Historia
Malarka
Od września chodzę do technikum, jestem na kierunku technika reklamy i szczerze to bardzo podoba mi się ten kierunek. Jako, że jest to dość duża szkoła to chodzi do niej wiele ciekawych osób. Na przykład Damian, który jeździ po szkole na desce lub dziewczyna, która na terenie szkoły sadzi drzewa i kwiaty, można nawet spotkać grupę ‘metalowców’. Bardzo różnorodni ludzie. Jedną z ciekawszych osób jest Wiktoria, która maluje i rysuje, ale nie tak po prostu. Zdaje się że jest bardzo profesjonalna.
Jej obrazy są w kolorach czerwieni, brązu lub czerni. Wiktoria chodzi do równoległej klasy informatycznej, dlatego mam z nią wf. Wczoraj mieliśmy zajęcia z siatkówki. Przyznam, że w mojej, jak i jej klasie nie było osób które byłyby szczególnie zainteresowane tym sportem - oczywiście oprócz nas samych. Ubrałam ochraniacze na kolana i wbiegłam na boisko. Obejrzałam się przez ramię i zauważyłam Wiktorię która ściągała bluzę i ubierała ochraniacze na nadgarstki i kolana, zaraz po czym wbiegła na boisko i dołączyła do przeciwnej drużyny. Gra była po prostu nudna, mało kto się ruszał, nawet nauczycielka miała dość takiej pożal się boże gry. Zaproponowała mi i Wiktorii byśmy zagrały w dwójkę, a reszta dziewczyn pójdzie grać w coś innego. Była bardzo ciekawa naszych umiejętności i chciała pewnie zaproponować nam wstąpienie do kółka sportowego. Ja nie miałam ochoty uprawiać tak często sportu, zwarzywszy na to, że w późnej podstawówce trenowałam siatkówkę, ale przestałam. Raczej Wiktoria też nie planowała dołączyć. Wnioskuję to dlatego, że nie widziałam jej czekającej przed salą na trening.
Czas mijał, a Wiktoria zaczęła sprzedawać swoje obrazy. Były tak piękne, oryginalne i hipnotyzujące, że nawet nauczyciele ‘zamawiali’ u niej wymarzone krajobrazy, oczywiście w wcześniej wymienionych barwach. Trzeba przyznać, że miały w sobie coś królewskiego. Wisiały w pokoju dyrektora a nawet na szkolnym korytarzu.
W połowie roku mieliśmy zorganizowaną wycieczkę na Termy dla pierwszych klas. Bardzo dużo osób pojechało w tym nawet ja, osoba która woli siedzieć w domu niżeli jeździć na wycieczki klasowe. Miałam nadzieję, że Wiktoria też pojedzie. Chociaż patrząc na to, że jest ona raczej samotnikiem który nie lubi kontaktu z ludźmi było to dość wątpliwe. Stało się tak jak przypuszczałam i nie pojechała, chociaż miałam na to nadzieję. Chciałam poznać się z nią bardziej i porozmawiać trochę o sztuce – nie pisałam wcześniej, ale ja też rysuję, chociaż są to bardziej komiksy, no ale jednak.
Od czasu tamtej wycieczki nie widziałam Wiktorii w szkole. Obrazy które dekorowały korytarze ciągle mi o niej przypominały i miałam nadzieję, że w końcu pojawi się na zajęciach.
Po niespełna dwóch miesiącach Wiktoria przyszła! Co prawda nie była taka jak wcześniej, była bardziej spokojna i mówiła ciszej. Na przerwie dowiedziałam się od dziewczyny z jej klasy kilku bardzo istotnych faktów. Po pierwsze; wychowawczyni podczas zajęć wychowawczych nie wspominała nic o nieobecności Wiktorii. Po drugie; wychowawczyni poinformowała, że obrazy które namalowała koleżanka zostaną zdjęte dlatego, że za jakiś czas odbędą się zajęcia profilaktyczne na temat narkotyków i ich szkodliwości i potrzebują miejsca na plakaty.
I tak właśnie się stało, obrazy zostały zdjęte. Szkoda bo były bardzo piękne.
Podczas zajęć w klasie biologicznej zostałam poproszona o wyrzucenie starego zielnika. Tak też zrobiłam. Po zajęciach wzięłam zielnik i zaniosłam go na śmietnik. Poczułam się źle bo czułam straszny smród, coś jak metal i zepsute mięso. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale czułam zapach metalu. Zauważyłam nie do końca zawiązany worek, więc postanowiłam go dowiązać, żeby nic nie wypadło i żeby nie było na mnie. Ukradkiem oka zauważyłam co było w worku. Były to obrazy Wiktorii, z których wylatywały muchy. Wtedy wszystko stało się jasne...
Komentarze