Historia

Samotność

bartek1121998! 0 3 miesiące temu 343 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Zapach zimnego zimowego powietrza dmie w twoje płuca z każdym ciężkim oddechem. Każdy krok w śniegu stawiasz bardzo szybko, palce drętwieją od zimna przenikającego przez twoje przemoczone skarpetki. Samotność wydaje ci się coraz bardziej oczywista przez trzeszczenie śniegu pod twoimi stopami. Twoja twarz jest czerwona po części z zimna, po części ze zmęczenia. Palce mrowią, kiedy próbujesz złapać równowagę. Ale oprócz tego wyłapujesz jeszcze coś innego – postać ukrytą gdzieś w ciemności. Z łatwością dotrzymuje ci tempa na swoich czterech nogach; głowa nisko, szczęka otwarta.

Widzisz światło w oddali. To dom? A może chata myśliwych? W każdym razie światło oznacza bezpieczeństwo. Ciemna linia drzew sprawia, że twoje tętno przyśpiesza; widzisz tam błyszczące w świetle księżyca oczy, czy to tylko lód? Umysł przeinacza wszystko wokół, kiedy ledwo co widać. Ten stwór nie podchodzi bliżej, ale cały czas dostrzegasz go kącikiem oka. Zimne powietrze muska twoją skórę i zatyka płuca z każdym zmęczonym oddechem. Czujesz się tak, jakby światło ciągnęło cię w swoją stronę, twoje serce jest przepełnione adrenaliną i nadzieją. Nadzieją, że za chwilkę się obudzisz w swoim ciepłym łóżku, na szafce nocnej będzie migotał płomień świecy. W nos uderzy cię zapach lasu, upewniając cię, że jesteś bezpieczny za grubymi, cedrowymi ścianami.

Ale to nie jest sen.

Łzy wypływają z twoich oczu, by po chwili zamarznąć na policzkach. Nagle dociera do ciebie suchość języka, gotowego aby wyskoczyć z gardła i pomóc ci krzyczeć. Wyć, żeby ktoś usłyszał, że tu jesteś. Że NADAL tu jesteś. Ale kto cię usłyszy? Światło w oddali, które powiększyło się, odkąd pierwszy raz je zauważyłeś? Musi. Czujesz się, jakbyś właśnie przebiegł maraton. Kolejne migotanie między drzewami sprawia, że odwracasz głowę w tamtym kierunku, spodziewając się kolejnych potworów, które śledzą cię w twoim tempie, czekających aż się zatrzymasz.

Nie chcesz ich rozzłościć, nie dzisiaj. Musisz iść dalej wzdłuż zaśnieżonego lasu, musisz dotrzeć do światła. Do bezpiecznej przystani. Dotarłeś tak daleko, nie możesz zrezygnować z bezpiecznej kryjówki czy czegokolwiek, co kryje się za tym światłem. Nie zrobisz tego. W ciągu kilku chwil wyłapujesz światło księżyca odbijającego się w tafli szkła.

Chata.

Zbawienie.

Pękający lód pod twoimi stopami.

Lodowata woda okrąża twoje pięty, kiedy naciskasz na lód, idąc dalej. Teraz jak na autopilocie, twoje ciało czuje się jakby było podłączone do prądu. Twoje oczy skupiają się na świetle, widzisz zmianę. Ktoś przechodzi koło okna, wygląda przez nie. Patrzy na ciebie. Nie będziesz już sam. Dopóki coś tego nie zepsuje.

Prawdopodobnie źle postawiona stopa, lub okrutna ręka losu. Wpadasz do wody, próbujesz wynurzyć się na powierzchnię, zanim umrzesz – zapomniany i samotny. Ręce zamarzają, ześlizgują się z lodu. Cały ten czas, kiedy biegałeś, ani razu nie spojrzałeś w niebo. Przez krótką chwilę odczuwasz coś w rodzaju wstydu. Miliony gwiazd patrzą na ciebie z kolorowego nieba. Nikną i płyną, jakby cały firmament był wodą. Wolny, ale idealny taniec zielonych i niebieskich brylancików. Jeśli to mają być twoje ostatnie chwile życia, to cieszysz się, że widzisz tak niezwykłe piękno. Twoje ciało robi się ciężkie od otaczającej cię wody, a ty jesteś zanurzasz się coraz głębiej w otaczającym cię mroku.

Bicie twojego serca jest coraz wolniejsze. Pozwalasz wyjść powietrzu, które zostało w twoich płucach i zamykasz oczy. W samotności panuje zimna błogość.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Czas czytania: ~3 minuty Wyświetlenia: 4 657

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje