Historia

Istota

Feed_Me 1 2 lata temu 531 odsłon Czas czytania: ~6 minut

CHODŹ TU SZCZENIAKU! - zawołał głośno nieludzki głos w którym słychać było samo zło - CZAS NA ŚMIERĆ! 

Duże, ciężkie kroki niosły się po całym domu, a każdy z nich zapowiadał jego koniec.

Mały chłopiec do którego były skierowane te słowa, dygotał ze strachu pod stertą rupieci na strychu. Po prostu nie znał innej kryjówki. Wiedział, że zostanie może być odnaleziony przez swojego ojca. Tyle, że to, co wyglądało jak jego rodzic nie miało dobrych zamiarów. To już nie jest mój tata - pomyślał i ledwo połknął swoją ślinę, strach prawie mu odebrał rozum - Nie dam rady się stąd wydostać.

Była ciemna noc, a o ile wiedział, wszyscy sąsiedzi wyjechali świętować Nowy Rok. Odkrył to, szukając wczorajszego popołudnia dzieci do zabawy na śniegu, ale jedyne co zastał to pozamykane drzwi I okna. Nikt nie odśnieżał. Nie było nawet śladów zwierząt na białym puchu. Tak jakby zostali sami, to znaczy on, jego brat, mama i ojciec, w okolicy. Kiedy spróbował dowiedzieć się od swojej rodziny czemu tu zostali, w odpowiedzi dostał tylko wzruszenie ramion, co bo bardzo zaniepokoiło, ale co on miał z tym zrobić? Pójść sam na piechotę w nieznanym kierunku? Przecież on miał dopiero osiem lat.

Zrozumiał, że nie ma co liczyć na pomoc z zewnątrz. Słyszał ciągle straszne nawoływania istoty która przejęła tatusia, z głębi domu, łączył się z nimi huk roztrzaskiwanych mebli i narzędzia uderzające w coś miękkiego. Zrobiło mu się niedobrze, prawie zwymiotował, bo wiedział w co, i czym, mierzył tatuś. Był ze swoim bratem i mamą w salonie, gdy zaczął się rozgrywać dramat.

Wcześniej ojciec powiedział, że idzie po drewno na opał z pobliskiego lasu i będzie niedługo. Wydawało się, że to było całe dekady temu...

Tyle, że - pomyślał chłopiec i rozpłakał się jeszcze bardziej, aczkolwiek w ciszy -przyniósł ze sobą śmierć, zamiast kawałków drzewa.

Nie miał pojęcia co przejęło tatusia, ani czemu tak się stało.

Zamiast tego widział jak jego ojciec kopniakiem rozwalił drzwi do domu, a w dłoni trzymał ogromną dwureczną siekierę, największą jaką chłopiec w życiu zobaczył, wpuszczając lodowaty i nieprzyjemny wicher, który mieszał się z krzykami strachu dzieci i żony. On już nie wyglądał jak ktoś, kto niedawno wyszedł po prostu do lasu, jego oczy nabiegły krwią, a on sam był cały brudny, mokry, w podartych ubraniach, a na jego plecach powoli osiadał śnieżny puch.

NA LITOŚĆ BOSKĄ, CARL, CO TY ROBI... - Podniosła głos jego żona, ale nie zdążyła dokończyć zdania. Zamiast słów, w jej ustach pojawiło się ostrze narzędzia, które wbiło się głęboko w czaszkę, a na ścianę, tapetę, meble, choinkę Bożonarodzeniową i dzieci, trysnęła fontanna krwi połączona z szarymi kawałkami mózgu, zębów i tkanek. 

Nasz mały bohater nazywał się Danny, a jego brat Rory, który też miał osiem lat.

Obaj widzieli jak żółta gwiazda zmienia swój kolor na czerwony, niczym zachodzące słońce, tyle, że zamiast niego było życie.

Natomiast nikt nie zauważył kiedy ojciec to zrobił, był po prostu za szybki. 

Rodzeństwo zaczęło przeraźliwie krzyczeć i obaj nie tracąc czasu spróbowali uciec.

Niestety, udało się to tylko Dannemu, który stał na schodach, a jego brat w salonie, obok tego, co zostało z jego matki.

Rory natomiast stwierdził ze zdziwieniem, że mimo iż spróbował uciec, to tkwi w żelaznym uścisku.

W następnej chwili, już niczego nie był w stanie wywnioskować, gdyż jego głowa zamieniła się w krwawą miazgę po spotkaniu ze ścianą obok choinki.

W czasie rozgrywania się tych scen, Danny nie tracąc czasu, uciekł na górę i zablokował zasuwą drzwi prowadzące na dolne piętro, tak jakby mały chłopak mogł powstrzymać w ten sposób nadchodzącą śmierć. Był już na tyle duży, że wiedział, czym ona jest i zdawał sobie sprawę, że nie mógł im pomóc, a sam mógł przy tym zginąć. Łzy wypełniały mu usta I oczy, utrudniały widzenie, trząsł się ze strachu.

Dalej Danny - pomyślał i przypływ determinacji wypełnił jego małe i serduszko, otarł łzy i rozejrzał się - musisz wziąć się w garść, gdzie by ukryła się mama?

I wtedy dobiegł go straszny głos, który z pewnością nie należał do jego ojca. 

NADCHODZI CZAS OCZYSZCZENIA - Zawołał okrutny, zimny i pobrzmiewający czystym złem głos - CHODŹ TU I PODDAJ SIĘ SWOJEMU PRZEZNACZENIU BACHORZE.

Ku swojemu przerażeniu, Danny stwierdził, że dochodził on zza drzwi, a one same zadygotały od uderzenia siekiery. Strach dodał mu sił do ucieczki.

Rozglądając się po krótkim korytarzu, jego wzrok padł na drabinę na strych, która zwisała z niego niczym droga do niebios. Nim rozbrzmiał drugi odgłos drzwi powoli rozlatujących się pod wpływem niesamowitej siły, był już w połowie drabiny. Przy trzecim, kiedy drzwi w końcu się poddały i rozleciały dzięki straszliwym ciosom, znalazł się już na górze, w ciemnym, zatęchłym i śmierdzącym starością i myszami poddaszu.

Znał jego układ, gdyż za dawnych, lepszych czasów, zanim coś przejęło jego tatusia, bawił się tu często z Rorym w czasie gdy na zewnątrz była okropna pogoda, wstrzymująca wszelkie wyjścia z domu. Organizowali schrony i budowali bazy z koców. Teraz mógł mu uratować życie. Wiedział, że nie ma drogi ucieczki z tego domu, gdyż na jego drodze niewątpliwie pojawi się poplamione krwią mamy i brata ostrze, czekające tylko na żeby się w niego zagłębić.

Z duszą na ramieniu, nie wierząc, że jeszcze żyje, wsunął się w najciemniejszy zakamarek poddasza i bardziej przypominał małą, prawie niewidoczna, zapłakaną i białą ze strachu myszkę.

A teraz, drogi czytelniku lub czytelniczko, wracamy do punktu wyjścia z początku tego krótkiego opowiadania.

Danny cały czas słyszał szalejącą istotę, która niszczyła wszystko, co znalazła, w poszukiwaniu go. Nie wiedział dlaczego jeszcze nie zajrzała na strych, ale wcale mu to jakoś nie przeszkadzało.

Nie miał pojęcia, ile to trwało.

W pewnym momencie wszystko ucichło, jakby nożem uciął. A może siekierą...?

Nie miał pojęcia ile czasu spędził na strychu. Sekundy zamieniały się w godziny. Uwierzyłby niezależnie od tego czy ktoś by mu powiedział, że to było kilka godzin, lub kilka dni. W gruncie rzeczy cała dotychczasowa historia, nie trwała dłużej niż godzinę lub dwie, ale dla małego chłopca, który stracił właśnie w okrutny sposób praktycznie całą rodzinę, oprócz "ojca", była to wieczność.

W końcu, kiedy napięcie z niego zeszło, a z dołu nie dobiegł już żaden dźwięk, zasnął.

W końcu obudził go dotyk, przekonany, że śmierć w końcu po niego przyszła, zaczął krzyczeć przeraźliwie, jakby chciał ją od siebie odsunąć. Jak widać to nie był jeszcze jego czas, gdyż zamiast ostrza, pojawił się człowiek w policyjnym uniformie, który miał na twarzy taki sam wyraz szoku jak Danny.

Wszystko się rozmyło i przemieniło w ciemność.

Mężczyzna obudził się z koszmaru, ledwo powstrzymując krzyk. Nie zrobił tego tylko ze względu na śpiąca obok niego kobietę. Jej kruczoczarne włosy były rozsypane po całej poduszce. Przy okazji zabrała mu jego część kołdry. W mieszkaniu walały się prawie wszędzie puste butelki po alkoholu, którym zapijał swój problem. Jak na ironię, potrafił je ominąć gdyż ich rozmieszczenie tak jak tamtego poddasza. Czuł straszliwe zimno promieniujące z wnętrza duszy. Jego serce biło bardzo szybko. Codziennie od tamtych wydarzeń, nie pozbył się strachu, całe jego życie było mu podporządkowane.

Conocny koszmar powracał codziennie, a ukojenie przynosiły tylko prochy nasenne.

Ale bądźmy szczerzy, kto chciałby codziennie brać żeby móc zasnąć?

Nie było dnia, żeby nie wracał do myślami do tego co się stało i nie zadawał sobie pytań.

Jak na przykład, gdzie zniknął jego ojciec? Czemu to zrobił? 

Zastęp psychologów, psychiatrów i policjantów wytłumaczył Dannemu jak tylko najdelikatniej potrafił, że tata-istota zniknął bez śladu. Ale który dorosły uwierzy dziecku, że jego rodzic został opętany? Dla nich istniała wersja o szaleńcu który zabił swoją rodzinę. Tak po prostu bywa. Nauka górą.

Panowała noc, a on nie chciał obudzić swojej partnerki. Oboje pili na umór, on bo nie potrafił zapomnieć, ona z tego powodu, że nie potrafiła sobie przypomnieć, dlaczego w ogóle zaczęła to robić.

Starając się to zrobić jak najciszej, ubrany tylko w bokserki, omijając stojące przy łóżku butelki po piwie i wódce, ruszył w ciemności do łazienki. 

Gdy wreszcie wcisnął przełącznik, a światło zalało pomieszczenie, odkręcił zimną wodę w umywalcę i zaczął opłukiwać swoją twarz.

Od razu lepiej - pomyślał i w tym momencie po jego plecach przeszedł lodowaty dreszcz.

Na zewnątrz domu rozległ się krzyk który tak dobrze znał i który wracał do niego w snach, tym razem towarzyszył mu rechot kilku innych istot... 

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Wiem, że na pewno są różne błędy i nieścisłości, te typu zdublowane słowa, musicie mi wybaczyć, bo to wina trudności korekcyjnych na telefonie, reszty nie :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje