Historia

"TO"

mandaryna899 4 6 lat temu 4 819 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Jestem Wendy Brown, mam 18 lat i mieszkam samotnie, przy ulicy Even Black. Nigdy się tu nic nie dzieje, to taka spokojna ulica, mili ludzie, denerwujący sąsiedzi. Wolę spędzać czas sama, ale zdarza się, że pójdę czasem na jakąś imprezę. W ten wieczór, było już około 21:00 siedziałam przed komputerem, sprawdzałam e-mail, szukałam lepszej pracy, bo za obecną, ledwie starczało mi na jedzenie. Kiedy dochodziła godzina 22:30, dostałam dziwnego maila, był w sumie krótki, ale zaraz po przeczytaniu go usunęłam, pomyślałam, że pewnie ktoś robi sobie ze mnie żarty. Ale pamiętam go, utkwił mi w głowie, to jego treść:

"Cześć Wendy Brown. Wiem gdzie mieszkasz, obserwuję cie codziennie, niezłe ciałko".

Tak to dziwne... Ale nie miałam czasu żeby nad tym myśleć, położyłam się, usnęłam.

Zaraz z rana poszłam do Viki - mojej przyjaciółki. Powiedziałam jej o tym e-mail`u, okazało się, że ona też dostała dokładnie taki sam e-mail, tylko z jej imieniem i nazwiskiem. Dotychczas nie przejmowałam się mailem, ale szczerze to w tym momencie miałam dreszcze. Dużo dyskutowałyśmy na ten temat, w końcu postanowiłyśmy zadzwonić do Diego i Johna, to nasi przyjaciele, wiedziałyśmy, że nas nie zawiodą. John miał przenocować parę nocy u mnie, a Diego u Viki. W sumie, nie było to konieczne, ale to zapewniało nam większe poczucie bezpieczeństwa. Pierwsza noc minęła szybko, John spał u mnie w pokoju, co prawda na podłodze, ale nie przeszkadzało mu to. Codziennie spotykaliśmy się wszyscy razem, aby czuć się bezpieczniej.

Drugiej nocy, razem z Johnem siedzieliśmy przed komputerem i wtedy to już nie były żarty, dostałam e-maila, znowu, z podobną treścią:

"Cześć Wendy Brown. Wiem gdzie mieszkasz, obserwuję cię, wyproś Johna z domu, jeśli nie chcesz żeby zginął"

Od razu powiedziałam, żeby wyszedł, ale on się tak uparł... Nie mogłam nic zrobić, po prostu chciał mnie chronić. No jak się okazało Viki dostała podobną wiadomość, ale to nie było wszystko, codziennie kiedy szłam do i z pracy, jakiś mężczyzna w czarnej pelerynie mnie śledził. Widziałam go po prostu wszędzie. To było okropne, wariowałam od tego i nikt nie mógł mnie uspokoić, w żaden sposób.

Następny e-mail po prostu mnie wykończył psychicznie. Nie miałam sił na nic. Nie będę już pisać, treści, ale to cholerne "COŚ" prześladowało nas wszystkich! 2 dni po e-mailu zginął Diego - nieznane powody. Następnego dnia John... A w trzeci dzień... Viki. Wiedziałam, wiedziałam, że to moja kolej, że i po mnie "TO COŚ" przyjdzie, ale musiałam się temu postawić. "TO" czuje mój strach, parę razy próbowało mnie zabić, ale "TO" przechytrzyłam, jednak już nie miałam więcej siły.

Teraz jestem zamknięta w psychiatryku, z własnej woli i rozsyłam tą wiadomość do wszystkich, bo być może i do ciebie "TO" przyjdzie...

Bądź czujny, sprawdzaj pocztę...

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

ujdzie w tłumie .
Odpowiedz
Mili ludzie i denerwujący sąsiedzi...? :P
Odpowiedz
mdławe
Odpowiedz
Takie... Nijakie
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje