Historia

Pomóż mi

nassta 4 6 lat temu 5 691 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Ból wstrząsnął moim ciałem. Szloch wyrwał mi się z gardła, nie umiałam już tego kontrolować. Ruszyłam przed siebie, byle jak najdalej od Niego. Dłońmi ocierałam spływające po policzkach łzy, kierując się do łazienki.

Zadał mi ból. Upokorzył, zranił, zniszczył. Nienawidzę Go. Zadał mi ból. ZADAŁ MI BÓL.

Coraz mocniejsze słowa przelatywały po mojej głowie, gniew pokonywał smutek. Wbiegłam do łazienki, słysząc za sobą kroki.

- Zostaw mnie... - wymamrotałam, odwracając się w Jego stronę. Zacisnęłam pięści, gotowa na ostateczną konfrontację.

- Daj mi wyjaśnić!

- Tutaj nie ma czego wyjaśniać. Nie wierzyłam im, odwróciłam się od nich. Bo ufałam Tobie, bezgranicznie... - zagryzłam wargę, wstydząc się teraz swoich łez. - A tymczasem oni wiedzieli. Zabawiałeś się z każdą. Ty draniu.

Po tych słowach uderzyłam go dłonią w twarz. Teraz moja kolej. Teraz ja zadałam ból.

Moje oczy mówiły 'odejdź', posłuchał ich. Odwrócił się, zostawiając mnie samą. Samotność. Tak, właśnie tak się czułam. Samotna.

Spojrzałam na odbicie w lustrze. Jak ty kobieto wyglądasz, co on z tobą zrobił? Otworzyłam zaraz jedną z kabin i zamknęłam się, siadając na sedesie. Pozwoliłam sobie na płacz, ba! Wrzask, krzyk! Dałam upust emocjom. Po czym odetchnęłam, przymykając powieki.

- Pomóż mi.

Otworzyłam natychmiast oczy. Miałam dziwne wrażenie, że podmuch wiatru niesie ze sobą szept, przerażający SZEPT. Dobrze słyszałam wypowiedziane słowa. Jednak mój mózg wszystkiemu zaprzeczył. Zaczęłam myśleć racjonalnie. Jakim cudem w łazience mogłam poczuć wiatr? Przestraszyłam się, że popadłam w obłęd. Odetchnęłam jednak ponownie, lecz sytuacja się powtórzyła. Tym razem byłam pewna, że kobiecy głos dochodzi z sąsiedniej kabiny. Wystraszyłam się, nie na żarty. Nie zrozumcie mnie źle, jestem dość strachliwą osobą, być może dlatego, że za dużo naoglądałam się horrorów, a motyw z szeptem znałam doskonale i był dość popularny w tym gatunku filmowym. Przechyliłam głowę, nasłuchując dalej. Nic. Absolutnie.

Jednak nie. Zdawało mi się słyszeć cichy szloch. Matko boska...

- Jest tu ktoś? - spytałam. Po moim głosie mogłam poznać, że się lękam.

Wyszłam niepewnie z kabiny, wzdrygając się na widok swojego odbicia w lustrze. Isobel, wyluzuj. Podeszłam do sąsiedniej kabiny, z której wydobywały się dźwięki. Ku memu przerażeniu zauważyłam strużkę krwi, której źródłem była właśnie ta kabina. Zakryłam dłonią usta, waląc w drzwiczki.

- Otwórz, chcę Ci pomóc! - wykrzyczałam, przerażona.

Drzwi ani drgnęły. Wiem, że nie powinnam... ale ciekawość zwyciężyła. Położyłam się na zimnej podłodze. Przez szparę oprócz kałuży krwi widziałam nagie nogi. Jednak były niepokojące... blade, jak kreda. Ciekawość wzrosła. Wspięłam się nogami na sedes, podnosząc się tak, by móc z góry zobaczyć, kto prosił mnie o pomoc. Otworzyłam oczy ze zdumienia.

Nikogo nie było. Coś musiało być nie tak.

- Ben! Przestań się wygłupiać! - wykrzyczałam niemal błagalnie. Właściwie miałam nadzieję, że to on za tym stoi.

Dlaczego jeszcze nie wybiegłam? Ta myśl otrzeźwiła mnie nagle. Podbiegłam do drzwi. Jak sądziłam. Zamknięte. Waliłam, krzyczałam. Do utraty tchu. Jak to może być możliwe, że nikt mnie nie słyszy?

Drzwiczki od kabiny uchyliły się.

Uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj. Wszystko we mnie wołało, uciekaj.

- Pomóż mi. - nienaturalny szept omotał moje ciało. Zdawało mi się słyszeć je wszędzie. Z każdej strony.

Odwróciłam się. Właściwie nie kontrolowałam już własnym ciałem. Po raz ostatni zdecydowałam się zajrzeć do kabiny.

Była. Tam.

Czułam, jak milion pajączków przelatuje po moim ciele, drżałam tak bardzo, że niemal nie mogłam się ruszać.

Na sedesie siedziała kobieta . W pięknej białej sukni, jakby uszytej specjalnie na ceremonię zaślubin. Twarz ukrytą miała pod warstwą blond włosów.

Muszę pomóc tej kobiecie. Rana na nadgarstku oznaczała, że próbowała popełnić samobójstwo.

Podeszłam, wyciągając rękę. Złapałam ją za ramię. Chyba był już jej kres...

Stało się coś nieoczekiwanego, a jednak w podświadomości czułam, że tak będzie. Jak w typowym filmie.

- Pomóżcie mi! - to były moje ostatnie słowa wypowiedziane, kiedykolwiek. Kobieta, a może lepiej nazwać to coś, kreaturą, złapała moją dłoń i szybkim ruchem przecięła moje nadgarstki scyzorykiem. Ból wstrząsnął moim ciałem. Szloch wyrwał mi się z gardła... Zadała mi ból. Zadała mi ból. Ona też zadała mi ból.

W pamięci pozostały mi jej oczy. Przerażające, z odcieniem błękitu, jednak tak jasnego, że mogłoby się wydawać, iż są niemal białe.

Uchodziło ze mnie życie. Słabłam z każdą sekundą, moje powieki stawały się ociężałe... zadała mi ból...

Popełniłem błąd. Jak każdy. Ale ta sytuacja uświadomiła mnie w jednym - na prawdę ją kocham. To nie była zwykła przygoda...

Wróciłem się nagle, wbiegając do łazienki. Dziwny chłód omotał moje ciało. Miałem nadzieję, że jeszcze tutaj jest. Z jednej z kabin wyłaniała się strużka krwi. Co do cholery?!

- Isobel...?

Po moim ciele przebiegła paraliżująca fala. Bałem się, co zobaczę w tej kabinie. Bałem się najgorszego. Zadałem jej ból, ona go dokończyła.

- POMÓŻ MI - usłyszałem szept.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Mogło by być dłuższe zakończenie,albo 2 część.
Odpowiedz
Dobre, lecz mało straszne
Odpowiedz
9/10 ;)
Odpowiedz
no nawet nawet, choć niespecjalnie straszne
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje