Historia

Nikt Cię Nie Kocha

sundowner 10 8 lat temu 9 285 odsłon Czas czytania: ~7 minut

Seria: "Nikt Cię Nie Chce. Nikt Cię Nie Potrzebuje. Nikt Cię Nie Kocha."

Część 1 - http://straszne-historie.pl/story/2449

Część 2 - http://straszne-historie.pl/story/2460

Miałam nadzieję, że zwariowałam. Miałam nadzieję, że moja współlokatorka też zwariowała. Miałam nadzieję, że obie sobie to wszystko wymyśliłyśmy, żeby mieć wyjaśnienie dla naszych zachowań.

Kiedy powoli odwracałam się w stronę okna wiedziałam, że zobaczę tam coś przerażającego. Czy to będzie to coś, co mnie zaatakowało? Prawie chciałam, żeby to było to; aby poznać oblicze zła, które się nade mną znęcało. Przygotowałam swój umysł na najbardziej groteskowe widoki.

Na zewnątrz stał ptak.

Byłam zawiedziona, ale jednocześnie poczułam ulgę. To stworzenie nie mogło mnie zaatakować. Mimo wszystko, to był tylko ptak; może nawet orzeł, nie byłam pewna. Światło podkreślało tylko jego sylwetkę - ptasi kształt, nic niezwykłego - oraz oczy.

Znieruchomiałam na moment. W tych oczach było coś nienaturalnego. Wpatrywały się wprost we mnie, to po pierwsze, ale było coś jeszcze. Nie potrafiłam tego określić. Też się w nie wpatrywałam, zafascynowana, próbując zrozumieć co sprawiło, że były takie intrygujące.

- Jak masz na imię? - usłyszałam współlokatorkę. Jej głos brzmiał inaczej, niż jeszcze przed chwilą.

Nie spuszczałam wzroku z oczu ptaka. Przypominały kamienie szlachetne, prócz koloru - czy w ogóle widziałam taki kolor kiedykolwiek wcześniej? Był taki piękny. I o to tu chodziło; to było właśnie dziwne. Były najpiękniejszymi rzeczami, jakie widziałam w swoim życiu. Moje serce wypełniło się paletą emocji; ciało się odprężyło. Wszystko inne przestawało się liczyć. Tonęłam w tych oczach.

- Moje imię? - zapytałam. Mój głos dobiegał z głębi.

- Nie! - usłyszałam czyjś głos. To moja współlokatorka? Jej głos był odległy, jak mój, ale był stanowczy i miał rozkazujący ton... wyraźnie inny od tego, który mówił do mnie przed chwilą.

To nie miało sensu.

Czar prysł. Obróciłam głowę, przerywając kontakt wzrokowy z ptakiem w oknie i nagle poczułam się, jakbym wypłynęła na powierzchnię wody. Moja współlokatorka stała pomiędzy naszymi łóżkami z szeroko otwartymi oczami.

- Nie wyjawiaj swojego imienia - syknęła. - Nigdy nie mów, jak masz na imię. Nie mów nawet mi. Chroń go za wszelką cenę. Rozumiesz? - jej spojrzenie było niezwykle intensywne. - Rozumiesz?! - zażądała potwierdzenia.

Wciąż byłam oszołomiona, ale kiwnęłam głową, po czym ona odwróciła się i wróciła na swoje łóżko, usiadła.

- W porządku - powiedziała. - Przepraszam, powinnam była cię ostrzec. Nigdy nie patrz ptakowi w oczy.

- Czy my, no wiesz, czy jesteśmy bezpieczne? - zapytałam. Wciąż czułam na sobie jego wzrok, wwiercający się w moją duszę. Byłam zaniepokojona na myśl, jak łatwo przejął nade mną kontrolę.

- Jesteśmy "bezpieczne" - powiedziała wykonując gest cudzysłowów. - Tak bezpieczne, że bardziej się nie da. Nie przyjdzie tu. Mogłoby - ale tego nie zrobi. Próbowało pierwszej nocy, którą tu spędziłam, dwa dni temu. Ale ja zaczęłam krzyczeć, co zwabiło pielęgniarkę, więc musiało ustąpić. Nie wydaje mi się, żeby próbowało ponownie.

Rzuciłam okiem na szybę, ostrożnie unikając patrzenia na oczy tego stworzenia.

- Czym to właściwie jest? - zapytałam.

- Nazywa się Jalaiya - powiedziała - i przyszło tu po mnie. Żywi się krwią.

- Zupełnie jak wampir - powiedziałam.

- Tak. Ale to ptak.

- No dobra... ale co z tym wyjawianiem imienia?

- Dopóki nie zna twojego imienia, nie może cię skrzywdzić - wyjaśniła. - Ale mogę nazywać cię twoimi inicjałami. Jak one brzmią?

- M. C. - odpowiedziałam.

- Zatem witaj, M. C. - powiedziała kłaniając się. - Ja ci mogę powiedzieć swoje imię, bo już je zna. Jestem Arun.

Arun i ja rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę zanim przyszła pielęgniarka i powiedziała, że chyba jednak powinnyśmy się przespać. Kiedy spojrzałam w okno ptaka już nie było.

---

Przez kilka następnych dni poznałyśmy się z Arun dość dobrze. Zabawne: kiedy spotykasz kogoś, kto wie, że masz nie po kolei w głowie, szybko się zaprzyjaźniacie. Nie było czego ukrywać. Rozmawiałyśmy o demonach w naszych pokojach i o nas samych podczas posiłków i terapii grupowej. Rozmawiałam nawet z jej ojcem, który przyszedł z wizytą. Oto, czego udało mi się dowiedzieć o Arun sprzed naszej znajomości:

Jej matka zmarła kilka dni po porodzie. Jej ojciec dopiero co skończył studia, ale wstrzymał się z robieniem kariery i zajął się wychowywaniem Arun i jej starszego brata, otoczył ich miłością i opieką, ale nie dawał im za dużo wolności. Rzadko mogli gdzieś wychodzić bez ojca, który cały czas wpajał im bezpieczeństwo. Zasada numer jeden: nigdy nie wyjawiaj nikomu swojego imienia. W domu była po prostu Arun, ale poza nim mogła być jedynie A. J.

Dwa lata, zanim poznałam Arun, jej ojciec spotkał kobietę, w której później się zakochał. Arun myślała, że jest ona jakąś snobką i oczywiście nie była jej matką; ale mimo to zaakceptowała ją, bo uczyniła jej ojca szczęśliwym. Nazywali ją Farha, taką miała ksywkę. Miesiąc temu pobrali się i wprowadziła się do ich domu.

Tydzień temu Farha wyjawiła demonowi Jalayi imię swojej pasierbicy.

Następnej nocy Arun i jej brat byli w domu sami. Na parapecie Arun pojawił się ptak. Jej ojciec ostrzegał ją, aby nigdy nie patrzeć ptakom w oczy; i nigdy też tego nie robiła, ale myślała, że to tylko przesąd. Ptak był tak blisko, stał tam, gapił się tymi swoimi hipnotyzującymi oczami. Spojrzała w nie, tylko na moment...

Ostre jak brzytwy szpony wbiły się w jej ramiona. Próbowała go strząsnąć, ale to tylko sprawiło, że szpony zacisnęły się bardziej, a krew sączyła się z ran, spływając po skórze. Cofnęła się i sięgnęła po nóż wojskowy, który trzymała na półce, a który dostała od brata. Spadł na ziemię. Schyliła się po niego, a ptak zaskrzeczał, jeszcze mocniej zaciskając pazury. Arun chwyciła już za rękojeść noża, gdy ptasi dziób zatopił się w jej szyi.

Ból. Palący, dławiący ból. Jej uszy wypełniły się szumem, wzrok się zamglił; nie czuła już nic poza bólem. Zdawał się to trwać wieczność, ale po kilku sekundach napłynęła adrenalina. Wyjęła nóż z pochwy i z całą siłą wbiła go w mięsiste ciało demona na ramieniu.

To było jak patroszenie indyka.

Ptak wydał z siebie świdrujący wrzask, Arun wyciągnęła nóż ze stworzenia, po czym dźgnęła je ponownie.

Wtedy drzwi jej sypialni się otworzyły; to był jej brat.

- Wydawało mi się, że słyszałem krzyki - powiedział, po czym się rozejrzał. Zobaczył Arun leżącą na podłodze z potężną dziurą w gardle, trzymającą ociekający krwią nóż.

Ptak zniknął.

Arun szybko przewieziono do szpitala. Straciła bardzo dużo krwi, ale udało im się ustabilizować jej stan następnego dnia. Próbowała powiedzieć lekarzom i pielęgniarkom, co się jej stało, ale kazali jej się uciszyć i odpoczywać.

Jej ojciec przyszedł, gdy tylko jej stan pozwalał na odwiedziny. Arun zaczęła mu opowiadać, co zaszło, ale on już wiedział. Demon Jalaya zabił najpierw jego żonę, a on sam spędził 20 lat chroniąc swoje dzieci; nadszedł czas, aby wyjawić Arun prawdę.

Sądził, że demon podążał za jego żoną do Ameryki z Indii, ale czemu wybrał akurat ją, tego nie był pewny. Mówiła mu o ptaku z magicznymi oczami, który wypiję twoją krew, gdy pozna twoje imię, ale nie wierzył jej, to tylko legenda. Tak sądził, aż do dnia narodzin swojego drugiego dziecka.

Ptak odwiedził ojca Arun w nocy i zapytał o jego imię. Odmówił jego wyjawienia, ale demon naciskał.

- A co, jeśli znajdę twoją żonę?

Na samo wspomnienie ukochanej przez tego potwora, ojciec Arun wpadł w szał, zapomniał się.

- Zostaw moją Jewel w spokoju!

I ptak zniknął.

Następnego dnia jego żona i nowonarodzona córka wrócili ze szpitala. Kiedy wysiadł z samochodu, powróciwszy wieczorem z pracy, usłyszał krzyk dochodzący z domu. Płacz obojga dzieci. I żony.

Wbiegł do środka przerażony, wykrzykując imię swojej żony.

- Jewel! Jewel!

Sprawdził najpierw pokoje syna i córki; nie było jej tam, ale przynajmniej dzieciom nic się nie stało. Na końcu wszedł do swojej sypialni.

Widok bladych zwłok żony, rozłożonych na ich wspólnym łóżku, będzie go prześladował do końca życia.

Stwierdzono morderstwo i początkowo on sam był głównym podejrzanym, ale nie było dowodów; ani narzędzia zbrodni, ani motywu. Oficjalna wersja mówi o włamaniu, ale morderca uciekł, kiedy ojciec Arun wrócił do domu. On jednak wiedział lepiej i czuł się winny. Był za to odpowiedzialny. Sam dał potworowi możliwość zamordowania swojej żony.

I teraz jego córka prawie poniosła śmierć za sprawą tego samego demona, który odebrał mu jego Jewel. Zrobiło mu się słabo, kiedy jego druga żona, Farha, powiedziała mu o "dziwnym śnie o ptaku", więc kiedy usłyszał o obrażeniach odniesionych przez córkę, wiedział już, co się stało. Próbował powiedzieć jej, co zrobiła, ale ona nie chciała wierzyć w opowieści o demonie, który chciał zabić jej pasierbicę. Uważała, ze Arun jest chora psychicznie, a lekarze tylko to potwierdzili.

Ojciec Arun powiedział jej, że lekarze chyba mają rację; że przynajmniej powinna zostać umieszczona w zakładzie psychiatrycznym.

- Ale tato, ja nie jestem szalona. Wiesz, ze nie.

- Ale może dzięki temu będziesz bezpieczna. Znajdę sposób, żeby zabić Jalaiyę. Dopóki tak się nie stanie nie pozwolę, aby kolejna osoba, którą kocham, była w niebezpieczeństwie.

To samo powiedział podczas ostatniej wizyty.

- Żyłem w strachu zbyt długo. Zabiję tego potwora. Obiecuję. Córeczko... Arun... - zanosił się płaczem. Pobliscy pacjenci i pielęgniarki dziwnie na niego patrzyli, ale nie obchodziło go to. Na jego twarzy malowała się miłość, poczucie winy i wyniszczenie. Pielęgniarka delikatnie klepnęła go w ramię przypominając, ze godziny odwiedzin się już skończyły. Jeszcze przez długi czas stał i przytulał swoją córkę. Kiedy zwolnili uścisk, przestał płakać i chwycił ją za ramiona.

- Kocham cię, Arun. Nigdy o tym nie zapomnij.

Tydzień później ojciec Arun już nie żył.

---

Tłumaczenie: Lestatt Gaara

Autor: antalgic @ Reddit NoSleep

(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Nie no dobre, ale troche mało tego...
Odpowiedz
Chcę dalszą część T.T
Odpowiedz
Agniecha s wydaje mi się że to dlatego bo do Arun nie mógł się dobrać, a M.C. miała słabą psychikę i była łatwym celem. Wypadło na nią
Odpowiedz
Ale dlaczego demon uwzial sie na M.C ? Tylko dlatego ze miala mini depresje?
Odpowiedz
Dalsze części prosze
Odpowiedz
Zajebistee ! Dalszą część chce :x
Odpowiedz
ja chcę 4 czzęść oby już była ostatnia
Odpowiedz
Zajebista historia ;*****
Odpowiedz
Alee.... Skoro to jest "ostatnia część" to jakieś to dziwne. Mocno zrąbane. Jeśli będą dalsze to super <3 (Seria nosi tytuł "Nikt cię nie chcę. Nikt cię nie potrzebuje. Nikt cię nie kocha." Czyli wychodzi na to że to ostatnia część)
Odpowiedz
Liczę na to, że będzie dalsza część. Chcę poznać tą historię.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje