Historia

It was You

anghell 1 7 lat temu 664 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

To była gorąca, wiosenna noc. Od kilku godzin obracałem się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. W końcu, najciszej i najdelikatniej jak potrafiłem, wymsknąłem się spod kołdry. Wziąłem papierosy z biurka i spojrzałem na łóżko. Spała, nie obudziłem jej. Założyłem buty. Zaraz, zaraz, kurwa, zapomniałem zapalniczki. No, już wszystko okay. Otworzyłem drzwi i zbiegłem po schodach na dół. Rozejrzałem się wkoło. Cisza i spokój. Podpaliłem papierosa i usiadłem na schodku. Paliłem spokojnie, rozkoszując się cichą, spokojną nocą. Zbyt cichą, jak na noc w mieście. Ale dało się przeżyć. Nawet było to lepsze niż wrzaski wracających, najebanych nastolatków i ryki silników pojazdów. O wilku mowa, przede mną wolno przejechała taksówka. Jej reflektory oświetliły moją okolicę. Kątem oka dostrzegłem stojącą nieopodal postać. Zaraz, jak samochód przejechał, zniknęła w mroku nocy. Stała w okolicy jedynej niedziałającej latarni. Wstałem. Spojrzałem w tamtą stronę. Mężczyzna w długim czarnym płaszczu z postawionym kołnierzem i kapelusz nasuniętym na oczy. Coś mnie ciągnęło w jego stronę, podchodziłem powoli, wyrzucając po drodze papierosa. Stanąłem naprzeciwko niego. Niewiele widziałem. Nagle błysk pioruna oświetlił jego twarz. Wyglądał zupełnie jak ja, te same rysy twarzy, te same znaki charakterystyczne, nawet blizna na uchu była dokładnie taka sama, dostrzegłem ją, kiedy lekko uniósł ręką kapelusz. "Zdziwiony?" spytał głębokim głosem. Przeszły mnie ciarki. Nic nie odpowiedziałem. "Widzisz, obserwuję Cię już od dłuższego czasu i sam nie wiem, co mam o Tobie myśleć. Bo ja to Ty, Ty to ja. Stanowimy jedność, nierozłączną. Wiem, że się denerwujesz, zapal sobie." kontynuował. Spojrzałem w jego oczy. Widziałem w nich wszystko co zrobiłem w ciągu całego mojego życia. Każdą najmniejszą decyzję, najmniejsze wydarzenie. Każdy błąd. Przerażony cofnąłem się. Świeżo wyciągnięty papieros wypadł mi z ręki. "Rozumiesz już o czym mówię. Byłem przy Tobie w każdej z tych sytuacji. Pamiętam jak byłeś na pogrzebach. Stałem tam z takim samym wyrazem twarzy jak teraz. Nie zwracałeś na mnie uwagi, bo nie chciałeś mnie dostrzec. Zawsze wyglądałem tak samo, dorastając razem z Tobą. Widzę w Twoich oczach, że chciałbyś się mnie pozbyć. Ale nie uciekniesz mi. Żeby się mnie pozbyć, musiałbyś się zabić, a wiem, że ku temu nie masz jaj. Nie wierzysz, więc wiara też Cię nie uratuje. Przyzwyczaj się do mnie, będziesz mnie dostrzegał coraz częściej, myśląc o mnie. Jestem Twoją przeszłością. I wszystkim, czego się w związku z tym boisz. Więc pamiętaj..." gadał dalej, ale ja go nie słuchałem. Wbiegłem na klatkę schodową i tam trzęsącymi rękoma próbowałem zapalić papierosa. Nigdy, nikomu o tym nie powiedziałem, ale od tamtego czasu spotykam tego faceta regularnie. I zawsze w jego oczach widzę coraz więcej. I z każdym spotkaniem coraz bardziej mnie przeraża. Ale nikt o tym nie wie.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Bardzo fajne, ale jakoś tak, no ta końcówka, taka, no... Jakby niedokończone, troche zmarnowane, ale pomysł zajebisty.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje