Historia
Wigilia v. 2
O nie. Zaczynają się turbulencje.
Klaudia nie była wielką fanką latania, ale był to jedyny sposób na pokonanie odległości z Chicago do Warszawy. No, jeszcze statek, ale wiadomo - kto by się decydował na coś takiego?
Jeszcze 2 godziny i powinna zobaczyć płytę lotniska w swojej dawno niewidzianej ojczyźnie. Kiedy ostatnio była w Polsce? No tak, osiem miesięcy temu. Od tej pory jedyną formą kontaktu z rodzicami były rozmowy przez telefon. W sumie wiedziała na co się pisze wybierając studia w Stanach. Rozum rozumem, jednak tęsknota za rodzicami dawała jej w kość. No ale od czego jest Boże Narodzenie. Odpocznie, trochę naprawi nadszarpniętą rozłąką więź z rodzicami. Spojrzała na zegarek na ekranie. 40 minut i będzie w Warszawie.
Samolot lekko podskoczył dotykając płyty lotniska. Klaudia uśmiechnęła się pod nosem. 'Jesteśmy w domu.'
Bagaż ważył chyba ze sto kilo. Nie pozostało jej nic innego jak wrzucić go do bagażnika taksówki i pokonać ostatni odcinek męczącej podróży.
- Na Kwiatową 5a, proszę.
Wyciągnęła z torebki telefon, żeby powiadomić rodziców, że niedługo będzie na miejscu.
- Mamo? Tu Klaudia, już wylądowałam. Niedługo będę w domu.
- Klaudia..
- Mamo, coś przerywa. Słabo cię słyszę.
- Pamiętaj..
- Co mam pamiętać, mamo?
- Powoli.
- Mamo? Halo, mamo?
Połączenie zostało przerwane. Dziwne.
O, nieodebrane połączenie od cioci Uli.
- Halo, ciocia?
- Jezu, Klaudia.. dzwonię do ciebie od godziny. To straszne. To po prostu straszne. Był wypadek. Twoja mama się źle poczuła i tato wiózł ją do szpitala. Pędził. Wpadli w poślizg. Obydwoje zginęli na miejscu. To po prostu straszne..
Komentarze