Klątwa

Dodane przez: mysterious, 8.08.2013, 09:39
Reklama:

Oczka tak słodkie, usta takie wesołe, policzki okrąglutkie i delikatnie różowe, nosek lekko zadarty, włoski pokręcone jak u laleczki, skóra aksamitna i pachnąca jeszcze dzieckiem - mała urocza Lauren, 8 letnia dziewczynka, która każdego potrafiła oczarować, swoją niewinnością.

Lauren, ukochana córeczka mamusi i tatusia, zawsze tak dziewczęco i schludnie ubrana w różne sukieneczki i towarzyszący jej misiaczek maskotka.

Mała Lauren mieszkała w urokliwym małym miasteczku Bodie w Kaliforni. Była tutaj bardzo szczęśliwa, miała kochających rodziców, starszego o rok brata, a także wielu przyjaciół. Każdy z sąsiadów zachwycał się dziewczynką i nie przechodził obok niej obojętnie.

Lauren codziennie obdarowywana była różnorakimi prezentami, od rodziny, znajomych, sąsiadów, była uwielbiana.

Tylko jedna osoba nie zachwycała się dziewczynką, właściwie można by powiedzieć że nienawidziła małej - tą osobą był jej brat, 9 letni Tomy.

Nigdy nie chciał się bawić z siostrą, nie chciał jej w niczym pomagać i towarzyszyć w życiu codziennym, tak na prawdę Tomy izolował się od wszystkich, rodziców, mieszkańców miasta, miał dość wiecznego zachwytu nad młodszą siostrą.

Czy to była zazdrość ? A może Tomy wiedział więcej niż można by przypuszczać. Tak, on był wszystkiego świadomy.

Kiedyś przypadkowo usłyszał rozmowę rodziców, którzy rozmawiali o Lauren i o wszystkim co się jej tyczy.

Kim była ta dziewczynka, dlaczego każdy tak się nią zachwycał i czy aby na pewno robił to szczerze, czy może ktoś lub coś zmuszało ludzi do uwielbiania Lauren ? Zastanawiające jest też to w miasteczku panował niepokój i towarzyszący mu strach i dlaczego mała Lauren była oczkiem w głowie każdego mieszkańca ?

***

Miasteczko Bodie, kiedyś zamieszkałe, aktualnie jest opuszczone. Mówi się że to typowe miasto "duchów".

Mieszkający swego czasu ludzie mieli bardzo fanatyczne poglądy religijne, każdy zły uczynek, każdy grzech był karany. Jednak nie była to prawdziwa wiara, wszystko było sztuczne, nie prawdziwe aby przypodobać się Bogu, tak przynajmniej sądzili mieszkańcy, tak na prawdę byli źli, okrutni i sami wymierzali sprawiedliwość, tym którzy ich zdaniem na to zasłużyli.

Kilkanaście lat temu, zamieszkała tu pewna kobieta Rosalyn z córeczką. Uciekła od męża, który był tyranem i znęcał się nad nią i dzieckiem. Kobieta nie miała zbyt dużo pieniędzy, wszystkie swoje oszczędności przeznaczyła na kupno domu, który mieścił się tuż przy lesie. Tak więc po przeprowadzce bardzo intensywnie wzięła się za poszukiwanie pracy, wszędzie w saloniku fryzjerskim i w każdym sklepiku, jednak każda możliwość kończyła się porażką, nikt nie chciał jej przyjąć albo dlatego że była nieznana w okolicy, albo po prostu nie potrzebowali kolejnego pracownika. Chcąc utrzymać swoją rodzinę musiała łapać się jakiejkolwiek pracy, a jako że była piękną kobietą, nie jeden mężczyzna w miasteczku spoglądał na nią pożądliwym wzrokiem, a jeden o imieniu John, nawet zaproponował jej prace, dobrze płatną. Bez zastanowienia przyjęła propozycję od mężczyzny, nie wiedząc nawet czym tak na prawdę będzie musiała się zajmować.

Rosalyn zaczęła sprzedawać, samą siebie - została prostytutką. Spała praktycznie z każdym mężczyzną w mieście, nie wiedziały o tym tutejsze kobiety, do pewnego czasu, kiedy jedna nakryła ją ze swoim mężem. Wtedy każda z kobiet przesłuchała swojego męża, a Ci nie potrafiąc kłamać, przyznali się do zdrady, jednak każdy z nich wiedział co odpowiedzieć swojej żonie, gdyż wcześniej w razie jakiejś wpadki umówili się dokładnie co mówić. Wszyscy po kolei łącznie z Johnem wmawiali swoim żonom i reszcie mieszkańców że Rosalyn to demon, czarownica, która uwiedzie każdego mężczyznę.

Wyrok na kobietę zapadł bardzo szybko, wszyscy zdecydowali się podpalić jej dom, ale jedna z sąsiadek, która najbardziej nienawidziła Rosalyn postanowiła najpierw odwiedzić ją w cztery oczy, Amanda bardzo kocha swojego męża, wręcz miała obsesje na jego punkcie, trudno jej było znieść to że jakakolwiek kobieta w ogóle na niego spogląda, tak więc to co zaszło między jej mężem a Ros, sprawiło że Amanda nie myślała jak człowiek, tylko bestia chcąca rozszarpać swoją ofiarę. Odwiedziła ją, pod pretekstem pogaduchy, jak to sąsiadka z sąsiadką. Wchodząc do środka domu, była serdecznie uśmiechnięta, przyniosła nawet prezent dla małej córeczki Ros, jednak ta niechętnie go przyjęła, miała strach w oczach widząc sąsiadkę, ukryła się za plecami swojej mamy, która zaniepokoiła się zachowaniem córki, pomyślała jednak że dziecko może być zestresowane nową sytuacją, otoczeniem i ludźmi, po tym co przeszła z własnym ojcem nie ma się czemu dziwić że wszystkiego się boi. Zaprosiła więc Amande do pokoju. Na początku było sympatycznie, rozmawiały o wszystkim i o niczym, Rosalyn nawet opowiedziała dlaczego uciekła ze swojej miejscowości, kobieta udawała przejęcie i współczucie, jednak dla Ros aż za nadto, przeczuwała nieszczere intencje Amandy, w pewnym momencie domyśliła się w jakim celu ją odwiedziła. Od momentu nakrycia jej z jednym z mężczyzn w łóżku, wiedziała że nie przejdzie to obojętnie. Oczywiście Ros miała ogromne wyrzuty sumienia, wcale nie podobało jej się to co robiła, ale najważniejsza była dla niej córka i nie chciała żeby czegokolwiek jej brakowało. Niestety nie wiedziała jak źle się to skończy.

Amanda znacznie przeciągając swoją wizytę, zaczęła być wręcz nachalna, Rosalyn zniecierpliwiona obecnością sąsiadki, grzecznie przeprosiła i skłamała że musi jechać do pracy.

- Do pracy powiadasz ? Czym się zajmujesz ? Sprzątasz ? Gotujesz ? A może rżniesz zajętych mężczyzn ? - Kobieta wreszcie ukazała prawdziwe oblicze, Ros się zmieszała, nie wiedziała jak się usprawiedliwić, w końcu miała racje. Zauważyła że jej córka jest świadkiem tej rozmowy, więc nakazała jej iść do swojego pokoju.

- Ja...ja.. Amando - zaczęła się jąkać

- Zatkało Cię, Ty głupia dziwko !? Myślałaś że sprowadzisz się do Naszego miasta i będziesz się tak po prostu panoszyć !? Takie jak Ty źle kończą, trafiłaś w bardzo złe miejsce, Czarownica ! - w tym momencie w oczach Amandy pojawił się obłęd. Uśmiechnęła się szyderczo, wzięła do ręki pierwsze lepszy ostry przedmiot i rzuciła się na Rosalyn, wydając z siebie wściekły wrzask. Kobiecie udało się uwolnić z tej szarpaniny i zaczęła biec w stronę drzwi wyjściowych. Jednak kiedy wyszła na zewnątrz to co ujrzała, jeszcze bardziej ją przeraziło. Wszędzie pełno złowrogich spojrzeń, to byli mieszkańcy. Poczuła uderzenie kamieniem w lewy bark, skuliła się z bólu, otaczały ją okrzyki i wyzwiska od najgorszych, w momencie ktoś zaczął szarpać ją za piękne czarne włosy, wiedziała że to Amanda, zaszła ją od tyłu, przewróciła się, słyszała jak tłum biegnie w jej stronę. Mieszkańcy rzucili się na kobietę jak dzikie zwierzęta, czuła ból, nie umiała się bronić przed pięściami i kopniakami, nigdy nie umiała, nawet wtedy kiedy bił ją mąż. Została masakrycznie pobita i zgwałcona.

Nagle słychać było wrzask Amandy, która nakazała przestać i odsunąć się od tej nieszczęśnicy. Podeszła do Rosalyn, klęknęła nad nią i zaczęła delikatnie głaskać po zakrwawionej twarzy.

- Biedna, taka biedna zraniona. Po co Ci to było, po co tu przyjechałaś ? Skazałaś siebie i swoją córkę na śmierć. - słysząc te słowa Ros, ostatkiem sił oparła się rękoma o ziemie, spojrzała na Amande i z całej siły splunęła na nią, krzycąc

- Zostaw moją córkę w spokoju Ty chora szmato !!!

- Wiesz, Rosalyn powiem Ci szczerze że dobrze Ci tak, dobrze Ci że Twój mąż tak Cię traktował, chociaż i tak był dla Ciebie zbyt łagodny, każda czarownica zasługuje na śmierć !!! - w tym momencie Amanda wbiła prosto w brzuch Rosalyn ostry nóż. Wszyscy skupili się na chwile w ciszy patrząc, jak kobieta cierpi i powoli umiera, po chwili wzięli jej, zwiotczałe ciało i zanieśli do środka jej domu, który jak wcześniej ustalili, spalą. Rzucili nią o drewnianą podłogę, jeszcze żyła, jednak cierpiała niesamowite katusze, poczuła ciepło, które zamieniło się w ogromny żar, wszędzie było pełno dymu, który brutalnie ją otulał, nie dała rady oddychać, dusiła się, spojrzała w górę, na piętrze stała jej mała córeczka, ściskała w rączkach swojego misia maskotkę, była tak bardzo przerażona, płakała...

- Uciekaj kochanie, ratuj się ! - Wołała ostatkiem sił Rosalyn

- Mamo ! Mamusiu !!!

- Uciekaj, uciekaj Lauren !

***

Zbliżała się godzina 11:00, był piękny słoneczny dzień.

- Mamo, idę na rower, umówiłem się ze Smith'em i Larry'm - oznajmił Tomy

- Dobrze synku, idź

- Idę z Tobą... - powiedziała Lauren

- Nie ! Idę sam, z kolegami ! Ty idź baw się swoimi laleczkami - krzyknął chłopak

- Tomy ! Lu pójdzie z Wami, masz się nią opiekować - odparła stanowczym głosem matka

- Nie chce ! Ja...

- Nie dyskutuj z matką chłopcze - odparł ostrym głosem ojciec, wchodząc do kuchni

- Dlaczego zawsze jest tak jak ona chce ? Nie pomyśleliście że chce być sam z kolegami, nie mam zamiaru niańczyć tej smarkuli ! - krzyknął Tomy

- To jest Twoja siostra, powinieneś się nią zająć czasami

- Nie mamo, to nie jest moja siostra, ja dobrze o tym wiem ! - wtedy chłopak poczuł na sobie wściekłe spojrzenia obojga rodziców

- Jest Twoją siostrą i masz ją kochać, szanować - odparł ojciec podenerwowany

- Tak, jestem Twoją kochaną siostrzyczką i waszą wspaniałą córeczką, prawda mamusiu ? - powiedziała słodkim głosem dziewczynka, jednak było w nim coś złego, po czym podeszła do kobiety i zaczęła się do niej tulić, ta zaś stała zastygnięta w bezruchu i strachu

- Przytul mnie mamo, przytul mnie - prosiła mała, kobieta przemogła się i utuliła dziewczynkę.

- Tak.. córeczko, jesteś wspaniała - odparła lekko drżącym głosem

- Kłamiesz, dlaczego kłamiesz - krzyknęła Lauren, mocniej ściskając matkę, ta aż zawyła z bólu i bez namysłu odepchnęła córkę z całej siły, tak że upadła na ziemie. Tomy był bardzo zaskoczony zachowaniem matki, nigdy nie widział żeby tak potraktowała dziewczynkę, spojrzał na obydwojga rodziców, byli przerażeni. Lauren podniosła się z ziemi i z wściekłym uśmiechem, wzięła do rączki swoją maskotkę i zaczęła na początku cicho, potem coraz głośniej i głośniej śpiewać, śpiewać tą przerażającą pieśń, która nawołuje kogoś, a raczej coś potwornego.

- Nie Lauren, kochanie przestań. Już wszystko dobrze, przepraszam ! - krzyczała kobieta, chociaż wiedziała że za późno. Strach otaczał ich zewsząd, słyszała ją, już w głowie, słyszała wydawane przez nią odgłosy, ten przeraźliwy dźwięk, która mówił że się zbliża.

Mała dziewczyna tak niewinnie urocza, ale tak przeraźliwie zła. Stała na środku kuchni, wciąż śpiewała. Mimo że były godziny przedpołudniowe wszędzie zrobiło się ciemno i ponuro, aż z cienia zaczęła wyłaniać się pokraczna postać...

- Odejdź proszę, wszystko naprawimy jeszcze raz, daj Nam szanse - krzyczał mężczyzna, ale potworna kreatura o twarzy tak odrażającej, z długimi czarnymi włosami, kościstymi rękoma, zbliżała się do nich, wykonując pokraczne ruchy, zgrzyt kośćmi był nie do zniesienia.

Stanęła oko w oko z kobietą, która zaczęła przeraźliwie krzyczeć, ze strachu nie była w stanie ruszyć się z miejsca, czuła jak jej mięśnie wiotczeją, wiedziała że to już koniec.

- Wy głupcy ! - Odezwała się mała Lauren, która już nie wyglądała tak niewinnie - mieliście naprawić swój grzech, mieliście dać mi wszystko czego chciałam, mieliście się mną opiekować, za to co nam zrobiliście, to był jeden jedyny warunek, abyście mogli dalej, spokojnie sobie żyć. Wszystko zepsuliście i teraz zapłacicie, gorzko zapłacicie za naszą krzywdę !

Pokraczna kreatura najpierw dobrała się do kobiety, męczyła ją niewyobrażalnie boleśnie, łamała kości, rozszarpywała ciało, krzyk i cierpienie w tym domu słyszał każdy kto mieszkał w tym miasteczku i wiedział że przez błąd jednej osoby,zginą wszyscy w takich samych katuszach.

Przeżyła tylko jedna osoba, to byłem ja, Tomy. Dziś mam 25 latPo tej okropnej tragedii uciekłem z miasta, które teraz ponoć jest opuszczone. Wychowywało mnie wujostwo, prze dobrzy ludzie, przy nich nauczyłem się normalnego życia, coś czego moi rodzice nie byli w stanie mi zapewnić. Jednak zawsze to moi rodzice i często wspominam ich z ciocią Lily, która mimo ich okropnej zbrodni na tej kobiecie i dziecku zawsze powtarza "Amanda i John po prostu zagubili się, ale na pewno zawsze Cię kochali". Tak właśnie, moją matką była Amanda a ojcem John. Na pewno już wiecie kim, albo czym była ta odraza która wymordowała całe miasteczko. To była klątwa Rosalyn, wróciła w rocznice swojej śmierci, jako odrażająca istota, nie z tej ziemi, wróciła razem z małą Lauren, która właściwie nie wiadomo czy zginęła w pożarze, czy zdołała się uratować. Zaczęły siać spustoszenie w miasteczku, kilka osób zginęło w taki sam okropny sposób. Mieszkańcom udało się zawrzeć umowę z bardzo świadomą i aż nadto inteligentną Lauren i jej matką z którą tylko dziewczynka mogła się porozumieć, jak ? Tego nie wiedział nikt. Umówa polegała na tym że każdy miał małą dziewczynkę traktować jak bóstwo, spełniać wszystkie jej zachcianki, inaczej...konsekwencje przecież znacie.

Zastanawiacie się pewnie dlaczego mnie oszczędziły ? W tym okropnym dniu kiedy Rosalin jeszcze żyła, a mieszkańcy postanowili wykonać na niej ich własną egzekucje, ja stałem w oddali, widziałem wszystko co się działo. Nie zareagowałem, bo co miało począć 8 letnie wtedy dziecko ? Płakałem, ona to widziała, widziała że cierpie razem z nią... ale uciekłem. Nie byłem jednym z tych fanatyków, żyłem w swoim świecie. Czasami jednak zastanawiam się czy nie byłoby lepiej po prostu umrzeć razem z nimi, ten obraz nigdy nie zniknie z przed moich oczu, zawsze będą męczyć mnie nocne koszmary, może to kara małej Lauren za to że jej nie kochałem, ona o mnie wciąż pamięta. Zawsze w rocznice tej tragedii około godziny 11:00 gdziekolwiek się znajduje, znikąd pojawia się jej ukochana maskotka, która po chwili, po mrugnięciu oczu, po prostu znika.

Źródło: Wybaczaj
Oceń:
11
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!