Historia

Welcome Home

anghell 7 7 lat temu 6 950 odsłon Czas czytania: ~8 minut

Powoli otwieram oczy. Czuję, jakbym powieki miał z ołowiu. Ostrożnie rozglądam się po pomieszczeniu, w którym się znajduję. Zaraz, zaraz, gdzie ja jestem? Co ja tu robię, co to za miejsce? Mam jedynie materac i mocne, stalowe drzwi. Próbuję je otworzyć, zamknięte. Głosy, słyszę głosy. Wwiercają się w mój umysł. Nie, to nie są głosy w mojej głowie, to są z okolicy. Tu musi być więcej takich jak ja. Krzyczę, głośno krzyczę. Nie mam siły, siadam. Kim ja w ogóle jestem? Fizycznie mężczyzną, przynajmniej na to wygląda. Ale jak się nazywam? Myśl, myśl. Nie głosy, ja was nie słyszę, tralalalala. Nie przeszkadzajcie mi, dajcie mi myśleć. JAK JA SIĘ NAZYWAM?! Zaraz, mam jakąś opaskę na ręku. Co to jest? Co tu jest napisane? X-15? Tak się nazywam? Oglądam ciuchy, stara, szpitalna pidżama. Jest coś na piersi, jakiś emblemat. Znowu X-15, co to ma znaczyć? I znów głosy, czego chcecie? CZEGO CHCECIE?! ODWALCIE SIĘ! ODWALCIE! MAM WAS JUŻ DOŚĆ! A może to w mojej głowie? Posłucham ich. Nie mówią nic sensownego. Nie można ich zrozumieć. Jest, coś wyłapałem. Wypuśćcie mnie, czy coś takiego. Inny głos, coś mówi, beznamiętnie. Zaraz, zaraz, mam, wyłapałem: "Obiekt X-18 zachowuje się irracjonalnie, podać środki uspokajające". Co to, jakiś szpital? Czy my jesteśmy chorzy? Nie, jest dobrze, ze mną jest dobrze. Nie jestem chory, wcale nie słyszę głosów. Nie słyszę, nie! NIE! NIE! Drzwi się otwierają, mogę uciekać. Nie mogę, co to za stworzenia? Mają mnie, puśćcie, zostawcie. Strzykawka, zostawcie mnie...

To był tylko sen, jestem wolny, leżę w mieszkaniu, na swoim łóżku i rozglądam się. Wszystko jest jakieś zamglone, chyba za wcześnie się ocknąłem. Ale skoro już tak, pora coś zjeść. Podnoszę się z łóżka. Wydaje mi się, że poruszanie się jest bardzo lekkie. Nagle wszystko się zmienia, pojawia się przede mną łysa postać, bez twarzy o całkowicie czarnym kolorze skóry, łapie mnie. Szarpiemy się, ale nie mogę wygrać. Rzuca mnie na ziemię, zaczynam umierać.

Budzę się w tym samym obskurnym pomieszczeniu, ale tym razem mogę ruszać tylko głową i stopami. Spoglądam w ich stronę, przypięli mnie. Usiłuję się wyrwać, znów słyszę głosy. Niebo, niebo nade mną. Lennon nie żyje. Żyje, ja nim jestem. Nie, nie jestem Lennonem, Jimi Hendrix tu jest. A kim oni są? Skąd właśnie te nazwiska? Dlaczego jutro muszę rano wstać, mamo ja nie chcę. Mysz, gdzie jest moja mysz? Gdzie mój malutki przyjaciel? Tam, widziałem, tam się chowasz, ładnie to tak przed tatą uciekać?

Córkę mam dobrą, ale syn mi się nie udał.

Ale tato, ja chcę dobrze, ja się staram.

Nie, nie starasz się nawet, gdybyś się starał by Ci się to udawało.

Tato, one tam są, idą po mnie.

Nie ma żadnych ich, jesteś już za stary na takie wyobrażenia.

TATOOOOO!

Nie mogę otworzyć oczu. Czuję jednak jakieś rurki i igły w moim ciele. To na pewno nie są majaki. Słyszę wokół siebie głosy. Ludzie, tu są ludzie. Co oni mi robią? Posłucham ich, może się dowiem.

"W obiekcie X-15 zachodzą nieprzewidywalne zmiany, najprawdopodobniej niezbędna będzie natychmiastowa eksterminacja.

Nie, nie możemy tego zrobić, on jest najbardziej udanym obiektem. Wzrost agresji o trzysta procent, siły o sto procent przy nieznacznym, około dwudziestopunktowym ubytku IQ.

Dwadzieścia punktów było przy poprzednim teście, pamiętasz jak było z X-3?

Tak, po okresie asymilacji substancji, IQ spadło o tylko piętnaście punktów. Ale później nastąpiła regresja do poziomu mniej więcej trzylatka, o sile dwóch dorosłych mężczyzn i niezrównanej agresji. Jednakże wtedy korzystaliśmy ze starej substancji.

Zwróć uwagę, że już teraz obiekty serii dziesięć doświadczają niezwykłych halucynacji słuchowych, wzrokowych i węchowych. Halucynacje mogą je zmienić w niebezpieczne dla otoczenia. Już teraz sześciu ludzi musiało go trzymać przy przypinaniu do łóżka. Co będzie jak wykształci się całkowicie?

Mamy karabinki na strzałki uspokajające. W razie co, gdyby rozwój nastąpił w niepożądany sposób, zawsze możemy go uśpić i spalić.

Rozwija się zupełnie nieprzewidywalnie. Zwróć uwagę na przyrost tkanki mięśniowej. Rozrost organów. Klatka piersiowa u X-16 już się zniekształciła. Stała się osłoną tylko dla serca, po tym, jak żebra zsunęły się ku sobie, tworząc kostny pancerz. Kręgosłup się wydłużył. Ten obiekt trzeba usunąć już teraz. Musimy zaprzestać projektu. Musimy wyeliminować dowody i się ewakuować.

Nie teraz, jesteśmy blisko osiągnięcia celu. To ja tu dowodzę, a Ty masz zamknąć ryj i wykonywać moje polecenia."

Dalej ich nie słucham, udaje mi się otworzyć oczy. To nie są ludzie, widzę ich wyraźnie. Podłużne czarne, łyse głowy bez twarzy. Zupełnie jak we śnie. Są tutaj. Jeden z nich wyciąga do mnie ręce. Długie, okropnie chude, czarne, bez paznokci. Przygląda mi się. Chyba. Skoro nie ma oczu to nie wiem. Ten drugi podaje mu piłę, taką malutką tarczówkę. Pierwszy macha coś do drugiego, ten bierze strzykawkę i wbija mi ją w rękę. Tracę przytomność.

Jestem znów w swojej celi. Leżę przypięty do materaca, obok mnie siedzi na krześle jakiś mężczyzna. Czarne, krótkie włosy i delikatna broda na pomarszczonej i doświadczonej twarzy tworzą niesamowity kontrast. Jest biały, to mogę stwierdzić. Ma niebieskie oczy i okulary. Ubrany jest w biały kitel.

Dzień dobry panu, jak się pan czuje?

Nie wiem, gdzie ja jestem? Kim ja jestem?

W wyniku wypadku zapadł pan na amnezję i schizofrenię paranoidalną, znajduje się pan w szpitalu psychiatrycznym Królewskie Wzgórze. Nie wiemy jak się pan nazywa, nie miał żadnych dokumentów przy sobie, stąd ta opaska z X-15.

W jakim kraju jesteśmy?

Jesteśmy w Polsce.

Czy od zawsze tu mieszkałem?

Chyba tak.

W jakim mieście?

Jesteśmy niedaleko Krakowa, nie wiemy skąd pan naprawdę pochodzi.

Czy są tu postaci człekokształtne, bez twarzy, o czarnej skórze?

Nie, to jeden z majaków po zażyciu leków uspokajających.

Co ze mną robiliście na sali operacyjnej?

Nie był pan na żadnej sali operacyjnej. Kolejny majak.

Czy może mnie pan odpiąć?

Niestety nie, bywa pan bardzo agresywny.

Czy jest tu prowadzony jakiś projekt naukowy?

Obecnie nie, kiedyś w tym szpitalu hitlerowcy przeprowadzali eksperymenty na ludziach.

Kim byli hitlerowcy?

Żołnierze, którzy w latach trzydziestych opanowali Polskę, zachodni sąsiedzi. Wystarczy panu tej rozmowy, jest pan zmęczony, niech pan odpoczywa.

Nieee!

Krzyczę i zrywam pasy zabezpieczające. Łapię doktora za szyję i uderzam nim o drzwi. Raz, drugi, trzeci, rytmicznie. Rozlega się alarm. Drzwi od celi się otwierają. Rzucam doktorkiem w dwóch mężczyzn, którzy na mnie wybiegają zza nich. Lekarz sam będzie potrzebował leczenia. Chwytam jednego ze strażników i uderzam jego głową o podłogę. Tracę świa....

Z powrotem w celi. Ale tym razem innej. Nie ma nawet materaca. Jest mniejsza. Niemiłosiernie śmierdzi. Bolą mnie plecy, kręgosłup, żebra, łopatki, chce mi rozerwać klatkę piersiową. Cała moja pidżama jest we krwi, ale ja nie krwawię. Kulę się, płaczę. Odsuwa się maleńka zasuwka przy drzwiach, pojawiają się czyjeś oczy.

Co ja tu robię? Czemu wszystko mnie boli? Skąd ta krew?

Panie X-15, zabił pan dwóch strażników i lekarza, to ich krew. Zmasakrował im pan głowy w tak ogromnym stopniu, że gdyby nie plakietki nigdy byśmy ich nie zidentyfikowali. Zrobił to pan gołymi rękoma. Uśpiliśmy pana strzałką, która trafiła prosto w szyję.

Ale ja pamiętam tylko jak atakuję lekarza. No i jednego strażnika, ale raz nim uderzyłem, chciałem go ogłuszyć.

Utracił pan świadomość, normalne przy pańskiej chorobie, jest pan teraz w izolatce. Wszystko pana boli, gdyż strażnicy, zdenerwowani śmiercią kolegów, trochę pana pokiereszowali. Wybaczy pan na chwilę.

Zasuwka się zamyka. Podkradam się do drzwi i słucham.

"Mówiłem, żeby go wyeliminować. To są ciężkie straty, Robert był jednym z najlepszych psychiatrów w naszej drużynie.

A mi ten incydent odpowiada. Oznacza to, że odpowiednio się rozwija. Przeprowadzimy teraz testy IQ, jeśli nie spadło, będzie dobrze, jeśli spadło, musimy jakoś temu zapobiec. A jeśli wzrośnie, wtedy mamy sukces. Mamy ideał. Poszukamy więcej osób o jego profilu psychologicznym i stworzymy to, co było marzeniem Nietzschego.

A jeśli się nie uda?

Zabijemy wszystkie obiekty, spalimy tę budę i całą dokumentację. A teraz pozwól, że wrócę do X-15."

Szybko wracam pod ścianę, nie chcę, żeby oni wiedzieli, że ja wiem. A może nic nie wiem i to był kolejny majak? Odsuwa się zasuwka.

Przepraszam za tę przerwę. Ma pan jeszcze jakieś pytania?

Tak. Co to za eksperyment, którego jestem obiektem?

Nie jest pan obiektem żadnego eksperymentu. To majaki pańskiego chorego umysłu.

Jak się pan nazywa?

Damian Jóźwiak. Doktor Damian Jóźwiak, prowadzę ten zakład. A teraz muszę pana przeprosić, ale inni pacjenci czekają.

Zamyka się zasuwka po raz kolejny. Podkradam się do drzwi. Słyszę oddalające się kroki. Ale za to pojawiają się niewyraźne głosy, znowu. Ból staje się nie do zniesienia. Muszę sobie złożyć całą historię w głowie. Są dwie opcje. Jestem chory, mam amnezję, schizofrenię i mnie tu leczą. Albo jestem ofiarą eksperymentu. I wszyscy dookoła mówią, że nie. W którym szpitalu strażnicy noszą mundury wojskowe i broń palną? Cholera, zamknij się, wszyscy się zamknijcie! Mamooo! Nie chcę iść spać. Nie, nie kleją mi się oczy. Mamo, naprawdę, będę grzecznie siedział i oglądał telewizję. Mamo, niee! Już zamykam oczy.

Rano budzi mnie walenie do drzwi celi. Przez otwór w drzwiach podają mi teczkę. Mówią, że mam półtorej godziny na wypełnienie testu. Staram się jak mogę, wypełniam polecenia dokładnie. Po upływie czasu przychodzą do mnie i każą oddać test. Obym zdał, jak nie mogą mnie zabić. Tak mi mówią głosy. Wołają mnie do siebie. Zostawiłem jedną kartkę. Wykonuję nią cięcia na skórze, ranki bardzo powierzchniowe, ale krwawią. W końcu udaje mi się przeciąć skórę głęboko. Zamykam oczy.

Otwieram je powoli, ból staje się nieznośny. Czuję, jakby żebra miało mi wyrwać z mostka. Kręgosłup czuję, jakby był rozciągany, jak gumka-recepturka. Nic nie słyszę, poza pękającymi kręgami. Żebra odchodzą od mostka, zaczynają przebijać się przez skórę. Jestem w sali operacyjnej. Za szybą widzę lekarzy. Słyszę ich.

"A nie mówiłem, że się uda? Wzrost IQ o 50 punktów w skali Cattella. Ma 159 punktów. Mamy, mamy nasz cel! Udało się.

Nie byłbym tego taki pewny, doktorze. Zmienia się, skurkowaniec się zmienia, tak jak seria pierwsza. Tak jak X-16. Musimy ich wyeliminować.

Zapomnij, muszę go obserwować. Rozwija się idealnie. Co ty robisz?"

Widzę, jak jeden ze strażników otwiera drzwi i wyciąga broń. Mierzy do mnie. Wpadają za nim dwaj inni, przerabiają go z broni maszynowej na mielonkę. Nie mam siły się podnieść. Leżę z wystającymi żebrami, gdy tamci wyciągają zwłoki. Boże, co się ze mną dzieje? Co mają znaczyć te zmiany. Dlaczego gubię paznokcie? Mutuję się? Nie wiem, wołam lekarza. Ale mnie nie słyszy. Dlaczego nie dali mi umrzeć, i tak chcą mnie zabić. I tak umrę. Próbuję wstać. Ból kładzie mnie z powrotem. Oni tu są, trzymają mnie, przyszli po mnie. Mamooo, ja nie chcę z nimi odchodzić!

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Nie należę do tych, co po każdej fajnej historii spamią w komentach "chcemy następną część, chcemy następną część", bo rozumiem, że są historie, które lepiej działają w pojedynkę, ale... To opowiadanie zostało według mnie ucięte nie wtedy, kiedy trzeba. :D I temu dziełu naprawdę przydałaby się kontynuacja. Choćby pojedyncza.
Odpowiedz
Doskonale, niezły mindfuck
Odpowiedz
Fajny muzgo-jeb
Odpowiedz
Sam oszalałem, jak to przeczytałem xD
Odpowiedz
Dobre, fajnie sie czyta. Najbardziej podobalo mi sie to staccato goniacych sie mysli i wspomnien kolo poczatku pasty, takie dynamiczne i calkiem naturalne.
Odpowiedz
O boże. o.O
Odpowiedz
NIezłe, trafileś w moje gusta :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje