Historia

Łupież

białadama 5 8 lat temu 6 671 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Instytut Badań Dermatologicznych

Materiał poddany analizie: audio dziennik profesor A.

Brak danych o miejscu przebywania nosiciela patogenu.

Poniższy raport zawiera skrypt nagrań poczynionych przez wyżej wymienionego naukowca. Proszę o zapoznanie się z materiałami dowodowymi. Jakąkolwiek uwagę lub spostrzeżenie należy niezwłocznie zgłosić osobie kompetentnej, a w przypadku jej tymczasowej nieobecności zanotować na przygotowanej tablicy znajdującej się na wprost. Jeżeli mają państwo jakieś pytania, należy je zadać przed rozpoczęciem analizy, po tym czasie nie udzielimy żadnych odpowiedzi. Przypominam- każda, nawet najmniejsza uwaga musi zostać odnotowana.

1 lipca 2013

Tu profesor A. Zakupiłam dyktafon ze względu na rozpoczęcie pracy w nowym Instytucie Badań, gdzie od pierwszego dnia przydzielono mi dział analiz tkanek skóry. Prawdę mówiąc, jestem nieco rozczarowana; liczyłam na dział badań nad komórkami czerniaka, ale najwyraźniej wzięto pod uwagę mój młody wiek i świeżo skończone studia w doborze sektora. Jak dotąd zostałam oprowadzona po każdym zakątku Instytutu. Po wypełnieniu wszystkich warunków bezpieczeństwa zabrałam się do pracy. Poza standardowymi procedurami mam w planach uzyskanie zgody na prowadzenie własnych badań gatunku Malassezia.

3 lipca 2013

Udałam się dzisiaj z wizytą do kierownika Instytutu, aby wyraził zgodę na moje osobiste badania. Przekraczając próg gabinetu, dostrzegłam małą istotkę w różowej sukieneczce, z grubym blond warkoczem i błękitnym spojrzeniem. Przyznam, że ten widok wywołał we mnie mieszane uczucia ze względu na absolutny zakaz osób postronnych i zbyt dziecinny ubiór jak na 13 latkę. Posłałam pytające spojrzenie profesorowi K. na co ten parsknął uprzejmym śmiechem. Wytłumaczył, że to jego córka, H. Ze wstępnym obserwacji wynikało, że H. została wychowana w sposób, delikatnie ujmując, swobodny. Jej wiercąca się obecność drażniła mnie z każdą kolejną chwilą. K. wyjaśnił uprzejmie, że przyjechał z nią do pracy, bo bała się zostać sama w domu. Dalsza konwersacja, a właściwie monolog profesora K. nie jest warta przytaczania. Przeszłam do sedna sprawy. Profesor lekko uniósł brwi w niewątpliwym geście zdziwienia, po czym oznajmił, że w obecnej sytuacji finansowej wszelkie osobiste badania zostały odsunięte na nieokreśloną przyszłość. Zaczerwieniona z oburzenia zdołałam wymamrotać tylko przeprosiny za zajęcie cennego czasu i w pośpiechu opuściłam pomieszczenie. Cóż za ignorancja! Gdyby nie skąpili na rozwoju, byliby jedną, jeśli nie jedyną najlepszą placówką medyczną w Polsce!

6 lipca 2013

Fakt niespełnienia moich ambicji nadal krąży w zakątkach umysłu i nie pozwala się skupić na codziennych czynnościach. Postanowiłam zacząć badania na własną rękę i kieszeń. Znajomy z poprzedniej pracy w krakowskim Instytucie podesłał mi ciekawe próbki Malassezia. Zamierzam dokonać dokładnej analizy w ciągu najbliższego tygodnia, opisując wszystko na dyktafon. Podczas przerwy obiadowej po raz kolejny natknęłam się na H. Biegała wesoło między ławkami stołówki i rozmawiała beztrosko z każdym poznanym naukowcem. Strzępki zasłyszanych rozmów nie można uznać za górnolotne. Skandal! To nie jest miejsce odpowiednie dla dzieci. Myślę nawet o zgłoszeniu tej sytuacji odpowiednim organom.

10 lipca

Cóż za bezczelność! Pracowałam nad moimi próbkami, kiedy ta mała wparowała do sterylnego pomieszczenia, usiadła obok mnie i ciekawsko zaglądała mi przez ramię. Starając nie wpaść w panikę chwyciłam ją za barki i powiedziałam bardzo powoli i dokładnie, że nie wolno tu wchodzić, bo jest to bardzo niebezpieczne. Mała zarumieniła się i spuszczając wzrok zeskoczyła z fotela. Przy zeskakiwaniu potrąciła dwie próbki, których nie zdążyłam przeanalizować. Przerażona cofnęła się dwa kroki, po czym uciekła z płaczem. Spojrzałam na rozbite szkło i bezużyteczny w obecnym stanie materiał. Tak samo jak dziewczynka, byłam bliska płaczu. Znajomy mówił, że akurat te dwa patogeny wydają się ciekawe. Chwyciłam natychmiast za telefon i spytałam go, czy jest w posiadaniu dwóch dodatkowych próbek materiału. Niestety, wraz z ich strąceniem przepadła możliwość ich przebadania. NIECH TO SZLAG!

17 lipca 2013

Profesor K. jest dziś niezwykle podenerwowany. Przy jego pogodnym usposobieniu jest to dość… nietypowe, muszę przyznać. Zdążył już zwolnić dwóch pracowników za niewielkie błędy, na które najczęściej przymykał oko. Sytuacja jest niezwykle frustrująca.

19 lipca 2013

Na naszym małym interwencyjnym oddziale została umieszczona H. Nie widziałam tego zdarzenia, jednak plotki na moim sektorze rozprzestrzeniają się z niezwykłą prędkością. Tłumaczyłoby to zatem ostatnie wybuchy złości kierownika. Myślę, że zdołam zajrzeć na oddział jeszcze dzisiaj.

Jestem po rozmowie z profesorem K. Ze łzami w oczach wytłumaczył mi całą sytuację i błagał o zachowanie dyskrecji. Zaskoczona jego nagłym przypływem zaufania spytałam, czemu akurat moją osobę informuje o obecnym stanie rzeczy. Okazuje się, że mała 6 dni temu zaczęła mocno gorączkować i po raz pierwszy w życiu pojawił się u niej łupież. Na początku zbagatelizowano problem, używając leków zbijających gorączkę i szampony zwalczające najbardziej oporny łupież. Ze względu na niezwykłą troskę, jaką została otoczona, można przypuszczać, że wszystko powinno wrócić do normy w przeciągu nocy. Niestety, gorączka ustąpiła wymiotom i krwistym biegunkom, a złuszczająca się skóra głowy zaczęła wydzielać nieprzyjemny, stęchły zapach. Z każdym kolejnym dniem, stan się pogarszał. H. zaczęła nerwowo rozdrapywać skórę głowy, powodując poranienia i wyzwalając jeszcze większe podrażnienia i uczucie swędzenia. Od samego początku, majacząc w łóżku, mamrotała moje imię i domagała się diagnozy oraz leczenia z mojej strony. Profesor na początku pomyślał, że to efekt majaków, jednak dziewczynka była na tyle uparta, że w końcu przywiózł ją na nasz oddział. On myśli, że H. za mną przepada i dlatego o mnie pytała.

Podejrzewam, że owe strącone sprzed kilku dni próbki mogły w jakiś sposób zarazić 13-latkę, choć wydaje się to mało prawdopodobne, zważywszy na fakt, że dotknęła je jedynie kolanem. Jednak samo zdarzenie jest niezwykle fascynujące i zamierzam jak najszybciej przeprowadzić serię badań.

20 lipca 2013

Nadal zajmuje się sprawą H. Jej stan uległ znacznemu pogorszeniu. Rany zaczęły się pogłębiać i gnić. Codziennie rano ściągam jej strzykawką ponad 0,5 litra ropy i krwi. Za zgodą ojca w sprawę wtajemniczono dwie dodatkowe osoby- dwóch mężczyzn, wyręczających mnie w przytrzymywaniu i krępowaniu chorej. Zostaliśmy zmuszeni do przykucia jej do łóżka ze względu na jej obsesyjne rozdrapywanie ran. Ilość zamawianych leków uspokajających zaczyna przyciągać podejrzenia działu farmaceutycznego. Profesor powiedział, że dopóki zajmuje się badaniem i szukaniem właściwego leczenia jego córki, nie powinnam się niczym innym przejmować. Niestety, jak narazie, bazuje na obserwacjach i analizie wycinków badanych pod mikroskopem. Wygląda na to, że grzyb Malassezia wywołujący łupież zwykły zmutował z innym, nieznanym mi gatunkiem grzyba. Znajomy nie ma pojęcia, czym była druga próbka, dlatego też nazwał ją „intrygującą”. Poza wieloma objawami ogólnoustrojowymi zmutowany patogen zachowuje się niezwykle agresywnie jak na jakikolwiek znany mi dotąd gatunek grzybicy ludzkiej. To może być wielkie odkrycie.

23 lipca

Dzisiejszego ranka H. wydostała się ze skrępowania i zaczęła szaleńczo zdzierać skórę z głowy. Niekompetencja moich współpracowników spowodowała, że dziewczyna została sama na dosłownie 15 minut. Nagranie z kamery przemysłowej ukazuje, że chora wyrwała sobie włosy, wbiła paznokcie w poranioną tkankę i przeorała nimi całą głowę, co sprawiło jej ulgę i nieopisaną przyjemność wymalowaną na twarzy. Mogłabym przysiąc, że dostrzegłam błysk czaszki…

Po sprowadzeniu z niezasłużonej przerwy pracowników siedzę na miejscu obserwacyjnym i sporządzam notatki dla profesora. Ze skupienia wyrwał mnie przeciągły niski ryk. O mój Boże. To nie może być prawda, to nie jest możliwe. Opiszę, co się dzieje. Mianowicie H. obezwładniła, a właściwie rozszarpała pracowników… Na podłodze leży okrwawiona ręczna piła do cięcia kości. Dziewczyna pozbyła się ciemieniowej części własnej czaszki. Jak to w ogóle jest możliwe?! Wygląda na to, że grzyb jakimś cudem zmusił ją do otworzenia czaszki, aby miał łatwiejszy dostęp do systemu nerwowego. To jest niesamowite. Muszę ją jakoś powstrzymać… Jeśli uda mi się pobrać próbkę z obecnego stadium patogenu to nagrodę Nobla mam w banku!

Włączyły się syreny alarmowe i rozpoczęła się ewakuacja. Spuściłam z niej wzrok jedynie na moment. Próbuje ją namierzyć… ona zniknęła!

<w tle słychać przeciągły ryk>

Proszę… nie, błagam. NIE ZBLIŻAJ SIĘ, TY KREATURO! Jak śmiesz mnie dotykać?! Ostrzegam cię, ani kroku daaa… <słychać krzyk i łomot. Po chwili nagranie rejestruje ciche odgłosy mlaskania i pomruk zadowolenia>

Skrypt kończy się w tym miejscu. W materiale dowodowym znajdują się również notatki i wspomniane wcześniej nagrania z kamery przemysłowej. Wszelkie próbki zostały zniszczone 23 lipca prawdopodobnie podczas wtargnięcia nosicielki do miejsca obserwacyjnego profesora A. Ostatnie ujęcie chorej z kamery przemysłowej: osobnik kierował się w kierunku wyjścia, powłócząc nogami i kołysząc głową z prawej na lewą stronę. Żaden pracownik nie uszedł z życiem. Na chwilę obecną położenie podejrzanej pozostaje nieznane. Dokonano dokładnych oględzin placówki. Ze względu na wysokie prawdopodobieństwo zakażenia budynek został odpowiednio wyizolowany i poddany kwarantannie na czas śledztwa.

Ostatni dowód w sprawie H.

Krwisty napis na ścianie: „W górę…”

Fotografia wczesnego stadium H. znaleziona w notatkach profesor A.

19 LIPCA 2013

http://imageshack.us/a/img20/1992/file2l.jpg

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Bardzo fajne opowiadanie ☺
Odpowiedz
Ona ją zjadła ??? I o co chodzilo z tym napisem w gore???
Odpowiedz
Co jest na zdjęciu, bo boję się zajrzeć? Swoją drugą ja zabiłabym smarkulę.
Odpowiedz
NIezła historia, rozumiem, ze teraz nastała moda na tego grzyba przejmującego kontrole nad ofiarą?
Odpowiedz
http://www.yorek.pl/viewtopic.php?f=5&p=47527 pozdrawiam ; dd Ale historia dobra; )
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje