Prorocze sny.

Dodane przez: atax, 16.11.2012, 06:32
Reklama:
Opowiem wam historię która miała miejsce naprawdę, a działo się to w Bydgoszczy, a dokładniej w małej miejscowości pod Bydgoszczą, której nazwa nie jest istotna.

Pewna rodzina mieszkała w domku jednorodzinnym, było ich sześcioro: matka z ojcem oraz 4 dzieci. Ja, Andrzej - najstarszy, miałem 20 lat kiedy to się wydarzyło.

Pewnego ranka siostra obudziła mnie (robiła to codziennie) abym nie zapomniał wpuścić psa do domu jak będę wychodził do szkoły, dom nie był jeszcze ogrodzony i bała się, że pies po prostu ucieknie. Nie odpowiadając nic odwróciłem się na drugi bok i smacznie spałem dalej.

Po jakimś czasie (nie wiadomo podczas snu ciężko się zorientować się ile czasu minęło) usłyszałem drapanie w drzwi mojego pokoju, pomyślałem, że to pies który chcę wejść i położyć się obok ale zanim zdążyłem nacisnąć klamkę tajemnicze coś za drzwiami uciekło po schodach na górę. Tak jak każdy normalny człowiek pomyślałem, że to pies i poszedłem spać dalej zostawiając otwarte drzwi w razie jakby się rozmyślił i chciał położyć się obok mnie.

Zaraz! przecież pies jest na zewnątrz - pomyślałem. W tej chwili przeszedł mnie ogromy strach - "co to mogło być?" - postanowiłem to sprawdzić.

Poszedłem więc na górę, stare schody skrzypiały, a mrok starej i nieoświetlonej klatki schodowej drewnianego domu dawał niesamowite uczucie, że coś zaraz wyskoczy z któregoś pokoju gotowe zaatakować.

W pokoju na końcu korytarza były lekko uchylone drzwi. Zapalając światło wszedłem do niego i ujrzałem kobietę która siedziała na łóżku mojego brata. Była normalnie ubrana w jeansowe obcisłe spodnie i czerwoną bluzkę rozpięta do połowy, lecz twarz nie była już tak normalna - była blada jak ściana z jasno-czerwonymi oczyma, głowę porastały bardzo gęste kruczoczarne włosy. Samo patrzenie na tę kobietę sprawiało niewyobrażalne uczucie cierpienia i troski.

Strach ogarnął mnie ze wszystkich stron ale nie to było najgorsze, postać spojrzała na mnie i powiedziała "NIECH NIGDZIE NIE JADĄ!".

Po tej scenie obudziłem się we własnym pokoju, byłem cały zlany potem i przerażony - "to był sen" - pomyślałem, po sekundzie do pokoju weszła moja siostra i ze zdziwieniem powiedziała: "O! Już nie śpisz? nie zapomnij wpuścić psa do domu jak będziesz wychodził do szkoły".

Zamarłem, dokładnie ta sama scena co we śnie. Od razu wstałem, odprowadziłem siostrę do drzwi po czym poszedłem po psa.

Był to jasny szaro-czarno biały Husky z niebieskimi oczami i czerwoną obrożą. Postanowiłem się położyć ponieważ do wyjścia miałem dobre trzy godziny. Pies poszedł ze mną. Zasnąłem.

Po chwili znów ta sama akcja - drapanie w drzwi. Spostrzegłem, że pies siedzi wpatrując się w nie w bojowej pozycji, jak by chciał zaatakować to co za nimi się znajduje. On nie wiedział, a ja już tak, co się kryje za cienkim jak papier kawałkiem drewna, była to Ona!

Nacisnąłem klamkę i... Znów ta twarz te same słowa "NIECH NIGDZIE NIE JADĄ"... Te sny powtarzały się przez kolejny tydzień.

Nadszedł piątek i sny tak szybko jak się pojawiły tak szybko ustały. W dwa tygodnie później przypomniałem sobie, że jutro moja babcia ma urodziny, zaproszona była cała rodzina, rzecz jasna wszyscy chcieli jechać, ale i każdy chciał wypić zdrowie 99-letniej babci więc postanowiliśmy, że pojedziemy taksówką. Było to dość daleko jakieś 80 kilometrów, ale nie było to ważne, w końcu 99. urodziny są tylko raz w życiu! Nie każdy dożywa tak sędziwego wieku.

Na następny dzień mój konserwatywny ojciec powiedział, że muszę mu pomóc - on nienawidził marnowania czasu i choć za 2 godzimy mieliśmy wyjeżdżać do babci to on musiał robić coś poza relaksem.

Ojciec nie był już młodzieniaszkiem, więc często prosił mnie o pomoc. Z racji że to mój ojciec i jest jedynym źródłem dochodów w domu, poszedłem mu pomóc.

Zadanie polegał no wejściu na dach i odcięciu dwóch gałęzi od jabłoni, ponieważ nie wyglądały na solidne, a gdyby się połamały mogły uszkodzić dach. Był dość silny wiatr, a drabina nie stała solidnie, wchodząc po niej usłyszałem wielki hałas a zaraz za nim ogromy ból. "JEB!!!", dwie ledwo wiszące gałęzie spadły mi na nogę roztrzaskując kość na drobne kawałki.

Ojciec, z poczuciem winy, przeprosił mnie i natychmiast zadzwonił po karetkę, zabrano mnie do szpitala. Przed odjazdem powiedziałem ojcu ze nic wielkiego się nie stało i mogą jechać do babci na urodziny.

Śmiejąc się powiedziałem że ten wypadek będzie kluczową opowieścią na urodzinach. Całkowicie wypadło my mi z głowy to co mówiła kobieta która mnie przed czymś przestrzegała.

Ojciec powiedział ,że okej i karetka odjechała.

Noc spędziłem w szpitalu. Rano do sali przyszedł policjant z teczką (zwykłą, czarną teczką - spiętą gumką) myślałem ze chce zapytać o wypadek z drzewem i drabiną, ale niestety nie.

Zapytał: "Czy ty jesteś Andrzej?" "Tak" - odpowiedziałem. "Mam bardzo złe wieści dla ciebie, wczorajszej nocy twoja całą rodzina została brutalnie zamordowana przez kierowcę taksówki, kobietę, która po morderstwie popełniła samobójstwo, napisała na przedniej szybie krwią "MÓWIŁAM ŻEBY NIGDZIE NIE JECHALI"".

(Dla straszne-historie.pl)
Źródło: Własna opowieść
Oceń:
42
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!