Historia

#1 Wpis W Dzienniku

sundowner 5 6 lat temu 6 971 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

---

Część 1: http://straszne-historie.pl/story/2724

Część 2: http://straszne-historie.pl/story/2884

---

No dobra, strony w dzienniku nie wspominają w ogóle o sklepie, ale jest tam kilka rzeczy, które mnie zaciekawiły. Przepisałem pierwszy wpis. Na szczęście mój prapraprawujek był oczytanym człowiekiem, więc jedyną trudnością było odczytanie jego pisma.

***

19 sierpnia, 1872:

Jarmark rozpoczął się wczoraj, ale ja miałem zbyt dużo pracy, żeby iść. Kiedy w końcu udało mi się pójść, nie było byt wiele osób. Wozy i budki jarmarczne były takie same jak zawsze, jedynie przybyło kilka nowych. Jeden przykuł mój wzrok. Był stary, ale wyglądał na świeżo czyszczony. Farba wyblakła i odchodziła w paru miejscach. Panią siedzącą obok moja matka (Panie, świeć nad jej duszą!) nazwałaby "pozłacanym flakonem": ubrana i umalowana tak, żeby wyglądać na młodszą, niż była w rzeczywistości, zapewne w celu przyciągnięcia klientów. Widziałem zmarszczki wokół jej oczu, gdy się do mnie uśmiechała.

- Witam pana - powiedziała. - Czy potrzebuje pan czegoś konkretnego? - Jej nienaganne maniery zaskoczyły mnie, nie mogłem zebrać wręcz słów i tylko coś bełkotałem. To wprawiło ją w nawet szerszy uśmiech, po czym wskazała na wóz. - Posiadam wiele doskonale wykonanych masek przeznaczonych na sprzedaż lub wymianę - powiedziała. - Proszę spojrzeć.

- Nie mam przy sobie pieniędzy - powiedziałem. Uśmiechnęła się tak szeroko, że aż mnie zabolało na sam widok.

- Zawsze możemy się wymienić - odpowiedziała. - Może pan też wziąć maskę i zapłacić jutro.

Maski były bardzo ładne, jak żadne inne, a kilka z nich, które wziąłem do ręki, sprawiały wrażenie wykonanych ze skóry dobrej jakości. Przymierzyłem kilka i byłem poważnie zaskoczony, jak wygodne one były. Wkrótce wigilia Wszystkich Świętych, więc założenie takiej maski byłoby doskonałym sposobem świętowania w mieście. Niestety, nie miałem pieniędzy nawet na jedną.

Już prawie odłożyłem maskę. Wyszło na to, że była za droga, gdy sobie przypomniałem o mojej pensji. Wtedy jednak przypomniałem sobie o złotym łańcuszku, który zawsze mam na sobie. Zaoferowałem go kobiecie, jako zapłatę. Może to tylko słońce mnie oślepiło, ale jej uśmiech zdawał się osłabnąć, gdy go oglądała. W jej głosie również wyczułem cień rozczarowania, gdy mówiła:

- To zdecydowanie wystarczy do zakupu jakiejkolwiek tutaj maski.

Wybrałem tę najgroźniejszą i napawającą strachem. Miała kształt wykrzywionego w grymasie człowieka. Gdybym miał jakikolwiek talent do rysowania, to bym tutaj naszkicował, jak mniej więcej wyglądała. Ktokolwiek ją zrobił, musiał być bardzo zdolny.

Czułem na sobie spojrzenie tej kobiety, gdy odchodziłem od jej wozu.

***

Tutaj kończy się pierwsze wspomnienie o maskach. Wszystko pozostałe w tym wpisie dotyczy życia na farmie i jego pracy, jako ktoś w rodzaju pomocnika adwokata. Nie jestem pewny, czy to ma jakiś związek z opowieścią o sklepie z maskami, która przytaczał mi mój dziadek, czy jest to tylko zbieg okoliczności. Będę czytał dalej i podzielę się z wami dalszymi informacjami, gdy tylko będę mógł.

PS. Zadzwoniłem dzisiaj do dziadka i zapytałem, czy próbował kiedyś znaleźć sklep. Nie chciał o tym rozmawiać przez telefon i obiecał, że niedługo wpadnie z wizytą i pogadamy o tym.

---

Tłumaczenie: Lestatt Gaara

Autor: cutequeenpika

(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Czekam na kolejną część. Proszę o powiadomienie, z góry dziękuję
Odpowiedz
http://www.reddit.com/r/nosleep/comments/1f5vrv/journals_2_3_the_mask_shop_part_iv/
Odpowiedz
Kiedy 4 czesc ?? ;-;
Odpowiedz
Domagam się kolejnej części :D
Odpowiedz
Nawet nawet
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje