Historia

Wieczorny pociąg

lepek 0 2 lata temu 797 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Tej historii raczej nie można nazwać przerażającą, raczej bardzo dziwną. Nie ma tu wampirów, lewitujących przedmiotów ani seryjnych morderców. Jest za to szczera prawda. To wydarzenie miało miejsce w rzeczywistości i nie ukrywam, że była to jedna z najbardziej niepokojących rzeczy, jaka mi się przytrafiła.

Jakiś czas temu pracowałam w sklepie w Warszawie i codziennie dojeżdżałam kilkadziesiąt kilometrów pociągiem z mniejszej miejscowości. Te wycieczki stały się dla mnie bardzo rutynowe.

Tego dnia robiłyśmy z koleżanką remanent, który skończył się oczywiście dość późno. Około 23 zmęczona wsiadłam do starego, trzeszczącego pociągu, który nadjechał. Pewnie znacie te momenty, kiedy przysypiacie w autobusie albo pociągu i tylko co jakiś czas budzicie się, kiedy ktoś koło Was usiądzie albo konduktor sprawdza bilety. Tym razem tak samo było ze mną, pociąg na kolejnych stacjach coraz bardziej się wyludniał a ja drzemałam z głową opartą o swoją kurtkę.

Bardzo często jeździłam już tego typu starymi pociągami Kolei Mazowieckich: trzeszczącymi, postukującymi pudłami, w których często było zimno i unosił się nieprzyjemny zapach metalu, brudu i moczu. Dlatego nie zaskoczyło mnie aż tak bardzo, gdy nagle stanęliśmy na trasie pośrodku lasu. Nieco się rozbudziłam i zaczęłam wyglądać, czy ktoś jeszcze siedzi w moim wagodnie. Okazało się, że jestem sama i poczułam się trochę nieswojo. W końcu było już około północy a w pociągach czasami zdarzają się kradzieże i tego typu różne przestępstwa. Uspokoiłam się nieco, kiedy zobaczyłam, że nadchodzi konduktor. Powiedział, że to chwilowa awaria, mają problemy z zasilaniem i niedługo powinniśmy ruszyć. Usiadłam zatem i zaczęłam wpatrywać się w szybę.

Między drzewami, jakieś piętnaście metrów od pociągu ktoś stał. Na początku pomyślałam, że to tylko krzak albo jakieś szmaty, wiszące na gałęziach ale potem postać się odwróciła twarzą do mnie. Pomyślałam sobie: "co tu robisz o tej porze w ciemnym lesie?!". Poczułam ciarki na plecach, kiedy w wagonie zgasło światło. Wyraźniej zobaczyłam osobę, stojącą obok drzewa. Była to kobieta a raczej baba w puchowej kurtce, długiej spódnicy, z siatą w jednym ręku i jakimś zawiniątkiem w drugim. Wydawało mi się to szalenie dziwne: co ta kobieta robi tu... z niemowlęciem? Zaczęła przyglądać się pociągowi a potem zauważyła mnie w oknie i spojrzała na mnie. Nie jestem w stanie opisać wyrazu jej twarzy czy oczu bo nie były w żaden sposób nadzwyczajne. Niezwykłe natomiast było to, że ta kobieta patrzyła się na mnie ale nic nie mówiła, nie spuściła wzroku, nie poruszała się. Stała tak w mroku, przy drzewie, z dzieckiem.

Wydawało mi się, że poruszyła się kiedy nagle w pociągu zapaliło się światło i szarpnęło wagonem. Pociąg odjechał a ja poszłam do pierwszego wagonu, żeby być jak najbliżej kogokolwiek w razie kolejnej takiej awarii zasilania. Jechaliśmy dalej, zostawiając za sobą tę kobietę. Byłam wystraszona i do dziś ta historia wywołuje u mnie dreszcz i wiele pytań bez odpowiedzi.

Dlaczego tam stała? Czy to było dziecko, czy tylko jakiś przedmiot? Czy się nie bała? Przede wszystkim: czy wiedziała, że tam właśnie stanie pociąg? 

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Czas czytania: ~poniżej minuty Wyświetlenia: 474

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje