Historia

The Creepy Dead
Dziś jest 7 lipca 2013 roku. Wszystko było normalnie dopóki nastał ten dzień lecz zacznijmy od początku.
Mam na imię Lee. Mam 17 lat, uczę się i mieszkam w domu z moimi rodzicami. Rodzice są (właściwie byli) na wysokich stanowiskach. Miałem psa, wabił się Dawg (jestem fanem subkultury jaką jest hip-hop). Rodziców było stać na wiele.
Była niedziela, 1 lipca, w telewizji było o jakiejś chorobie, która wybuchła akurat w niewielkiej części Colorado, akurat tam gdzie mieszkam i wojskowi panują nad sytuacją. Czemu wojskowi, a nie naukowcy? Zdziwiło mnie to.
W poniedziałek w moim mieście wybuchła panika i strach. Objęli pewien obszar kwarantanną lecz im się nie udało powstrzymać ICH. Choroba rozpowszechniła się zbyt szybko. W telewizji kazali zabarykadować drzwi, okna i nie otwierać komu z zewnątrz. Już wiedzieliśmy, że nikt nam nie pomoże. Dawg uciekł z domu przed tym i dobrze. Oby uciekł stąd jak najszybciej.
Wraz z rodzicami zrobiliśmy jak nam kazano w TV. Mieliśmy dużo zapasów żywności.
Z ciekawości chciałem dokładnie zobaczyć co się dzieje na dworze. To co zobaczyłem...
widziałem małego chłopca , który uciekał przed grupą szwendaczy, przewrócił się i one dogoniły go i...
zaczęły go ROZSZARPYWAĆ, JEŚĆ! Widziałem jego wnętrzności, zwymiotowałem. Zacząłem po prostu płakać.
----------------
Wczoraj widziałem jak ONI przebili się do domu naprzeciwko nas, ludzie którzy tam byli nie zdołali uciec. Nie dziwię się, oni chcieli zrobić ''imprezkę życia''.
W telewizji mówią aby zachowywać ciszę i ostrożność, gdyż przyciąga je światło i hałas. Erghhh... Wieczorki spędzone przy The Walking Dead opłacały się.
Dziś podczas przekazywania informacji (codziennie) dźwiękowiec został zaatakowany przez szwendacza, który wdarł się do studio. Przeraziliśmy się. Ojciec postanowił pójść po lampy naftowe, protestowaliśmy z mamą lecz ojciec z natury jest uparty. Czekamy na niego od 1,5 godziny, martwimy się o niego.
Jest! Tato wrócił, i ma zapasy. Zauważyłem u niego zadrapanie, które ukrywał, ale raczej zdawało mi się.
Następny dzień nastał, ojciec czuje się coraz gorzej, ma gorączkę i zimne poty.
Sobota, tato czuje się o wiele gorzej, mama martwi się niego.
Choroba nadal mutuje, mówiono o ''szwendaczach sprinterach'', jednego nawet widzieliśmy przez firanki. Szybko biegają!
Minęło 6 dni, z mamą jesteśmy w kuchni, tato wstał, a powinien być w łóżku. Patrzył na nas w dziwny sposób. Pobiegłem na górę łapiąc mamę za rękę, ona przewróciła się i...
Ojciec ugryzł ją.
Wbiegłem do swego pokoju i zabarykadowałem się i zacząłem płakać jak najgłośniej.
Nastaję wieczór. Słysze ICH mlaski i wycie. Słyszę jak dobijają się do moich drzwi. Boże, miej mnie w opiece.
SLYSZE ICH JAK DOBIJAJA SIE DO MOICH DRZWI JEST ICH PRZYNAJMNIEJ 20 WYWAZAJA DRZWI BOZEBOZEBOZEBOZE.
-----------------------------
Autor tego tematu jest nieznany. Temat został usunięty przez administratora forum lecz użytkownicy, którzy widzieli ten temat i próbujący wznawiać go byli blokowani.
Niewiadomo czy ten post jest prawdziwy czy fałszywy lecz ostatnio przyjmowane telefony z USA o epidemii...
Descent
Komentarze