Historia

Koszmar?

scaryguy 13 9 lat temu 9 506 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Zbudziły mnie promienie porannego słońca przenikające przez cienką, błękitną firankę. Z lekkim rozdrażnieniem podniosłem kołdrę do góry i po założeniu kapci udałem się do łazienki załatwić to, co każdy człowiek robi po przebudzeniu.

Po opróżnieniu pęcherza i napełnieniu żołądka kawą pospiesznie się ubrałem w nowy, grafitowy garnitur i zapakowałem wszystkie firmowe dokumenty do teczki. Sprawdziwszy (zawsze miałem fioła na tym punkcie) czy wszystkie okna są zamknięte, gaz zakręcony, przekręciłem klucz w zamku i wszedłem do windy. Dopiero tam puknąłem się w czoło, aż zapewne po klatce schodowej rozeszło się piękne echo. Zapomniałem krawatu, znowu. Nerwowo począłem klikać w klawisz z cyferką „sześć”, jednak bez kliknięcia stopu się nie obeszło. Dopiero wtedy winda łaskawie, jakby na złość wgramoliła się na szóste piętro. Przeszukałem szybko kieszenie w poszukiwaniu kluczy, jednak ich nie znalazłem. Przegrzebałem teczkę i jak wywnioskowałem zapewne wypadły mi w windzie kiedy zawiązywałem buty. Wyśmienicie, znowu będę spóźniony. Po przywołaniu windy z powrotem (bo oczywiście już ktoś zdążył ją ściągnąć) bez przerwy rzucałem okiem na zegarek, który w przeciwieństwie do windy bardzo pospiesznie wykonywał swoją robotę. Pum, w końcu, wsiadam do windy, są! Wybieram odpowiedni klucz, wsadzam do zamka i… Nic. Czyżbym z tego stresu posłużył się nieodpowiednim? Nie, to na pewno ten, jednak dla pewności wyprobowuję też inne. Bez skutku. Cholera jasna, do dupy, dzisiaj pojawię się w biurze bez wisielca, czas jest nieubłagany.

Dzień minął normalnie. Szef był nawet milszy niż zwykle a i projekt nad którym pracowałem ostatnie kilka dni wyjątkowo przypadł mu do gustu. Zadowolony z dnia pracy zmierzam w stronę samochodu. Tak, znowu czegoś zapomniałem, telefonu komórkowego. Żeby nie tracić czasu szybko wbiegam na drugie piętro biurowca gdzie znajduje się mój gabinet i naciskam klamkę. Nic. Pewno woźny już zdążył wszystko pozamykać. Trudno, dzisiaj i tak już na nic mi się telefon nie przyda. Opuściłem biuro i wsiadłem do samochodu. Tu stoczyłem następną batalię, za żadne skarby auto nie dało się uruchomić, dało się tylko słyszeć dźwięk dławiącego się silnika. Ryknąłem ze wściekłości, trzasnąłem drzwiami i udałem się na postój taksówek. Akurat jeden kierowca był wolny, przywitałem się uprzejmie i zająłem miejsce.

Podróż mijała we względnej ciszy, jednak w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że zapomniałem zadzwonić po ślusarza. Zagadnąłem kierowcę czy dałby mi zadzwonić ze swojego telefonu, ten jednak odmówił. Jednak stwierdził, że jego szwagier się tym trudni i może go poprosić o pomoc. Uradowany, zgodziłem się i podałem dla pewności jeszcze raz mój adres.

W końcu pod blokiem, księżyc już świecił całkiem mocno zza nielicznych chmur na niebie. Nie miałem ochoty czekać na zewnątrz, bo zaczynało się robić chłodno więc wszedłem na klatkę schodową i postanowiłem zaczekać pod swoim mieszkaniem. Chciałem włączyć światło, ale żarówka tylko strzeliła i zgasła na amen. Będę musiał rano poprosić dozorcę o wymianę. Wszedłem więc po ciemku i zawołałem windę, która nadzwyczajnie szybko przyjechała z dziewiątego piętra. Lekko zaniepokojony, że coś może być nie tak mechanizmami, wsiadłem do środka i nacisnąłem szóstkę. Trach. Winda zatrzymała się na półpiętrze.

Przycisk alarmowy nie reagował, więc zacząłem wołać o pomoc, odpowiedział mi tylko jednak pijacki śmiech, pewno sąsiada-menela. Kurwa mać, naprawdę mam już dosyć tego dnia. Kiedy jednak śmiech sąsiada ustał winda ponownie ruszyła do góry, jednak zamiast zatrzymać się na szóstym piętrze stanęła na piętrze trzecim. „Wejdę dalej po schodach”, pomyślałem, miałem dość tego złomu nazwanego dumnie windą. To co jednak zobaczyłem wysoce mnie zszokowało. Nie pamiętam by trzecie piętro tak wyglądało.

W przeciwieństwie do mojego było obskurne, ze ścian odłaził tynk, koło rur widać było wyraźną pleśń i grzyby a numery na wszystkich mieszkaniach zostały poodwracane. Moją uwagę też zwrócił fakt, że klosz został pomalowany na zielony kolor, stąd dziwny kolor światła, jak w horrorze przy trybie noktowizyjnym. Mając dość tego miejsca ruszyłem w stronę schodów, ale zabijcie mnie do jasnej cholery, nie mogłem ich znaleźć, nie mogłem znaleźć pieprzonych schodów, albo ich nie było, miałem wrażenie, że chodzę w kółko. I faktycznie tak było. W paranoi krążyłem i krążyłem, a zdawało mi się też, że za każdym okrążeniem piętro wygląda coraz gorzej. I chyba miałem rację, w pewnym momencie drzwi do jednego z mieszkań po prostu pękły. Tracąc jakiekolwiek resztki zdrowego rozsądku wbiegłem do pomieszczenia. Zdziwło mnie to, ale też sprawiło, że odetchnąłem z ulgą, ale mieszkanie wyglądało normalnie, ot, normalny przedpokój, światło dobiegające zapewne z salonu, łazienka, kuchnia i jeszcze jeden pokój.

Po cichu zawołałem „Kto tam”, jednak nikt mi nie odpowiedział. W salonie nikogo nie było, w innych pokojach też nie. Został jeden. Chciałem zajrzeć przez okno, ale wiecie jakie drzwi kiedyś robili, grube szkło ze wzorkami, znak dawnych czasów. Nic to, postanowiłem po cichu wejść do środka. To była sypialnia, a w łóżku ktoś spał i chrapał. Chrzkąnąłem, ale osoba się nie obudziła, więc podszedłem do łoża i ujrzałem w nim śpiącą na boku starszą kobietę odwróconą do ściany. Delikatnie dotknąłem jej ramienia, a ta powoli zaczęła się odwracać. Pisnąłem jak mała dziewczynka gdy zobaczyłem, że jej twarz jest pokryta oczami. Cholernymi oczami, cała twarz! Wciąż krzycząc otworzyłem z kopniaka drzwi i wybiegłem z pokoju. Tu czekała mnie następna niespodzianka. Znalazłem się na klatce schodowej. Tak, tym razem ze schodami, zniszczonymi, jakby się miały zaraz zawalić, ale nie dbałem o to, wbiegałem najszybciej jak potrafiłem, miałem wrażenie jakbym pokonał już kilkanaście pięter jednak nie, to dopiero piąte, jeszcze tylko jedno, jeszcze tylko parę stopni i będę u celu, pod swoim domem, bezpieczny i w końcu, po tych kilku sekundach trwających wieczność. Jestem, mieszkanie numer osiemdziesiąt dziewięć, normalny korytarz, wszystko jak dawniej. Tak bardzo chciałem już być w domu, tak bardzo chciałem pozbyć się obrazów które widziałem, ale jeszcze czekałem na ślusarza. Ruszyła winda, wjeżdża na górę, przyznam, że byłem trochę zaniepokojony, ale w końcu dojechała a z niej wyszedł najnormalniejszy człowiek. Jedno wzbudziło jednak moją uwagę i sprawiło, że znowu ciarki przeszły mi po plecach. Panel nie pokazywał szóstego piętra, tylko piętro numer 666666666. Moje rozważania przerwał jednak mężczyzna, który żując gumę spytał od niechcenia:

- Co się stało?

Przekazałem mu wszystkie informacje, ten cały czas potakując stwierdził szybko:

- Potrzebuję tylko jeszcze jednej rzeczy

Po czym schylił się i wyjąwszy z torby małą siekierę uderzył mnie nią w nogę. Zwaliłem się na podłogę bezwładnie wyjąc z bólu, kiedy ten szaleniec zaczął dosłownie wyszarpywać mi kość z nogi. Mimo niewyobrażalnego cierpienia kopnąłem go drugą nogą w twarz i zacząłem biec nie zważając na ból. Jednak czemu, kurwa, czemu biegnę przed siebie długim, niekończącym się korytarzem, za mną biegnie pieprzony szaleniec z twarzą zalaną krwią z powyrywanymi kawałkami mięsa w dłoniach, dlaczego do jasnej cholery bięgnę coraz wolniej, jakbym był w jakiejś galarecie, on jest już za mną, pomocy, błagam, pomocy, on mnie już…

Obudziłem się zlany potem. Byłem w swoim łóżku, w swoim pokoju, w swoim mieszkaniu. Zły sen… Zajebiście realistyczny, paskudny, zły sen. Otrząsnąwszy się z wrażeń nocnych mając ochotę tylko wyjść z domu, pospiesznie się ubrałem i opuściłem mieszkanie. Zamknąłem drzwi, sięgnąłem po pęk kluczy.

Dlaczego, w imię Najświętszej Panienki, mój pieprzony klucz jest zrobiony z kości?!

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Polecam odstawić delirianty xd
Odpowiedz
Naprawdę wciągające, lubię takie historie
Odpowiedz
Mi sie podobalo 7/10
Odpowiedz
opowiadanie wciągające , wszsystko było fajne tylko jak on uciekł temu psycho pacie skoro ledwo co biegał :\
Odpowiedz
opowiadanie wciągające , wszsystko było fajne tylko jak on uciekł temu psycho pacie skoro ledwo co biegał :/
Odpowiedz
spodziewałam się takiego końca, koniec jak koniec czyli jak zwykle cyt: obudziłem/am się zlany potem ;p ogólnie opowiadanie w porządku dosyć wciagające
Odpowiedz
Niby napisane dobrze, ale za grosza nie straszne. Dodatkowo bardzo przewidywalne.
Odpowiedz
Super!
Odpowiedz
Historia jest świetna c: Tylko jakoś tak liczyłam na nieco inną końcówkę.
Odpowiedz
Bardzo sie w czulem w opowiadanie jakbym widzial caly obraz jego oczami
Odpowiedz
Ej, świetne ! :)
Odpowiedz
chapeau bas!!! Genialne
Odpowiedz
o kwa, genialne
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje