Historia

NOCNY WĘDROWIEC Część II

białadama 11 9 lat temu 5 727 odsłon Czas czytania: ~10 minut

Część I http://straszne-historie.pl/story/3383

Wziąłem kolejny dzień urlopu. Jeszcze nigdy nie czułem się tak bezsilny, jak tego ranka. To było uczucie, którego wcześniej nie doświadczyłem. Skłamałbym mówiąc, że się nie bałem, ale równocześnie to „coś” nigdy nie zrobiło nic, by nas skrzywdzić. Ale jego oczy cały czas mnie prześladowały, było w nich coś złowieszczego.

Moja żona próbowała zająć swoje myśli sprzątaniem domu – po raz piąty nieświadomie czyściła ten sam stolik. Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę i wtedy jej twarz pokrył rumieniec.

- Myślę, że powinniśmy odebrać dzieci – powiedziała cicho. Jej głos był pełen niepewności i strachu.

- Sarah – odparłem. – ty pojedź po dzieciaki. Ja muszę jeszcze coś tutaj zrobić.

Jej oczy były nadal we mnie wlepione. Nadal widziałem w nich strach, ale też odrobinę nadziei.

- Bądź ostrożny – powiedziała wychodząc.

Ciemne chmury rozciągały się po niebie, wypełniając dom przyćmionym, mglistym światłem. Szperałem w szafce w garażu, aż znalazłem to, czego szukałem. Stara latarka wciąż działała, przecinając cień ostrym blaskiem. Wrzuciłem kilka dodatkowych baterii do kieszeni – tak na wszelki wypadek – i ruszyłem do wyjścia. Zatrzymałem się jeszcze na moment i pod wpływem impulsu chwyciłem duży młotek.

Pewnym krokiem doszedłem do pokoju Alexa. Z latarką i młotkiem w rękach, otworzyłem drzwi szafy. Wyglądała tak samo, jak poprzedniego dnia – nie było w niej nic poza ubraniami i zabawkami. Zacząłem przesuwać te rzeczy, oświetlając latarką każdy zakamarek.

Cofnąłem się zdezorientowany po chwili. W szafie nie było żadnej drogi wyjścia, albo wejścia. Zatrzasnąłem drzwi i znów je otworzyłem. Nadal nic.

Odwróciłem się i padłem na kolana, żeby zajrzeć pod łóżko. Światło przedarło się przez zabawki i kurz, nie było tam nic poza tym. Sprawdziłem w ten sam sposób resztę pokoju, z tym samym rezultatem.

Pokój był pusty. Nic nie było pod łóżkiem, albo za szafką. Okno było zamknięte, drzwi szafy też.

Tylko, że ja zostawiłem je otwarte.

Mocniej ścisnąłem młotek, nie spuszczając wzroku z szafy. Moje ręce drżały, kiedy chwyciłem za klamkę. Pociągnąłem drzwi i wrzasnąłem. To był krzyk wojownika, krzyk satysfakcji. Zacząłem z całej siły walić młotkiem, raz za razem. Przestałem dopiero, kiedy moje ramię bolało z wysiłku.

Resztki pluszowego misia leżały przede mną.

Nic nie było w szafie.

Posprzątałem powstały bałagan i poszedłem obejrzeć resztę domu. Nic nie znalazłem.

Siedziałem w salonie, kiedy Sarah wróciłam do domu z dziećmi. Spojrzała na mnie z nadzieją, uniosła brwi pytająco. Ponuro pokręciłem głową przecząco. Poczułem się jeszcze gorzej, widząc jak nadzieja znika z jej twarzy.

- Alex, musimy porozmawiać – powiedziałem. Sarah zabrała Beth do innego pokoju.

- Co tato?

- Alex... – nie wiedziałem, co powiedzieć. – Alex, czy widziałeś kiedyś coś... dziwnego w naszym domu?

- Nie.

Zakręciło mi się w głowie. Nie wiedziałem, jak do tego podejść. Odrzuciłem głowę do tyłu i wpatrzyłem się w sufit w poszukiwaniu odpowiednich słów.

- Alex, czy kiedykolwiek widziałeś postać w domu? Byłby twojego wzrostu, z czarnymi oczami i ustami bez zębów...

- A, jego? Mieszka w mojej szafie.

Nie mogłem oddychać. Gapiłem się na syna z otwartymi ustami. Myśli przewijały się przez moją głowę, ale nie potrafiłem ubrać ich w słowa.

- Musisz mi o nim opowiedzieć – powiedziałem w końcu.

- Co chcesz wiedzieć? – zapytał Alex niewinnie.

- Wszystko.

Alex wzruszył ramionami i usiadł obok mnie na kanapie. Westchnął i zaczął mówić:

- Pierwszy raz widziałem go kilka miesięcy temu. Bawiłem się w swoim pokoju i usłyszałem drzwi. Myślałem, że to ty, albo mama, ale nikogo nie było jak się odwróciłem. Nadal słyszałem ten dźwięk, więc zacząłem się rozglądać. Drzwi do szafy uchylały się powoli. Widziałem go tam, patrzył się na mnie. Nie chciałem, żebyście myśleli, że jestem tchórzem, więc go zignorowałem. Chyba stał się odważniejszy, bo po kilku dniach przyszedł do mojego pokoju.

Nie miał wtedy jeszcze ust. Siedział tylko koło szafy i obserwował mnie. Po jakimś czasie zaczął naśladować to, co robiłem. Jeśli ja się poruszyłem, on też. Wtedy zacząłem z nim rozmawiać. Czasami nudziłem się bawiąc się sam, więc pomyślałem, że fajnie będzie z kimś pogadać. Ale on był cały czas przestraszony. Chował się, kiedy usłyszał ciebie lub mamę; uciekał wtedy pod łóżko albo do szafy.

Pewnego dnia zapytałem go, czemu nie ma ust. Przechylił głowę, jakby nie rozumiał, więc pokazałem palcem na moje usta. Rozejrzał się po pokoju i znalazł nożyczki. Zanim się zorientowałem, co robi wyciął sobie usta. Po kilku dniach mógł już mówić.

Gapiłem się na Alexa z niedowierzaniem.

Usłyszałem grzmot za oknem. Światła lekko przygasły i przeraziłem się, że zabraknie prądu.

- Co ci powiedział? – zapytałem.

- Nie odzywał się za wiele. Pytał o mnie, ciebie i mamę i o Beth.

- Co chciał wiedzieć?

- To samo, co ty. „Wszystko”.

- Czy ta istota...

- To on – Alex mi przerwał. – On nie jest czymś. Jest chłopcem, tak jak ja.

- Czy on kiedykolwiek próbował cię skrzywdzić?

- Nie, jest spoko. Powiedział, że chce mi pokazać różne rzeczy, ale jeszcze nie może.

- Powiedział kiedy to zrobi?

- Niedługo.

Alex wpatrywał się we mnie. Nigdy dokładniej nie widziałem niewinności dziecka. Balansował na krawędzi nie wiedząc, jak niewiele brakuje, aby spadł. W jego oczach wyglądało to tak, że znalazł towarzysza do zabawy, nic poza tym.

- Alex – powiedziałem. – Czy on powiedział ci jak ma na imię?

- Tak. Też nazywa się Alex – mój syn uśmiechnął się.

Światło błyskawicy rozświetliło pokój, kiedy znów usłyszałem grzmot. Światła zamigotały i zgasły. Siedzieliśmy w ciemności, nasłuchując uderzania deszczu o szyby.

- Tatusiu – powiedział Alex.

Światła zapaliły się z powrotem. Bez zastanowienia wstałem i udałem się do garażu.

- Tatusiu, co robisz? – zapytał Alex, kiedy wróciłem i minąłem go, idąc w kierunku jego pokoju. Słyszałem jego kroki, kiedy podążał za mną.

Stanąłem w jego drzwiach, zdeterminowany. Drzwi szafy były otwarte, a właściwie tylko uchylone. Zatrzasnąłem je i ciasno owinąłem klamki łańcuchem, zabezpieczając dodatkowo kłódką.

- Tatusiu, nie! Uwięzisz tam Alexa! – jęknął mój syn.

Przesunąłem drugą szafkę do zamkniętych drzwi. Sarah i Beth stały teraz razem z Alexem i obserwowały mnie.

Oparłem się o ścianę, próbując złapać oddech.

- Alan – wyszeptała Sarah. – Czy to konieczne?

Drzwi szafy zatrzęsły się. Uderzały o mniejszą szafkę, jak fale rozbijające się o brzeg. Wściekłość rosła we mnie w zawrotnym tempie. Byłem pewien, że drewniane drzwi tego nie wytrzymają. Ale wytrzymały, łańcuchy też...

Wszystko nagle ustało i usłyszałem cichy głos dochodzący z szafy. To był głos Alexa, ale równocześnie nim nie był. To był zły głos, wypełniony złością, jaką widziałem w tych czarnych oczach.

- Za wcześnie – mówił głos. – Za wcześnie. Wypuść mnie, a załatwię to szybko. Spróbuj mnie tu uwięzić, a będziecie cierpieć. WYPUŚĆ MNIE!

Ostatnie uderzenie w drzwi i cisza.

- Sarah, spakuj najpotrzebniejsze rzeczy. Wynosimy się stąd – zarządziłem wyprowadzając dzieci z pokoju.

Usłyszałem kolejny grzmot i światła zgasły. Tym razem na dobre. Staliśmy przerażeni na korytarzu, z nadzieją, że z powrotem zrobi się jasno. Z pokoju Alexa zaczęły dobiegać hałasy. Ciche, ale stawały się coraz głośniejsze.

- Zapomnij o pakowaniu – powiedziałem. – Wynosimy się stąd teraz. Po rzeczy wrócimy kiedy indziej.

Wybiegliśmy z domu na deszcz. Sarah zabrała Beth do swojego samochodu, Alex wsiadł ze mną do mojego. Znaleźliśmy hotel po drugiej stronie miasta. Taki, w którym nie było dużych szaf w pokojach.

Wszyscy śpią, a ja staram się wymyślić, co robić. Dostałem kilka wiadomości z pracy, będę musiał coś im powiedzieć. Być może wystarczy nam pieniędzy, by zostać w hotelu przez około tydzień, ale nie wystarczy już na nowe ubrania i leki. Będę musiał wrócić do domu.

To była pierwsza noc, podczas której faktycznie się wyspałem. Nasza czwórka leżała ściśnięta na jednym, dużym łóżku, ale nikomu to nie przeszkadzało. Ważne, że byliśmy razem, byliśmy rodziną i byliśmy bezpieczni. Pierwsze promienie słońca ostro przedarły się przez cienkie, hotelowe zasłony. Kurz migotał w świetle wokół nas. Czułem się, jakbym się obudził w odległym, magicznym świecie, z dala od naszych problemów. Był to wschód nowych możliwości, świt dla nadziei.

Wszyscy przeciągnęliśmy się po przebudzeniu, by przygotować się na kolejny dzień. Nasze ubrania były brudne i nie do końca suche po poprzedniej nocy, ale dało się to znieść po wyszorowaniu ciała pod prysznicem.

W telewizji nadawali Spongeboba, co całkowicie pochłonęło uwagę dzieci. Poczucie normalności ogarnęło mnie i żonę.

- Muszę dzisiaj zajrzeć do biura – powiedziałem, a Sarah spojrzała na mnie z niezadowoleniem. – Minęły trzy dni, muszę im jakoś wyjaśnić moją nieobecność.

- Co im powiesz Alan?

- Cholera, nie wiem. Powiem, że nasz dom zaatakowały szczury, które poprzegryzały jakieś rury i zalało nam całe mieszkanie – wyrzuciłem z siebie ze złością, czułem gorąco na mojej twarzy. Dzieci odwróciły się od telewizora i spojrzały na nas ze strachem w oczach. – Przepraszam Sarah, coś wymyślę.

- No nie wiem – wyszeptała moja żona z delikatnym uśmiechem. – To co powiedziałeś w sumie brzmiało przekonująco, nawet teraz wyglądasz jak przemoczony szczur.

Zaśmialiśmy się oboje głośno. Zmartwienie zniknęło z oczu dzieci i zostało zastąpione kpiącym spojrzeniem. Ponownie się zaśmiałem.

- Dobra, powiem im, że walczę z plagą gryzoni, która zjada mi rury – powiedziałem z uśmiechem, który po chwili zniknął z mojej twarzy. – Potem będę musiał wrócić do domu. Nie mamy ze sobą leków Beth, a poza tym potrzebujemy więcej ubrań.

- Możemy kupić – powiedziała moja żona błagająco.

- Apteka nie wyda nam leków bez recepty. Poza tym nie stać nas na zostanie w hotelu przez dłuższy czas, nawet jeśli nic nie będziemy kupować.

- A karty kredytowe?

- Prawie maksymalnie wykorzystane. Sarah, nie mamy wyboru.

- Nie chcę, żebyś szedł tam sam – powiedziała wyjątkowo stanowczo.

- Dobrze. Słuchaj, zabierz dzieci do moich rodziców i spotkajmy się pod domem. Nie wchodź do środka sama, zaczekaj w aucie.

Sarah pokiwała głową.

- Powinniśmy zabrać ze sobą jakąś broń? – zapytała.

Spojrzałem na nią, niepewny co odpowiedzieć.

- Zrobimy to szybko. Weźmiemy tylko leki i ubrania i wyjdziemy. To coś jest zamknięte w szafie – mówiłem szybko, próbując sam siebie przekonać. – Mam duże klucze francuskie w samochodzie, wezmę je ze sobą.

Sarah pokiwała głową na znak, że się zgadza. Grała przede mną odważną, ale widziałem, że się boi.

Wyglądałem chyba gorzej niż myślałem. W pracy nikt nie kwestionował mojej historii o szczurach i zalanym domu. Mój szef wzruszył tylko ramionami, jego twarz pozostała bez wyrazu. Powiedział mi, że mam wrócić, kiedy doprowadzę siebie i dom do porządku. Kiedy wychodziłem, mój kolega – Jack, złapał mnie za ramię i powiedział:

- Wyglądasz okropnie Alan – widziałem zmartwienie na jego twarzy.

- I tak też się czuję – odpowiedziałem bez zastanowienia.

- Słuchaj, miałem takie same problemy. Nie próbuj nic robić sam, bo to się wykończy.

- Jack – odparłem z uśmiechem. – Nie sądzę, żebyś kiedykolwiek miał taki sam problem. To jest coś, z czym muszę zmierzyć się sam.

- Uważaj na siebie – powiedział jeszcze, odwracając się.

- Jasne.

Do domu jechałem powoli. Wszystko wydawało mi się zamazane. Ludzie bez wyrazu, ich rozmyte samochody na ulicy... Ogarnąłem się dopiero, kiedy wjechałem na naszą ulicę.

Sarah już na mnie czekała. Jej samochód stał na środku parkingu. Zaparkowałem obok i wysiadłem. Nie wychodziła, więc przytknąłem twarz do szyby jej auta. Było puste.

Uderzyłem pięścią o dach samochodu i przekląłem głośno. Przecież mówiłem jej, że ma nie wchodzić sama do środka! Co, do cholery, ona sobie myślała? Dalej klnąc pod nosem, wyciągnąłem największy klucz francuski z bagażnika i ruszyłem do domu.

- Sarah, gdzie jesteś? – krzyknąłem otwierając drzwi.

- Jestem w sypialni – odkrzyknęła.

Moja złość nie mijała, ale poczułem ulgę mimo wszystko. Żwawo ruszyłem w głąb korytarza. Chciałem już być przy żonie, zawsze jest bezpieczniej w grupie.

Kiedy szedłem, zadzwonił mój telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni z irytacją. Zdjęcie Sarah pojawiła się na wyświetlaczu, pod nim jej numer telefonu. Zatrzymałem się zdezorientowany. Odebrałem.

- Hej, Alan. Chciałam ci tylko powiedzieć, że jestem u sąsiadów. Prosiłam ich, żeby przez kilka dni odbierali naszą pocztę – usłyszałem głos żony. – Nie chciałam, żebyś się martwił, jak zobaczysz puste auto.

Zakręciło mi się w głowie. Nie wiem nawet, kiedy się rozłączyłem i schowałem telefon z powrotem do kieszeni. Na końcu korytarza widziałem cień wychodzący z sypialni.

- Alan – głos Sarah wołał mnie z pokoju. – Zgubiłeś się?

Stałem w miejscu jak sparaliżowany. Cień zbliżał się do drzwi. Usłyszałem hałas po mojej prawej stronie i odwróciłem głowę – stałem przy pokoju Alexa.

Szafka na ubrania stała na środku, obok leżał łańcuch. Drzwi szafy były szeroko otwarte. Śmiech Alexa wypełnił przestrzeń wokół mnie, odbijając się echem od ścian. Znów spojrzałem na moją sypialnię. W drzwiach stała wysoka, szczupła postać. Jej oczy były zdecydowanie zbyt duże w stosunku do twarzy. Usta – poziome rozcięcie – uśmiechały się.

- Tu jesteś – powiedziała postać głosem Sarah.

Klucz francuski uderzył o podłogę, kiedy odwróciłem się i rzuciłem się biegiem do drzwi wyjściowych. Wybiegłem na zewnątrz wpadając z impetem na moją żonę.

- Alan! Co się stało? – zapytała ze zmartwieniem.

Drzwi do domu zamknęły się za nami. Widziałem jak oczy Sarah otwierają się i wypełniają strachem. Podążyłem za jej spojrzeniem. Za zasłonami w naszych oknach widziałem ich czarne oczy. Kilka par oczy wlepionych w nas.

Teraz z powrotem jesteśmy w hotelu. Dzieci zostały u moich rodziców. Nie mam pojęcia co robić...

Autor: virulenter

Tłumaczenie: harpoonek

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Jedne z lepszych jakie czytałem... to co? Kiedy 3 część? :D
Odpowiedz
A tu się okazuje że najstraszniejszy jest brak kolejnej części
Odpowiedz
zajebiste
Odpowiedz
Świetne. :)
Odpowiedz
Zrob wiecej czesci
Odpowiedz
Super ekstra:-) Chciałabym następną część:-)
Odpowiedz
To jest zajebiste... Jak się w to porządnie wczytałam to przez chwilkę miałam wrażenie że taka postać stoi za mną.... 0.o
Odpowiedz
Jestem wolny swoim białym jak psychiatryk pokoju i za chwilę idę spać, w moim pokoju zawsze było słychać cały dom , szmery ,stęki a zaraz na przeciwko łóżka jest wielkie jebane okno , za oknem widać drzewo ,które z tej perspektywy wygląda jak twarz , zdarza mi się mieć paralirze senne ,realistyczne koszmary, a ty piszesz że "miałam wrażenie że taka postać stoi za mną."Kurwa mi zrobi rano kawę.
Odpowiedz
Fajne, ale zakończenie trochę zepsuło historię. c:
Odpowiedz
Zajebiste ;>
Odpowiedz
Bardzo fajne, jednak mam teraz wrażenie, że widziałem kiedyś film w którym zaistniała podobna sytuacja jak teraz w tej części...
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje