem.

Stuknięcie. Przynajmniej tak z początku się jej wydawało. Nie za głośne, ale wystarczające by słuch w nocy wychwycił je. Nie musiała się nawet zastanawiać skąd dochodziło, była pewna, że to on. Opuściła łazienkę przebrana i lekko wystraszona. Wiedziała skąd dochodził dźwięk, ale nie wiedziała jednak czemu się wydobywa o tej porze.

Stuk, Stuk, Stuk.

Jak jakaś makabryczna wyliczanka uderzenia znowu rozniosły się po ścianie. Tym razem wyraźniejsze. Z całą też pewnością nieprzypadkowe. Podeszła do ściany, czekając na kolejne uderzenia, ale na próżno. Nie usłyszała żadnego dźwięku. Ciężko było złapać orientację jak długo tak stała, ale miała wrażenie, że co najmniej pięć minut. W końcu jednak coś się stało, coś tam głęboko w pokoju za ścianą. Jakby ktoś czegoś szukał, ale nie wiedział do końca w którym miejscu. Szuranie, spadające przedmioty, coraz gwałtowniejsze odgłosy, które sugerowały zdenerwowanie. Czego mógł szukać o tej porze? O czym sobie tak nagle przypomniał?

Nie mogła sobie przypomnieć w którym momencie zbliżyła ucho do ściany, ale nie przejmowała się tym. Nasłuchiwała.

Ola..

Jesteś tam?

Szept był ledwo możliwy do uchwycenia, jednak ona miała pewność. Mówił do niej. Słyszała jak zaczęło mocniej bić jej serce.

Stuk, Stuk, Stuk.

Odpukała, nie mogła się powstrzymać.

Przepraszam..

Odsunęła się od ściany, czuła wściekłość.

“Skoro chcesz przeprosić, to może zrób to tak jak trzeba, zamiast.. zamiast tego!”

Uderzenie w ścianę było naprawdę silne. Uznała jednak, że to niemożliwe by ją usłyszał. Nie krzyknęła tak głośno, właściwie to nie wiedziała czy w ogóle krzyknęła. Mimo wszystko jednak wiązała je z tym co powiedziała.

BAM. BAM.

Kolejne uderzenia, jakim cudem nikt się nie obudził. Przecież to było naprawdę głośne, nie mogła zrozumieć, czemu nikt nie idzie zwrócić mu uwagi.

Rozpłakała się. Łzy ciekły po jej bladej, gładkiej skórze policzków. Haczyły o kąciki ust, czuła jakie są słone. Odwróciła się i położyła na łóżku, zaciągając kołdrę na głowę w nadziei, że stłumi odgłosy.

Znowu szuranie. On znowu czegoś tam szukał.

Zamknęła oczy, usnęła błyskawicznie.

Piąta trzydzieści, budzik obudził ją po paru sekundach. Kołdrę miała gdzieś w kostkach, zawsze ją skopywała przez sen. Taki nawyk, a może po prostu wygoda. Odwróciła się na plecy i ogarnęła pokój jeszcze nieco zamglonym wzrokiem. Zeszyty, ubrania, biurko. Dokładnie tak jak je zostawiła, nic się nie zmieniło. Musiała się pośpieszyć, on mógł niedługo też wstać.

Nie lubiła śniadań, mimo, że miała świadomość jak ważne są dla ludzkiego organizmu. Jej rytuałem była poranna kawa, dopiero potem coś zdrowego. Teraz jednak pominęła przyjemność płynąca z wypicia gorącego napoju, który stawiał ją na nogi. Zjadła płatki, te które co trzy dni kupowała w małym sklepie niedaleko domu. “Bez glutenu” dumnie głosił niebieski napis na opakowaniu, nie potrafiła stwierdzić czy faktycznie była jakaś różnica po zjedzeniu tych płatków, a jakichkolwiek innych. W duchu jednak powtarzała sobie, że te są na pewno zdrowsze. Na dokładkę wrzuciła sobie na talerz dwa tosty, dosyć chrupiące. Zapomniała wyjąć je na czas, jednak z rana człowiek ma zbyt dużo na głowie, by móc dopilnować wszystkiego. Plecak spakowała jednocześnie biorąc kolejne gryzy przypieczonego pieczywa, za moment miała być już gotowa do wyjścia.

Powietrze było jeszcze chłodniejsze niż wczoraj, uznała, że zapowiedzi srogiej zimy mogą w tym roku faktycznie być godne zaufania. Z drugiej strony co roku tak myślała, by potem w grudniu rozczarować się brakiem śniegu na święta. Stojąc na przystanku z oddali dostrzegła już, że tramwaj jest przepełniony, ewidentnie nie tylko ona była rannym ptaszkiem. Uznała, że nic się nie stanie jeśli poczeka na następny kurs. Plecak położyła na ławeczce obok, po czym wyjęła z kieszeni wysłużone żółte słuchawki, w których coś zaczynało szwankować, muzyka w lewym uchu była lekko cichsza. Jutro będzie musiała kupić nowe, tym razem niebieskie. Włączyła swoją playliste i zamknęła oczy gdy gitara oznajmiła, że Evans Blue wykonuje utwór Cold.

Wait, another minute here, time will kill us after all

Siedziała w ostatnim wagonie, znowu sprawdziła godzinę w telefonie, czwarty raz w przeciągu minuty. Osiemnasta czterdzieści dziewięć. Może znowu się uda. Może się z nim minie. Nadzieja rosła, a odległość do domu się zmniejszała. Spojrzała w szybę, by pooglądać okolice, które właśnie mijają, ale zobaczyła tylko swoje odbicie. Jasną cerę, którą pokrywał dosyć mocny makijaż, pełne usta, które często rzucały słowa, których miała później żałować przez długi czas. Zawsze za bardzo się wszystkim przejmowała, ale taka już była jej natura. Nie było to jednak, aż tak dużym problemem, mimo że przejmowała się wieloma rzeczami, ze swoimi problemami zawsze radziła sobie sama. Taki już był jej charakter, a może raczej taką miała dumę. Odgarnęła ciemny kosmyk długich włosów i oparła się czołem o zimną szybę, zostały cztery przystanki, długie szpony niepokoju powoli zaciskały się na jej szyi. Zamknęła oczy, wiedziała kiedy będzie trzeba je znowu otworzyć.

Zjadła, pozmywała i pobiegła do siebie, znowu się jej udało. Mimo, że mocno dziwił ją taki uśmiech losu nie zamierzała narzekać, to był dla niej idealny wręcz przebieg wydarzeń. Lepiej nie mogło się to rozgrywać, nie ma co.

Zaczęła nucić pod nosem, gdy przepakowywała plecak na kolejny dzień.

Odgłos tłuczonego szkła sprowadził ją spowrotem do rzeczywistości. Za ścianą znowu coś się działo, on znowu musiał czegoś szukać.

Spojrzała na ekran telefonu, jasna plama światła z początku ją lekko oślepiła, ale po chwili mogła już dostrzec wszystkie informacje. Była 23:04, a osobnik za ścianą uznał, że to idealna pora na poszukiwania.

Przez pierwsze 20 minut starała się po prostu ignorować dźwięki, które wydobywały się z pokoju obok, przez większość czasu szło jej dobrze, była nawet w stanie dokończyć pakowanie i układanie ubrań na jutro. Problemy zaczęły się, gdy wreszcie wróciła z łazienki przebrana i gotowa, by położyć się do łóżka. Liczyła, że tej nocy znowu uda się jej szybko udać do krainy Morfeusza.

Ułożyła się na boku i obserwowała ścianę, jakby chciała dostrzec jakiś ruch. Jakby ściana miała nagle ożyć. Nic takiego oczywiście się nie stało, doświadczała tylko kolejnych niepokojących dźwięków. Jakim cudem nikt inny tego nie słyszy? Mają aż tak mocny sen?

Zdziwienie powoli przeradzało się w irytacje, szuranie, skrzypienie i głuche odgłosy uderzeń nie słabły.

Ponownie spojrzała w ekran telefonu.

Było mocno po północy, a jutro planowała znowu wstać rano. Chociaż teraz to już było przecież dzisiaj, miała wstać raptem za pięć godzin. Kiedy on przestanie!? Irytacja zaczęła przeradzać się we wściekłość, potrzebowała snu, była pewna, że usnęłaby bez problemu, gdyby nie przeszkoda, która znajdowała się dokładnie za ścianą. Nie mogła dłużej czekać, zerwała się z łóżka instynktownie. Jej kroki były pewne, nie wahała się ani przez chwilę.

Bam, Bam, Bam.

Uderzyła na tyle mocno, by mieć pewność, że usłyszy.

Za ścianą zapanowała cisza. Ale nie była to naturalna cisza, która nachodzi, gdy ktoś po prostu rezygnuje ze swoich czynności. To była raczej ta cisza, która przychodzi, gdy ktoś nagle zamiera w bezruchu nasłuchując wszystkiego wokół i myśląc nad każdym kolejnym krokiem.

Poczuła chłód ściany na uchu, znowu nasłuchiwała.

-Posłuchaj, wiem, że wczoraj byłam niemiła.. - jej głos na moment się załamał, nie miała pewności, czy dobrze postępuje, ale było już za późno, by przestać -.. ale muszę rano wstać. Mógłbyś przestać? Obiecuję, że jutro porozmawiamy, okej? - sama nie wiedziała czy mówi szczerze, obchodziło ją tylko to, by przestał i pozwolił jej spać.

Cisza nie ustępowała, miała wrażenie, że on jest zaraz za ścianą, że patrzy się w nią zupełnie jakby to było szkło weneckie.

Jedna sekunda, dwie, trzy, cztery. Liczyła w pamięci, uznała, że gdy dojdzie do dziesięciu wróci do łóżka.

..pięć, sze.. - odskoczyła od ściany w panice, gdy wielki huk oznajmił, że coś, a raczej ktoś uderzył właśnie z ogromną siłą po drugiej stronie w miejscu w którym znajdowała się jej głowa. Po policzkach zaczęły spływać jej łzy, nie czuła już złości czy irytacji. Teraz była po prostu przerażona.

Kolejne uderzenie. I jeszcze jedno.

Ściana wytrzyma?

Następne.

Jakim cudem nikt nie wstał..

Nie przestawał uderzać.

-PRZESTAŃ!

Krzyk wyrwał się jej niekontrolowanie. Ale dźwięki ustały. Pojawiły się za to inne na korytarzu prowadzącym do jej pokoju. Skuliła się w rogu pokoju obserwując drzwi wejściowe, jej serce łomotało jak szalone.

Raz, dwa, trzy, cztery…

Klamka się poruszyła, promienie światła zaczęły przedostawać się do jej pokoju. Zamarła, przestała nawet mrugać. Ujrzała twarz.

-Skarbie? Wszystko w porządku? Słyszałam krzyk.. Miałaś koszmar? - głos jej mamy był mocno zaspany, musiała zerwać się z głębokiego snu.

-Nie.. Po prostu.. Przepraszam, nie chciałam cię budzić.. - słyszała jak jej głos łamał się po każdym słowie.

Usłyszałaś TO? Ale nie to jak tamten świr prawie co nie rozwalił ściany!?

-W takim razie pójdę już.. Ale w razie czego, gdybyś nie mogła usnąć, lub nie chciała, przyjdź do mnie. W porządku? - głowa jej mamy znikła za drzwiami, które powoli zaczęły odcinać dopływ światła. Znowu została sama, w ciemnym pomieszczeniu, które nie wydawało się jej już tak bezpieczne. Przeszła najciszej jak mogła do łóżka i nakryła się cała kołdrą. Zamierzała tak spędzić noc, nieważne czy uśnie czy nie. Spod kołdry się nie wychyli, choćby miało się walić i palić.

Coś znowu zaczęło skrobać ścianę za biurkiem.

Wcisnęła zapłakaną twarz w poduszkę starając sobie przypomnieć słowa jej ulubionej piosenki z dzieciństwa.

Budzik brzmiał jak przeraźliwy krzyk, dźwięk rozsadzał jej głowę za każdym razem gdy wzrastała jego głośność.

Ile spała? Kiedy udało się jej wreszcie usnąć? Nie była w stanie sobie przypomnieć, nie mogła skojarzyć żadnych faktów. Miała wrażenie, że lepiej by wyszła na tym, gdyby w ogóle nie usnęła. Chwiejnym krokiem pokonała odległość dzielącą jej łóżko od łazienki, odkręciła zimną wodę i czekała, aż dno wanny się nią zapełni. Tylko tak brutalny bodziec mógł wyrwać ją z tego otępienia, nie było innej drogi.

Po dosyć niekomfortowej kąpieli odzyskała większość swojej sprawności, która każdego dnia pomagała jej rano w przygotowaniu się do wyjścia. Ulubione buty firmy Nike, czarne spodnie, które uważała za swoje ulubione, bluza która w miarę pasowała do reszty ubrań i markowa kurtka, którą kupiła w zeszłym roku.

Ilości pieniędzy które na nią wydała żałowała do momentu, gdy pierwszy raz znalazła się w niej na dworze. Od tamtej pory, była pewna, że to świetna inwestycja.

Stwierdziła, że nie zje śniadania w domu. Włożyła kilka ciepłych tostów do pudełka śniadaniowego, po czym schowała je w plecaku. Teraz pozostawało jedynie udać się na przystanek.

W tramwaju udało się jej znaleźć siedzące miejsce z tyłu. Miała nawet tyle szczęścia, że klimatyzacja zmusiła ją do ściągnięcia z siebie swojej ukochanej kurtki. Czując przyjemne ciepło i słuchając hipnotyzującego dźwięku poruszającego się tramwaju przymknęła oczy. Zaczął jej się śnić kot, żaden inny jak jej własny kochany Scooby. Miała wreszcie go złapać i wyściskać, gdy z objęć snu wyrwał ją dźwięk oznaczający jej przystanek. Mózg automatycznie reagował, gdy wychwytywał kluczowe słowa oznaczające nazwę miejsca. Błyskawicznie zerwała się z siedziska i ruszyła do drzwi, byleby zdążyć przed ich zamknięciem. Z następnego przystanku musiałaby wracać się aż 20 minut.

Z początku jej ciało doznało lekkiego szoku z powodu zmiany temperatur. Wiedziała, że to normalne, ale nie rozumiała czemu, aż tak mocno odczuł chłód panujący na zewnątrz. Dopiero po paru sekundach uzmysłowiła sobie, że kurtka razem z portfelem zostały w tramwaju. W jej umyśle zalęgła się mała, drobna wizja mówiąca, że ten dzień będzie jej gorszy. Ogarnęło ją panicznie uczucie, że to dopiero początek ciągu złych wydarzeń.

Wzięła głęboki oddech i na moment wróciła do rzeczywistości. Ruszyła w kierunku szkoły, nic innego jej nie zostało.

Weszła do domu około 19. Nie poszło jej na sprawdzianie z matematyki, nie udało się jej zaliczyć testu z chemii, a co najgorsze, nie odzyskała swoich rzeczy. Gdy zamknęły się za nią drzwi chciała tylko rzucić się na łóżko i zapomnieć o całym świecie, nic innego nie miało dla niej już znaczenia, miała dość tego dnia.

Minęła kuchnię nie zwracając uwagi czy czeka na nią jakieś jedzenie na stole, mamy nie udało się jej nigdzie zauważyć, tak samo jak jej brata.

Chociaż tyle od życia, pomyślała, wspinając się powoli po schodach na piętro. Nie musiała zajmować głowy tym gdzie położyć swoją kurtkę, nie było potrzeby odłożenia portfela na biurko. Rzuciła się na łóżko w ubraniach, które miała na sobie w szkole. Przez krótką chwilę jeszcze obserwowała ciemne już niebo za swoim oknem, by w następnej zamknąć oczy i dać odpocząć organizmowi, który był nad wyraz wykończony ostatnimi dniami.

Tym razem nie miała żadnych snów.

Odgłosy które ją obudziły były tym razem inne niż zwykle. W pokoju obok coś biegało, to na pewno. Ale nie mógł być to człowiek, na pewno nie dorosły. Odgłosy były słabe i szybko powtarzające się, prawdopodobnie jakieś zwierzę.

Rozejrzała się po swoim pokoju, omiotła wzrokiem wszystkie miejsca, które jej kot lubił wybierać sobie na legowisko, ale nie mogła go zlokalizować. Nie było go tu, nie było go w pokoju. Wiedziała, że sam nie mógł się stąd wydostać, drzwi zawsze są zamknięte, a on nawet mimo swojego sprytu, nie byłby w stanie ich sforsować. Ktoś musiał go stąd zabrać, wejść do jej pokoju, wziąć go na ręce i wynieść, a odgłosy, które wydobywały się zza ściany nie pozostawały jej złudzeń co do podejrzanego.

Tego już za wiele.

Ogarnęła ją wściekłość, czysta niczym niepohamowana wściekłość. Hałasowanie w nocy to jedno, ale wchodzenie do jej pokoju, gdy ona śpi i zabieranie Scooby’ego to już coś ponad wszelkie dobre maniery.

Huk.

Coś się rozbiło, wazon lub szklanka, nie mogła dokładnie stwierdzić co to mogło być.

Syczenie kota i żałosne miauczenie zawisły w powietrzu niczym mgła. On chciał skrzywdzić jej kota, ten potwór chciał mu zrobić krzywdę.

Wybiegła na korytarz, po czym skręciła w lewo. Od jego drzwi dzieliło ją raptem sześć kroków. Gdy mrugnęła trzymała już klamkę. Podczas drugiego mrugnięcia słyszała odgłos otwieranych drzwi.

Trzeci raz już nie zamrugała.

Pokój był pusty. Nie było nikogo w środku, ani jej brata, ani kota, żadnego śladu obecności żywej istoty. I to od dawna. Kurz pokrył wszystko, co nie było w stanie osłonić się przed jego niszczącym dotykiem. Zrobiła krok naprzód, na bosych stopach poczuła jak brud zgromadzony na podłodze przylega do spoconej skóry.

To nie miało żadnego sensu..

WYJDŹ! POKAŻ SIĘ! TY TCHÓRZU! - Jej krzyk z pewnością rozniósł się po całym domu. Nie miała co do tego wątpliwości. Odpowiedź się jednak nie pojawiła, uderzyła w nią cisza. Poczuła jak na policzkach gromadzą się łzy, nie mogła zrozumieć jak to wszystko jest możliwe. Ogarnęła ją bezsilność.

Powoli pokonywała schodek za schodkiem. Nie czuła złości, ani smutku. Spodziewała się, że tak właśnie się wydarzy, że taki przebieg wydarzeń będzie ich czekać. Mogła to zatrzymać wczoraj.. Nie miała jednak serca, widząc ją taką załamaną. Nie chciała jej łamać, tej jej wiary. Teraz jednak uznała, że jest już za późno. To zaczyna dochodzić za daleko. Musiała wreszcie zrobić to co siedziało jej w głowie od dwóch dni.

Stanęła w korytarzu, ujrzała swoją córkę stojącą w drzwiach, którymi kiedyś przechodził jej syn. Gdy jeszcze był jej synem. Gdy jeszcze był.

Podeszła do niej po cichu, musiała się wreszcie odezwać.

-Skarbie.. Wszystko w porządku? - głos jej mamy wydobywał się jakby z innej krainy, gdzieś z innego wymiaru.

-Nie mogę znaleźć Scooby’ego.. Słyszałam go tutaj, Adam musiał zabrać go w nocy.. Ale nie ma ich, nie rozumiem.. - głos cały czas się jej łamał, jej umysł opanowały wątpliwości.

-Kotku.. To się znowu dzieje..

-Co? O czym ty mówisz? - nie była w stanie zrozumieć co może mieć na myśli heh mama, powoli się do niej odwróciła, by dostrzec, że nie tylko ona właśnie płacze.

-On nie żyje.. Zrozum to.. Co roku jest to samo.. Czemu nie możesz tego zrozumieć!? - krzyk jakby rozdarł powietrze.

-O czym ty mówisz? Kto nie żyje? - słowa opuściły jej usta automatycznie, nie mogła zrozumieć o czym mówi jej matka.

-Twój brat! To już siedem lat, a ty nadal.. Nadal myślisz, że on tu przyjedzie..

-O czym ty mówisz!? On żyje, słyszałam go co noc jak hałasował, nawet się do mnie odezwał! - nie mogła uwierzyć w słowa własnej mamy, czuła dla niej ogromną pogardę. Przecież jej brat żyje i jest tu, dobrze wiedziała co słyszała.

-Ola.. Musisz wziąć leki, chodź.. Proszę, wyjdźmy stąd.. - jej mama wyciągnęła do niej dłoń, dostrzegła, że cała się trzęsie.

-Naprawdę.. rozmawiał ze mną..

Poczuła jak mama mocno ją obejmuje i wyprowadza z pokoju, zamykając za nimi drzwi na klucz. W jej głowie było pełno pytań, ale nie mogła znaleźć odpowiedzi na żadne. Dlaczego mama uważa, że jej brat nie żyje i czemu mówi, że to się powtarza co rok. Nie mogła niczego pojąć.

-Połknij i popij, poczujesz się lepiej, obiecuję.

Głos był kojący, powoli tłumaczył jej, że jej brat siedem lat temu wrócił do domu cały zdenerwowany. Kłócili się, on i mama, wszyscy wokół słyszeli. W końcu usłyszeli też wystrzał pistoletu. Nikt nie wiedział skąd go miał, ale jednak był w jego posiadaniu. Kula weszła w ciało przez brodę, przeszła przez prawą gałkę oczną i wyszła lekko ponad czołem, rozgrywając czaszkę na fragmenty. Wszystko to do niej wracało, gdy jej rodzicielka kontynuowała swoją opowieść.

Leki musiały zacząć działać, poczuła się senna i zmęczona, powiedziała o tym mamie. Poczuła jak ona odprowadza ją do jej pokoju i układa w łóżku. Nie miała siły walczyć, od razu poddała się snowi. Śnił jej się dzień, gdy po raz ostatni lubiła swojego brata.

Obudziła się w środku nocy. Nie wiedziała co było powodem, o ile był jakikolwiek. Zeszyty na biurku, plecak przy fotelu, kotek na łóżku w nogach. Wszystko było tak jak być powinno.

Musiała spojrzeć, musiała spojrzeć na ścianę.

Nic się nie stało, nie było żadnych odgłosów, ani krzyków. Jej pokój nadal topił się w nocnej ciszy, poczuła, że znów jest senna. Mocniej otuliła się kołdrą i przymknęła oczy. Poczuła jakiś ruch na łóżku, dosyć delikatny, ale wyraźny. Potem coś uderzyło o podłogę, miękko, ale jednak dosyć głośno. Scooby musiał postanowić, że czas zmienić miejsce snu, czasem ten stary kot tak miał.

Olu.. Jesteś tam?

Stuk, Stuk, Stuk.

Nie miała odwagi otworzyć oczu, poczuła jednak, że łzy i tak wydostały się spod powiek.

Stuknięcia stały się głośniejsze.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Chore, ale dobre.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje