Historia

Jutro. Godzina 3.45.

scaryguy 10 9 lat temu 6 864 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Drugi dzień majowego długiego weekendu. Nareszcie wolne. Wczoraj, dziś i jeszcze kilka dni laby. Za oknem trochę szaro. Co prawda obiecywali falę upałów ale nie sprawdziło się. No może sprawdziło się ale nie tu, w Elblągu. Za blisko morza, chmury zakryły całe niebo. Ale jest ciepło.

„Pamiętam, że jeszcze miesiąc temu padał śnieg.” – pomyślał. Zima była wyjątkowo długa w tym roku. Każdy miał jej dosyć. Wszyscy czekaliśmy aż się ociepli. I nareszcie jest ciepło. Bez rewelacji ale pożegnaliśmy się z zimowymi kurtkami. Dziewczyny na ulicach odsłoniły trochę ciała. Samochody na ulicach błyszczą alufelgami. Za oknem słychać wariatów na motorach.

Typowy miejski spokój. Trawa zaczyna się zielenić, drzewa i krzewy wokół bloku zakwitły, nareszcie. Ludzie, korzystając z przerwy między świętami, biegają jak oszalałe mrówki po sklepach w celu uzupełnienia żywności. Grill, czy też ruszt – to brzmi bardziej po polsku, opanował umysły wszystkich. Piwo, kiełbasa, kaszanka, szaszłyk, mmmm…

Dziś wstał trochę później. W nocy znowu nie mógł spać, obudził się około 4. Już świtało, ulice puste, nikogo nie ma. Ptaki nieśmiało zaczynały śpiewać. „Tyle czasu człowiek marnuje, śpiąc” – pomyślał. Pomęczył się z godzinę – włączył telewizor, nic ciekawego nie było. O tej porze to same powtórki. W internecie również nic ciekawego. „Wszyscy śpią” – doszedł do wniosku. Włączył jakiś niedokończony film ale znudził go po pół godzinie. Sen wygrał. Dlatego tak długo spał. Do dziewiątej.

Rano synom zrobił śniadanie – takie jak lubią, na ciepło. Smażone, ponacinane kiełbaski – zeberki – tak nazywał je młodszy. Zjedli szybko. Można teraz posiedzieć przed telewizorem, pijąc poranną kawę. W końcu rzadko miał wolne. Praca na swoim – czyli 6 dni w tygodniu, po 60-70 godzin. Byle do niedzieli, czasem jakieś święto - zbawienie umęczonego przedsiębiorcy.

Żony nie było w domu, pojechała odpocząć od codzienności. I dobrze, też czasem by musiał, ale ciągle tylko praca i praca. Nie da się tego tak zostawić. Jest niezastąpiony, bez niego firma nie przynosi zysków, bez niego egzystuje. A kredyty trzeba spłacać, podatki płacić, udzielać gwarancji, rozpatrywać reklamacje, nawet te niesłuszne, w końcu najważniejszy jest klient.

Po śniadaniu poszli w trójkę pograć trochę w piłkę. Niedługo, bo słońce nie chciało się przebić przez chmury, ale też nie padało. Niebo miało stalowy kolor. Wiał lekki wiatr, który zniechęcał do spacerów. Mała godzinka biegania i do domu, napić się herbaty, wysikać.

Za oknem usłyszał hałas – ktoś coś krzyczał, przez megafon. Niedawno było referendum, nawoływali w podobny sposób do odwołania samorządu. „Może teraz ktoś nawołuje do głosowania na nowego prezydenta miasta” – pomyślał. „Albo wody nie będzie” – czasem wodociągi, tak uprzejmie informowały o awarii.

Ale dłuższy czas to trwało, dlatego z zaciekawieniem wyjrzał przez okno w celu zidentyfikowania hałasu. Z salonu, nic nie widać. Przeszedł na drugą stronę, do sypialni. Faktycznie coś się działo. Kiedyś zbierali tam podpisy do odwołania Rady Miasta, teraz też pewnie, ktoś agituje. Zebrał się całkiem spory tłum ludzi. Wśród tłumu, na podwyższeniu jakimś, stał starzec, brudny i zaniedbany. Poszarpane szmaty, zwisały z niego jak ze stracha na wróble. Co prawda piąte piętro to dobry punkt obserwacyjny ale za daleko, żeby zrozumieć, co ten człowiek tam wykrzykiwał. Uchylił okno – dalej tylko bełkot słychać. „Eee tam” – skwitował. Lenistwo było silniejsze on ciekawości. Zamknął okno i poszedł posiedzieć przed telewizorem.

Po obiedzie przyjechała żona, dzieciaki się ucieszyły, bo przywiozła im suweniry z podróży. No bardziej młodszy się cieszył, starszy wolałby kasę. Zbiera na korki. Zachciało mu się uprawiać sport. Wybór padł na piłkę nożną. Messi, Ronaldo a zwłaszcza Lewandowski – mieli na to duży wpływ.

- Widziałeś tego wariata? – zapytała się męża.

- No widziałem, słyszałem jakiś hałas przez okno, to wyjrzałem, ale nie wiem o co mu chodzi. Na prezydenta raczej nie kandyduje, w tych łachach nie wzbudza zaufania. Nawet stąd widać, że śmierdzi – skwitował.

- Wiesz co on opowiada? Przechodziłam, to słyszałam.

- No, co?

- Że koniec jest już bliski.

- Że jak? Przecież niedawno przeżyliśmy już koniec świata. Majowie się pomylili. Po 21.12.2012r. dalej trwa życie. Zresztą to był już kolejny koniec świata. A kiedy według niego będzie koniec?

- Dziś, a w zasadzie jutro, 3:45.

- 3 maja 2013 rok godzina 3:45? - zapytał

- Tak.

- No i coś możemy zrobić, żeby to zmienić?

- On twierdzi, że nie. Po prostu jutro nad ranem nadejdzie koniec.

- To może pójdę do biedronki, kupić trochę konserw?

- Weź nie żartuj, to starszy człowiek, coś mu się pomieszało w głowie. Alzheimer czy coś. Zaraz pewnie jakiś nadgorliwiec wezwie policję. Zresztą zobacz – już podjechali.

- Faktycznie – rzekł - koniec przedstawienia, a już chciałem pójść i posłuchać, bo mnie zaciekawiłaś.

- Daj spokój.

- Przecież wiesz, że kręcą mnie rzeczy paranormalne.

- Małe, zielone ludziki?

- Szare kochanie, oni są szarzy – zacytował agenta Muldera. - No dobra, kawa czy herbata?

- Dla mnie herbata. Zielona, przecież wiesz.

Usiedli i zjedli jakieś ciasto do herbaty. Jak wolne to wolne.

Wieczorem Magda Gessler ratowała w telewizji kolejną restaurację. Do żony przyszedł sms.

- Coś ważnego – zapytał?

- Wiesz co, moja koleżanka, ta co mieszka teraz z policjantem, napisała mi, że jakiegoś wariata dziś zamknęli, co krzyczy, że koniec świata będzie.

- A skąd wie?

- No miał służbę i wysłali go, żeby tamtego krzykacza aresztować.

- Ok. Pewnie jutro o nim napiszą w necie, na naszym portalu plotkarskim. Zresztą zaraz sprawdzę.

Laptop uruchamiał się, kilka minut, potem hasło do systemu, uruchomić przeglądarkę, wpisać adres…

- I co? – Zapytała.

- Nic nie ma, przy okazji zapytałem wujka googla i też nic. Nigdzie nie pisze, że ma nastąpić koniec świata.

- Mówi się „jest napisane” – poprawiła go.

- Przestań! Wiesz, że tego nie lubię.

- Dobra, idziemy spać, jak dzieciaki?

- Mały śpi, duży siedzi przed komputerem.

Obudził się po trzeciej. 3:30 dokładnie. Odsłonił okno i zamarł. Niebo miało kolor ciemnogranatowy, na południu widać było purpurowe wirujące coś. „Tornado? W Polsce?” – Pomyślał. „Niemożliwe. Zresztą wygląda trochę inaczej. Powiększa się.” Wziął telefon do ręki – brak zasięgu. Włączył telewizor - nic nie ma. Na żadnym kanale. Router beznamiętnie migał kontrolką, która świadczyła o braku internetu. „XXI wiek, super”- podsumował. Za oknem purpurowy wir powiększył się kilkukrotnie. Panowała śmiertelna cisza. Brak jakiegokolwiek odgłosu, psy nie szczekają, ptaki nie śpiewają. Drzewa trwały bez ruchu, zero wiatru. Wszystko stanęło. Tylko ten purpurowy, powiększający się wir. Zegar wskazywał 3:37. „Zaraz, zaraz, która to miała być? 3:45?”- przypomniał sobie.

Obudził żonę – zadowolona nie była.

- Coś się dzieje – powiedział.

- Ale co?

- Wstań to zobaczysz.

Poszli do salonu, ciemnopurpurowy wir objął tymczasem cały nieboskłon. Była 3:42.

- Jeszcze 3 minuty – powiedział.

- A dzieci? - Zaniepokoiła się.

- Śpią. Telefony nie działają, telewizji i internetu nie ma.

- Uciekajmy! - Krzyknęła.

Zamarła jednak, on wyglądał nadal przez okno. Zrozumiała. Podeszła do niego, dotknęła jego ręki. Objął ją ramieniem i pocałował.

Niebo było już całe purpurowe i wirujące. Przecinały je bezgłośne błyskawice. Zdawało się obniżać, przytłaczać ogromem. Wierzchołek komina elektrociepłowni zginął w wirującej otchłani nieba. Za chwilę wieża kościoła, który stał niedaleko również zaczęła tonąć w purpurowym wirze.

Łzy ciekły jej po skroni. Pomyślał – „Jednak starzec miał rację”.

3:45. Purpurowe niebo runęło. Nie było już nic.

Autor: Daxx

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Rozwaliły mnie łzy cieknące po skroni...
Odpowiedz
Uff 2015 xDD
Odpowiedz
Dobrze że nie uciekali i nie przezyli jako jedyni ... bla bla... ten koniex lepszy, taki nowy . Dobre opowiadanie
Odpowiedz
Fajnie się czyta, Ale koniec jest zjebany
Odpowiedz
Brawo :)
Odpowiedz
kiedy w końcu będzie ten koniec świata nio? Czekam i czekam.
Odpowiedz
Szkoda mi ich ;_;
Odpowiedz
no, no, przynajmniej nie było kretyńskiego motywu uczieczki i jakiś stworow wylazących z wiru, zajebiste opowiadanie
Odpowiedz
Łzy ciekły jej po skroni. Pomyślał – „Jednak starzec miał rację”. // Hmm... Także tego :D
Odpowiedz
ufffffff ale jabymsiębała! Dzięki bogu, że czytam to później :D
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje