Pluton

Dodane przez: nieprawicz, 19.01.2019, 07:43
Reklama:

Nazywam się Jerzy Podalewski. Jestem astronautą. Jest rok 2145-ty, loty załogowe w kosmos nie są już dłużej przywilejem nauczonych a stały się codziennością. Zjawiskiem tak powszechnym co oddychanie czy jedzenie. Wystarczy tylko wybrać linie lotnicze Marynarki Gwiezdnej i można polecieć dokąd się chce. Kolonie na marsie i orbicie saturna zostały już dawno założone a ich rozwój przekroczył najśmielsze oczekiwania statystów czy synoptyków. Ja zaś z odkrywcy i naukowca zmieniłem się w dostawcę materiałów, technologii i surowców.

Jedynie kosmos się nie zmienił. Jest pełen zimnej czerni i pustki. Ale to wszystko zależy przecież od punktu widzenia. Jest wszakże w nim też światło. I Ziemia. Kochana planeta na której urodziłem się i wychowałem. Większość rodzin jakie znam urodziły się i dorosły na kolonii marsjańskiej. Są to najczęściej rodziny plantatorów nowych gatunków genetycznie zmodyfikowanych roślin albo rodziny górników, którzy wydobywają surowce naturalne czerwonej planety. A ja wożę. Jak już wspominałem zajmuję się transportem materiałów.

Czasami to upokarzające zajęcie. Zwłaszcza kiedy nie stać cię na najnowszą protezę nogi dla babci bo większość zarobionych kredytów idzie na zatankowanie rakiety i wymianę jej zbiorników. Latam jednym słowem złomem. Czasami jednak udaje mi się położyć ręce na najnowszej technologii. Dzisiaj prócz elektronicznych pieniędzy bardzo dużo handluje się technologią w postaci dyskietek, pendrive'ów czy mikrochipów. To bardzo ułatwia życie. Oficjalnie Marynarka Gwiezdna nie handluje tego typu specjałami ale wszyscy w głębi duszy wiedzą jak z tym jest. Czego dusza nie widzi sercu nie żal, czy jakoś tak.

Zapewne zastanawiacie się czemu służy ta moja gadanina i co nią próbuję osiągnąć. Otóż postanowiłem nagrać vlog o sobie. Pamiętam wiele przygód jakich doświadczyłem latając po całym naszym układzie słonecznym. Widziałem niebieskie przestworza gazowego olbrzyma Neptuna, kiedyś omal nie zderzyłem się z Fobosem, jednym z księżyców Marsa. Pamiętam też jedną dość szczególną przygodę jaka spotkała mnie na Plutonie. Zaraz o niej zresztą opowiem.

Otóż byłem wtedy młodszy o 3 lata a więc miałem wtedy 45. Na tą wyprawę Marynarka Gwiezdna postanowiła wyposażyć mnie w jeden z lepszych krążowników minionych lat jakie widziałem. Był to Orzeł X-12. Maszyna była cudowna w swojej budowie. Sześć silników plazmowych, opływowy kształ, nienaganna elektronika pokładowa oraz oszklona z hartowanego, syntetycznego szkła kabina pilota. Marzenie każdego z astronauty mojej generacji. Wylatując z orbity Neptuna nie przypuszczałem nawet z jaką płynnością przyjedzie mi prowadzić tą maszynę. Lot był szybki i przyjemny do czasu aż nie zacząłem zbliżać się do planety karłowatej. Otóż pluton przebywa w pasie Kuipera. A to oznacza kłopoty w postaci meteorytów, asteroid i innego szmelcu jakiego pełno w kosmosie. Na szczęście mój wehikuł miał odpowiednio mocne poszycie oraz osłonę antygrawitacyjną. Wybitnie inteligentny wynalazek zapobiegający wszelkim niedogodnościom ze strony pomniejszych odłamków czy pyłu. Lądowanie nie należało do najprzyjemniejszych gdyż pluton nie posiada dość gęstej atmosfery. Musiałem ręcznie wyhamowywać gdyż z jakiegoś powodu nienaganna elektronika poczęła z pewnego powodu szwankować. Do dziś nie wiem co mogło być tego przyczyną.

Na miejscu przywitał mnie Dimitri Iwanowicz. Prywatny właściciel ośrodka do którego dostarczyłem towar w postaci nowej odmiany roślin wrażliwych na najmniejszy promień światła oraz sprzętu optyczno- pomiarowego. To właśnie tutaj na zapomnianym przez Boga ośrodku zaczęły się dziać dziwne i niewytłumaczalne rzeczy.

Siedziałem w kawiarni z Iwanowiczem racząc się grzanym piwem i rozmawiając o niebieskich migdałach gdy nagle moich zmysłów dobiegło coś na kształt drżenia. Drżał stolik, siedzenie a nawet ciecz w moim kubku. Nie wiedząc co się dzieje, zapytałem Iwanowicza "Co to wszystko ma znaczyć?". Ten zaś odpowiedział iż to tylko odwierty i żebym się tym nie przejmował zbytnio gdyż to "codzienność". Miałem jeszcze 48 godzin wolnego czasu nim ostatni ładunek zniknie z hangaru mojej maszyny tak więc postanowiłem wykorzystać ten czas i pozwiedzać okolicę. Obejrzałem przeszkloną kopulastą halę, zajrzałem też do obserwatorium które stało się od niedawna muzealnym reliktem przeszłości aż w końcu licho zaprowadziło mnie do podziemi skąd dobiegały owe wibracje. Początkowo nie działo się nic. Nie mogąc zobaczyć drogi przed sobą zapaliłem latarkę przypiętą do mojego kombinezonu. Ujrzałem szeroki korytarz. Podążyłem nim do końca aż ten nie przeszedł w spiralne zejście w dół. W promieniu mili nikogo nie było zaś JA ciągnięty ciekawością podążyłem w otchłań. Spiralne zejście ciągnęło się dość długo dopóki nie zobaczyłem przed sobą innego źródła światła. Było blade, prawie w ogóle niedostrzegalne i miało krwisto czerwoną barwę. Zamarłem z przerażenia gdy w snopie mojej latarki zobaczyłem zwłoki. Oto przed moimi oczami leżał w kombinezonie trup człowieka. Miał zakrwawioną twarz, posiadał gęsty zarost i parę błękitnych oczu, które teraz zachodziły bielmem.

Leżał na wznak zaś ja przypatrywałem się mu oniemiały. Oprzytomniałem po niespełna minucie. Szybko sprawdziłem puls, brak. Obszukałem jego kombinezon, nic. Przyjrzałem się jeszcze raz jego twarzy która w dziwny sposób wydała mi się znajoma. W kilka chwil później zawiadomiłem Iwanowicza na co ten jedynie skarcił mnie że "szlajam się jak pies". Ciało zostało zabrane do kostnicy. Przez cały ten czas usiłowałem sobie przypomnieć skąd znam twarz tego zmarłego nieszczęśnika jak i próbowałem dociec powodu jego śmierci. Co tam robił? Skąd się wziął? Co spowodowało jego zgon? Pracownicy placówki na Plutonie nie dostarczali mi żadnych odpowiedzi. Ich zmęczone twarze wskazywały na marazm i zatracenie się w machinalnej codzienności. Dopiero po dwóch godzinach od czekania Dymitri zaprosił mnie do swojego biura. Tam też się dowiedziałem rąbka tajemnicy. Do dziś pamiętam tą rozmowę jakby to było wczoraj:

- Napije się pan?

- Nie dziękuję.

- Pewnie chce pan wiedzieć co my tutaj działamy poza odwiertami, prawda?

- Zastanawiałem się nad tym ale odpowiedzi nie otrzymałem.

- I nie otrzyma pan chyba że wie pan jak rozwiązać mi język.

-Mam w swojej kieszeni pudełko z chipem "Intelstelar i56".

- Dobrze pan kombinuje choć podał pan zawyżoną cenę. Otóż prowadzimy tu odwierty wykopaliskowe, te zdjęcia zostały zrobione dzisiaj.

- Mój Boże co to?

- Figury...sklepienia żebrowe...pozostałość pozaziemskiej cywilizacji na Plutonie...

Mówiąc te słowa Iwanowicz nalał sobie trunku do porcelanowego kubka. JA zaś milczałem.

- Z początku myśleliśmy że to formacje skalne powstałe na skutek obecności ciekłej wody ale szybko odrzuciliśmy tą teorię. Im głębiej się zapuszczaliśmy tym więcej było śladów myśli architektonicznej. I wszystko wskazuje na to że "Coś" tu było. Pytanie tylko brzmi dlaczego pod ziemią...

Po wymianie tych zdań Iwanowicz spochmurniał i pozostawał taki aż do końca mojego pobytu na placówce. Wracając na pokład krążownika zobowiązałem się przetransportować parę znalezisk z owych kopalni. Jednym z nich był wysoki na łokieć, stosunkowo niewielki nefrytowy obelisk o detalicznej wręcz koronkowej inskrypcji. Startując swoją gwiezdną maszyną wciąż usiłowałem sobie skojarzyć twarz nieszczęśnika, którego znalazłem w tej kopalni, aż w końcu olśniło mnie. Dokładnie te same rysy twarzy malowały się w moim własnym odbiciu lustrzanym...

Źródło: mój móg
Oceń:
4
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!