Historia

Przydrożne stwory

scaryguy 23 6 lat temu 24 339 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Zawsze myślałem, że rzeczy nadprzyrodzone omijają mnie i moją rodzinę szerokim łukiem. Skłonny byłem nawet uważać, że wszystkie duchy i wampiry to jedynie wytwór wybujałej fantazji. Niedawno jednak postanowiłem odwiedzić mojego tatę, który mieszka w Kirowie (sam mieszkam w Moskwie). Posiedzieliśmy do późna, przegadaliśmy mnóstwo tematów - nie widzieliśmy się już od półtorej roku. Zaczęliśmy wspominać lata dziewięćdziesiąte, kiedy to całą rodziną mieszkaliśmy w Permie (ja z mamą do Moskwy przeprowadziłem się w dziewięćdziesiątym ósmym, a tata rok później przeniósł się do Kirowa). Coś im się tam w małżeństwie popsuło i mama postanowiła, że zabierze mnie ze sobą. Zawsze dziwiłem się, dlaczego tata nie został w Permie, miał tam przecież wiele znajomości, a do tego piękne, czteropokojowe mieszkanie. Zastanawiałem się nad tym wiele lat, ale jakoś nie miałem odwagi spytać ojca o to wprost. Pewnie jakieś przyczyny osobiste, myślałem. Tym razem jednak uznałem, że nie ma głupich pytań, a poza tym oboje jesteśmy dorosłymi ludźmi, cokolwiek by mi nie powiedział - zrozumiem. Mimo to, odpowiedź, którą usłyszałem, sprawiła, że włosy stanęły mi dęba.

Tata w tamtych czasach pracował jako kierowca TIRa i rozwoził rozmaite towary, głównie po Uralu. Pewnego razu dostał kontrakt na dostawę ładunku do Omska, należy dodać - bardzo dobrze płatny kontrakt, jako że droga do krótkich nie należy. Jechał sobie najzwyczajniej na świecie, powolutku i rozkoszował się zimowymi widokami. Ładunek dowiózł i rozładował bezproblemowo, a następnie ruszył w drogę powrotną. Trzeba nadmienić, że wracał już inną drogą, jako że ta, którą przyjechał, była już kompletnie zasypana śniegiem i tworzył się na niej niezły korek. Wracając, minął jakieś wioski i dotarł do krawędzi lasu. Od jego skraju zdążył przejechać 20-30 kilometrów, a mimo to z przeciwka nie spotkał ani jednego samochodu. W pewnym momencie dostrzegł na poboczu człowieka (chociaż co prawda na początku uznał go za jakiś duży pniak). Pomyślał więc - różne historie się zdarzają, zabłądził człowiek w lesie zimą (chociaż tak naprawdę, kto zimą łazi po tak wielkiej puszczy?) Zahamował więc, trochę go poniosło po oblodzonym asfalcie, i zatrzymał się jakieś pięćdziesiąt metrów za nieznajomym. Patrzy w lusterko - tamten stoi i ani drgnie. Ojciec wysunął się więc z okna i krzyczy "Hej, kolego! Chodź, podwiozę cię!". Nieznajomy powoli odwrócił się, popatrzył parę sekund i spokojnym krokiem ruszył w stronę ciężarówki. Ojciec najpierw poczuł, że coś jest nie tak, zanim zdążył zobaczyć cokolwiek podejrzanego. Tamten z wyglądu przypominał normalnego, młodego chłopaka, tyle że był ubrany kompletnie nieadekwatnie do wszechobecnego mrozu - miał na sobie szarą bluzę, beret, dżinsy i jakieś tenisówki. Gdy zbliżył się jeszcze bardziej, ojciec spostrzegł, że twarz nieznajomego niewiele ma wspólnego z ludzką twarzą - gigantyczne czarne oczy, trzy razy większe od zwyczajnych, a do tego długie, ostre, zwierzęce kły, wystające z ust. Nie zastanawiając się wiele, wcisnął gaz do dechy i zaczął uciekać tak szybko, na ile pozwalała mu na to ciężarówka. Gdy spojrzał w lusterko, zorientował się, że stworzenie biegnie za nim. Rozpędził ciężarówkę do 60-70 kilometrów na godzinę, ale.. wcale nie zwiększyło to dystansu pomiędzy nim i dziwacznym stworem! Co więcej, w miarę jak zapuszczał się coraz głębiej w las, stworów pojawiało się więcej, po kilkunastu kilometrach goniły go już cztery. Tutaj tata przestraszył się już nie na żarty, łzy leciały mu ciurkiem po twarzy. Myślał: to by było na tyle, albo wpadnę w poślizg i się przewrócę, albo mnie te paskudy dogonią i zarżną albo i coś jeszcze gorszego ze mną zrobią! Sam nie wie jakim cudem udało mu się dotrzeć do skraju lasu. Tam też dziwne stworzenia zniknęły, zupełnie jakby rozpłynęły się w powietrzu. Dotarł do pierwszej lepszej stacji benzynowej, jednej z tych, gdzie można dostać byle jaki nocleg i kiepskie żarcie. Kupił pół litra wódki i przy niej opowiedział o wszystkim gospodarzowi tego niby-hotelu. Ten tylko się roześmiał i doradził ojcu, żeby więcej nie pił za kółkiem, bo jeszcze dziwniejsze rzeczy będzie widział.

Na taką odpowiedź ojciec tylko machnął ręką. Nie wierzy, to i nie uwierzy. Zapłacił za postój i poszedł się przespać do samochodu. Niedługo jednak pospał, bo szybko obudził go ucisk w pęcherzu. Dookoła ciemno, że oko wykol, ni cholery nie widać. Trzeba było reflektory zapalić, żeby jakoś się dobrać do wychodka na podwórku. Przekręcił kluczyk, włączył światła, wycieraczki i co widzi? Te same paskudy, które biegły za nim przez cały las. Dziesięć sztuk. Stoją dookoła kabiny i wytrzeszczają na niego te swoje ślepia. Jednemu z nich z kłów jeszcze ściekała krew. "Kurwa mać", przemknęło ojcu przez głowę. Z całej siły wcisnął klakson i wysoki dźwięk rozdarł nocne powietrze. Stwory rozbiegły się chaotycznie, a ojciec tak szybko, jak tylko zdołał, wyjechał z parkingu i popędził dalej na złamanie karku. Najstraszniejsze było to, że dookoła panowały egipskie ciemności i nie sposób było dostrzec, czy te paskudztwa w ogóle go gonią.

Do Permu dojechał, nie zatrzymując się. Oczu nie zmrużył ani na sekundę.

Od tamtego czasu zaczął często się budzić w nocy i wyglądać przez okno. Bał się nieziemsko, że te potworki biegły za nim aż do miasta, że wyśledziły go w jego mieszkaniu.

Gdzieś tak około Nowego Roku 1999/2000 pod wieczór wyszedł na balkon zapalić papierosa... i zobaczył je. Stały w trójkę w świetle latarni. I patrzyły. Znów patrzyły swoimi przerażającymi oczami. Zamknął się w mieszkaniu, pozasłaniał okna kotarami i całą noc przegadał przez telefon z przyjacielem (też nocnym markiem), żeby utwierdzić się w przekonaniu, że jeszcze nie zwariował i żeby mieć chociaż namiastkę towarzystwa w tym pustym mieszkaniu.

Następnego dnia rzucił wszystko w diabły, kupił bilet na pociąg i wyjechał do Kirowa, do rodziny. Już stamtąd sprzedał swoje mieszkanie w Permie i kupił jakieś odrapane M2 w centrum miasta. Od tamtego czasu już tych stworzeń nigdy nie widział.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Jak w każdym opowiadaniu brakuje mi tu wyjaśnień. Na przykład co to były te potwory itp. Takie wyjaśnienia u mnie wzmagają lęk po przeczytaniu takiego tekstu
Odpowiedz
Ciekawe 7/10
Odpowiedz
a czy typowy rosyjski kierowca nie wozi ze sobą kałacha ?
Odpowiedz
Spoko ale mogło by być troche bardziej rozbudowane.
Odpowiedz
ja mieszkam koło lasu i obok lasu jest ulica ;---;
Odpowiedz
Fajnie się czyta, tylko czegoś brakuje. I czy tylko mi te stworki, z Mothmanem się kojarzą?
Odpowiedz
Mothman na ogół był raczej dobry z tego co pamiętam, w sensie bardziej zwiastował jakieś katastrofy, śmierci, a nie był ich przyczyną
Odpowiedz
Dobre
Odpowiedz
Koleżanka mojej mamy jechała samochodem w nocy obok lasu. Leżało na drodze drzewno więc wysiadła zobaczyć. Potem wsiadła do samochodu i nagle słyszy że jedzie za nią tir i trąbi na nią, chciała szybko ofjechać, ale tir wjechał jej na drogę i kazał jej wysiąść z samochodu. Myślała że to jakiś wariat albo że chce jej zrobić krzywdę. Po rozmowie okazało się, że kiedy wysiadła zobaczyć drzewo na drodze, do jej samochodu wsiadł jakiś facet z nożem i usiadł na tylnyn siedzeniu, ale na szczęście uciekł gdy tir zaczął trąbić. :O tak miała koleżanka mojej mamy, pewnie gdyby nie tir już by nie żyła :(
Odpowiedz
Oklepane. Słyszałam już kilka wersji tej samej historii, tylko czasami koleś był tam od początku i kierowca jadący za autem ofiary zobaczył cień i zaczął mrugać światłami albo twoja wersja, albo jeszcze inne mniej lub bardziej podkoloryzowana.
Odpowiedz
Serio? Też słyszałem tę historię, tylko że koleżanka koleżanki mojej kuzynki czy tam sąsiadki zatrzymała się na pierwszej lepszej stacji paliw i gościu z tira zaczął jej opowiadać to zdarzenie. Wszystko niby okazało się prawdą po tym jak zobaczyli nagranie z monitoringu.
Odpowiedz
He he :D historia prawdziwa.. :D jak najbardziej.. Może nie z historii koleżanek, ale z gazety. Było to z 16 lat temu gdy samochody nie jeździły co sekundę. Facet miał to naszykowane.. Podciął drzewo, zrzucił na jezdnię, kobitka się zatrzymała, przestawiła i odjechała. Później za nia jechał Tir i trąbił, więc przyśpieszyła i zjechała na stację paliw zeby zgłosić Tirowca, że ją nęka. Gościu z Tira ją dogonił i na stacji wyjaśnił, że wudział jak ktoś wsiada do jej auta.. Gdy podeszli do jej auta było otwarte a ztyło byl toporek i linka metalowa..
Odpowiedz
Przecież na północnym uralu była ta tragedia na przełęczy Diatłowa.. Ale się złożyło xd
Odpowiedz
złe to nie jest . tylko ze co to sa te potworki
Odpowiedz
Domyślam się że mogą wyglądać podobnie jak z filmu "Jestem Legendą" tylko że mają puste,olbrzymie oczodoły...
Odpowiedz
:)
Odpowiedz
Fajnie się czytało ale czegoś brakuje 9/10
Odpowiedz
Dobre 9/10
Odpowiedz
Dobre
Odpowiedz
niezłe niezłe
Odpowiedz
Dobra, dałbym 8/10.
Odpowiedz
dobre
Odpowiedz
fajnie się czytało, dobra historia 8/10
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje