Historia

Opowieści ze stacji benzynowej - Mroczny Bóg (Część 7)

youhavetrouble 3 9 miesięcy temu 1 206 odsłon Czas czytania: ~15 minut

Wydobrzanie po okaleczeniu ssie.

Wydobrzanie po okaleczeniu, kiedy nie możesz spać ssie bardziej.

Wydobrzanie po okaleczeniu, kiedy nie możesz spać i kiedy równocześnie poluje na ciebie socjopatyczny służący mrocznego boga z personalną vendettą przeciwko tobie ssie jeszcze bardziej.

Ale tym, co jest jeszcze gorsze, jest to, że muszę zrobić wszystko, co do tej pory i nadal jestem wzywany do pracy, ponieważ, jak twierdzą właściciele, nowy facet jest "kompletnym idiotą z umyślnym i złośliwym idiotyzmem, który graniczy z przestępstwem. "

Tak więc jestem tutaj, wbrew radom lekarzy, na cholernej stacji benzynowej na skraju miasta. Naprawdę niesamowite jest to, że wróciłem zaledwie jeden dzień temu i już mamy ofiary. (Więcej o tym później.)

Moja prawa noga jest w gipsie od kostki do uda, a ja wybrałem kulę, ponieważ, co nie powinno dziwić, stacja benzynowa nie jest dostępna dla wózków inwalidzkich. Gips ma kilka podpisów i wiadomości, co jest bardzo dziwne, ponieważ nie pamiętam, by ktoś ją podpisał. Ale to może być wynikiem leków przeciwbólowych.

Przyglądając się, widzę, że Carlos zapisał tę wiadomość: "Staraj się trzymać z dala od kłopotów. -C"

Jest też wiadomość napisana czerwoną kredką: “Jerry tu był”.

Jest też kilka podpisów nabazgranych markerem, ale żeby je zobaczyć muszę wysoko odciągnąć nogawkę żeby je przeczytać- wiadomość: “RtRAtC!” Hm. To denerwująco zagadkowe. Sprawdziłbym rejestry taśm, żeby zobaczyć, komu pozwoliłem się zbliżyć do mojego delikatnego obszaru, ale właściciele usunęli wszystkie kamery ze stacji. Sądzę, że było coś w znalezieniu tego sekretnego pokoju pełnego nagrań z kamer bezpieczeństwa, co wystawiło prywatność do publicznej dyskusji.

Czuję, że usunięcie wszystkich kamer bezpieczeństwa było trochę przesadzone. Zwłaszcza, że Spencer wciąż gdzieś tam jest. Policja przyjęła oświadczenie i skonfiskowała pozostałości po bombie. Traktują to wszystko bardzo poważnie, został wystosowany nakaz aresztowania Spencera Middletona, gdyby kiedykolwiek znów się pojawił. Jeśli chodzi o Kieffera, sprawy stają się nieco bardziej interesujące. Policja nie znalazła żadnych dowodów na to, że kiedykolwiek istniał. Nie miał własności w swoim imieniu, żadnego prawa jazdy, żadnych publicznych zapisów. Jedyną rzeczą, która łączyła go z tym miastem, było ziarniste zdjęcie ze starej fotografii z rocznika. Wydawałoby się, że Kieffer żył w podziemiu od czasu ukończenia liceum, a teraz, gdy Spencer próbował wysadzić w powietrze stację benzynową, Kieffer zawiesił kampanię wyborczą i po prostu zniknął.

Szeryf wysłał nowego zastępcę, Arnolda, by sprawdzał mnie raz lub dwa razy dziennie. Arnold nie jest stąd, i prawdopodobnie dlatego zgodził się zastąpić Toma jako nowego opiekun stacji benzynowej. Ma około 1,9m, jest ciemnoskóry, z wąsami na tyle grubymi, że można by utkwić w nich flaminga ogrodowego. Ma oczy, które nieustannie przekazują wiadomość, "skończ z tym nonsensem" i jeszcze nie widziałem, żeby się uśmiechał. Nie wiem, czy Arnold zostanie następnym Tomem czy następnym Spencerem ... teraz może iść w obie strony.

Arnold był tym, który mnie dzisiaj podrzucił do pracy. Nie powinienem przez chwilę wracać za kierownicę , co jest chyba w porządku. To nie tak, że wybieram się w najbliższym czasie w dłuższą podróż .

W drodze do pracy minęliśmy SUV brodacza. Nadal stał w tym samym miejscu na poboczu drogi z drzewem wyrastającym z silnika. Zapytałem o to Arnolda, ale on po prostu wzruszył ramionami i powiedział, że nie powinienem się martwić o interesy innych ludzi. Zapytałem go o właściciela pojazdu, a Arnold powiedział, że prawdopodobnie zgubił się w lesie, tak jak ostatni turyści. Rozpoczęły się poszukiwania i akcje ratunkowe i był pewien, że znajdą go "w taki czy inny sposób".

Po tym, jak Arnold mnie dzisiaj opuścił, zacząłem wykonywać regularne obowiązki w zakresie początku zmiany. Podliczyłem utarg Marlboro, wcale nie będąc zdziwionym, gdy zobaczyłem, że ma nadwyżkę 150 dolarów, albo że nadwyżka była w całości w jednodolarowych monetach.

Zanotowałem wszystkie faktury, które zgromadziły się podczas mojej nieobecności, a potem opróżniłem kosze na śmieci. Miałem nadzieję, że wpadnę na kowboja, ale jedyną osobą w męskiej toalecie był otyły trucker, który ciężko pracował, karząc toaletę i otaczające powietrze z bezbożną wściekłością, która zasługuje na własną przerażającą historię.

Słońce zaczynało zachodzić, kiedy kuśtykałem do śmietnika, balansując worki na śmieci pod moimi kulami i prawdopodobnie wyglądając jak sarna ucząca się chodzić. Wiesz, jeśli ta sarna byłaby pijana i dwunożna i niosła kilka worków śmieci. Spalona ziemia w pobliżu śmietnika była taka sama, jak ją zostawiłem: poczerniała do podłoża. Gdzieś tuż za drzewami zaczynała się kolejna łata tlących się resztek, o której “zapomniałem” wspomnieć w raporcie policji, która mogłaby wydać się przypadkowemu obserwatorowi szczątkami ludzkiego ciała.

Zanim się odwróciłem, zauważyłem coś dziwnego z boku śmietnika. Początkowo myślałem, że to dziecięca zabawka przyklejona do brudnej ściany zewnętrznej. Ale potem uświadomiłem sobie, że porusza się, oddycha, raczkuje powoli i zjada gęste wycieki z rdzy śmietnika. Rzecz wyglądała jak olbrzymia gąsienica pomidorowa, o długości około ośmiu cali, a gdy zachodziło słońce, przysięgam, że widziałem jak ta rzecz wydziela własne światło. Gąbczasta gąsienica nie wydawała się mieć nic przeciwko mojej obecności, a nawet pozwoliła mi się nakarmić starym starburstem, którą miałem w kieszeni. Żółty, ponieważ jak wszyscy ludzie, nienawidzę żółtego starburst. Bioluminescencja stworzenia stała się trochę jaśniejsza, po tym jak zjadł przekąskę i łagodnie je pogłaskałem. Jego skóra nie była tak mokra, jak się wydawało. W rzeczywistości wydawało się, że jest pokryta drobnymi, przezroczystymi włosami.

"Nie jesteś taki zły", powiedziałem, kiedy skubała cukierki. - Nie wszystko, co tu jest, musi być przerażające, co? Podpełzł i wczołgał do miejsca na śmietniku z większą ilością mazi, a ja wróciłem na stację benzynową.

Marlboro znów zaczął palić. Rzucił na chwilę, ale potem wyjaśnił, że cierpienie, które sam sobie spowodował nie paląc rażąco przeważało nad cierpieniem, które powodował nam przez bierne palenie i Matematystycznie rzecz biorąc, nie było sensu rezygnować . Miałem nadzieję, że zaczyna on odbiegać z filozofii kultystycznej po tym, jak cała społeczność tajemniczo zniknęła, ale teraz zaczynam się obawiać, że nie można go zrehabilitować.

No cóż.

Dzisiaj był dość normalny (no ok, nie normalny, ale przeciętny) dzień na stacji benzynowej. Mieliśmy trochę dziwnych ludzi. Odwiedziło nas też kilku normalnych ludzi. A przy okazji wyłączyłem się, skończyłem książkę, którą czytałem, zrobiłem nudne zapisy w dzienniku, a nawet przysiadłem się do laptopa, żeby przeglądać internet przez jakiś czas.

Pod ladą znajduje się kolejna paczka adresowana do mnie z adresu zwrotnego, którego nie rozpoznaję. Podjąłem ryzyko z ostatnią i okazało się, że było to coś wspaniałego. Ale to było zanim Spencer próbował mnie zabić, i znowu przeczucie mówi mi, żebym jej nie otwierał.

Miałem dzisiaj telefon kilka godzin po zachodzie słońca. Było dość późno, trudno powiedzieć dokładnie kiedy. Marlboro spał w swoim hamaku w magazynie i nie mogłem sobie przypomnieć ostatniego klienta. Było to gdzieś na tym czasowym pustkowiu między zmierzchem a świtem.

“Halo?”

“Jack, słuchaj bardzo uważnie. Nie znasz mnie. To, co zaraz ci powiem, uratuje ci życie, ale tylko wtedy, gdy będziesz postępować zgodnie z moimi instrukcjami i robić dokładnie to, co mówię. W szufladzie po prawej stronie znajduje się ołówek i papier. Weź je i to zapisz. To są zasady twojego przetrwania. "

"Jeden. Nie opuszczaj stacji benzynowej. W żadnych okolicznościach nie wychodź na zewnątrz.

Dwa. Nie pij wody z kranu. Nawet jej nie dotykaj. Nie wąchaj. Nie patrz na nią. Od tego momentu tylko woda butelkowana.

Trzy. Nie ufaj swoim oczom.

Cztery. Zabarykaduj-“

“Chwila, chwila, gdzie miał być ten długopis?”

Głos westchnął, “W szufladzie po prawej.”

“Mojej prawej, czy twojej?” Spytałem.

“Twojej prawej- jak do cholery miałoby być po mojej prawej? Rozmawiamy przez telefon!”

Właśnie wtedy usłyszałem klakson samochodu.

To była stara wdowa, pani Sistrunk. Jest lokalną, gdzieś w okolicy stu lat, gdybym miał zgadywać, a na tym etapie nie było to nic więcej niż szkielet owinięty niedopasowanym garniturem skóry z żywą szminką rozsmarowaną po całym obszarze ust. Po śmierci męża, pani Agatha Sistrunk zajęła się kupowaniem i kolekcjonowaniem samochodów sportowych i dużych ciężarówek i pędzeniem nimi przez obrzeża miasta przez całymi nocami. Jej najnowszym zakupem był nowiutki Ford F-550 z obrazem Hulka na boku w całej jego miażdżącej chwale.

Osobiście była słodką starszą panią, nie wyższą niż cztery i pół stopy. Nosiła specjalne buty, aby sięgnąć pedału gazu i zawsze przychodziła na tę stację benzynową, żeby napełnić bak, ponieważ wiedziała, że pomogę jej wypompować benzynę, czego nigdy przedtem nie robiła i nie była zainteresowana nauką, jak to zrobić.

"Jedną sekundę", powiedziałem do głosu po drugiej stronie telefonu, "Zaraz wracam. Pani Sistrunk potrzebuje pomocy z tankowaniem.

"Posłuchaj mnie!" Głos warknął: "Nie wychodź na zewnątrz! Wyjdziesz na zewnątrz nie żyjesz! Słyszysz mnie?!"

"Słyszę, co mówisz", powiedziałem, chwytając za kule i szykując się do wyjścia ", ale nie pracuję dla ciebie”. Odłożyłem słuchawkę i wyszedłem na zewnątrz, aby pomóc pani Sistrunk .

Stara Agatha była szczęśliwa widząc, że wróciłem do pracy. Najwyraźniej czuła się niekomfortowo w towarzystwie Marlboro. Powiedziała, że z nią flirtuje i nie chciał przestać palić, podczas gdy tankował jej samochód. Zanim odeszła, dała mi skrzynkę z pustym piwem i zapytała, czy mógłbym "być owieczką i je wyrzucić" dla niej. Nie mogę odmówić Agacie.

Kiedy wróciłem, żeby wyrzucić śmieci, zauważyłem coś niesamowitego.

Ten robaczek z dzisiejszego ranka uformował się w ogromny kokon na tyłach śmietnika. Nie potrafię wyjaśnić dokładnie dlaczego, ale to napełniło mnie jakimś rodzajem ... Nie wiem, co oznacza dokładne przeciwieństwo egzystencjalnego lęku? Euforia? Egzystencjalna nadzieja? Czy tak odczuwa się optymizm?

Ponownie, wiem, że to nie ma sensu, ale widząc dziwaczną gadzinę, która zaczyna odważną podróż transformacji sprawiła, że poczułem mrowienie w mojej duszy. To był jakiś znak. Właśnie wtedy, gdy gąsienica uznała, że jej świat dobiegł końca, stała się motylem. Mój świat też sprawiał wrażenie, że też dobiegnie końca, mały przyjacielu. Być może też jestem na krawędzi metamorfozy. Może świat nie musi być dziwny i przerażający, może może być dziwny i fajny. Uznałem, że cokolwiek wykluje się z kokonu, czy to motyl, czy ćma czy potwór, zamierzałem nazwać go Starburst.

Pokuśtykałem z powrotem do stacji benzynowej i rzuciłem ostatnie spojrzenie przez ramię na śmietnik, żeby zobaczyć, że jeden z szopów wepchnął kokon do pyska. Pochłonął wszystko w kilku kawałkach, po czym nawiązał ze mną kontakt wzrokowy i rzucił się do lasu.

Carlos wszedł do sklepu na swoją późną zmianę i zapytał, jak się czuję. Powiedziałem mu, że ból jest znośny. Skinął głową, jakby to była odpowiedź, której szukał, a ja wróciłem do lektury mojej książki.

Kilka minut później mężczyzna z brodą wszedł na stację benzynową. Niemal nie rozpoznałem go jako tego samego człowieka, który wyruszył w las po stworzeniu, które nazwał "żabnicą".

Stracił dużo wagi, jego broda nie była tak dobrze utrzymana, a on pachniał jakby kąpał się w wannie sików, w której ktoś się pierdnął.

"Hej!" Powiedziałem, kiedy wszedł. "Wciąż żyjesz! Fajnie."

Czy wspominałem, że mężczyzna trzymał pistolet, kiedy wszedł? Przyszło mi przez głowę, przez krótką chwilę zastanawiałem się, co stało się z jego wielką bronią? Nie miałem czasu pytać. Szybko znalazł zamki w drzwiach, przekręcił je, a potem pokrył krótki dystans do mojego rejestru, wyciągnął pistolet i wycelował w moją twarz.

"Mówiłem ci, żebyś nie wychodził na zewnątrz! Masz szczęście, że jeszcze żyjesz! - krzyknął, zanim złapał za sklepowy telefon i wyrwał go ze ściany. Rzucił go na ziemię z głośnym, satysfakcjonującym trzaskiem i zapytał: "Kto jeszcze jest w tym budynku?"

"Cóż, pozwól mi się zastanowić," powiedziałem, myśląc. "Jesteś ty, ja i prawdopodobnie drugi kasjer, chyba że znowu pojechał do miasta."

"Widziałem na zewnątrz jeszcze jeden samochód. Toyota. To twoja?

"Nie, to musi być auto Carlosa".

Zaraz na znak, Carlos wyszedł z tyłu i zamarł na widok brodatego mężczyzny wciąż celującego w moją twarz.

Carlos mógł ulec pokusie podjęca działania, gdyby nie niósł na ramieniu worka kukurydzy o wadze 50 funtów. Zamiast tego podniósł wolną rękę i powiedział cicho: "Hej, nie chcemy kłopotów. Jeśli szukasz gotówki, to bierz. Nie ma tu żadnych bohaterów. "

Brodaty mężczyzna zaśmiał się w nieznośny sposób i powiedział: - No cóż, jest przynajmniej jeden normalny. Nazywam się Benjamin i jestem tutaj, aby ocalić wasze żałosne tyłki.

Carlos i ja nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Wiele można przekazać w jednej chwili, jeśli znasz osobę, na którą patrzysz. Próbował zobaczyć, co chcę zrobić. Próbowałem mu powiedzieć, żeby się zrelaksował. To nie było ani najgorsze, ani najdziwniejsze wydarzenie w tym pokoju.

"Ok," powiedziałem. "Co mamy robić, Benjaminie?"

- “Pod tą stacją benzynową jest coś złego i nikt stąd nie wyjdzie, dopóki nie zrozumiem, co to jest. Ponieważ wiem, że ktoś pracuje dla tej rzeczy. Widziałem to. W moich snach. Wiem, że ty też.”

Cóż, mylił się co do jednej rzeczy.

W tym momencie Marlboro wyszedł ze schowka, rozciągając się i ziewając. Benjamin przydusił go zanim zorientował, co się dzieje, i przycisnął pistolet do jego głowy.

"Słuchasz mnie ?!" wrzasnął Benjamin. "Właśnie powiedziałem ci, że świat, jaki znasz, jest tylko fasadą! Tu jest diabeł! I jeden z was dla niego pracuje! "

Popatrzył na nas obojga czekajac na jakąś reakcję, ale nie sądzę, żeby znalazł tę, której szukał.

Po prostu wzruszyłem ramionami i powiedziałem: "Super".

W tym momencie Marlboro zaskoczył wszystkich pół-wrzeszcząc-pół-śmiejąc się "Zróbmy to! Nie boję się umierać! ". Zanim sięgnął, chwytając pistolet przyciśnięty do głowy i pociągnął za spust.

Widziałem wiele dziwnych rzeczy pracujących na tej cholernej stacji benzynowej. Byłem prawie zabity raz lub dwa razy. Obserwowałem, jak ten sam facet umiera raz za razem przed moimi oczyma. Widziałem rzeczy, które mogą, ale nie muszą być rzeczywiste, ponieważ nie mogę śnić i czasami zastanawiam się, czy mój umysł nadrabia to w inny sposób. Widziałem kulistą błyskawicę, ludzi o niebieskiej skórze, mężczyznę z dwoma głowami, gadającego psa i podróbka Elvisa, która była trochę zbyt przekonująca. Widziałem tak wiele dziwnych rzeczy w tym pokoju. To był pierwszy raz, kiedy widziałem takie zdziwienie na czyjejkolwiek twarzy. I to było absolutnie bezcenne.

"Co ... co do cholery jest z wami nie tak ?!" powiedział Benjamin, odsuwając się od nas.

"Nie jest z nami nic nie tak", powiedział Marlboro z ulgą, że uwolnił się od headlocku. "Co do cholery jest nie tak z twoją bronią?"

"Skąd wiedziałeś, że nie mam amunicji?"

"Nie wiedziałem".

Rozległ się głośny łomot, gdy Carlos upuścił worek zboża. Następnie powiedział: "Myślę, że może powinieneś się stąd wynisić, kolego, póki jeszcze możesz."

"Obawiam się, że nie mogę tego zrobić," odpowiedział Benjamin. "Nie, dopóki ta rzecz nie będzie martwa. I dopóki ja ...

Usłyszałem mokre klang, zanim cokolwiek zobaczyłem. Zanim Benjamin upadł bezwładnie i uderzył o ziemię. Kiedy moje oczy spotkały się z tą sytuacją, miałem nadzieję, że to, co widzę, jest halucynacją, ale wyraz strachu na twarzy Carlosa powiedział mi, że tak nie jest. Mężczyzna stojący za Benjaminem, trzymający zakrwawioną łopatę, człowiek, który właśnie uratował nasze tyłki, uśmiechał się w zębatym uśmiechu rozkoszy. Uśmiechu, który który pojawia się tylko po zadaniu tego rodzaju bólu, który właśnie zadał.

"Hej Jack", powiedział Spencer Middleton. "Tęskniłeś za mną?"

Wrzucił Carlosa i Marlboro do zamrażarki. Marlboro jest i zawsze był typem faceta idącego na żywioł, więc dobrowolnie wszedł do zamrażarki. Carlos próbował walczyć, dlatego posiniaczony i krwawy ledwie trzymał się świadomości.

Z tego, co mogłem zobaczyć, Benjamin wyglądał, jakby był martwy. W najlepszym razie był nieprzytomny w powoli rozlewającej się kałuży jego własnej krwi.

Spencer wyjął ze schowka kilka krzeseł i położył je przed sobą, naprzeciw siebie. Kazał mi się pokuśtykać i usiąść w jednym. Potem odwrócił drugie dookoła, by usiąść na nim do tyłu, jak fajny nauczyciel z lat 90-tych.

"Chcę tylko, żebyś wiedział" - powiedział - "Nie jestem na ciebie wściekły. I on też nie jest. Chciał, żebym przekazał tę wiadomość.

Twarz Spencera wciąż miała na sobie plamki krwi, z momentu, kiedy pobił Carlosa.

"Twój szef?" Powiedziałem.

"Tak. Był zły na ciebie za to, co zrobiłeś Kiefferowi i chciał, żebym ci pokazał, co dzieje się ze złymi dziećmi. Miałeś się z nim spotkać, ale potem to wszystko walnęło, co?

"Może to nie był mój czas na śmierć." Odpowiedziałem.

Wtedy uśmiech znikł z twarzy Spencera. Pokręcił przecząco głową i powiedział: "śmierć? Nie ... nie, nie, nie, nie powinieneś umrzeć. Nie możesz umrzeć! Potrzebujemy cię."

Widziałem jakiś ruch za Spencerem, ale starałem się nie zerwać kontaktu wzrokowego. To był Benjamin.

Był żywy, a teraz był moją najlepszą szansą na wydostanie się z tej sytuacji. Poruszał się powoli po ziemi, odzyskując przytomność, ale cudem nie wydawał żadnego dźwięku. Starałem się rozproszyć Spencera.

"Twój szef. Powiedz mi o nim więcej. Jak cię znalazł? Kim on jest?"

Spencer zachichotał: "Och, ma wiele imion. Ale wkrótce się z nim spotkasz. I tym razem nic nam nie przeszkodzi. "

"A moi przyjaciele?"

"Nie obchodzą mnie. Mogą do nas dołączyć. Mogą umrzeć. To nie ma znaczenia. Przy okazji, Jack, chciałem zapytać: czy kiedykolwiek zastanawialiście się, kto umieścił tę bombę?

Zaśmiałem się cicho. "Tak, policja ją wzięła. Oni wiedzą, że to ty. Oni wiedzą wszystko. Cóż, prawie wszystko. W porządku, wiedzą niewiele, ale wiedzą, że próbowałeś mnie zabić i że umieściłeś bombę na stacji benzynowej.

Spencer znów pokręcił głową.

"Błąd w obu przypadkach. Gdybym chciał cię zabić, byłbyś martwy. A bomba? Poważnie? Nie w moim stylu."

Sądzę, że miał mi coś do powiedzenia, ale nigdy się nie dowiem, ponieważ wtedy Benjamin odrzucił jego głowę do tyłu i wytarł ostrze noża wielkości dużego chihuahuy przez jego szyję, starannie rozcinając głowę do połowy.

Krew rozprysła się w kilku pulsach, potem przestała pryskać, a Spencer Middleton już nie był na tym świecie.

"Tak to właśnie wygląda", zadrwił Benjamin, gdy rzucał martwe ciało Spencera na podłogę, jego krew wylewała się i mieszała z resztą. Kiepska sytuacja dla osoby, która będzie musiała to wszystko wyczyścić.

Kiedy otworzyliśmy zamrażarkę, okazało się, że Marlboro został kiepskim pielęgniarzem przyklejając do twarzy Carlosa grudki mrożonego mięsa. "Na obrzęk."

Zrobiłem nam świeżą kawę i zajęliśmy miejsca przy stoliku przy oknie. Na wypadek, gdyby jakiś wścibski przechodzień zdecydował się przejść obok, położyliśmy plandekę na Spencera i przesunęliśmy obok niego znak "mokrej podłogi".

Przez około pół godziny siedzieliśmy i piliśmy kawę w ciszy. Kiedy skończyliśmy z naszymi trzecimi kubkami, Carlos wreszcie przemówił. Jego szczęka była piekielnie spuchnięta, ale wciąż był w stanie wypowiedzieć swoje słowa z tylko niewielką trudnością.

"Więc dlaczego jeszcze nie zadzwoniliśmy do gliniarzy? To była wyraźnie samoobrona. Mam twarz, żeby to udowodnić.

"Tak," powiedział Benjamin po długim rozmyślaniu. "Tak, zadzwońmy do nich. To byłoby dobre. Ale jutro ty i ja musimy poważnie porozmawiać, Jack.

Zadzwoniłem do Arnolda z jedynego telefonu w budynku z jakimkolwiek odbiorem - komórką Spencera. Funkcjonariusz wysłuchał tego, co mu powiedziałem (tylko najbardziej podstawowa i uproszczona wersja tego, co stało się tamtej nocy) i powiedział, że będzie w drodze zaraz po wstaniu z łóżka i założeniu ubrań.

Zaraz potem zadzwoniłem do właścicieli i nie byli zbyt szczęśliwi. Powiedzieli mi, że następnym razem powinienem zadzwonić najpierw do nich.

"Następnym razem?"

W tej chwili pozostali siedzą przy swoim stoliku i patrzą przez okno. Ja siedzę przy laptopie dokumentując noc, gdy wspomnienia są jeszcze świeże. Wiem, że to jeszcze nie koniec. Myślę, że stacja benzynowa będzie się musiała zamknąć na dzień lub dwa. Ale kiedy znów się otworzy, będę tutaj, pisząc moje dzienniki i robiąc wszystko, aby zignorować każdego, kto przejdzie przez te drzwi.

Myślę, że to oznacza, że ciąg dalszy nastąpi ...

---

Autor: Jack Townsend (strona autora w źródłach)

Tłumaczenie: Paweł Michalewski

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Wincyj *.*
Odpowiedz
ombowe, jeszcze nigdy nie oczekiwałem bardziej na cią dalszy.
Odpowiedz
Ciekaw jestem finału o ile taki jest. Bardzo ciekawa i klimatyczna seria, aż obejrzałbym o tym serial albo film ?
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje