Historia

W MGNIENIU OKA

białadama 13 6 lat temu 6 594 odsłon Czas czytania: ~21 minut

Zajęcia zaczynały się dopiero za tydzień, ale do szkoły przyjechałam wcześniej, żeby spokojnie wprowadzić się do akademika. Moi rodzice (adopcyjni, ale to wciąż moi rodzice) przyjechali ze mną, aby pomóc mi urządzić pokój i rozpakować walizki. Spotkaliśmy się później z Ryanem i jego mamą na wczesnym obiedzie, po czym pojechali do domu. Ryan wspomniał coś o imprezie, która miała odbyć się wieczorem i uważał, że powinniśmy na nią pójść. Nie za bardzo lubię takie spotkania, ale wyglądał na podekscytowanego tym wyjściem, więc nie chciałam mu psuć humoru. Po ostatnim incydencie (chodzi o historię „Za zamkniętymi drzwiami” – przyp. tłum.) żadne z nas nie było zbyt skłonne do beztroskiej radości.

Na szczęście na spotkaniu nie było wielu ludzi, ponieważ część studentów nie zdążyła jeszcze dotrzeć do kampusu. Całkiem nieźle się bawiłam, siedząc na kanapie z kilkoma osobami, rozmawiając i opowiadając sobie dowcipy.

Muszę tutaj wspomnieć, że po incydencie z ciotką, Ryan zaczął bardzo interesować się rzeczami paranormalnymi. Na początku myślałam, że wynika to z chęci zrozumienia, co się nam przytrafiło, ale z biegiem czasu analizował coraz więcej nowych, paranormalnych wydarzeń. Przyznam szczerze, że ja też uważam to za bardzo interesujące, ale równocześnie wolę trzymać się od tego z daleka.

Dlatego skłamałabym, gdybym powiedziała, że byłam zaskoczona, kiedy Ryan wypalił:

- Zna ktoś z was jakieś strasznie historie? Ale tylko te prawdziwe.

Spojrzałam na niego groźnie, bo bałam się, że zacznie opowiadać NASZĄ historię. Ale milczał i czekał aż ktoś inny zacznie mówić. Zatrzymałam wzrok na dziewczynie siedzącej naprzeciw mnie. Była szczupła, o lekko opalonej cerze i czarnych włosach. Cały wieczór niewiele się odzywała, ale teraz wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć. Wyprzedził ją chłopak obok:

- Jasne, słyszeliście może o pasjencie szpitala psychiatrycznego i staruszce?

Zaczął opowiadać banalną historię o jakimś autostopowiczu, ale nie słuchałam go uważnie, bo uwagę skupiłam na dziewczynie. Wyglądała na zmartwioną przez resztę nocy, a kiedy wszyscy zbierali się już do wyjścia, poprosiłam ją na bok.

- Wyglądałaś, jakbyś chciała coś powiedzieć, tam, na kanapie – powiedziałam do niej. – Cokolwiek to jest, ja ci uwierzę.

Zwątpienie pojawiło się na jej twarzy, byłam już pewna, że mnie zlekceważy. Ale wzięła tylko łyk piwa i zaczęła opowiadać.

- Studiuję pielęgniarstwo i w ciągu lata odbywałam praktyki w pobliskim szpitalu. Wszystkie przypadki były podobne do siebie, do dnia, kiedy przywieziono do nas tego mężczyznę. To było chyba cztery dni temu. Nie miał histori przebytych chorób psychicznych, testy wykazały, że nie był pod wpływem narkotyków, ale wciąż miał dziwne halucynacje.

Powiedział nam, że za każdym razem kiedy zamyka oczy, bardzo wyraźnie widzi las. Zupełnie jakby się w nim znajdował. Według niego, wyglądał zupełnie jak las, w którym spędził poprzedni weekend, ale nie był do końca tego pewien. Ale to nie to sprawiło, że zaczął szukać pomocy. Powiedział, że poradziłby sobie z wizją lasu, ale po jakimś czasie pojawiła się w nim jakaś postać.

Na początku nie był nawet pewien, czy to w ogóle jest postać, dopóki nie zaczęła się zbliżać. Najpierw praktycznie niezauważalnie, jednak kolejnego dnia był już w stanie dostrzec szczegóły jej wyglądu. Miała długie, bardzo długie czarne włosy i była ubrana w poszarpany, biały materiał. Nie widział twarzy, przynajmniej na razie.

Za każdym razem, kiedy ten mężczyzna spał, lub chociaż mrugał oczami, widział tę scenę. Pomyślał nawet, że coś złego dzieje się z jego wzrokiem, ale okulista wysłał go prosto do nas. Myślę, że był zażenowany, że może mieć coś, no wiesz, z głową, bo nie chciał nam na początku wiele powiedzieć. Do czasu, kiedy twarz postaci stała się widoczna.

Dwa dni temu przyszłam do pracy i zobaczyłam go, jak wrzeszczał na całe gardło. Trzy pielęgniarki musiały go trzymać, zby podać mu lek na uspokojenie. W końcu nieco ochłonął i zdradził nam, jak dokładnie wyglądają jego halucynacje. Postać była teraz oddalona og niego około trzydziestu stóp i widział ją bardzo dokładnie. Jej poszarpane ubranie zwisało do połowy ciała, stopy miała bose, całe w pęcherzasz. Paznokcie były żółte, długie i postrzępione. Włosy postaci były tłuste, sięgały gdzieś tak do pasa. Słuchałam tej opowieści spokojnie, dopóki nie zaczął mówić o twarzy – poczułam wtedy jak ciarki przechodzą mi po plecach.

Jej cera była biała i popękana, oczodoły były puste – wyglądały jak czarne, wielkie dziury. Usta miała wypełnione długimi zębami. Nie były nawet ostre, ale było ich mnóstwo. Postać miała za dużo zębów, żeby mogły zmieścić się w ustach dorosłego człowieka i wyglądało na to, że wciąż rosną; niektóre przebijały się przez wargi... Mimo że postać nie miała oczu, mężczyzna był pewien, że patrzy prosto na niego.

Próbowaliśmy go leczyć, ale jak dotąd bezskutecznie. Cały czas musiał być przywiązany do łóżka, żeby nie zrobił sobie krzywdy.

Dziewczyna wzięła drugi łyk piwa i spojrzała mi w oczy.

- Wczoraj minął ostatni dzień moich praktyk. Wychodząc zatrzymałam się przy jego pokoju. Wciąż był na lekach uspokjających, ale gestem zaprosił mnie do środka. Zapytałam go, jak się czuje i powiedział: „Jest już tylko kilka stóp przede mną; tak blisko, że mógłbym jej dotknąć...”

Zadrżałam, kiedy to powiedziała.

- Myślisz, że to nie są zwyczajne halucynacje, prawda? – zapytałam znając już odpowiedź.

- Wiem, że nie mam dużego doświadczenia – odpowiedziała. – Ale było coś w tym przypadku... Coś, co nie wydaje się w porządku. I jeszcze ten jego przyjaciel, który czasami wpadał z wizytą. Raz udało mi się usłyszeć...

Potrząsnęła głową i zrozumiałam, że nic więcej mi nie powie.

Wychodząc z imprezy, opowiedziałam Ryanowi, czego dowiedziałam się od dziewczyny. Wysłuchał mnie uważnie, po czym natychmiast zapytał, o jaki szpital chodzi.

- Chyba żartujesz! - byłam zła. Wiedziałam, do czego zmierza. Chciał odwiedzić tego mężczyznę. I po co? Żeby naładować się jego przerażeniem?

- Casey, nie bądź zła - powiedział spoglądając mi w oczy. - Nie traktuję tego, jak zabawę, lub grę. Oboje wiemy, jak straszne są takie przeżycia, których nie potrafimy wyjaśnić. Ale przeszliśmy przez to i daliśmy radę. Chcę teraz pomóc komuś innemu. Może nawet nie będę w stanie zrobić czegokolwiek, ale przynajmniej spróbuję.

Westchnęłam. Wiedziałam, że mówi szczerze, ale wciąż uważałam to za idiotyczny pomysł.

- Pójdę z tobą - odpowiedziałam.

Następnego dnia, dzięki znajomej dziewczyny z przyjęcia, dowiedziałam się w jakim szpitalu leży mężczyzna oraz jak się nazywa. Razem z Ryanem dojechaliśmy na miejsce akurat, kiedy zaczęły się godziny odwiedzin.

- O, widzę, że Matt ma dzisiaj wielu gości - powiedziała recepcjonistka, kiedy wyjaśniliśmy, do kogo przyszliśmy.

Z Ryanem wymieniliśmy spojrzenia. Czy był to ten sam odwiedzający, o którym słyszałam na przyjęciu?

Kiedy dotarliśmy do odpowiedniego pokoju, drzwi były otwarte. Zajrzeliśmy do środka; na łóżku leżał mężczyzna, w tej chwili nie miał związanych rąk. Jego oczy były czerwone, przytrzymywał powieki palcami, by pozostały otwarte. Rozmawiał z kimś ściszonym głosem. W pewnym momencie, jego palce obsunęły się, a oczy zamknęły. Mogłabym przysiąc, że słyszałam, jak mówi: "Jest tylko kilka centymetrów ode mnie".

Odskoczyliśmy od drzwi, niepewni jak powinniśmy się zachować. Nagle poczułam się źle, że tu przyszłam, mimo że miałam dobre intencje. Oto leżał tu mężczyzna przechodzący katusze,a my nie mieliśmy pojęcia, jak mu pomóc. W momencie, gdy chcieliśmy wychodzić, usłyszałam przenikliwy krzyk dochodzący z pokoju.

Przyjaciel mężczyzny odsunął się od łóżka o kilka stóp, a Matt, przywiązany do łóżka tylko za stopy, wyglądał jakby z czymś walczyć - machał rękami (i ranił swoją twarz?). Była cała we krwi i w miarę upływu czasu stawała się coraz bardziej poszarpana.

Ryan doszedł do siebie, zanim ja byłam w stanie w ogóle zareagować, wybiegł z pokoju i zawołał pomoc.

Wielu lekarzy zjawiło się w pokoju, a przyjaciel mężczyzny wyszedł na korytarz, bardzo zmartwiony. Przygładził włosy dłonią i zakrył usta, jakby było mu niedobrze. Po chwili zauważył mnie i Ryana stojących obok i zerknął na nasze plakietki odwiedzających.

- Jesteście przyjaciółmi Matta? - zapytał.

Zawahałam się, zanim powiedziałam prawdę.

- Nie, po prostu myśleliśmy... że może moglibyśmy pomóc.

Mężczyzna zaśmiał się nerwowo, pokręcił głową i odparł:

- Tutaj nie można pomóc.

Wtedy z pokoju wyszła jedna z pielęgniarek. Zdałam sobie sprawę, że wrzaski ustały i zajrzałam do pokoju. Natychmiast tego pożałowała, kiedy pielęgniarka powiedziała tylko: „Nie żyje”.

Przyjaciel Matta wziął głęboki oddech i zamknął oczy. Od razu szybko je otworzył i automatycznie jego ręka powędrowała do twarzy, aby utrzymać powieku otwarte. „Ma ten sam problem!” pomyślałam.

- Może nie będziemy w stanie pomóc - powiedziałam stanowczo. – Ale powinieneś pozwolić nam spróbować.

Mężczyzna zacisnął wargi, a po chwili pokiwał głową. We trójkę zeszliśmy na dół do kawiarni i zajęliśmy stolik w najdalczym rogu pomieszczenia. Mężczyzna przedstawił się jako Victor i zaczął opowiadać nam swoją historię:

„Ja, Matt i nasz przyjaciel Derek pojechaliśmy pod namiot do lasu na północ stąd. Wiele razy już jeździliśmy razem na takie wyprawy, ale nigdy w tamtej okolicy. Pierwszej nocy dotarliśmy samochodem tak daleko w las, jak tylko się dało , a później ruszyliśmy dalej na piechotę. Znaleźliśmy małą polanę i tam rozłożyliśmy namiot. Pierwsza noc była w porządku, poza tym, że Matt rozlał większość naszego zapasu wody. Nie chcieliśmy wracać do miasta, więc zaproponowałem rozejrzenie się po okolicy w poszukiwaniu potoku lub czegoś podobnego.

Rozdzieliliśmy się, kiedy usłyszałem krzyk Dereka. Pobiegłem w jego kierunku i zobaczyłem go stojącego przy małej, zniszczonej chatce w środku tego cholernego lasu. Wyglądała jakby stała nieużywana od dłuższego czasu, była pusta. Derek zaczął szukać pompy wodnej, kiedy usłyszałem Matta wybiegającego spośród drzew. Zawołał nas na drugą stronę chatki. Ja poszedłem, ale Derek dalej szukał pompy.

Po stronie, gdzie był Matt, było stare miejsce na ognisko. Ale w środku, w popiole i kurzu, leżał gliniany wazonik. Tylko nie był to taki zwyczajny wazonik, jego pokrywa była przytwierdzona mocno, jakby coś skrywało się w środku. Matt podniósł naczynie, przyglądał się mu przez chwilę, po czym rzucił nim o ziemię tak, że się roztrzaskało. W tej sekundzie oślepił mnie jasny błysk – pomyślałem, że to piorun, ale niebo było całkiem bezchmurne – i wszystko na chwilę stało się ciemne.

- Widziałeś to? – powiedział Matt.

Byłem pewien, że mówi o błysku, więc odpowiedziałam:

- Tak, było bardzo jasne, co to mogło być?

Wtedy zauważyłem coś na ziemi w miejscu, gdzie Matt rzucił naczynie, więc schyliłem się, by lepiej się przyjrzeć.

- Rany, czy to są zęby? – powiedziałem.

- Nie, to znaczy, wydawało mi się, że widziałem kogoś w lesie – odparł Matt. – Czekaj, czy ty powiedziałeś zęby?

Na ziemi leżało kilka długich, żółtych zębów. Razem z Mattem zaczęliśmy czuć się nieswojo i kiedy Derek wyszedł z chatki, zdecydowaliśmy się jechać do domu. Nie byliśmy może aż tak przerażenie, ale i tak nie mieliśmy zapasu wody...

Tej nocy miałem dziwny sen, w którym widziałem jedynie las. Nie szedłem przez niego, po prostu jakbym patrzył się w jedno jego miejsce, całą noc. Dosłownie, jakby tamten błysk wypalił ten obraz w mojej głowie. Kiedy się obudziłem, dalej to widziałem przy każdym mrugnięciu oczami. Rozmawiałem z Mattem, który przezywał to samo. Potem Matt trafił do szpitala, mówiąc że coś się do niego zbliża w wizji lasu. I wtedy... resztę historii znacie. Ja nie widziałem żadnej postaci, więc myślę, że póki co nic mi nie grozi.”

- Rozmawiałeś z Derekiem? – zapytał Ryan.

- Raz, kilka dni po zdarzeniu, ale nie chciał o tym rozmawiać. Był chyba wystraszony, więc myślę, że przechodzi przez to samo. Hej, może wy moglibyście z nim pogadać, dam wam jego numer.

Victor zapisał numer telefonu na skrawku papieru i oparł się na krześle. Wydawał się być bardzo spokojny, prawdopodobnie dlatego, że nie widział jeszcze postaci. I wtedy coś mi przyszło do głowy.

- Powiedziałeś, że to było tak, jakby błysk wypalił obraz w twojej głowie – powiedziałam. – Pamiętasz, w którą stronę się patrzyłeś, kiedy go zobaczyłeś?

- Eee, tak – Victor odparł zdezorientowany. – Miejsce na ognisko było bezpośrednio przede mną, Matta miałem na lewo. Stał trochę z tyłu tak, że go nie widziałem.

- Możesz się rozejrzeć, kiedy zamkniesz oczy? Może spróbuj spojrzeć w dół?

- Nigdy tak naprawdę się nad tym nie zastanawiałem, spróbuję – Victor wydawał się niespokojny, kiedy zamykał oczy. – Dobrze, widzę las, teraz patrzę w dół i... tak! Widzę miejsce na ognisko! Miałaś rację, stoję dokładnie w miejscu, w którym byłem, kiedy widziałem błysk!

Uśmiechnęłam się lekko. W końcu dokądś zmierzaliśmy.

- Możesz popatrzeć w lewo? – zapytał Ryan. – Może zobaczysz, gdzie jest Matt?

- Próbuję, myślę, że powinien być zaraz obok – Victor przerwał i zmarszczył brwi, wciąż miał zamknięte oczy. – Nie, czekaj... widzę coś. To chyba Matt, ale jest ubrany w białą... I jest... Boże, nie! Nie! NIE!

Victor zerwał się z krzesła krzycząc na całe gardło. Ryan odciągnął mnie od jego machających rąk. Z przerażeniem obserwowałam jak Victor drapie swoje oczy, próbując wyrwać je z twarzy. Nie miałam pewności, ale zanim odwróciłam wzrok, widziałam zadrapania, albo nawet ślady zębów, pojawiające się na jego twarzy. Nawet po tym, jak ochroniarze go skrępowali.

Ryan i ja zostaliśmy przesłuchani, bo byliśmy przy śmierci obu mężczyzn. Nie było żadnych dowodów, że w jakikolwiek sposób byliśmy winni, więc wypuszczono nas do domu. Kiedy wychodziliśmy, usłyszałam, jak pielęgniarki opowiadały sobie, że na rękach obu mężczyzn były ślady, jakby próbowali z kimś – lub czymś – walczyć.

Do akademika dojechaliśmy w milczeniu, ale kiedy dotarliśmy na miejsce, Ryan podał mi kartkę z numerem telefonu Dereka.

- Nie chcę ciebie więcej w to wciągać, to zbyt niebezpiecznie i wiesz o tym – powiedział. – Sama zdecyduj, co chcesz z tym zrobić.

Wzięłam kartkę do ręki. „Oboje wiemy, że to straszne, kiedy dzieją się rzeczy, których nie potrafimy wyjaśnić,” przypomniałam sobie słowa Ryana. „Chcę pomóc innych ludziom przez to przejść.”

Zanim miałam szansę pomyśleć nad tym dwa razy, wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Dereka.

- Cześć, czy rozmawiam z Derekiem? Jestem... przyjacielem i chciałabym pomóc.

Derek zaprosił nas do siebie tamtej nocy, kiedy do niego zadzwoniłam. Jego dom był oddalony o dwie godziny jazdy, więc zabrałam ze sobą podręczniki – nie zamierzałam pozwolić jakiejś paranormalnej misji przeszkodzić mi w nauce – aby czytać je w drodze, kiedy Ryan będzie prowadził. Na miejsce dojechaliśmy zaraz po zmroku.

Derek powitał nas na ganku z otwartymi ramionami.

- Jestem Derek, miło was poznać – powiedział.

Był wysoki i wysportowany, miał około dwudziestu-kilku lat, ale miał też ciemne worki pod oczami i wyglądał jakby dawno nie miał nic w ustach.

- Casey – powiedziałam podając mu rękę na powitanie.

- Słyszeliście już historię Victora, prawda? Nie wiem, czy mogę coś jeszcze do tego dodać. Mam nadzieję, że macie jakiś plan, bo ja muszę przyznać, nie mam pojęcia co robić.

- Więc widzisz tą samą wizję co Matt i Victor? – zapytałam.

Derek pokiwał głową twierdząco. Wyglądał jakby chciał coś dodać, ale nie odezwał się.

- Na razie nie wiemy jeszcze dokładnie, z czym mamy do czynienia – kontynuowałam. – Ale razem z Ryanem myśleliśmy, że powrót do lasu mógłby pomóc.

- Nie będziemy w stanie znaleźć tego miejsca po ciemku, ale jeśli możecie zostać do jutra, wtedy możemy pójść – powiedział Derek.

- Nie wiem, czy to bezpieczne, żebyś czekał tak długo, to znaczy... to coś dorwało Victora i Matta dzisiaj rano i... – zaczęłam, ale Derek mi przerwał.

- Mamy czas.

Ciarki przeszły mi po plecach, kiedy zrozumiałam, co miał na myśli. Ryan też to zrozumiał i powiedział:

- Widzisz tę postać, prawda? Jeszcze się do ciebie nie zbliżyła.

- Wejdźcie do środka, wszystko wam opowiem – westchnął Derek.

Ominęliśmy kupkę nieprzeczytanych gazet na ganku i weszliśmy do domu. Nie był zabałaganiony, ale sprawiał wrażenie, że od jakiegoś czasu nikt się nim nie zajmował. Derek z pewnością miał ważniejsze sprawy na głowie w tym okresie. Zauważyłam pistolet na szafce i poczułam się nieswojo, kiedy dostrzegłam też odznakę policyjną i uniform na kanapie. Zastanawiałam się, czy pozostawił sobie broń jako ostatnią deskę ratunku. Nie, żeby pomógł on cokolwiek z wizją, ale mógłby go użyć na sobie... Kiedy dotarliśmy do salonu, Derek gestem poprosił nas, abyśmy usiedli. Sam usiadł na krześle naprzeciw i zaczął opowiadać:

„Jestem pewien, że Victor powiedział wam wszystko, co wie... wiedział... ale ja mam jakby inną... perspektywę. Kiedy się rozdzieliliśmy w poszukiwaniu potoku, ja ruszyłem na zachód od namiotu. Nie znałem tych lasów zbyt dobrze, ale słyszałem opowieść o starym pustelniku i jego córce, którzy tam żyli, więc pomyślałem, że musi gdzieś tu być jakieś źródło wody. Studnia na przykład. I tak byłem zaskoczony, kiedy znalazłem lepiankę, więc zawołałem Matta i Victora. Na chwilkę wszedłem do środka, była pusta. Kiedy odwróciłem się w stronę wyjścia, zauważyłem kartkę na ziemi, w połowie zasypaną liśćmi i piachem. Podniosłem ją – to było stare zdjęcie.

Kiedy tak na nie patrzyłem, przypomniałem sobie coś więcej z historii staruszka i jego córki. Dziewczyna urodziła się zdeformowana i była poniżana przez swoich rówieśników, a nawet dorosłych w jej rodzinnym mieście. Zgorzkniały starzec zamknął ją w chatce w lesie i po jakimś czasie sam zniknął. Ludzie doszli do wniosku, że wyjechał aby żyć samotnie w lesie z córką, ale nikt nie miał pewności, bo nigdy więcej ich nie widziano.

Ale na zdjęciu był mężczyzna stojący obok niższej postaci. Nie byłem pewien, czy to jego córka, bo miała poszarpany worek na głowie. Mogłem zauważyć, że oprócz tego miała na sobie białą sukienkę i miała długie czarne włosy do pasa. Naprawdę się wystraszyłem, więc wyrzuciłem zdjęcie i wyszedłem z chatki. Zobaczyłem wtedy Victora i powiedziałem mu, że nikogo nie ma w środku.

Nadal chciałem znaleźć studnię albo pompę wodną, więc kontynuowałem poszukiwania. Usłyszałem Matta, wołającego z drugiej strony domku, Victor poszedł sprawdzić, o co chodzi. Po kilku chwilach nadal krążyłem po polanie, widziałem Matta około 30 jardów ode mnie.

Matt i Victor stali obok siebie, Matt miał coś w rękach. Victor odwrócił się na sekundę i zobaczyłem jak Matt rzuca coś na ziemię. Usłyszałem trzask i w tym samym momencie oślepił mnie bardzo jasny błysk.”

Ryan i ja pokiwaliśmy głowami na znak, że słyszeliśmy już tę część historii.

- Tak, Victor powiedział, że następnego dnia wyglądało na to, że ten błysk wypalił obraz lasu w jego głowie i widział to za każdym razem jak zamykał oczy – powiedziałam. – Wydaje się nam, że patrzycie na las dokładnie w momencie błysku.

- Tak, wiedziałem o tym od początku – odparł Derek. – Bo za każdym razem widziałem Matta i Victora stojących obok siebie w lesie. Jakbym patrzył na nieruchomy obraz, nie poruszali się. Ale następnego dnia zauważyłem coś jeszcze kątem oka, postać która powoli się do nich zbliżała.

Zadrżałam, poczułam że Ryan też jest spięty. Derek mówił dalej:

„Postać poruszała się tak powoli, że ledwo mogłem dostrzec, że w ogóle się przemieszcza. Ale za każdym razem, gdy zamykałem oczy, była odrobinę bliżej. Najpierw 30 jardów, potem 20, a po kilku dniach stała już tylko kilka stóp od nich. Victor zadzwonił do mnie z informacją, że Matt jest w szpitalu, że ma halucynacje. Rozłączyłem się zanim miał szansę coś więcej wyjaśnić. Wiedziałem dokładnie co widział Matt i po prostu nie mogłem się przemóc, by powiedzieć Victorowi, że postać jest również bardzo blisko niego, mimo że jej nie widział.

Po tym starałem się zrobić wszystko, by nie spać, by nie widzieć tego obrazu, ale nie dałem rady i zasnąłem dzisiaj rano. Obserwowałem jak postać pokonała ostatnie kroki dzielące ją od Matta... W mojej wizji Matt i Victor nie poruszali się aż do tego momentu, ale kiedy kreatura złapała jego twarz i wbiła swoje liczne zęby w jego czaszkę, Matt zaczął się szarpać i wyrywać. Nic nie słyszałem, ale musiał krzyczeć. Postać szarpała jego twarz swoimi długimi pazurami, po czym Matt upadł na ziemię. Upadł z twarzą odwróconą w moją stronę...

Z przerażeniem obserwowałem, jak postać odwróciła się powoli – bardzo powoli – zaczęła sunąć w kierunku Victora. Nawet jej nie widział.

Było po wszystkim w niecałą minutę. Pragnąłem się obudzić, nie mogłem na to patrzeć i wtedy... postać odwróciła się do mnie. Od tego czasu powoli się zbliża. Pokonała już prawie połowę drogi.”

Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu.

- Za ile czasu do ciebie dojdzie? – odezwał się Ryan.

- Próbowałem to rozgryźć, myślę że mamy czas przynajmniej do jutrzejszego popołudnia, może wieczoru. Jeśli sądzicie, że powinniśmy wrócić do lasu, zostawmy to do jutra, przed świtem.

- Jestem pewna, że musimy tam pójść - powiedziałam. – Najpierw musimy pomyśleć, czym może być ta postać. Może demon albo jakiś duch? Będziemy musieli znaleźć sposób na zabicie go, albo złapanie, cokolwiek. Masz tutaj internet?

Spędziliśmy większość nocy przeglądając informacje o demonach i innych paranormalnych istotach. Derek już wcześniej trochę szukał, ale niestety nie znaleźliśmy nic, co pasowałoby do opisu Dereka. Mieliśmy za to kilka informacji o tym, jak łapać duchy i pozbywać się demonów. Było tam wiele sprzecznych informacji, ale po kilku godzinach mieliśmy już jako taki plan.

Około trzeciej nad ranem zdrzemnęłam się chwilę, podczas gdy Ryan i Derek dalej omawiali nasz plan. Kolejną rzeczą jaką pamiętam, był Ryan próbujący mnie obudzić.

- Czas iść – wyszeptał.

Pierwsze promienie słońca wpadały przez okna, kiedy wsiadaliśmy do auta. Derek prowadził swojego pikapa, ja z Ryanem siedzieliśmy ściśnięci obok niego. Zatrzymał auto, kiedy leśna droga się skończyła. Dalej poszliśmy pieszo.

Nie było łatwo znaleźć to miejsce. Derek znalazł polanę, na której rozbijali namiot, wiedzieliśmy, że to to miejsce, bo zostawili tu kilka rzeczy. Naprawdę musieli uciekać stąd w pośpiechu. Rozdzieliliśmy się i tym razem to ja znalazłam chatkę.

Była dokładnie tak zniszczona, jak Derek ją opisał. Nie mogłam się powstrzymać przed wejściem do środka, kiedy już zawołałam Ryana i Dereka. Na środku podłogi leżało zdjęcie. Zadrżałam, kiedy zobaczyłam postać z workiem na głowie i mężczyznę obok niej. Twarz starca wyglądała na bardzo surową. Zostawiłam zdjęcie tam, gdzie je znalazłam i wyszłam na zewnątrz. Ryan i Derek czekali na mnie.

Zaczęliśmy wcielać nasz plan w życie. Derek poszedł w miejsce, gdzie znajdował się w swojej wizji. Wziął głęboki oddech i zamknął oczy, otwierając je co chwilę, aby się upewnić, że stoi we właściwym miejscu. Jego twarz zbladła, a czoło pokryło się kropelkami potu, ale pozostał spokojny.

- Okej – powiedział i wskazał palcem na ziemię około piętnaście stóp od niego. – Stoi dokładnie tutaj.

Wiedziałam, że moja twarz z pewnością jest biała jak ściana, ale nie mogłam sobie pozwolić na panikę. Ryan wyglądał, jakby czuł to samo. Nasze spojrzenia się spotkały i uśmiechnął się do mnie pocieszająco.

Kiedy szukaliśmy informacji, jak zatrzymać, albo zniszczyć demona, znaleźliśmy dwie rzeczy, które zawsze wyglądały tak samo. Jedną z nich był ogień, użyty do zniszczenia demona. Drugą była sól, używana do trzymania złych mocy z daleka. Mieliśmy wątpliwości co do skorzystania z obu na raz, więc zdecydowaliśmy zacząć od ognia. Plus,w wazonik z zębami też wcześniej leżał w miejscu na ognisko, więc być może to było to, co do tej pory utrzymywało demona w uśpieniu.

Ryan wyciągnął szczurki, butelkę z naftą i zapałki z plecaka. Podał mi zapałki – nie chcieliśmy, żeby ta sama osoba, która trzymała naftę, odpalała ogień – i włożył sznur do butelki z naftą. Później ułożył resztę sznura w zamknięte koło wokół miejsca, które wskazał Derek.

- Stoi w kole? – zapytał Ryan.

Derek twierdząco pokiwał głową. Byłam przerażona faktem, że stoję zaraz obok niewidzialnej istoty, ale nie zamierzałam być pierwszą, która spanikuje. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Uklęknęłam i odpaliłam zapałkę. W ciągu sekundy ogień rozprzestrzenił się na całe koło.

- Dzieje się coś? – zapytałam Dereka, jego oczy wciąż były zamknięte.

- Nie, jeszcze nie... Wszystko jest powolne, daj mi chwilę. Czekaj, postać chyba się zatrzymała. Nie przechodzi przez ogień! – Derek był podekscytowany.

Ryan i ja spojrzeliśmy na siebie z tryumfem.

- Nie, czekaj. Coś właśnie robi. To... klęka. Nie, przykuca. Zamierza skoczyć! – Derek był na granicy szaleństwa. Byłam pewna, że chciałby po prostu uciec.

- Zostań, gdzie jesteś, żebyśmy wiedzieli gdzie TO stoi! – krzyknęłam i złapałam plecak.

„Zrobię koło z soli wokół Dereka,” pomyślałam. To powinno być dobrą ochroną.

- JEST POZA OGNIEM! BIEGNIE DO MNIE! – wrzasnął Derek. Nie mam pojęcia, jak dał radę, ale pozostał na miejscu. W końcu udało mi się znaleźć paczkę soli w plecaku. Nie miałam czasu – zerwałam wieczko opakowania i wysypałam całą jego zawartość przed Derekiem, w pustkę.

W tym samym momencie, zauważyłam trzy świeże zadrapania na jego twarzy.

Sól przecięła powietrze i rozsypała się na ziemi wokół nas. I zdarzyła się dziwna rzecz: powietrze zdawało się syczeć przed Derekiem, trzaskając jakby coś rozpuszczało się w kwasie. Forma stała się wyraźniejsza: to była postać, około sześciu lub siedmiu stóp wysokości.

- Zapal to! – krzyknął Derek.

Ryan jednym skokiem znalazł się bliżej i oblał istotę naftą tak szybko jak potrafił. Sięgnęłam po zapałki, ale Ryan był szybszy. Podpalił istotę. Derek odchylił się odruchowo. Usłyszałam przenikliwy gwizd, jak gwizdanie czajnika. A może był to krzyk o wysokim tonie.

Zmartwiłam się, że możemy spalić las, ale płonienie zdawały się niknąć, zamiast rozprzestrzeniać. Postać wciąż była przysłonięta ogniem, ale mogłam odróżnić masę włosów, usłyszeć zgrzytanie zębów. Ogień powoli niknął, aż na ziemi został tylko popiół i kilka dziwnych, jasnych obiektów. Przyjrzałam się im lepiej: to były zęby.

Derek upadł na ziemię oddychając ciężko. Na jego twarzy była krew, ale udało mi się dostrzec tylko około pięciu zadrapań. Obserwowałam go, kiedy powoli mrugnął i uśmiechnął się szeroko.

- Nie ma jej! – powiedział.

Ryan bez słów otworzył plecak i wyciągnął z niego ostatnią rzecz – małe pudełko zamykane na kłódkę. Zebraliśmy wszystkie zęby z ziemi, razem z tymi, które już wcześniej tam były i zamknęliśmy je w pudełku. Na koniec spaliliśmy jeszcze zdjęcie z chatki.

Derek prowadził w drodze powrotnej do jego domu. Zapominając o horrorze, jaki przeżyliśmy, byliśmy szczęśliwi, że nam się udało. Całą drogę rozmawialiśmy o tym, co się wydarzyło z dozą humoru i w sumie dobrze się przy tym bawiliśmy. To był wielki sukces i byliśmy z tego zadowoleni.

Derek pożegnał się z nami, a ja i Ryan wsiedliśmy do mojego samochodu. Obiecaliśmy sobie, że będziemy w kontakcie. Derek zatrzymał pudełko z zębami, by mieć na nie oko. Nie wiem, czy zawsze będzie je trzymał przy sobie, czy je ukryje, ale wiem, że blizny na jego twarzy już zawsze będą mu przypominać o tym, co przeszedł.

W drodze do akademika znów poczułam przerażenie. Zastanawiałam się, czy zainteresowanie paranormalnym opuści Ryana, czy wpakujemy się w kolejną, być może jeszcze bardziej niebezpieczną sytuację. Westchnęłam, kiedy moje powieki zrobiły się ciężkie i zaczęłam marzyć o śnie. Z pewnością tej nocy będę miała koszmary.

Zamknęłam oczy.

tłumaczenie: harpoonek

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Bardzo fajne opowiadanie z dreszczykiem :)
Odpowiedz
super :)
Odpowiedz
boskie :D
Odpowiedz
białadama, jak zwykle mnie nie zawiodłaś :)
Odpowiedz
mogłabyś podać źródło tego opowiadania, albo autora i tytuł książki?? będę wdzięczny :)
Odpowiedz
Świetnie napisane i dobra historia. :)
Odpowiedz
to wygląda jak fragment jakiejś książki czy coś. jest kilka takich opowiadań z tą samą bohaterką. chętnie przeczytałabym całość.
Odpowiedz
Zajebiste. Nawet jak wyciągał szczurki z plecaka :D
Odpowiedz
Cudnie napisane, czytało mi sie to zajebiście
Odpowiedz
Bardzo ciekawie piszesz! Wciągnęłam się tak, że prawie nie mrugałam czytając...
Odpowiedz
super i polecam :*
Odpowiedz
Naprawdę fajna historia, brzmi jakby była na faktach.
Odpowiedz
Zajebiste...
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje