Historia

Samotność po zmroku

wolin 10 8 lat temu 7 375 odsłon Czas czytania: ~7 minut

Wiedz, że czasem dziwne myśli chodzą mi po głowie. To nie będzie typowa creepypasta, jeśli będzie można w ogóle to do niej zaliczyć… Często pytasz mnie skąd czerpię inspirację. Pragniesz ode mnie czegoś naprawdę strasznego. Czegoś po czym będziesz się naprawdę bał albo wciągnie cię w moje słowa jak wir lub zabije klimatem. Zazwyczaj to dostajesz, ale są teksty, które po prostu nie są dobre. I tyle, nic na to nie poradzisz. To nawet nie zależy ode mnie, tylko od weny, którą niby teraz mam. Pytasz się skąd ta wena? Ech, to długi temat. Z różnych rzeczy. Po prostu czytaj między wierszami. Czytaj powoli, uważnie i ze zrozumieniem. Musisz się wczuć w ten tekst, żebyś go zrozumiał.

Dla ciebie straszne są duchy, upiory, kałuże krwi, przemoc, której nigdy nie zaznałeś albo schizy, które tak naprawdę się nie dzieją. Często wprawia cię to w osłupienie, jeśli masz słabe nerwy potrafisz nawet się bać. Twoja wyobraźnia pracuje wtedy na pełnych obrotach. Ale, czy myślałeś kiedyś o tym co jest naprawdę straszne w twoim życiu? Dla mnie czymś takim jest samotność, zwłaszcza po zmroku…

Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś duszą towarzystwa, masz dobry dom, niczego ci nie brakuje, po prostu żyjesz dobrze i dostatnie. Teraz wyrzuć z siebie te radosne uczucia. Spójrz w swoje serce… Cały dzień spędziłeś z tak zwanymi przyjaciółmi. Podczas tych wielu godzin mieliście jakieś spiny, o których szybko zapomnieliście, bo to w sumie nieważne. Jednak mimo tego, że byłeś cały dzień z bliskimi, wracasz do domu i czujesz się… samotny. Masz to uczucie, że bardzo chcesz spędzić z nimi jeszcze kilka chwil. Wiesz, że nie powiedziałeś wszystkiego, chciałbyś się przed kimś otworzyć, ale nie potrafisz. A nawet jeśli, to nie ma nikogo przy tobie. Jesteś tylko ty, rodzice i młodszy brat, z którymi nie pogadasz, bo nie wiesz jak to się skończy. Pewnie nawet wstydzisz się im cokolwiek mówić. Masz w sobie taki natłok frustracji, że chyba nie dasz rady.

Wchodzisz do domu i kierujesz się do swojego pokoju. Czujesz się po prostu wypluty, mimo, że dzień ci się udał i nic złego się nie stało. Ciężkimi krokami kierujesz się do swojego pokoju. Wszyscy już śpią. Zamykasz drzwi i siadasz przed komputerem. Być może na Facebooku będzie jeden z twoich bliższych przyjaciół, od serca, z którym możesz o wszystkim gadać, ale nie. Są tylko ci pseudo znajomi, którzy w sumie nic nie znaczą i nic im nie powiesz, bo cię wyśmieją. Siedzisz i gapisz się w oślepiającą biel tablicy w nadziei, że ktoś akurat wejdzie. W sumie możesz zadzwonić, ale po co. Było super, a ty się martwisz, o co ci chodzi? Spędziłeś ten dzień z przyjaciółmi, cieszyłeś się! Czemu jesteś smutny?

Po prostu opadasz z sił. Frustracja z nikąd w tobie cały czas narasta, ale starasz się jej nie dopuszczać do siebie. Nie chcesz o tym myśleć, jeszcze nie teraz. Wiesz, że to uderzy ze zdwojoną siłą, kiedy położysz się spać. Owszem, możesz przypisywać to zaniżonej samoocenie, ale to tylko umacnia cię w samotności.

Choćbyś nie wiem jak chciał o tym nie myśleć, to czujesz tą chłodną, żelazną dłoń ściskającą twoje serce. Skoro nie ma nikogo do popisania odchodzisz na chwilę od komputera w nadziei, że zaraz ktoś się pojawi.

Wychodzisz na balkon. Rześkie powietrze owiewa twoje ciało. Czujesz lekki chłód i orzeźwienie. Zaciągasz się nocnym powietrzem. Spoglądasz w górę patrząc na gwiazdy, lecz niestety żadna nie świeci. Niebo jest prawie bezchmurne, ale te gwiazdy nie chcą świecić dla ciebie! Mówią ci, że jesteś zwykłym nieudacznikiem i stoją odwrócone tyłem. Ech, nawet w gwiazdy nie popatrzysz.

Znów siadasz przy komputerze. Ziewasz przeciągle. Wchodzisz w muzykę i szukasz jakiegoś smutnego utworu, przy którym mógłbyś się pomęczyć i dobić. Zaczynasz się wiercić, nie wiesz jak wygodnie usiąść. Twoje myśli są coraz głośniejsze, one chcą cię zdołować. Opierasz na dłoniach głowę wsłuchując się w muzykę.

Wiesz, że nic się nie stało, ale po prostu nie masz nikogo przy sobie. Może zadzwoń do swojej dziewczyny albo chłopaka? Taa, jak go nawet nie masz. Dlaczego nie zadzwonisz do przyjaciela? Pff, a co mu powiesz? „Ej stary smutno mi jakoś…”? Daj spokój. Jesteś po prostu samotny. To taka choroba społeczna. Wiesz co łączy tych super popularnych i uśmiechniętych ludzi z tymi spokojnymi, cichymi i najzwyklejszymi chamami? Każdy z nich w jakimś momencie jest samotny. Każdego z nich ogarnia to dziwne uczucie. Nie co noc, bez przesady. Ale na pewno się tacy znajdą. Wtedy po prostu trzeba pomóc człowiekowi. Ale jak, skoro nic nie mówi? Czasem lepiej gdybyś wylał z siebie to wszystko, wiesz? To samo przejdzie, ale kiedy będzie powracać będzie tylko smutniej… Może się zastanawiasz jak taki pogodny gość, którego możesz sobie wyobrazić może mieć takie problemy? Myślisz o jednym ze znajomych i nie potrafisz sobie wyobrazić bólu na jego twarzy. Bólu w jego sercu. I o to chodzi, że nie potrafisz tego zobrazować. Ci co przez cały dzień mają uśmiech na twarzy, często płaczą w nocy…

No dobra, teraz jesteś poważny, wyrzucasz tę samotność, nie chcesz być teraz smutny! Wyłączasz tą głupią piosenkę i szukasz czegoś żywego. Może wejdź na kwejka i pośmiej się z czegoś. W sumie to dobry pomysł. Ehhh! Pierwszy obrazek jest z demotów i głosi: Samotność sprawia, że stajemy się bardziej surowi dla siebie samych, a łagodniejsi dla innych. O Boże - myślisz. Przecież to prawda. To smutne, chowasz twarz w dłoniach i przecierasz zmęczone oczy. Nie chcesz tego czytać, a to uczucie znów powraca. Dobra, jedziesz dalej. Parę razy się zaśmiałeś w duchu, ale czujesz tą szpilkę w sercu. Genialnie… na następnej stronie: Zaprzyjaźniłem się z samotnością, ale ona się we mnie zakochała… I jak masz jej powiedzieć, żeby cię zostawiła? Gdy człowiek płacze nie oznacza, że jest słaby. Po prostu brakuje mu słów, by wyrazić ból zjadający go od środka. To już był mocny cios. Wyłączasz tą głupią stronę i starasz się by twoja złość była silniejsza od tej samotności… Niestety te uczucia lubią się łączyć i zmieniają się w bezradność, niemoc…

I tak dobrze, że chociaż na chwilę wyrzuciłeś tą dziwkę z siebie. Chwilę, słyszałeś to? Coś za drzwiami... E tam, to nic takiego. Puk, puk, a jednak ktoś puka do twoich drzwi! Myślisz, że to jeden z rodziców albo brat przyszli ci powiedzieć, żebyś ściszył muzykę, lecz nie. Wstajesz powoli, to coś nadal puka. Powoli i niespiesznie; całkiem subtelnie, ale dobitnie. Przeszywa cię dreszcz z każdym uderzeniem. Co to może być? Podchodzisz do drzwi i kładziesz dłoń na chłodnej klamce. Otwierasz je…

Nikogo tam nie ma. Widzisz tylko ciemny korytarz. Przypomina jakąś otchłań, robisz krok w przód. Od razu czujesz dziwny chłód posadzki. Do tego przenikliwy wiatr znikąd smaga cię po plecach. Obracasz się, stoisz teraz naprzeciwko twojego pokoju. Widzisz cokolwiek dzięki białemu światłu monitora.

Stwierdzasz, że to nic i chcesz wrócić do siebie. Jednak powietrze jest tak gęste, że naprawdę trudno ci się ruszyć. Do tego stopy kleją ci się do lepkiej podłogi. Lekko się chwiejesz z niewyjaśnionych przyczyn, jesteś chwilowo zamroczony. Powoli się wkurzasz. Strzepujesz z siebie te wszystkie emocje i po prostu wracasz do swojego pokoju i zamykasz drzwi. Nadal nikogo nie ma na fejsie? Jak to wszyscy śpią o wpół do pierwszej?

Zauważyłeś, że powietrze zrobiło się cięższe i nieswoje. Myślałeś, że pozbyłeś się samotności od tak? Może ją odrzuciłeś, ale ona czekała cały czas za drzwiami… Nie mogłeś jej nie wpuścić, bo niemalże sama wtargnęła. Pukałaby i pukałaby.

Teraz usiadła obok na łóżku i uśmiecha się do ciebie. Chce, żebyś jak najbardziej skupił na niej uwagę. Jest ubrana w długą, białą suknię. W dodatku jest strasznie blada. Ma ogromne, puste oczy, w które nijak nie potrafisz nie patrzeć. Na jej delikatną i dziewczęcą twarz wstępuje złośliwy uśmieszek. Zaczyna skupiać na sobie twoją uwagę. Szturcha cię, poczułeś to ukłucie w bok? Ona niespiesznie kładzie ci lodowatą dłoń na nodze. Drugą gładzi cię po karku, wzdrygasz się czując jej dotyk.

Zaprasza cię teraz do łóżka… Chce się z tobą kochać całą noc. Oczy zaczynają cię piec od jasnego światła. Tak, to najwyższy czas się położyć. Z niechęcią zamykasz przeglądarkę i wyłączasz komputer.

Kładziesz się do chłodnego łóżka. Zgadłeś, ona leży obok ciebie naga. Teraz dopiero czujesz chłód jej ciała. Obracasz się w drugą stronę. Zaczyna przypominać ci wszystkie chwilę. Te wesołe i smutne. To taka wiążąca mieszanka. Chciałbyś przytulić przyjaciela, porozmawiać z nim kilka chwil… Czujesz, że do twoich oczu stopniowo napływają łzy. Nie chcesz płakać, ale to jest silniejsze po prostu. Ona wbija ci paznokcie w plecy, zaczyna drapać. Zakrywasz się kołdrą, odkrywasz, wiercisz… nie wiesz jak się ułożyć. Nie prosisz jej, żeby przestała, bo to bezsensu. Prosisz tylko, żeby Morfeusz w końcu cię od niej uwolnił i dał zasnąć. Nie sądzę, żeby ci się przyśniła…

W końcu ostatni raz rzucasz okiem na zegarek. Powieki ci się sklejają, oddech stopniowo wyrównuje. Jeszcze ostatnie ziewnięcie… Śpisz. Rano będzie lepiej, oczywiście. Wieczorem też już powinno być dobrze. Mimo to wiesz, że ona i tak będzie do ciebie wracać.

Autor: Wolin - Trzecia strona wyobraźni

https://www.facebook.com/3strona

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

To było o mnie
Odpowiedz
A ja i tak wybrałam życie samotne. Nie szukam towarzystwa. Wiadomo, że ludzie potrafią tylko ranić.
Odpowiedz
Chciałbym mieć dziewczynę
Odpowiedz
Trochę mnie to przynudziło
Odpowiedz
Jedno z lepszych jakie czytałem. :)
Odpowiedz
To jest kurwa o mnie ;___;
Odpowiedz
Nawet nawet . ;)
Odpowiedz
życiowe
Odpowiedz
Fajne ;3
Odpowiedz
słodkie i strasznie realne......
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje