Publicystyka

Rzeź Indian

Maciej Wójcik 0 2 miesiące temu 1 488 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Cała wioska spowita była gęstym dymem. Jego źródło stanowiły palące się chaty, zbudowane z suchych gałęzi i zwierzęcych skór. Zewsząd słychać było złowrogie odgłosy; rżenie koni, szczekanie psów, płacz dzieci, wypełnione bólem krzyki kobiet i mężczyzn.

Na gliniastym placu stanowiącym centrum osady, sparaliżowany strachem, stał pięcioletni chłopiec. Jego jedyne odzienie stanowiła skromna przepaska biodrowa a pyzata buzia pokryta była czerwonym i niebieskim pigmentem, układającym się w rytualne wzory. Na twarzy dziecka malowało się przerażenie, szkliste oczy były szeroko otwarte, usta zaciśnięte w cienką, poziomą linię, na spocone czoło opadały przetłuszczone strąki hebanowych włosów. Oblicze dziecka wskazywało na to, że jest ono świadkiem wydarzeń wykraczających poza jego rozum, poza poznany świat, składający się z współplemieńców i dżungli pełnej niesamowitych tajemnic, które co dzień odkrywał za pośrednictwem towarzyszy zabaw oraz ojca tłumaczącego mu zasady panujące w głuszy. Praca chłopięcego umysłu została wstrzymana przez obrazy składające się jedynie z nieznanej mu dotąd brutalności i perwersji, paraliżującej go, wstrzymującej wszelką reakcję, podjęcie jakiegokolwiek działania. Obłoki dymu nieustannie wędrujące do nieba, co jakiś czas pokazywały mu gehennę członków wspólnoty, do której należał.

Biały człowiek ubrany w zielone i błękitne szaty oraz metalowy napierśnik i hełm, ćwiartował mieczem ciało starca. Inny, podobnie ubrany, z przewieszonym przez plecy puklerzem i kuszą, z założonymi rękoma obserwował jak jego dwa psy zaciskają swe szczęki na ciele maleńkiego chłopczyka i wyrywają go z rąk matki. Jeden z białych, zakuty od stóp do głów w stal, przebijał długą piką mężczyznę próbującego obronić krewnych. Biały, gęsty dym, nieustannie odkrywał i zasłaniał makabryczne widoki. W pewnym momencie z obłoków wyłoniła się olbrzymia postać. Okazał się nią brodaty mężczyzna na karym koniu. Podobnie jak niektórzy jego towarzysze, na głowie miał pokaźnych rozmiarów hełm, resztę jego ciała chroniła zbroja składająca się z skórzanego kaftana, zdobionego kirysu, kolczugi i nagolenników. Na plecy opadała mu czarna peleryna. Chłopczyk, przypominający niemalże posąg, zwrócił swój wzrok ku jeźdźcy, który spoglądając na niego uniósł w górę topór dzierżony w prawej dłoni. Na moment w oczy dziecka powróciły iskierki życia, jednakże uwagę małego Indianina nie przykuło olbrzymie narzędzie mordu, a pewien złoty przedmiot zwisający na długim rzemieniu u szyi najeźdźcy. Był to złoty krzyż przylegający do zbroczonego krwią kirysu.


    Odkrycie obu Ameryk i wiążąca się z tym ekspansja mocarstw europejskich, przyniosła wiele pozytywnych skutków dla rozwoju nauki, techniki i kultury. Zagarnięcie przez Europejczyków tzw. Nowych Ziem stało się epokowym wydarzeniem zmieniającym bieg historii, popchnęło przedstawicieli cywilizacji europejskiej ku dalszemu rozwojowi, opierającemu się na ekspansji. Niestety to, co pozytywne dla ludów wysoko rozwiniętych cywilizacyjnie okazało się negatywne w skutkach dla ludności autochtonicznej, zamieszkującej dzisiejsze tereny USA, Meksyku, Paragwaju, Brazylii czy Haiti. Kolonizatorzy, z początku głównie Hiszpanie i Portugalczycy, oprócz zdobywania nowych terenów przeznaczonych pod uprawę, otwieranie kopalni lub budowę miast i portów, postanowili także ewangelizować tubylców, często w agresywny, brutalny sposób, niszcząc ich kulturę, tradycyjne wierzenia, styl życia. Gorliwi wyznawcy Chrystusa, mimo, że ich Bóg nakazał im miłować każdego bliźniego, nawet wroga, nadstawiać drugi policzek, wspomagać najsłabszych, nie przebierali w bestialskich środkach przekazywania jedynej i słusznej wiary. Do krwawych metod ewangelizacyjnych niekiedy uciekali się także duchowni, którzy dzięki królewskim nadaniom i prawu funkcjonującemu na nowo zdobytych terenach, dostawali w swe posiadanie ziemie zwane encomiendą, na których do niewolniczej pracy zmuszano Indian nienawykłych do ciężkiej pracy.

    Indian ze względu na ich styl życia (pogaństwo, rozwiązłość seksualna, lenistwo, kanibalizm), pozbawiano ludzkiej godności, mawiano, że mają plugawą naturę. Część kolonizatorów była zdania, iż należy siłą pokazać potęgę białego człowieka i zmuszać ich do przyjmowania chrześcijaństwa. Znajdowali oni jednak obrońców w postaci intelektualistów, duchownych takich jak: dominikanie Antonio Montesinos, Pedro de Cordoba, Reginald Montesinos, Franciszek de Vita i najgłośniejszy z nich Bartolome de Las Casas. Ostatni z wymienionych, to autor głośnego dzieła pt. „Krótka relacja o wyniszczeniu Indian”, wydanego w połowie XVI w. W tejże rozprawie Las Casas, staje w obronie pierwotnych mieszkańców Ameryki Południowej i Środkowej, przedstawia bestialskość konkwistadorów, podających się za chrześcijan, wierne sługi Boże.

    Wedle relacji Las Casasa, wielcy właściciele ziemscy siłą zaprzęgali do roboty w polu Indian, nieprzyzwyczajonych do całodziennej, wyczerpującej pracy. Najsilniejszych z mężczyzn posyłano do kopalni, gdzie zajmowali się wydobywaniem drogocennych kruszców. Powodem śmierci zniewolonych Indian, oprócz ciężkiej pracy i chorób, był straszliwy głód; panowie ziemscy odnosili się do nich o wiele gorzej niż do zwierząt hodowlanych, nie dbając o wystarczające racje żywnościowe.  Mimo to, los spotykający Indian pracujących na polach i w kopalniach możemy nazwać łaskawym w stosunku do ich pobratymców, którzy padli ofiarą najazdów konkwistadorów na osady.

    Konkwistadorzy nie oszczędzali nikogo, ich ofiarą padali silni, stawiający opór mężczyźni, kobiety, dzieci i starcy. Dominikanin opisuje, że europejscy agresorzy pastwili się nawet nad ciężarnymi kobietami, rozpruwając im brzuchy i wydobywając z nich płody. Starsze zaś dzieci były porywane i podobnie jak dorośli, wykorzystywano je do niewolniczej pracy, zaś małe oseski nabijano na piki, roztrzaskiwane o skały i podtapiano w rzekach.

    Oprawcy Indian lubowali się w poniżaniu lokalnych władców, gwałcąc im małżonki. Był to straszliwy cios dla dumnych wodzów i wojowników, tracili oni wtedy swój honor i jeżeli nie zostali zamordowani przez konkwistadorów oraz nie potrafili dokonać zemsty, udawali się na samotną tułaczkę, albo popełniali samobójstwo, nie mogąc znieść hańby.

    Całe indiańskie osady stawały się „materiałem” do organizowania „sportowych” zawodów, polegających na przepołowieniu jednym cięciem człowieka lub nabiciu na włócznię jak największej ilości Indian. Autochtonów także wieszano i palono na stosach. W „Krótkiej relacji o wyniszczeniu Indian” możemy znaleźć informację o tym jak, to krwawi ewangelizatorzy podpalali jednocześnie trzynastu skrępowanych Indian, mówiąc, iż robią to na chwałę dwunastu apostołów i ich mistrza Jezusa Chrystusa. Zdarzało się, że ocalałym po masakrze Indianom odcinano obydwie dłonie i puszczano wolno, los, jaki ich spotkał miał stanowić ostrzeżenie dla innych plemion, aby nie podejmowały odwetowych powstań zbrojnych.

    Europejczykom udało się pokonać różnorakie plemiona, nie tylko ze względu na posiadanie lepszego opancerzenia, broni białej i palnej, ale również dzięki wykorzystaniu koni i psów. Obydwa rodzaje zwierząt, w oczach Indian południowoamerykańskich były demonami, nie znali ich wcześniej, sądzili nawet, że jeździec i koń tworzą jedną, nieśmiertelną istotę.

    Należy pamiętać, że zetknięcie się Europejczyków z ludnością zamieszkującą obie Ameryki, nie owocowało jedynie ciągłymi, wyniszczającymi walkami, niewoleniem tubylców. Misjonarze wywodzący się z różnych zakonów (dominikanie, hieronimici, augustianie, franciszkanie) tworzyli osady dla Indian, czasami o bardzo utopijnych programach, założeniach, bo opierających się na wspólnotowej, uczciwej pracy i sprawiedliwym podziale dóbr. Duchowni zajmowali się również nauczaniem indiańskich dzieci, organizowali w osadach misyjnych pokaźne księgozbiory z woluminami m.in. o tematyce filozoficznej i teologicznej, a przede wszystkim opisywali bogatą tradycję, kulturę Indian, stając się dociekliwymi antropologami.

Opracowano na podstawie - "Krótka relacja o wyniszczeniu Indian", Bartolome de Las Casas, Warszawa 1988.


Pozostała bibliografia:

1) Bartolomeo de Las Casas, Domingo de Soto, Juan Gines de Supelveda, Dysputa w Valladolid (1550/1551), Gdańsk 2014 (źródło)

2) Benitez F., Indianie z Meksyku, Warszawa 1972

3) Diuz Del Castillo B., Pamiętniki żołnierza Korteza, czyli prawdziwa historia podboju Nowej Hiszpanii, Łódź 1986

4) Portilla L., Zmierzch Azteków, 1976

5) Świeżawski S., U źródeł nowożytnej etyki, Kraków 1987

6) Bolt R., Misja, Poznań 2018 (powieść)


Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Czas czytania: ~2 minuty Wyświetlenia: 3 865

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje