Historia

Bajania dziadków 1

Anonimx 0 1 rok temu 260 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

  - No chyba upadłeś na głowę, jak byłeś mały Danielek!!! - odrzekłem z niedowierzaniem.

 - Daj spokój koleżko, nie ma czego się bać, poza tym i tak nie mamy nic do roboty, a tak to przeżyjemy zajebistą przygodę. 

 - Bez sensu, słyszeliście historie o tym miejscu? - zagadał Tomek.


Nigdy nie byłem fanem urbexów, ani tym podobnych rzeczy, szczególnie o 12 w nocy.

Niedaleko naszej wsi na dolnymśląsku znajdował się stary, opuszczony poniemiecki szpital psychiatryczny. Nie był kolosalnych rozmiarów, raczej wielkości zwykłego bloku mieszkalnego. Krążyły o nim różne opowiadania lub raczej legendy z tego co twierdził Daniel. Podobno działy się tam nadprzyrodzone zjawiska i za bardzo nikt nie chciał się tam zbliżać, tym bardziej ja.


 - Wujek ci naopowiadał głupot a ty wszystko łykasz jak pelikan. - wyśmiał go Daniel.

 - A ty myślisz, że ci nastolatkowie co zaginęli parę lat temu ze wsi obok nas to się rozpłynęli w powietrzu?! - krzyknąłem.

 - No to jest bardziej niż pewne, że poszli do tego szpitala i coś tam musiało się wydarzyć, ludzie nie znikają sobie od tak. 

 - To co panowie, idziemy? Przygoda? Będzie co wnukom opowiadać. - powiedział zafascynowany Daniel, od zawsze lubił ryzyko.


Dokończyliśmy piwko i wyruszyliśmy w stronę szpitala. Od naszej wioski dzieliło nas około 5 kilometrów, ale pod wpływem procentów dotarliśmy na miejsce niezwykle szybko. Długa droga przez las okazała się lekkim spacerkiem z niezwykłym humorem, lecz z każdym krokiem coraz bliżej celu Tomek czuł coraz większy niepokój, a ja coraz bardziej chciałem dotrzeć na miejsce, udzieliła mi się fascynacja Daniela i jego głupawka. 

 - Możemy zawrócić? - mruknął Tomek.

 - Własnego cienia się też boisz mruczku? Nie ma czego się bać, mamy latarki i jeszcze po browarku, przygoda, pamiętasz? - wyśmiałem.

 - Jedyne co tam spotkamy, to gruz i bezdomnych, ale piwa im nie oddamy!


Wybuchliśmy wszyscy śmiechem. Humor coraz bardziej dopisywał i nawet na chwilę Tomek przestał się bać. Ostatnia prosta przez kładkę nad małym potokiem i jesteśmy na miejscu. Zza drzew wyłoniła nam się stara, obskurna i nadgryziona przez ząb czasu budowla. Na pierwszy rzut oka wcale nie przypominała szpitala. Niektóre okna były zamurowane a jeszcze inne zabite deskami. Od tej chwili każdy z nas nieświadomie zniżył ton głosu i zaczął szeptać.

 - Jak wejdziemy? - szepnąłem.

 - Chodźcie dookoła, gdzieś musi być wejście, będziemy improwizować. - odszepnął Daniel.

Brakowało tylko strasznej muzyki z filmów grozy, taka sceneria idealnie pasowałaby do horroru rodem z Hollywood. W powietrzu unosił się nieopisany smutek, rozpacz, przerażenie? Strach przed nieuchronnym końcem? A może nawet ciekawość co znajdziemy tam w środku? Wiele emocji nam towarzyszyło, byłem kompletnie zmieszany tym miejscem. 

W końcu udało się, okno na parterze było zdewastowane, widać było pozostałości starych desek dookoła framugi. 

 - Kto pierwszy?

 - No jak to kto, zagrajmy w trzy po trzy!

Może zabawa dla dzieci, ale sprawiedliwie wyłoniliśmy śmiałka który jako pierwszy wejdzie do szpitala. Niestety padło na mnie.

Wskoczyłem przez okno i nagle zapanowała straszna ciemność i pustka. Odpaliłem latarkę. Wnętrze sali było zrujnowane, na posadzce można było znaleźć pozostałości starych skórzanych pasów, trochę gruzu, połamane deski oraz nieprzeniknioną pustkę. 

 - I jak? Są duchy? - usłyszałem głos zza okna.

 - Wchodźcie barany. - odpowiedziałem. 

Zanurzyliśmy się w głąb szpitala. Prawdopodobnie byliśmy w jakiejś części, gdzie byli trzymani pacjenci. Można było to poznać po drzwiach bez klamek, szeroko otwartych i zapraszających nas w głąb ciemności. Przeszły mnie ciarki. Na ziemi walały się pojemniki po starych lekarstwach, jednak etykiety były nieczytelne. Już wtedy wiedziałem, że to był zły pomysł przychodzić tutaj, lecz raz się żyje, prawda?

 - Patrzcie! Wózek inwalidzki! - krzyknął Daniel.

 - Bądź cicho idioto. - odparł Tomek. 


Na środku korytarza znajdował się stary, zardzewiały wózek inwalidzki. To było przerażające, jak dotąd to była jedyna rzecz w tym szpitalu która wyglądała jak nowa. Jakby dopiero co wyszła z fabryki. 

Wiele się nie zastanawiając, minęliśmy wózek i poszliśmy w górę skrzypiących schodach. Pomyślałem sobie, że tym hałasem to każdego ducha byśmy obudzili. Nagle usłyszałem odgłos tłuczonego szkła. 


 - Idioto! Wiesz, że to było twoje ostatnie piwo? Ja ci swojego nie oddam!

 - Cicho! Słyszycie to?


Przeraźliwy dźwięk dobiegł nas z korytarza obok. Nieregularne piszczenie i odgłos kręcących się kółek. Zamarliśmy w miejscu. Czułem jak przerażenie rośnie mi w gardle i żołądku, nie byłem w stanie się ruszyć a co dopiero popatrzeć na moich towarzyszy niedoli. Miałem wrażenie, jakby ktoś mnie przewiercił na wylot. Zrobiło się lodowato i byłem w stanie zobaczyć parę lecącą z moich ust. Nagle dźwięk ustał. 

 - Mówiłem, że bezdomni się tu kręcą, idziemy ich nastraszyć? - zażartował Daniel.

 - Jacy bezdomni?! To miejsce jest straszne, zwijajmy się stąd. - odrzekłem w gniewie. 

 - Przestań, to miejsce jest przereklamowane, nic tu się nie dzieje, tylko sterta gruzu i popiołu, bajania starych bab. Może porzucamy petardami w bezdomnych?

 - Dobra, robimy głosowanie, ja jestem za tym, żeby stąd uciekać i zapomnieć o tym miejscu jak najszybciej.

 - A ja jestem za tym, żeby zrobić psikusa paru menelom, dawajcie będzie śmiesznie! - odparł Daniel z zapalniczkom w dłoni.

 - Okej, jest jeden do jednego, wszystko w twoich rękach Tomuś.

 - Tomek? Jesteś ze mną? - zapytał Daniel. 

Cisza. Pustka. Dreszcze przeszyły moje całe ciało jakby jakaś mroczna postać mi jeździła nożem od stóp do głów. Echo poniosło się w głąb szpitala i w ułamku sekundy ucichło. Czułem się, jakby na moment przestało mi bić serce, a ogromny sopel lodu przeszył moją klatkę piersiową na wylot. Poczułem również niepokój mojego przyjaciela z dzieciństwa, Daniela.

Tomka z nami nie było. 



Chcecie part 2?


Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje