Zdjęcie

Koszmar w Alief

białadama 15 8 lat temu 13 276 odsłon Czas czytania: ~7 minut

Koszmar w Alief

Irvine w Kalifornii. Miasto, w którym dorastałem. Po tym, czego doświadczyłem, żałuję, że tam nie zostałem... ale zanim do tego dojdę, pozwólcie mi opowiedzieć całą historię od początku.

Nazywam się Cameron Wilkinson. Przeprowadziłem się z żoną oraz dwójką synów (Daniel, lat 6 i Hunter, lat 12) do Houston, wcześniej mieszkając w zamożnej dzielnicy. Powód? Jestem agentem nieruchomości i zostałem przeniesiony do oddziału w Houston, a chciałem mieć rodzinę bliżej miejsca pracy. Niestety, najwygodniejszą lokalizacją okazało się Alief w południowo-zachodniej części miasta. Jeśli jeszcze tego nie wiecie, Alief ma okropną opinię - te wszystkie przestępstwa, gangi i cała reszta... Jednakże, miałem nadzieję, że nie wpłynie ono negatywnie na moje dzieci, ponieważ zostały dobrze wychowane.

Po spędzeniu tygodnia w lokalnym hotelu, w końcu znalazłem dom w Alief, który mi się podobał. Niedrogi. Kiedy spytałem się sprzedawcy, dlaczego tak tanio, odpowiedziała mi, że dawniej w 1996 roku, dom był miejscem brutalnego moderstwa całej rodziny, a sprawa wciąż pozostawała nierozwiązana. Taka historia normalnie mogłaby odstraszyć potencjalnych kupców, ale mnie osobiście to nie przeszkadzało. Przecież przeszłość to przeszłość. Czemu miałoby mnie to powstrzymać przed skorzystaniem z takiej dobrej oferty? Kupiłem dom i nie powiedziałem rodzinie o jego sekrecie, żeby się nie bali.

Niedługo po rozpakowaniu rzeczy i urządzeniu nowego mieszkania, zostaliśmy powitani przez sąsiadów. Wbrew temu, czego oczekiwałem, ludzie z sąsiedztwa byli bardzo życzliwi i podarowali nam trochę meksykańskich potraw domowej roboty. Rodzinie bardzo smakowały.

Zapisałem synów do szkoły a potem cieszyłem się siedmiominutową jazdą do pracy. Wszakże, zachowywałem dystans do niektórych sąsiadów, po tym jak usłyszałem, że utrzymują kontakty z gangami i mają problemy z narkotykami. Kiedy wszystkie sprawy zostały załatwione, stwierdziłem, że spodoba nam się życie w tych okolicach. Niemniej jednak, jakiś czas później poczułem, że bardzo się jak bardzo się myliłem...

Żona powiedziała mi, po jakichś dwóch tygodniach, że czuje się cholernie nieswojo, musząc przebywać całymi dniami w domu, podczas gdy ja i dzieci jesteśmy w pracy lub szkole. Powiedziała też, że czuje jakby ktoś ją obserwował a czasami słyszy śmiech dzieci w poszczególnych częściach budynku; w szczególności w pokoju Daniela. Wspomniała także o tym, że słyszy stłumione krzyki i kątem oka dostrzega ciemne kształty.

Jako, że nigdy nie byłem sam w domu, nigdy nic dziwnego nie usłyszałem. Jedyną niezwykła rzeczą był fakt, że Daniel zamykał się sam w swoim pokoju, ale Hunter powiedział, że nie zauważył w tym nic nadzwyczajnego.

Powiedziałem Sharon, że to może być tylko jej wyobraźnia, biorąc pod uwagę jej problemy z niewyspaniem. Po jakimś czasie, niechętnie się ze mną zgodziła, a lekarz przypisał jej więcej tabletek na bezsenność.

Daniel zbudził mnie o 3 rano i zapytał się, czy jego nowy kolega może zostać na noc. Zdezorientowany, spytałem o którego kolegę chodziło, a on odpowiedział, że ma na imię Luis. Przekonany, że to tylko wymyślony przyjaciel, zgodziłem się. Daniel poszedł do swojego do pokoju, a ja wróciłem do łóżka.

Jeszcze zanim zasnąłem, usłyszałem przez ścianę jak Daniel do kogoś mówi. Wtedy, ku mojemu zaskoczeniu, pojawił się głos innego dziecka. Wstałem i udałem się do pokoju syna. Zapytałem się gdzie jest Luis. Kiedy odpowiedział, że Luis stoi obok niego, trochę się zdenerwowałem, ale doszedłem do wniosku, że Daniel po prostu zaczął udawać jakiś inny głos. Kazałem mu iść spać, a sam wróciłem do sypialni. Usłyszałem śmiech Daniela, a po chwili pojawił się jeszcze jeden. Jednakże, to było dziwne. Pogłos rozchodził się po pokoju, ale wyglądało na to, że Sharon nic nie słyszała, ponieważ jej sen trwał niezakłócony. Wmówiłem sobie, że to tylko Daniel i zasnąłem. Sen, który mnie nawiedził był przerażający...

Wszystko było inne. Znajdowałem się w domu, ale meble, zasłony i sposób, w jakim urządzono budynek były odmienne. Stałem w pomieszczeniu, które wydawało się pokojem Daniela. Po około dwóch minutach, zauważyłem, że to świadomy sen; mogłem kontrolować swoje działania. Wyszedłem na korytarz, a to co zobaczyłem zaniepokoiło mnie: oderwana ręka, a sądząc po wielkości, należała do małego dziecka. Podążyłem śladem krwi, do pomieszczenia, które aktualnie używaliśmy jako pokój komputerowy i moim oczom ukazały się trzy ciała. Doszedłem do wniosku, że odcięte ramię musiało należeć do małej dziewczynki, na oko 8 lat. Rozebrana do naga, oprócz bielizny. Na jej klatce piersiowej i brzuchu znajdowało się co najmniej trzydzieści ran kłutych, a wnętrzności leżały na wierzchu. Obok znajdował się mężczyzna w wieku około 35-40 lat. Także miał pełno ran kłutych, a jego gardło było głęboko poderżnięte; kręw wciąż wypływała spod nacięcia. Ostatnie ciało miało na sobie czarną koszulę w białe paski. Tak właściwie, przez tą całą krew ciężko było stwierdzić, czy naprawdę były białe. Między ramionami leżała duża, wydrążona dynia, a kiedy ją podniosłem, odkryłem, że pod spodem nie ma głowy. Biedny człowiek został pozbawiony głowy, ale patrząc na ciało, można wnioskować, że zginął od ran w okolicach serca.

Teraz byłem cholernie wystraszony. Poszedłem do kuchni, gdzie zobaczyłem kobietę, prawdopodobnie matkę, wciąż kaszlącą z podciętym gardłem. Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła. Po kilku sekundach, upadła na podłogę i umarła a ja pobiegłem do tylnich drzwi, ale były zamknięte. Wyjrzałem za okno i zauważyłem chłopca, 10-11 lat, zwisającego z drzewa. Wnętrzności leżały rozrzucone na ziemi. Czułem rosnącą we mnie panikę.

Miałem spróbować wyjść drzwiami frontowymi, i wtedy właśnie wpadłem na jakiegoś faceta. Wyglądał na nieco ponad 20 lat, ubrany w białą, zakrwawioną koszulę. Powiedział: "Luis uciekaj, spróbuję go jakoś zatrzymać!" W oszołomieniu i strachu nie zastanowiłem się nad tym, co przed chwilą usłyszałem i pobiegłem do ubikacji z oknem. W ruchu zajrzałem za siebie i zobaczyłem jak mężczyzna walczy z napastnikiem. Poza tym, dostrzegłem, że wszystkie linie telefoniczne zostały odcięte. Mężczyzna powalił agresora i zaczął biec w moją stronę. Kiedy się zbliżał, nagle upadł na podłogę. Napastnik rzucił nożem, który utkwił w jego głowie. Wbiegłem do łazienki i spojrzałem w lustro. To nie byłem ja, mogłem mieć jakieś 6 albo 7 lat. Teraz wszystko miało sens, w tym śnie byłem Luis'em. Dlatego ten facet tak mnie nazwał. Ale wtedy przypomniało mi się, co się stało zanim zasnąłem - mojego syna rozmawiającego z kimś o imieniu Luis. Wszystko jasne. Luis jest duchem, a jeśli Luis jest duchem to... to znaczy, że ten sen nie jest snem; raczej wspomnieniem tego, co wydarzyło się tutaj w 1996.

Usłyszałem krzyki; schowałem się w szafce. Zauważyłem album ze zdjęciami, schowany pod pęknieciem w ścianie. W tym samym momencie, postać z nożem w ręku wparowała do środka. W panice nie mogłem mu się dobrze przyjrzeć. Zacząłem krzyczeć, kiedy się zbliżał, modląc się do Boga, abym się przebudził. Zobaczyłem jak morderca podnosi duże ostrze i pcha je w moją stronę. Obudziłem się, zanim mnie trafiło.

Byłem roztargniony. Wstałem i ubrałem się do wyjścia, ale nie odezwałem się nawet słowem do żony i dzieci. Sharon zauważyła, że coś jest nie tak a kiedy spytała, odpowiedziałem jej, że po prostu przyśnił mi się koszmar i wyszedłem przez drzwi. W czasie pracy, sen wciąż powracał w mojej pamięci. Był taki prawdziwy, tak jakbym naprawdę tam był. Nie potrafiłem się na niczym skupić, więc wyszedłem wcześniej. Mojej żony akurat nie było w domu, a dzieci siedziały w szkole, więc zostałem sam. Postanowiłem zajrzeć do szafki w łazience. Ujrzałem tam takie samo pęknięcie jak we śnie, a w środku znalazłem stary, zakurzony album rodzinny. Po przejrzeniu zawartości, zauważyłem, że rodzina wyglądała identycznie jak postaci z mojego snu. Wtedy właśnie spostrzegłem zdjęcie, które wyróżniało się najbardziej. Była tam cała rodzina. Wszyscy mieli takie same ubrania jak we śnie. Z ciekawości, sprawdziłem datę na odwrocie. 31 października, 1996. Stwierdziłem, że musiał to być dzień morderstwa, jako, że jedna z ofiar miała zamiast głowy dynię a data pasowała wręcz idealnie. Nie mogłem w to uwierzyć. W swoim śnie doświadczyłem tego samego horroru, co ta biedna rodzina.

Zacząłem płakać. Spojrzałem do góry i ujrzałem tego samego mężczyznę, który walczył w mordercą. Popatrzył na mnie smutno i po chwili rozpłynął się w powietrzu. Nie mogłem dłużej żyć w tym domu. Uznałem, że musimy się stąd jak najszybciej wyprowadzić.

Kilka dni później opuściliśmy budynek. Sharon nawet uwierzyła w moją historię i pomogła mi stawić czoła temu wszystkiemu. Zacząłem chodzić na terapię dla tych z zespołem stresu pourazowego. Mam także stałą kontrolę, na wypadek jakbym chciał popełnić samobójstwo. Otóż, moja rodzina udaremniła już nie jedno, nie dwa, ale sześć prób samobójczych spowodowanych przez moje doświadczenia w Alief. Opiekę nad dziećmi przyznano dziadkom, gdyż moje zdrowie psychiczne budzi zastrzeżenia wśród tych z CPS[1], a to dobiło mnie jeszcze bardziej.

Przeprowadziłem się z powrotem do Irvine, ale praca wciąż sprawia mi trudności. Kiedy ostatnio słyszałem o tym domu, był wystawiony na sprzedaż. Nie podam wam dokładnego adresu, ale mogę powiedzieć jedno. Jeśli będziecie kiedyś w Alief i będziecie myśleć nad kupnem domu na Cliffgate Drive, który jest szaro-brązowy jeśli chodzi o kolor i ma charakterystyczny, kolisty wzorek przed wejściem, radzę wam rozjerzeć się gdzie indziej. Dusze w tym budynku nie zaznały spokoju a każdemu, kto usłyszał ich historię i pozostał obojętny, pokażą to co wycierpieli tamtego dnia...

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Współczuję tej rodzinie :( niestety ale na świecie dzieją się takie rzeczy
Odpowiedz
Ale bez przesady, szok pourazowy? Samobójstwo? Ja bym raczej spróbował z nimi pogadać czy coś.
Odpowiedz
Ja bym wróciła i przerzywała sen dopuki nie rozpoznałabym twarzy zabójcy, nie odnalazła go i nie oskarżyła, aby duchy mogły zaznać spokoju.
Odpowiedz
a ja bym ci kupiła słownik ortograficzny
Odpowiedz
Spoko :)
Odpowiedz
Znalazlem w google maps ten dom :O
Odpowiedz
https://www.google.pl/maps/@29.686524,-95.595138,3a,36y,328.7h,88.27t/data=!3m4!1e1!3m2!1spqGLsR6eLi0VVeSY3qmADQ!2e0 to chyba to
Odpowiedz
Ciekawa sprawa. Ma ktoś jakieś materiały inne dotyczące tej sprawy? Zastanawia mnie czy jest w niej trochę prawdy.
Odpowiedz
O kurde, bardzo mocne.
Odpowiedz
"Cliffgate Drive, Alief, Houston, Teksas, Stany Zjednoczone" wpiszcie to w google maps i włączcie street view, o ja pierdole :D
Odpowiedz
W opowiadaniu było coś o małej ośmioletniej dziewczynce, której nie ma na zdjęciu. Chyba, że tą dziewczynką jest osoba siedząc pomiędzy nogami osoby siedzącej na fotelu.
Odpowiedz
fajne ;D
Odpowiedz
nie jestem obojętna.. przeraziło mnie to bardzo.. Współczuje tej rodzinie :(
Odpowiedz
ej cień za facetem w biało-czarnej koszulce nie zgadza , na prawym ramieniu widać czarny pół okrąg i nie jest to cień psa
Odpowiedz
Dobre
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje