Historia

wojna

breedovsky 1 9 lat temu 2 268 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Ciepła, letnia noc. Amerykańska baza w Afganistanie rok 2012.

Obudził się w nocy. Rozejrzał się po namiocie, który należał do jego oddziału. Wszystko było nietknięte, brakowało jedynie ludzi. Na zewnątrz brak jakichkolwiek hałasów – czyżby to sen?

Wstał i podniósł swój pistolet leżący tuż obok. Mimo nocy światło księżyca rozświetlało delikatnie namiot, co bardzo pomogło. Z odbezpieczoną bronią wyszedł z namiotu. Ujrzał pustkę oraz chaos. Tak jakby po długiej walce. Tylko wciąż brakowało ludzi… żadnych ciał, śladów krwi – kompletnie nic wskazującego na atak.

Jeśli to sen to nadzwyczaj rzeczywisty – pomyślał i powoli ruszył w stronę namiotu należącego do dowódców. Kiedy już miał wchodzić zauważył czołgającego się członka jego oddziału – był ledwo żyły. Zbliżył się do niego i schylił. Jego obrażenia wskazywały, że ma niewiele czasu. Zdążył tylko wymamrotać „oni pochodzą z ziemi” a następnie odszedł do innego świata pozostawiając wielką tajemnicę, którą musi rozwiązać.

Jedynie, co mógł zrobić to zamknąć jego oczy i wejść do namiotu. W środku zobaczył istną orgię pozostałości po czymś, co kiedyś mogło być człowiekiem. Krwi brakowało jedynie na suficie. To były ciała około 20 dzielnych żołnierzy.

Nie mógł się otrząsnąć. Nigdy nie był uczony, co robić w takich sytuacjach. Zawsze był uczony, żeby przyjmować rozkazy. Powoli zaczął rozumieć, że to nie sen. Sięgnął ręką do kieszeni i wyciągnął zdjęcie swoich dwóch piękności – żony i córki. Jego żona pół roku temu zginęła w wypadku samochodowym a córka jest poważnie chora – z każdym dniem jest coraz gorzej a pieniędzy na operację brak. Właśnie, dlatego on jest tutaj. Tuż przed swoim wyjazdem obiecał jej, że wróci.

Kiedy przyglądał się zdjęciu nagły podmuch wiatru zaczął szarpać namiotem. Zrobiło się ciemniej niż było, tak jakby księżyc przestał istnieć w jednej chwili. Nagle zauważył, że coś się zbliża w jego stronę. Była to postać bez stałej materii, tak jakby płynna… do tego emanowała czerwoną aurą, która delikatnie oświetlała wnętrze namiotu. Jej oczy… białe i małe. Żołnierz przestraszył się nie na żarty, ale musiał zachować zimną krew, lecz po prostu stracił przytomność.

Ocknął się. Był bardzo szczęśliwy, że to tylko sen… do czasu, gdy otworzył oczu. Obudził się w jaskini, na czymś, co przypominało łóżko.

A jednak to nie był sen – wymamrotał i szybko wstał.

Ściany były puste, w tym pomieszczeniu znajdowało się tylko łóżko. Jedynym wyjście wydawał się korytarz po drugiej stronie pomieszczenia. Niestety jego broń zniknęła, ale zdjęcie wciąż znajdowało się w jego kieszeni – był to taki jego amulet szczęścia, który „oświetlał drogę wśród najciemniejszych nocy.”

Postanowił skradając się znaleźć wyjście stąd. Szedł tak jakieś kilkaset metrów, otoczenie wydawało się nie zmieniać. Na końcu korytarza znajdowało się jedno wielkie pomieszczenie, z dziurą w suficie, przez które padało światło księżyca. Na podłodze był narysowany dziwny symbol, żołnierz nigdy wcześniej go nie widział. Powoli zbliżał się do niego, ale usłyszał kroki. Była to ta sama postać, którą zobaczył w namiocie. Milczał i nie ruszał się, postanowił poczekać na pierwszy ruch tego czegoś.

„Witaj, Adamie. Pewnie liczysz na jakieś wyjaśnienia, hm?” – rzekła postać dość ludzkim głosem.

Adam skinął, ale cały czas był czujny. Obserwował każdy ruch wroga.

Porywacz zbliżył się o kilka metrów a następnie powiedział:

„Bo wiesz… Wszyscy zasługiwali na śmierć. Zostało nas kilku – jesteśmy starą rasą ziemi. Jedynymi, którzy mogą rządzić. Jestem Argha Nul, możesz mówić po prostu Arg. Słuchaj… do dzisiejszego dnia myślałem, że wszyscy jesteście głupcami. Traktujecie innych, jako zabawki, ale Ty… jesteś inny. Masz za co umrzeć, prawda?”

Adam sięgnął ręką do kieszeni i wyciągnął zdjęcie. Łzy leciały mu po policzkach, ponieważ wiedział, że nie zdobędzie pieniędzy na leczenie swej córki.

Arg podszedł na odległość jednego metra i położył rękę na ramieniu Adama a następnie rzekł: „Tak myślałem. Ona przeżyje, ale Ty niestety musisz odejść. Naprawdę przykro mi. Jesteś gotowy?”

Adam po tych słowach zmiażdżył zdjęcie znajdujące się w jego prawej dłoni i powiedział głośne, donośne „tak”

Oto zdjęcie tego oddziału:

http://assets.natgeotv.com/Photos/26/67416.jpg

Ten najwyższy to właśnie Adam.

Główne źródła donoszą, że to był atak ze strony talibów, zataili całą sprawę. Zanim ogłosili to minął dokładnie tydzień. Przez ten czas córka Adama była wystarczająco silna, żeby być na pogrzebie własnego ojca. Mimo tego, że go nie widziała… nie czuła. On był blisko. Stał tuż za nią.

To jest prawdziwa historia. Teraz już wiesz, co się wydarzyło w tej amerykańskiej bazie. Proszę cię. Zatrzymaj się. Nie każ mi na marne zjawiać się u ciebie.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Smutne, ale nie straszne, przykro mi
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Czas czytania: ~17 minut Wyświetenia: 13 072

Artykuły i recenzje