Plac Zabaw

Dodane przez: sundowner, 29.04.2013, 06:30
Reklama:

Ta historia jest w 100% autentyczna i chociaż miałem wówczas zaledwie 8 lat, pamiętam każdy mrożący krew w żyłach szczegół.

Przeprowadziłem się do innego miasta, było znacznie fajniejsze, czystsze i cichsze, niż to poprzednie. Nie spodziewałbyś się po takim miejscu, że coś może być z nim nie tak...

W samym centrum znajdował się ogromny, publiczny park, a w nim rzędy huśtawek, zjeżdżalnie z tunelami wijącymi się jak węże dookoła całego placu zabaw - istny labirynt dla dzieci, które zapominały o świecie bawiąc się w najlepsze. Była nawet działająca karuzela, która zawsze wydawała się lekko obracać, zachęcać dzieci do szalonej, obrotowej przejażdżki.

Musze jeszcze raz podkreślić fakt, że było do ciche i spokojne miasto. Tak bardzo, że dzieci wychodziły z domu zupełnie same i szły do parku. Rodzice dokładnie mnie poinstruowali, że mam wrócić do domu, gdy tylko zacznie się ściemniać. Moje życie było cudowne, a przynajmniej na takie wyglądało.

To był piątek, pamiętam jaki to był dzień, bo wróciłem do domu z wielkim uśmiechem na twarzy. Wiedziałem, że czeka mnie luksus nieograniczonych zabaw przez całe dwa następne dni. Zrobiłem to, co zawsze, rzuciłem tornister na łóżko, a rodzice kazali mi się przebrać. W kilka minut byłem gotowy wyruszyć w świat zabaw. Nic nie mogło mnie powstrzymać.

Zabawa w tunelach była moją ulubioną, tak łatwo było się w nich zgubić, co sprawiało, że gra w chowanego była dla mnie i moich dwóch przyjaciół, Billy'ego i Toma, strasznie ekscytująca. Obaj byli w mojej klasie - wszyscy mieliśmy po 8 lat - i jak wszyscy ośmiolatkowie kochaliśmy zabawy przyprawiające o nagły napływ adrenaliny. Chcieliśmy pobawić się w Morderstwo. Nie spodziewam się, że znacie tę grę, bo ją wymyśliliśmy. Zasady był bardzo podobne do gry w chowanego z wyjątkiem tego, że gdy szukający cię znajdzie, to musi cię "zamordować" (na niby oczywiście).

Zbliżała się zima i o ile dobrze pamiętam, to trochę zmarzłem przedzierając się przez tunele i za wszelką cenę starając się znaleźć idealne miejsce do ukrycia się. Tom ukrył się za karuzelą. Byłem sam.

Minęło chyba około 10 minut (co dla ośmiolatka jest wiecznością) zanim zdecydowałem się zrobić to, co każdy dzieciak, gdy zaczyna mu się nudzić - poddać się. "Poddaję się!" - krzyknąłem, a mój głos odbijał się echem w tunelach. "Jestem w tunelach! Poddaję się!" Nagle usłyszałem szamotanie się na jednym z końców tunelu. Teraz nie wiem czemu, ale zamarłem w bezruchu. Nie zawołałem ponownie. Po prostu... czekałem. Coś było nie tak. Billy zawsze coś mówił zanim wszedł za kimś do tunelu. Zawsze gratulował im bycia ostatnim znalezionym lub oszukiwania poprzez ukrycie się w labiryncie. Pozostając nieruchomo nasłuchiwałem, jak szamotanie staje się coraz głośniejsze. Byłem pewny, że na zewnątrz już się ściemnia, bo w tunelach również zapadała ciemność. Powoli zacząłem przesuwać się w tył, ale hałas przede mną stał się jeszcze głośniejszy, zupełnie jakby ktoś lub coś było za duże, aby zmieścić się w tunelu. "Wyłaź, czas iść do domu" - w tunelu rozległ się wywołujący gęsią skórkę głos. Brzmiał jak w sytuacji, kiedy dorosły mężczyzna mówi do małych dzieci lekko podniesionym głosem. Zdecydowanie coś było nie w porządku. Gdyby głos nawoływał z zewnątrz, to zapewne bym wyszedł. Ale był tutaj, w środku. Po co dorosły miałby wpełzać do środka?

Gdy przesuwałem się coraz dalej w tył, w ciemności przede mną pojawiła się twarz starego człowieka. Kępki włosów na głowie i charakterystyczny wygląd kogoś, kto od dawna się nie mył. Nie widziałem, co miał na sobie, ale były to stare, podarte ubrania. Miał spiczastą, postrzępioną i wyraźnie brudną od ziemi brodę. W momencie, gdy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się do mnie. Pokazał swoje obleśnie, nieumyte zęby, które pokryte były brązowymi i czarnymi plamami. Spanikowałem, odwróciłem się i z całych sił zacząłem pełznąć do wyjścia, a szamotanina za mną stawała się coraz głośniejsza i szybsza.

Gonił mnie.

Czym prędzej przemieszczałem się przez labirynt, miałem uczucie, jakby trwało to wieczność. Zatrzymałem się dopiero, gdy nogi odmówiły posłuszeństwa ze zmęczenia. Minąłem już tyle zakrętów i spirali, że byłem zupełnie zagubiony. "Nie zrobię ci krzywdy, chcę tylko porozmawiać" - rozbrzmiał echem głos z tunelu. Wiedziałem, że jest niedaleko. Przylgnąłem ciałem to dna małego, wąskiego tunelu i słuchałem. Cały czas łagodnym głosem błagał mnie, bym wyszedł i się mu przedstawił. Leżałem w tunelu godzinami. Nie przesadzam. Nawet, gdy słyszałem jak klnie sam do siebie i ze złością wychodzi z tunelu, nadal czekałem. Przez głowę przeleciało mi wiele myśli, między innymi, że wychodzę z tunelu i spotykam ten sam uśmiech, który przywitał mnie wcześniej.

W mrokach tunelu zauważyłem niebieskie, migające światła na zewnątrz, słyszałem gorączkowe nawoływania powtarzające wciąż trzy imiona. "Billy?! Tom?! Michael?!" Kiedy usłyszałem swoje imię, powoli ogarniał mnie spokój. To moi rodzice przyszli. Szybko wyczołgałem się z tunelu, podążyłem za śladami błota na ścianach, które musiał zostawić tu tamten człowiek. Na zewnątrz moim oczom ukazało się kilka samochodów policyjnych i migające światła. Było kilka grup dorosłych, mieli zmartwione twarze. Dwoje z nich rozpoznałem. Moi rodzice. "Mamo! Tato!" - zawołałem i zapłakany pobiegłem w ich kierunku. Również zaczęli płakać i pobiegli do mnie, podnieśli mnie i przytulili tak mocno, że prawie wszystkie kości mi połamali. Billy'ego i Toma zabrano wieczorem. Znaleziono ich później ukrytych za pobliskim pagórkiem. Okaleczonych. Zostali brutalnie zmasakrowani, ich czaszki zostały przebite dużym, żelaznym prętem, a ich ciała miały głębokie nacięcia dosłownie wszędzie, z pleców wystawały duże kawałki szkła.

To, co zajebiście mnie przeraża to fakt, że to błoto w tunelach nie było wcale błotem. To była krew Billy'ego i Toma. Po zarżnięciu moich dwóch najlepszych kolegów i zobaczeniu mnie uśmiechnął się, bo... bo wiedział, że wygrał tę grę...

---

Tłumaczenie: Lestatt Gaara

Autor: CryingCrow @ Reddit NoSleep

(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.

Źródło: http://paranoir.pl/
Oceń:
59
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!