Historia

Funny dog

badger 11 6 lat temu 5 295 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Zawsze od kiedy pamiętam miałem, czy tam w rodzinie był, jakiś pies. Pierwszy, którego pamiętam to był wilczur (taki niby, bo bez rodowodu), mieszkał w budzie na podwórku, potrafił urwać każdy łańcuch, i rzadko kiedy kogoś się słuchał.. Na smyczy nie lubiał chodzić i nieraz przeciągnął mnie kilkanaście metrów po trawie (miałem wtedy ze 12 lat). Dzieci tolerował, obcych dorosłych nie bardzo. Kolejny pies (ona) to byłmaleńki kundelek, bardzo zadziorny, ale rozumieliśmy się bez słów. Następny pies (znowu ona), to już po kilku latach przerwy, pierwszy mój pies w dorosłym życiu, pudel, z początku dziki, panikujący w każdej niespodziewanej sytuacji. Po kilku latach, jak urodziła mi się córka, okazał się idealnym psem dla rodziny. Przez ostatnie 14 lat, po pudlu - Mice, mieszkał z nami znowu niby wilczur. Moja córa wychowała się z nim, spali w jednym łóżku, jedli, nieomal z jednej miski. Kora – tak się zwała sunia, potrafiła przeciągnąć córkę, przez całe mieszkanie, łapiąc ja za nogi lub ręce, i nie zrobiła jej nawet siniaka. Od dziesiątego roku życia córa chodziła z nią samodzielnie na spacery. Mogłem je razem wypuścić na spacer o dowolnej porze dnia czy nocy i wiedziałem, że mojej córce nic nie grozi, bo jest z Korą. Niestety, czas mijał i wiek psa spowodował, że coraz mniej wychodziła na dwór, i w końcu nas opuściła. Córka długo przeżywała odejście przyjaciela. Jednak wciągnęła się do jakiejś grupy „kuglarzy”, jak to nazywała. Robili pokazy z ogniem. Oczywiście najczęściej po zmroku, dla lepszego efektu. Jednocześnie powstał pewien konflikt między nowymi, a starymi znajomymi córki (miała jakieś 17 lat wtedy). Pewnego razu wracając z pokazu „Fire Show”, na przystanku autobusowym, spotkali się starzy i nowi koledzy córki. Jak opowiadała mi córka, zadyma wisiała w powietrzu. W pewnym momencie , próbującą godzić zwaśnione strony, córę pchnął któryś z jej zacietrzewionych kolegów... Do bijatyki nie doszło, do końca nie wiem dlaczego, ale córa mówiła, że na jej kolegów coś się rzuciło. Kilku upadło, kilku krzyczało w panice. Po zajściu okazało się, że zostali pogryzieni, chyba przez psa, ale uzębienie nie do końca pasowało. Któryś z kuglarzy zrobił zdjęcia, aby udokumentować agresję „blokerów”. Córka pokazała mi je później. Twierdziła, że to Kora ja obroniła. Widzę pewne podobieństwo do mojej suni, ale ...ona nigdy nie była agresywna...

Na dzień dzisiejszy moja córa nie boi sie wyjść w nocy zdomu, na spacer, z naszym nowym przyjacielem (zadziorny kundel, mały, ale rzuca sie na wszystkich i wszystko, z poza domowników, a w domu nawet kota toleruje). Twierdzi, że Kora ja zawsze obroni jak zajdzie taka potrzeba.

Historia alternatywna:http://straszne-historie.pl/story/3436

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Historia ciekawa,lecz krótka i dużo błędów.Przeszkadza mi jeszcze te słowo,, córa",jakoś się często powtarza Mimo tylu błędów daje 7/10
Odpowiedz
Nie ma takiego słowa jak lubiał! Jest lubił!
Odpowiedz
Ciekawie napisane, ale jest dużo błędów. Nie piszcie nawet, że się przyczepiam, sami dokładnie sprawdźcie każde zdanie.
Odpowiedz
Wspaniałe. Tylko krótkie.
Odpowiedz
Słabe
Odpowiedz
Wspaniałe
Odpowiedz
To takie wzruszające:'-| . Ten pies naprawdę ją kochał<3.
Odpowiedz
Piesek zombie :D
Odpowiedz
Mało 'creepy', ale historia fajna.
Odpowiedz
Też już skądś kojarze
Odpowiedz
Bardzo fajne opowiadanie ;)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje