Historia

Dzieci ze szpitala

Brytka 0 5 miesięcy temu 145 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Pracuję jako pielęgniarka w szpitalu w dużym mieście. Budynek stary, niegdyś klasztor. Wciąż trwa tutaj walka o ludzkie życie. Codziennie, w każdej godzinie, minucie i sekundzie zespoły medyków wyrywają z objęć śmierci kolejne osoby. Setki tysięcy uratowanych ludzi i kolejne tysiące tych, których nie udało się uratować. Codziennie mierzymy się ze śmiercią. Jako pielęgniarka zarówno biorę udział w reanimacji pacjenta, ale również w przypadkach beznadziejnych trzymam ich po prostu za rękę, kiedy przechodzą na drugą stronę. Żeby nie czuli się samotni. Nawet kiedy nie są przytomni. Ot czuję, że po prostu powinnam to robić.

Najgorsze jest, kiedy przyjmujemy pacjenta w trybie nagłym i już wiemy, że on zaraz umrze. Czasem podejmowane są próby przeprowadzenia zabiegu chirurgicznego i taka osoba umiera na stole operacyjnym albo jest przyjmowana do szpitala, wyciszana lekami umiera. W jednym momencie rozmawiamy z nim, A w drugim wykonujemy toaletę pośmiertną. 

Są też tacy co umierają długo i boleśnie. Przychodzą do szpitala na zaplanowaną operację. Występują powikłania. Powoli z chodzacej, samodzielnej osoby staje się człowiekiem zalatwiajacym potrzeby fizjologiczne do pampersa, nie mogącym przejść nawet kroku o własnych siłach, potem podniesienie butelki staje się niemożliwe. Całkowicie uzależnieni od personelu, przy dobrych wiatrach od rodziny i przyjaciół. W końcu umierają. Koleżanki były przy umierającej, duchownej osobie, która bardzo bała się śmierci, płakała, prosiła żeby w chwili umierania być z nią.... 

Tak więc ze śmiercią mamy doczynienia codziennie. Pod różnymi jej postaciami. 

Chciałam wam opowiedzieć o sytuacjach mających miejsce na naszym oddziale. W sumie sama nie wiem czy w to wszystko wierzę. 


Kiedy przychodzi do pracy nowa osoba, jest przez starsze koleżanki "straszona" Zdzisławem. Małym chłopcem straszącym na oddziale.


 Generalnie historia jest taka, że różni  pacjenci, nie miejący ze sobą nic wspólnego, na przestrzeni wielu lat widzą chłopca. Zawsze opisują go tak samo. Podobny wiek, wygląd. Zawsze mówi im swoje imię. Najczęściej chłopca widzą ludzie z jednej sali.

Istotną częścią tej historii jest to, że w budynku szpitala siostry zakonne w okresie przedwojennym prowadziły sierociniec. Ktoś kiedyś mówił, że był tam pożar. To podejrzewam, że akurat jest ubarwieniem historii. Nie znalazłam nigdy wzmianki w historii szpitala na ten temat. 

Czym dłużej tam pracowałam, tym częściej różni pacjenci (Najczęściej tacy, który w niedługim czasie umierali) opowiadali że widzieli chłopca i co on tutaj robi. Często też widziane są dzieci w większej ilości. Takie opowieści są na porządku dziennym. Zamykające się drzwi na nocnych zmianach, migajace lampy nad umierającym pacjentem to w zasadzie codzienność. Mi raz przydarzyła się historia z lekkim dreszczykiem. 

Mamy sale z 5 łóżkami pod monitorami plus boczna "nawiedzona" sala ;-) dodam, że łóżka są tam elektryczne, podłączane pod prąd. Nocna zniana. Byłam sama na sali, koleżanka że zmiany poszła wypić kawę do dyżurki pielęgniarskiej. Podawałam antybiotyk pacjentowi, kiedy łóżko za moimi plecami zaczęło samo jechać do góry. Odwróciłam się, podeszłam do łóżka i chciałam nacisnąć jakiś przycisk, bo myślałam, że coś się zacięło. Niestety łóżko dalej pracowało. Wyciągnęłam wtyczkę z kontaktu i nic. Łóżko dalej jedzie do góry. W pewnym momencie samo zatrzymało się. Przyznam, że sie ostro wystraszyłam.  Pobiegłam do dyżurki po koleżankę. Wróciliśmy , jednak już  wszystko było w porządku. Rano zgłosiłam problem oddziałowej. 

Kilka dni później dowiedziałam się, że wezwano serwisanta i łóżko było w stu procentach sprawne.  


Jestem sceptykiem jeżeli chodzi o zjawiska paranormalne, jednak uważam, że w miejscu w którym swoje życie utraciło tyle osób musi być odciśnięte piętno tak wielu ludzkich tragedii.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje