Historia

Symetria

sundowner 12 8 lat temu 9 918 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Kocham symetrię. Tak właściwie, to nie wiem czemu, ale uwielbiałem ją od dziecka. Większość dzieciaków nie dba o porządek i szybko zapominają o swoich sprawach. Ja taki nie byłem. Wiedziałem, że wszystko w moim pokoju miało swoje miejsce i każda rzecz była tam, gdzie być powinna. Moi rodzice tak nie mieli. Dziadkowie również nie. Ani jedna osoba w mojej rodzinie "Tego" nie miała. Zacząłem nazywać to "To", bo prawdziwie wierzę, że jest to coś wewnątrz mnie. Taki pasażer na gapę, którego nie powinno tam być, a jednak spokojnie sobie żyje. To jest potrzeba. Pragnienie. Tęsknota za perfekcją. Perfekcją po obu stronach. Teraz, jako dorosły, znajduję się w punkcie mojego życia, kiedy nie mogę żyć normalnie. Nie potrafię utrzymać pracy. Kobiety nie chcą ze mną być, bo nie dają sobie z Tym rady. Szczerze, to niewiele mnie obchodzi, że odchodzą. To bałaganiary i tylko utrudniają wszystko. Wtaczają się na moją połowę łóżka, zamiast zostawać na swojej. Zostawiają naczynia po jednej stronie zlewu, ale po drugiej już nie. Nie daję rady już pracować, więc kiedy wychodzą z domu na dłuższy czas jestem zmuszony zostać w mieszkaniu i wszystko poprawiać. Czuję ulgę, gdy znikają na dobre. To uczucie jednak nigdy nie trwa zbyt długo, w końcu To znów mnie nachodzi i zmusza do znalezienie czegoś innego do poprawienia. Zapewne pytacie, po co w ogóle pakuję się w związki, skoro nie mogę ich znieść? Cóż, ciężko jest mi spać na środku łóżka przez całą noc bez poruszania się.

Poza wyżej wymienionymi problemami z kobietami moje życie jest w zasadzie w najlepszym porządku. Mówię "w zasadzie", bo jest jeszcze jedna sprawa, z którą muszę sobie poradzić. Chodzi o różnobarwność tęczówek. Moje prawe oko jest szafirowoniebieskie, lewe natomiast bladozielone. Oboje rodziców mają niebieskie oczy, rodzeństwo i kuzyni również. Moje zielone oko jest defektem. Czyni mnie to... nierównym. Za każdym razie, gdy spoglądam na siebie w lustrze, To odpowiada mi spojrzeniem. To wszystko, co zaprząta obecnie moją głowę. Wszystko jest na swoim miejscu oprócz mojej małej, zielonej pomyłki. Nie bolało na początku, kiedy wsadziłem łyżkę pod oko. Nie bolało nawet, kiedy wyskoczyło z oczodołu i zwisało przy policzku. Może to szok zablokował ból, a może to było To? Przeciąłem nerw wzrokowy i wytarłem twarz z ciepłych cieczy, które po niej spływały. Pozbycie się połowy wizji było osobliwym doświadczeniem. To, co pozostało i zwisało z oczodołu umieściłem z powrotem w pustej już teraz dziurze. Zabandażowałem ranę, umyłem łyżkę i poszedłem spać.

Obudziłem się... szczęśliwy. Spałem najlepiej od lat. Nareszcie koniec. Zostało naprawione. Wstałem z łóżka i doczłapałem się do łazienki. Całe ciało mnie bolało, a głowa była rozpalona od gorączki. Użyłem łazienkowego włącznika, światło mnie oślepiło. Powoli usunąłem opatrunek przesiąknięty krwią i przyklejony do mojej twarzy, niczym taśma klejąca. Kiedy spojrzałem w lustro, skręciło mnie w żołądku. Dopiero wtedy zrozumiałem, co sobie zrobiłem i nie mogłem w to uwierzyć. Po lewej stronie twarzy był otwór... ale po prawej już nie. Było nierówno. Znów. Dużo ciężej było wydłubać drugie oko. Dłonie mi się trzęsły, kilka razy nie trafiłem łyżką pod oko, ukłułem się w źrenicę ze trzy razy, zanim wreszcie trafiłem w dobre miejsce. Kiedy oko wyskoczyło, sięgnąłem po nożyce, aby dokończyć dzieła. Krew ze wczoraj zaschła na ostrzach, więc cięcie niezbyt dobrze szło. Pamiętasz, kiedy byłeś w podstawówce, a twój nauczyciel kazał ci ciąć grubą teksturę na zajęciach z techniki? Próbowałeś kiedyś ciąć kilka kawałków na raz, ale nożyczki nie dawały rady? Ostrza się jakby rozsuwały, a papier wchodził między nie? To właśnie stało się z moim okiem. Nerw wzrokowy utknął między dwoma ostrzami. Desperacko i zawzięcie próbowałem go stamtąd wydostać i pośliznąłem się na krwi, zacząłem upadać na podłogę. Automatycznie wypuściłem z rąk oko, by podeprzeć się nimi przy upadku. Ciężar nożyc i ból, jaki spowodowały wisząc na moim oku były nie do zniesienia. Wiedziałem, że nie wytrzymam na tyle długo, aby dojść do kuchni po nóż. Pociągnąłem. Wyciągnąłem je wprost z mojej głowy. Czułem rozdzierane tkanki wewnątrz czaszki. Czułem, jak się rozrywają i zalewają płynami ustrojowymi wszystko dookoła. Byłem świadomy swojego płaczu, ale łzy mieszały się z krwią i innymi płynami z oka. Kiedy usłyszałem mokre klapnięcie o podłogę, to był koniec. Koniec Tego. Od tej chwili mogłem żyć w spokoju, nie musieć oglądać obleśnych, zabałaganionych, nierównych ludzkich istnień. Zalało mnie uczucie ogromnej ulgi i wiedziałem, że tak już zostanie. Nigdy wcześniej się tak nie czułem, nigdy nie miałem tak wiele nadziei. Leżąc w łazience, na zimnych, mokrych, lepkich kafelkach, uśmiechnąłem się po raz pierwszy od lat.

---

Tłumaczenie: Sundowner

(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Słabe ....
Odpowiedz
Zaraz rzygneeee...
Odpowiedz
Każdy ma to, co lubi...
Odpowiedz
Mrru... uwielbiam to
Odpowiedz
Jak opisywał całą historię, skoro nic nie widział? O.o
Odpowiedz
Chore.... Aż mnie oczy rozbolały :P
Odpowiedz
Bardzo oryginalne i pomysłowe, świetne! :) Jest ten dreszczyk.
Odpowiedz
Ale brutalne O.o Jak to czytałam bolały mnie oczy
Odpowiedz
Ale chore....
Odpowiedz
Nie mógł sobie kupić soczewek?
Odpowiedz
Zaje*iste.
Odpowiedz
Super :D
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje