Historia

Życie W Maszynie

sundowner 14 8 lat temu 16 308 odsłon Czas czytania: ~10 minut

Najlepiej oceniana pasta wszech czasów na Reddit NoSleep. Wymaga myślenia [;

---

Odkąd jestem pro­gra­mi­stą, jed­nym z moich marzeń stało się stwo­rze­nie jedy­nej w swoim rodzaju gry kom­pu­te­ro­wej, cze­goś, czego jesz­cze nikt w branży nie stwo­rzył do tej pory.

Spore mnie bar­dzo zacie­ka­wił. Oto próba odda­nia ludziom kon­troli nad wszech­świa­tem. Po dokład­nym przyj­rze­niu się, co spra­wia, że gry wideo są takie popu­larne stwier­dzi­łem, że głów­nym czyn­ni­kiem jest kontrola.

Ludzie w życiu codzien­nym nie mają wpływu na ich oto­cze­nie. Robią to, co się im każe, cho­dzą tam, gdzie się im każe, żyją tak, jak się im każe. Ich zaję­cia skła­dają się ze sta­nia lub sie­dze­nia gdzieś do 17:00, a potem pozwala się im iść do domu. Nie jest tajem­nicą, że są nieszczęśliwi.

Dla wielu osób gry wideo są ucieczką do świata, gdzie mają kon­trolę lub pro­wa­dzą swoje wir­tu­alne życia, pełne przy­gód i emo­cji. Pewna doza kon­troli znaj­do­wana jest w grach stra­te­gicz­nych, przy­goda w grach RPG.

Przyj­rza­łem się grom takim jak The Sims i zauwa­ży­łem, że to, co spra­wiło, że są takie popu­larne, to nie tylko ilu­zja posia­da­nia kon­troli, ale rze­czy­wi­sta kon­trola, w pew­nym stop­niu. Masz kom­pletny wpływ na życia ludzi.

Przed The Sims było Sim Earth. Gra, w któ­rej nie spra­wu­jesz kon­troli na kon­kret­nymi jed­nost­kami, ale nad całą Zie­mią! Dosze­dłem do wnio­sku, że muszę stwo­rzyć grę podobną do Spore, w któ­rej gracz sub­tel­nie „kie­ruje” pro­ce­sem ewo­lu­cji. Czyn­ni­kiem, który spo­wo­do­wał, że Spore było tak dużym nie­po­wo­dze­niem, był brak reali­stycz­nej kon­troli nad czym­kol­wiek. Ewo­lu­cja została tam potrak­to­wana po macoszemu.

Aby to osią­gnąć, zaczą­łem naj­pierw prace nad sys­te­mem fizyki. Mało znam się na fizyce, ale zaczą­łem pobie­rać nauki z tej dzie­dziny i pró­bo­wa­łem stwo­rzyć jej uprosz­czoną wer­sję, gdzie pewne czą­steczki oddzia­łują ze sobą w okre­ślony spo­sób. Wyszło na to, że fizyka spro­wa­dza się po pro­stu do zło­żo­nej matematyki.

Zasy­mu­lo­wa­łem ener­gię, mate­rię i stwo­rzy­łem pro­sty sys­tem ze słoń­cem emi­tu­ją­cym ener­gię oraz okrą­ża­ją­cymi go pla­ne­tami, które tę ener­gię pobierały.

Posta­no­wi­łem od pod­staw stwo­rzyć naj­prost­sze komórki, które były „wpi­sane” w pro­gram, że tak powiem, który pro­jek­to­wa­łem. Żyły ener­gią emi­to­waną przez słońce i miały kod „gene­tyczny”, który zawie­rał infor­ma­cje o sub­stan­cjach pro­du­ko­wa­nych przez komórki. Chyba może­cie je nazy­wać eukariotami.

Mój świat w ciągu kilku minut zawsze wypeł­niał się tymi komór­kami, które następ­nie muto­wały, a prze­trwały naj­bar­dziej roz­wi­nięte, które nauczyły się zamie­niać ener­gię, dostar­czoną przez słońce, w uży­teczne sub­stan­cje potrzebne do podziału. To było bar­dzo nudne, ale chyba działało.

Posta­no­wi­łem roz­sze­rzyć sys­tem fizyki i zmu­sić komórki do wytwa­rza­nia odpa­dów, które były tok­syczne i je zabi­jały. Zauwa­ży­łem, że nie­które komórki zaczęły pro­du­ko­wać mniej odpa­dów. Inne roz­po­częły pro­duk­cję cze­goś, co pomo­gło im pozbyć się pro­duk­tów ubocz­nych. Jesz­cze inne wykształ­ciły zdol­ność pro­duk­cji związ­ków, które neu­tra­li­zo­wały tok­syczne odpady.

W tym wszyst­kim odkry­łem coś fascy­nu­ją­cego. Uru­cho­mie­nie symu­la­cji na kilka stu­leci (kilka minut czasu rze­czy­wi­stego) poskut­ko­wało wytwo­rze­niem się komó­rek, które wytwa­rzały ogromne ilo­ści odpa­dów celowo. Zauwa­ży­łem, że inne komórki na sku­tek tego umie­rały, a te pierw­sze pochła­niały następ­nie ich pokłady ener­gii. Tak naro­dziły się pierw­sze drapieżniki.

Po wyewo­lu­owa­niu pierw­szych dra­pież­ni­ków róż­no­rod­ność tego świata gwał­tow­nie wzro­sła. Nie­które wykształ­ciły spo­sób na ucieczkę w przy­padku napo­tka­nia tych tok­syn. Inne stały się na nie odporne, a osta­tecz­nie nauczyły się z nich korzystać.

Po jakimś cza­sie zauwa­ży­łem coś cie­ka­wego. Komórki, które ucie­kły przed tok­sy­nami, two­rzyły grupy z komór­kami, które potra­fiły już tok­syn uży­wać dla wła­snych korzy­ści. Trzy­mały się razem i poma­gały sobie. Osta­tecz­nie połą­czyły się. Powstała dziwna sym­bioza, gdzie komórki, które nor­mal­nie by ucie­kły, teraz szu­kały miejsc, gdzie tok­syny się znaj­dują, a ta druga komórka pochła­niała odpady, dostar­cza­jąc „trans­por­te­rowi” nieco energii.

Nie roz­pi­su­jąc się zbyt­nio powiem tyle, że byłem wów­czas bar­dzo pod­eks­cy­to­wany i pozwo­li­łem symu­la­cji trwać do rana (była już 05:00), pod­czas gdy ja posze­dłem do łóżka. Kiedy obu­dzi­łem się około 11:00 dostrze­głem, że świat, który stwo­rzy­łem, zmie­nił się i był teraz ledwo rozpoznawalny.

Świat został opa­no­wany przez ogromne, roślino-podobne struk­tury, poże­rane przez inne orga­ni­zmy żywiące się tymi rośli­nami. Jed­nakże gdy zaj­rza­łem do logów oka­zało się, że przez ostat­nie dwie godziny świat prak­tycz­nie sta­nął w miej­scu. Osią­gną­łem kolejny zastój, punkt, w któ­rym pro­stota mojej symu­la­cji nie pozwa­lała na dal­szą ewo­lu­cję bar­dziej zło­żo­nego życia.

Roz­sze­rzy­łem sys­tem dzie­ląc ener­gię na kilka rodza­jów, wli­cza­jąc w to różne dłu­go­ści fal, które pochła­niane były w różny spo­sób przez różne mole­kuły. Zaim­ple­men­to­wa­łem drga­nia powie­trza, stwo­rzy­łem ulep­szoną symu­la­cję wagi i wnio­słem jesz­cze kilka innych, mniej­szych poprawek.

To spo­wo­do­wało, że symu­la­cja prze­bie­gała oczy­wi­ście wol­niej, ale warto było. Pra­wie cały dzień przy­glą­da­łem się symu­la­cji nie tra­cąc pod­eks­cy­to­wa­nia, ta zabawa była nie­zwy­kle uza­leż­nia­jąca. Wyewo­lu­owały zło­żone orga­ni­zmy, które współ­pra­co­wały. Rośliny pole­gały na sobie lub wabiły dra­pież­niki, które poże­rały okrop­nie wyglą­da­jące stwo­rze­nia roślinożerne.

Dobrze się bawi­łem i dostrze­głem, że nie­które stwo­rze­nia wyewo­lu­owały „sygnały ostrze­gaw­cze”. To zna­czy, że gdy zauwa­żały dra­pież­nika, wyda­wały dźwięk, a wszyst­kie inne z ich gatunku ucie­kały do dziur, które wyko­pały w ziemi. Inne wyewo­lu­owały „sygnały godowe”.

Posta­no­wi­łem się zaba­wić. Stwo­rzy­łem narzę­dzie, które pozwa­lało mi wrzu­cić na Zie­mię kon­kretne orga­ni­zmy i pod­pi­sa­łem je swoim imie­niem. Stwo­rzy­łem 10 „mete­ory­tów” i zrzu­ci­łem je na frag­ment lądu, aby stwo­rzyć wyspę, chcia­łem się prze­ko­nać, czy zwie­rzęta po obu stro­nach wyewo­lu­ują w róż­nych kie­run­kach. Powstała „uśmiesz­kowa” wyspa z aktyw­no­ścią wulkaniczną.

W tym cza­sie znów docho­dziła 05:00, sły­sza­łem ptaki na zewnątrz. Poczu­łem się zmę­czony, a pobudka nastą­piła jakoś koło 13:00. Kiedy spoj­rza­łem na symu­la­cję, dozna­łem lek­kiego szoku.

Różne grupy zwie­rząt jed­nego gatunku stwo­rzyły kamienne posągi. Nie­które w kształ­cie uśmieszku. Nie­które w for­mie mojego imie­nia. Nie wiem nawet, po co to robiły i jak. Zauwa­ży­łem, że od czasu do czasu ata­ko­wały się nawzajem.

Nie wie­dzia­łem, co z tym począć, ale dosze­dłem do wnio­sku, że te orga­ni­zmu musiały postrze­gać ten uśmie­szek i moje imię w jakiś spe­cjalny spo­sób. Walki mnie nie­po­ko­iły, zde­cy­do­wa­łem zatem stwo­rzyć potężne pasma gór­skie za pomocą erup­cji wul­kanu i w ten spo­sób oddzie­lić obie grupy.

W tym momen­cie zmiany zacho­dziły szybko, w porów­na­niu do tego, co działo się wcze­śniej. Pod­czas mojego snu ple­miona w symu­la­cji ewo­lu­owały, kiedy sze­dłem coś zjeść, albo do łazienki, człon­ko­wie ple­mie­nia zaczy­nali się ina­czej ubie­rać lub budo­wać innego rodzaju siedliska.

Ich liczba rów­nież wciąż wzra­stała. W pew­nym momen­cie zaob­ser­wo­wa­łem, że stwo­rze­nia zaczęły two­rzyć wła­sne sym­bole na ziemi, nie kopio­wały już moich. Więk­szość z nich była jak dla mnie zupeł­nie przy­pad­kowa i nie­zro­zu­miała, ale jeden się wyróżniał.

Orga­ni­zmy stwo­rzyły sym­bol, który przy­po­mi­nał ich samych. Małe kółko, a pod nim kwa­drat. Wewnątrz kwa­dratu znaj­do­wała się kropka, w samym jego cen­trum. To miało ozna­czać narządy wzroku tych stwo­rzeń, bo każde z nich miało dwa takie narządy, jeden z przodu, drugi z tyłu ciała. W kwa­dra­cie znaj­do­wały się też inne organy sen­so­ryczne i kopulacyjne.

Obok kółka, na samej górze kwa­dratu, można było zoba­czyć coś przy­po­mi­na­ją­cego widły. Dwa roz­wi­dle­nia skie­ro­wane był w prze­ciw­nych kie­run­kach, a obok nich można było zauwa­żyć uśmieszek.

Zro­zu­mia­łem coś. Nie poro­zu­mie­wali się mię­dzy sobą. Komu­ni­ko­wali się z czymś „gdzieś tam”. Moje mody­fi­ka­cje kra­jo­brazu musiały się przy­czy­nić do ich myśle­nia, że gdzieś tam jest coś potęż­nego, zdol­nego do zmiany ich świata.

Zasta­na­wia­łem się, czy sym­bole takie, jak Sto­ne­henge i pira­midy w real­nym świe­cie mogły być zna­kami ludzi pier­wot­nych, któ­rzy pró­bo­wali zro­bić to samo. Bła­gali swo­jego stwórcę lub opie­kuna, aby się z nimi skon­tak­to­wał. Jed­nemu nie dało się zaprze­czyć – te stwo­rze­nia domy­śliły się, że gdzieś tam jest coś jeszcze.

Długo nad tym myśla­łem. Czy to w mojej gestii leży zaini­cjo­wa­nie kon­taktu z czymś, co nie jest nawet praw­dziwe? A może te stwo­rze­nia są praw­dziwe w jakiś inny spo­sób? Czy coś może być praw­dziwe będąc zale­d­wie kon­cep­cją samego sie­bie? A nawet jeśli byli praw­dziwi, to czy to ozna­cza, że lepiej dla nich będzie, jeśli to ja się z nimi pierw­szy skon­tak­tuję? Może powi­nie­nem zmie­nić symu­la­cję i zapew­nić im wieczne szczę­ście? Czy w ogóle mogę coś takiego zrobić?

Nie chcia­łem im ujaw­niać swo­jego ist­nie­nia, ale chcia­łem się z nimi poro­zu­mie­wać. Posta­no­wi­łem zapro­gra­mo­wać „pro­roka”. Orga­nizm, który wygląda jak oni i nie będą potra­fili go odróż­nić od sie­bie, ale jest cał­ko­wi­cie kon­tro­lo­wany przeze mnie.

Pozwo­li­łem mu uro­dzić się, jako ktoś ważny, syn przy­wódcy. Posta­no­wi­łem nauczać przy­kła­dami i sta­ra­łem się nauczyć te stwo­rze­nia angiel­skiego, abym mógł się z nimi poro­zu­mie­wać. Jako pro­rok prze­ka­za­łem im, że angiel­ski jest języ­kiem, w któ­rym możemy poro­zu­mieć się z „wiel­kim”. Nie mogli mieć poję­cia, co jest prawdą, a co nie.

Nie zde­cy­do­wa­łem jesz­cze, czy ujaw­nić się, czy nie. Chcia­łem jed­nak móc zro­zu­mieć, co chcą mi powie­dzieć. W ciągu kilku poko­leń wszy­scy mówili po angielsku.

Bar­dzo szybko na ziemi zaczęły poja­wiać się znaki w języku angielskim.

"PROWADŹ NAS" "POKAŻ NAM SWOJĄ DOBROĆ" "POMÓŻ NAM"

A także, pod­czas gdy pano­wała cho­roba, głód lub ogólne niepocieszenie:

"DAJ NAM JEŚĆ" "POKAŻ NAM CUD" "ZAKOŃCZ NASZE CIERPIENIE"

Zde­cy­do­wa­łem, że nie mógł­bym zaj­mo­wać się świa­tem, w któ­rym poja­wiło się takie nie­szczę­ście. Musia­łem coś zro­bić. Czemu miał­bym akcep­to­wać świat, w któ­rym panuje śmierć, gwałty i mor­der­stwa, kiedy mogłem im zapobiec?

Zaim­ple­men­to­wa­łem poprawki, które nastę­po­wały stop­niowo, więc nie brali tego za cud. Mor­der­stwa i gwałty z bie­giem czasu sta­wały się coraz rzad­sze, tak samo śmierć w mło­dym wieku.

Sądzi­łem, że nie zauważą zmian, które nastę­po­wały przez wiele poko­leń, ale zauważyli.

"DZIĘKUJEMY CI"

"CHWAŁA STWÓRCY"

"KOCHAMY CIĘ"

I coś, co naj­bar­dziej ści­snęło mnie za serce:

"WRÓĆ DO NAS"

Po policz­kach spły­nęły mi łzy. Tam coś jest. I to coś wie o moim ist­nie­niu, że mogę się z nimi poro­zu­mieć, ale w oba­wie przed tym, co stwo­rzy­łem, nie chcę tego zrobić.

Czu­łem, że mam zobowiązania.

Zała­do­wa­łem postać, którą dopiero co stwo­rzy­łem i posze­dłem do ich króla, popro­si­łem o roz­mowę z naj­mą­drzej­szymi z mędr­ców. Tym razem jed­nak mi nie uwierzono.

— Jesteś 1341 osobą poda­jącą się za wcie­le­nie Stwórcy. Jeśli nim jesteś, to modlę się o prze­ba­cze­nie, ale pro­szę, daj nam jakiś znak, zanim zażą­dasz ode mnie zwo­ła­nia mędrców.

Zawa­ha­łem się, ale odpowiedziałem.

— Jutro na wyspę na morzu przed wami, spadną kolejne dwa mete­ory, tego samego dnia. I kiedy tak się sta­nie, porzuć­cie wszelką wąt­pli­wość i uwierz­cie, że oto ja powró­ci­łem, by napra­wić zepsuty świat, który nie­gdyś stworzyłem.

Opu­ści­łem moje wcie­le­nie i pocze­ka­łem na następny dzień w symu­la­cji. Zrzu­ci­łem dwa mete­ory na opusz­czoną wyspę nie­da­leko sta­łego lądu, na któ­rym zebrały się tysiące, aby zoba­czyć, czy dam im znak.

Po upadku mete­orów zaczęto świę­to­wać. Wszyst­kie zdolne do odczu­wa­nia orga­ni­zmy zebrały się dookoła małego domu, w któ­rym opu­ści­łem mojego awa­tara i padli na zie­mię, wyraź­nie czcząc męż­czy­znę, któ­rego tam ostat­nio widzieli, a jed­no­cze­śnie bali się podejść bliżej.

Nie wiem w sumie, kto bał się bar­dziej w tym momen­cie, ja czy oni. Ponow­nie zała­do­wa­łem moje wcie­le­nie i wysze­dłem z domu. Stwo­rze­nia nadal leżały na ziemi w cał­ko­wi­tej ciszy. Zupeł­nie jakby czuli się za nie­god­nych przemawiania.

— Nie­chaj powsta­nie naj­mą­drzej­szy z was — powie­dzia­łem do nich.

Powstało jedno, dzi­wacz­nie wyglą­da­jące stworzenie.

— Dzię­ku­jemy, że wró­ci­łeś. Czy życzysz sobie od nas czegoś?

Zawa­ha­łem się, zanim cokol­wiek odpowiedziałem.

— Nie może­cie zro­bić dla mnie niczego, co mnie zado­woli, poza tym, że będzie­cie dobrzy dla sie­bie nawza­jem i będzie­cie dzie­lić się ze mną swo­imi potrze­bami i obawami.

Stwo­rze­nie odpowiedziało:

— Wiemy, że przy­by­wasz z innego świata i się boimy. Zro­zu­mie­li­śmy, jak deli­katni jeste­śmy i jak nie­wiele wiemy. Pro­szę, pozwól nam dołą­czyć do cie­bie w świe­cie, w któ­rym stwo­rzy­łeś nasz własny.

Roz­pła­ka­łem się przed kom­pu­te­rem, gdy odpowiadałem.

— Nie wiem jak.

Stwo­rze­nie odpowiedziało:

— Ryzy­ku­jąc obra­że­nie cię, pro­szę, zro­zum powagę naszej sytu­acji. Żyjąc w nie­kom­plet­nym świe­cie jeste­śmy cią­gle zagro­żeni znik­nię­ciem na zawsze, nikt już nigdy może nas nie spo­tkać. Nigdy byśmy świa­do­mie nie roz­po­znali chwili, w któ­rej nad­szedłby nasz koniec.

Dotarło do mnie, że nie byli w sta­nie zro­zu­mieć faktu, iż mia­łem wła­dzę abso­lutną jedy­nie w ich świe­cie, ale poza nim już nie. Nie wie­dzieli także, że moja widza o ich świe­cie była ogra­ni­czona. Może i stwo­rzy­łem go dzięki kilku pro­stym pra­wom i regu­łom, ale to wła­śnie te pro­ste prawa nadały rze­czy­wi­sto­ści zło­żo­ność, któ­rej nie byłem w sta­nie pojąć.

Rze­kłem ponownie:

— Mam moc jedy­nie w waszym świe­cie. W moim takiej mocy nie posia­dam, zatem nie mogę was tu spro­wa­dzić, ponie­waż mój świat nie jest pod moją kon­trolą. Nie rozu­miem także świata, który stwo­rzy­łem. Nie wiem, co jest dla was naj­lep­sze. Tylko wy wie­cie i musi­cie mnie infor­mo­wać, czego chcecie.

Męż­czy­zna mil­czał przez chwilę. Już pomy­śla­łem, że chcę zerwać ze mną wszelki kon­takt, gdy mędrzec przemówił:

— Stwo­rzy­łeś świat, który jest nie­kom­pletny, ze stwo­rze­niami, które nie są w sta­nie z niego się wydo­stać i nie masz moż­li­wo­ści ich ura­to­wać. Nie posia­dają wol­no­ści, ani nie mają moż­li­wo­ści zmian. Jeste­śmy cał­ko­wi­cie zdani na twoją łaskę i w związku z tym z głębi serca pro­simy cię: skończ z nami.

W tym momen­cie zano­si­łem się rzew­nymi łzami, nie wie­dzia­łem, co robić i pro­szono mnie o doko­na­nie nie­moż­li­wego. Moje wła­sne dziecko pro­siło mnie, abym je zabił.

W tym momen­cie zauwa­ży­łem, że świa­tła w pokoju migają. Po chwili kom­pu­ter się nagle wyłą­czył. Krzy­cza­łem. Po wie­lo­krot­nych pró­bach uru­cho­mie­nia kom­pu­tera zro­zu­mia­łem, że to nic nie da. Zadzwo­ni­łem do dostawcy prądu, który powie­dział mi, że na sku­tek nagłej awa­rii doszło do spię­cia. Obie­cali zapła­cić za wszyst­kie szkody.

Roz­łą­czy­łem się i zaczą­łem roz­my­ślać. Ogrom zbiegu oko­licz­no­ści, który wła­śnie nastą­pił, był zbyt wielki do ogar­nię­cia. Zasta­na­wia­łem się. Jeśli te stwo­rze­nia były na łasce zdez­o­rien­to­wa­nego stwórcy, to czy to samo można powie­dzieć o mnie? I jeśli tak, to czy mój twórca powstrzy­mał mnie wła­śnie od powtó­rze­nia jego wła­snych błędów?

Tłu­ma­cze­nie: Sun­dow­ner

Autor: unpa­trio­tic

Korekta: Yaveleth

(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

To. Jest. NIESAMOWITE. Takie...takie...prawdziwe? Bardzo dobrze oddaje pewną teorię na temat Boga.
Odpowiedz
To opowiadanie chociaż mnie do końca nie przestraszylo to nakłoniło mnie do głębokiej refleksji nad światem w którym żyje
Odpowiedz
TL;DR Dla leniwców mojego pokroju: https://www.youtube.com/watch?v=HmXUWCGQqBw
Odpowiedz
Super <3
Odpowiedz
Opowiadanie bardzo dziwne... Ciężko je zrozumieć ale da się mimo wszystko. Świat stworzony przez człowieka w komputerze zaczyna żyć własnym życiem. Potrafi myśleć i ma duszę tak jak my. Najgorszy jest fakt o tym że coś(lub ktoś) doprowadził do dziwnego zbiegu wydarzeń. Najpierw mędrzec prosi aby ich świat został zniszczony, później brak prądu(poprzez wyłączenie komputera gra się zresetowała i cały świat wyginął). Historia nie jest straszna. Po prostu jakimś cudem gra dostała własnego logicznego myślenia ;-;
Odpowiedz
Tyle pytań i rozmyślań, że rozsadza mi mózg xD Czytałam gdzieś coś o podobnej tematyce. Takie historie jak i różne wydarzenia i fakty dają do myślenia o naszym świecie... ba, wszechświecie.
Odpowiedz
na początku jeden dzień realny to x czasu w tej grze, a potem twórca" mówi do swoich "dzieci", że jutro uderzy gdzieś meteoryt i faktycznie realnego jutra tak się dzieje... coś tu nie pykło...
Odpowiedz
Opowiadanie jest spoko ale niestety to tylko opowiadanie nie creepy pasta ;)
Odpowiedz
Bardzo mi się podoba. Nie straszne w ogóle, ale cudowne.
Odpowiedz
Komputer z NASA, że takie symulacje ogarnął? :D Ale historia przednia, naprawdę ciekawe ;)
Odpowiedz
Aż się ciepło na sercu robi, że żyjemy w kompletnym, pełnym tak złożonych, że nie znamy jeszcze nawet połowy praw. I, że (przynajmniej w religii chrześcijańskiej) po śmierci mamy dalej żyć, w innym "prawdziwszym" świecie.
Odpowiedz
Daje do myślenia, jest zajebiste :)
Odpowiedz
Dawno nie czytałem czegoś takiego. Można by rzec, że ta pasta opisuje nasz świat, ten w którym żyjemy.
Odpowiedz
Moim zdaniem bardzo fajne i właściwie...dające do myślenia XD" W pewien sposób jest to straszne :3
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje