Opowiadanie Pi

Dodane przez: nieprawicz, 17.01.2019, 01:07
Reklama:

Mieliście kiedyś wrażenie że jesteście obserwowani dosłownie na każdym kroku? Cóż, ja tak mam na co dzień. Nie myślę że jestem jakoś wysoko postawionym w społeczeństwie osobnikiem. Wręcz przeciwnie. Jestem na wskroś normalny. A przynajmniej tak wydawało mi się do niedawna. Nigdy nie zapomnę tego świstu wdzierającego mi się do mojej głowy, nakazującego odebranie jakiejś wiadomości. Od kogo lub czego? Tego nie wiem. Wiem natomiast iż w nieoficjalnych dokumentach figuruję pod pseudonimem "Pi". Skąd taki a nie inny pseudonim? Może dlatego że przez długi czas byłem nieuchwytny a liczba owa dość dobrze oddaje ową nieuchwytność. Tymczasem siedzę przed komputerem i piszę te słowa w nadziei że któregoś dnia ujrzą one światło.

Nie dalej jak tydzień temu zacząłem słyszeć głosy. Pochodziły one jak się zdawało z mojej głowy i już miałem przypuszczać iż są wynikiem schizofrenii gdy coś w oknie przykuło moją uwagę. Był to dron. Cztero-śmigłowa maszyna unosząca się nie dalej niż 50 metrów nad ziemią. Wysyłała ona

sygnał o określonej frekwencji by wprawić w drżenie mój błędnik. Dzięki czemu mogłem usłyszeć wiadomość. Nie wiedzieć czemu wiadomość była zakodowana. Nie mogłem nic zrozumieć. Chcąc przyjrzeć się maszynie przytknąłem do oczu lornetkę lecz wtedy okazało się że patrzę po prostu w niebo. Latającego drona już nie było za to zakodowana informacja przesłana wprost do mojego ucha zdawała się mieć jakieś znaczenie. W kilka chwil później pod wpływem niewytłumaczalnego impulsu wiedziałem że któraś ze szpiegowskich satelit zwróciła na mnie uwagę. Wpierw w ruch poleciały karty do gry w brydża. Nawet Brytyjczycy ich używają do maskowania. Karty poza swoimi oznaczeniami posiadają na wierzchniej powierzchni geometryczne symbole. Używając rzeczywistości rozszerzonej dzięki spojrzeniu na nie przez gogle lub obiektyw satelity można na nie nanieść cyfrowy obraz. Obraz który będzie zasłaniał cel, obiekt, który maskuje karta. Tak też więc zakleiłem okna wszystkimi kartami jakie miałem używając ich zewnętrznej powierzchni. Tak ufortyfikowany dom zostawiłem i wyszedłem na spacer by zaczerpnąć świeżego powietrza. Pomysł którego szybko pożałowałem. Będąc na mieście wypiłem w pobliskim Pubie grzane piwo. Jak się potem okazało ktoś wsypał do niego nanoboty które teraz krążą w mojej krwi. Co gorsza jedynym sposobem na pozbycie się ich jest wystawienie się

na wyładowanie elektryczne. Krótko mówiąc muszę dać porazić się prądem. Jeżeli tego nie zrobię Te Skurwiele wygrają, dobiorą mi się do mózgu i wykorzystają mój potencjał. Potencjał z którym nie chcę się dzielić.

Wyglądając na podwórze już teraz widzę antenę która nadaje sygnał nanobotom aby zagęszczały moją krew co w krótce ma doprowadzić do zawału serca. Na szczęście dzisiejszego popołudnia miałem szczęście i otrzymałem od niebios pomoc. Oto rój mechanicznych motyli spowił moją postać i obsiadł mnie czyniąc niewidzialnym dla satelit i nadawców owych przeklętych nanobotów w mojej krwi.

Siedzę teraz pisząc te słowa. Mając nadzieję iż nie zwariowałem, iż to czego doświadczyłem i nadal doświadczam jest prawdziwe. Słyszę pukanie do drzwi. Przyszli po mnie. Już sforsowali drzwi...

***

17 stycznia 2019 roku ambulans zawiózł osobnika który twierdzi iż nazywa się "Pi" do ośrodka psychiatrycznego w Poznaniu. Chory utrzymuje że nie jest schizofrenikiem i że losy świata zależą

od jego podjętych decyzji. Wszelka próba wytłumaczenia pacjentowi prawdy spełzła na niczym.

[THE END]

Źródło: mój móg
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!