Historia

oczy

białadama 5 8 lat temu 5 367 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Pamiętam je od zawsze. Nie mam pojęcia skąd się wzięły...skąd pochodzą, ani czym w ogóle są. Po prostu oczy. Nazywałem je tak od dzieciństwa. To były zwyczajne dwa błyszczące w mroku światła. Pamiętam jak zobaczyłem je pierwszy raz. To była wigilia bożego narodzenia, którą wraz z rodzicami spędzałem jak co roku u dziadków na wsi. Był wieczór.....nastrój typowo świąteczny...choinka ze swoimi błyskotkami...prezenty..... I nagle zobaczyłem TO w oknie. Jako małe dziecko, nie wiedziałem co się dzieje, więc powiedziałem rodzicom o tym co widzę. Za oknem, gdzie panował kompletny mrok, zobaczyłem dwa świecące... a raczej wpatrujące się we mnie punkty. Były bardzo jasne i bardzo wyraźne. Czułem się jakby ktoś patrzył na mnie. Wtedy, jako małemu chłopcu, wydawało mi się, że to przyszedł święty Mikołaj. Takie miałem wtedy wyobrażenie.....ale już wtedy podświadomie czułem, że nie jest to coś normalnego. Oczywiście tylko ja to widziałem, więc nikt nie zwrócił uwagi na to co mówię.

Potem mijały spokojne lata. Powiedzmy, że względnie spokojne....Czasem zdarzało mi się widzieć OCZY. Ale nigdy nie przywiązywałem do tego większej wagi. Zawsze lekceważyłem to, myśląc, że to przywidzenie, albo jakiś omam. Wreszcie zwróciłem na to uwagę będąc na studiach. Ucząc się, zawsze czytałem jakiś tekst, a potem powtarzałem go głośno sam do siebie przy zgaszonym świetle. Pewnego wieczoru, kiedy tak się uczyłem przed sesją, poczułem, że nie jestem sam w pokoju. To było bardzo dziwne uczucie. Wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. Że przypatruje się temu co robię......jak robię.......że mnie słucha.

Siedziałem z zamkniętymi oczami. Otworzyłem je. Stało się coś, co na zawsze odmieniło moje życie i moje spojrzenie na świat. W zupełnej ciemności, na ścianie przede mną zobaczyłem dwa ogromne, świecące punkty przypominające oczy. Natychmiast przypomniały mi się wszystkie zdarzenia dotyczące tego widoku, które spotkały mnie w życiu. Wszystko, co do tej pory mi się przytrafiło, a co miało związek z tymi dwoma światłami, stanęło nagle przed oczami. Teraz to nie były już oczy. Teraz to były tylko dwa świetliste punkty. Ale nadal wyglądem przypominały oczy. Czułem się przerażony. Nie wiedziałem co mam zrobić.......co powiedzieć.......jak się zachować. Byłem spanikowany. Chciałem krzyczeć. Ale po chwili zdałem sobie sprawę, że to nic nie pomoże. Czekałem. Sam nie wiem na co........ale czekałem. Miałem chyba nadzieję, że to minie, że okaże się snem. Ale widziałem to......czułem niemal namacalnie, że istnieje. Wreszcie OCZY zginęły. Egzaminów nie zdałem. I kiedy siedziałem sam w akademiku, myśląc o tym dlaczego........co zawaliłem, pomyślałem znowu o nich. O oczach. I wtedy olśnienie......nagle, jakby ktoś walnął mnie w głowę. Zawsze, kiedy je widziałem, zawsze zdarzyło się coś złego. Wtedy, będąc dzieckiem......na wsi u dziadków...spaliłem choinkę zimnym ogniem. Potem, będąc starszym chłopakiem, widziałem je, dzień przed rozwodem moich rodziców.......potem jeszcze przed wypadkiem mojego taty.....potem........wszystko układało się w logiczną układankę. To jednak musiało mieć jakieś znaczenie. Musiało.

Od tej chwili drżałem na samą myśl o tym, że mogę je zobaczyć. Widok tych OCZU zawładnął moim życiem. Podporządkował sobie każdy mój ruch, każdą decyzję, wszystko.

Ale jak wszystko, czas goi rany. Mijały lata. Po jakimś czasie moja obsesja na temat oczu minęła. Aż wreszcie do dnia dzisiejszego.

To kolejny dzień mojego podłego życia. Wiedziałem już od samego rana, że coś się zdarzy. Miałem dosyć wszystkiego. Zostałem sam. Sam bez swojej największej miłości. I nie mówię tu o żadnej kobiecie. One przychodzą i odchodzą. A każda jest lepsza od poprzedniej.......przynajmniej na początku znajomości. Moją największą miłością była moja córeczka. Malutkie stworzenie.......niczemu nie winne.......a na pewno nie temu, że ja i jej matka nie mogliśmy się porozumieć. Więc ......odszedłem. Ale musiałem zostać sam. Bez mojej kochanej Kasi.........sam......na całym świecie, chociaż otoczony przyjaciółmi i miłością........sam!!!!!

Wypiłem to co jeszcze było w butelce......Od pewnego czasu piłem znowu. To mnie znieczulało......dawało jakieś poczucie bezpieczeństwa. Ale nie na długo. I sam zdawałem sobie z tego sprawę. Ale teraz wszystko było mi obojętne.......postanowiłem.......i tak się stanie.

I teraz ......wieczorem......po ciemku.......idąc i popijając z butelki......zobaczyłem po raz kolejny te OCZY. Ale ten jeden jedyny raz wiedziałem co one oznaczają.......

Czułem, że są coraz bliżej.......że mnie pożądają......przyciągają............

Pamiętam tylko zgrzyt metalu........hamowanie lokomotywy.......

Ale ja wciąż szedłem........wiedziałem, że nie wyhamuje........wiedziałem,

że nasze spotkanie jest przeznaczone.

Wiedziałem, że te oczy, które były ze mną od dziecka, te oczy, które zawsze coś zwiastowały, teraz odkryły swoją twarz............swoje przeznaczenie.......swój cel......

Wiedziałem, że reflektory zbliżającego się do mnie elektrowozu są tymi właśnie oczami, które były mi pisane od dziecka......

Taki koniec........

Po prostu.......

I tylko...........ostatni łyk ....... ostatni oddech.......ostatnia myśl......

Kasia......

Autor: kamień

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

genialne....
Odpowiedz
Pomysł naprawdę fajny, ale zjebał cały nastrój pisownią.
Odpowiedz
z tymi kropokami troche przeginka i tekst zbity w kupe, ale jako opowieść całkiem ciekawe, choc nie creepy
Odpowiedz
Te kropki trochę przeszkadzają, ale ogólnie jest ok :3
Odpowiedz
nawet spoko ;) tylko że "Czułem się przerażony'"? :3
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje