Historia

Trudno poznać kogoś w ciemności

maraard 14 10 lat temu 9 097 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Witajcie :)

Łapcie moje nowe opowiadanie. Mam nadzieję, że się spodoba ;)

Bawiliście się kiedyś w chowanego po ciemku? Jak się pewnie domyślacie, zabawa polega na chowaniu się, ale w ciemności. Najlepiej bawi się w to w piwnicy, bo zawsze, bez względu na porę dnia, jest tam ciemno.

Dorastałem na blokach, co wiązało się z mnóstwem piwnic i z mnóstwem dzieciaków. Nie było więc nudno. Najbardziej lubiliśmy… Zgadnijcie. Na pewno wiecie. Każdy lubił uczucie adrenaliny, gdy otaczała nas ciemność. Każdy z nas czuł się wtedy jakoś inaczej… Naturalnie najgorzej miała osoba, która schodziła i szukała reszty. Jako dzieciaki lubiliśmy opowieści o duchach, a w tamtym czasie bardzo jaraliśmy się Emily Rose. Chyba każdy ją zna, wiec nie muszę przedstawiać jej historii. Przez to wszystko, gdy schodziło się do piwnic, to niemal czuło się czyjś dotyk na ramieniu, czyjś oddech na szyi. Może to dziwne, że się w to bawiliśmy, ale każdy, w świetle dnia, chciał być macho. Udawaliśmy, że wcale się nie boimy schodząc po schodach w ciemność, choć w rzeczywistości mieliśmy „pełne gacie”.

Mieliśmy wtedy po 10-11 lat. Teraz mam 17 i nadal lubię się w to bawić. Zaraziłem tą zabawą moją małą siostrę. Ma 6 lat, ale wcale nie boi się ciemności. Albo, jak jej brat, lubi udawać. Bawiliśmy się w to często. Mieszkamy z matką, ale ona nie potrafi znaleźć dobrej kryjówki, więc zawsze szuka. Mieszkamy na parterze, więc pomyślałem, że zrobię jej głupi żart. Otwarłem okno i odchyliłem zasłonę, żeby wyglądało, że wyszliśmy przez nie. Potem wziąłem siostrę za rękę i poszedłem do przedpokoju. Odchyliłem trochę sofę stojącą przy ścianie.

- Wejdziesz tam? Zaraz do ciebie przyjdę, ale muszę najpierw zgasić światło w pokoju – uśmiechnąłem się do niej.

- Boję się.

- Przecież zaraz przyjdę. Zgaszę tylko światło. Weź telefon i czekaj na mnie. Tylko bądź cicho, bo nas usłyszy.

- Ale szybko – miała dziwną minę.

- Już zaraz będę, ok?

- Dobra.

Weszła za sofę. Szybko zgasiłem światło w pokoju i poszedłem zgasić światło w holu. W pomieszczeniu zapadła ciemność. Zaświeciłem telefon i poszedłem schować się za sofę. Było cicho, nawet sąsiedzi na górze nie hałasowali. Przynajmniej przez chwilę. Poświeciłem w lukę miedzy ścianą, a sofą i zobaczyłem moją siostrzyczkę, jak siedzi na samym jej końcu. Szybko wsunąłem się do środka i już zaraz byłem obok niej.

- Krzyczeć „już”? – wyszeptałem.

- Tak – humor wyraźnie się jej poprawił.

- Dobra to gaś telefon.

Gdy tylko znaleźliśmy się w całkowitej ciemności, zawołałem. Teraz już mogliśmy tylko słuchać, jak wchodzi przez drzwi frontowe, zamyka je i zaczyna wolno iść przed siebie. Zawsze coś gadała. Zawsze. Nie było zabawy, w której nie powiedziała ani raz zdania w stylu: „gdzie są te moje robaczki?”. Teraz jednak było słychać tylko jej kroki. Jej kroki i oddech. W sumie to pomyślałem, że może w końcu przestała z tymi robaczkami. Ale i tak czułem się zaniepokojony. Ludzie nie zmieniają przyzwyczajeń w jednej chwili.

Jej kroki dochodziły z kuchni, gdy mała zachichotała. Serce podeszło mi do gardła. Sam nie wiem dlaczego, bo wciąż myślałem, że to matka jest w kuchni. To jak instynkt, wiedziałem, że coś jest nie tak. Szybko uciszyłem siostrę, choć byłem już pewny, że i tak została usłyszana. Było tak cicho. Nie dało się tego przeoczyć.

Usłyszałem kroki obok sofy. Trzymałem rękę na ustach mojej siostry, żeby nie wydała żadnego dźwięku. Pochyliliśmy się maksymalnie. Sprężyny jęknęły głośno, poczułem jak ręce młócą powietrze nad nami. Na mojej szyi pojawiły się dreszcze, skóra się naprężyła. Poczułem ukłucie zimna. Ręce cofnęły się. Wszystko minęło. Kroki oddaliły się do pokoju. Mała trzęsła się w moich ramionach, ale nie odważyła się wydać żadnego dźwięku. Nigdy nie byłem wdzięczny za nic, jak za to, że sparaliżował ją wtedy strach.

- Robaczki, gdzie są moje robaczki?

Ciszę przebił głos. Dewiza mojej matki została wypowiedziana jej głosem. Uspokoiłem się. Ale mała wciąż się trzęsła. Chyba nawet bardziej. Znowu usłyszałem kroki. Tym razem weszła do łazienki. Łazienka znajdowała się bardzo blisko sofy. Gdy przechodziła obok nas, znowu poczułem, jak strach zaciska na mnie swoje łapy. Teraz już naprawdę siebie nie rozumiałem. Przecież usłyszałem jej głos. I nawet mówiła to co zawsze. Mała zaczęła się trząść jeszcze bardziej.

Usłyszałem jak matka otwiera kabinę prysznicową. Po chwili wyszła z łazienki i znowu poszła do kuchni. Minęła dosłownie chwilka, a kroki słyszałem już w pokoju. Byłem pewien, że szuka nas gdzieś tam. Chodziła i chodziła, ale nie odezwała się ani słowem. Nie słyszałem też, aby podnosiła kołdrę, przesuwała coś. Było słychać tylko kroki.

- Już się schowaliście?

Mało nie krzyknąłem ze strachu. Głos matki dochodził zza drzwi frontowych. Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Po prostu odjęło mi mowę. Mała zaczęła tak skakać, że jej kolana szurały o sofę. Robiła dużo hałasu. W oczach miała łzy. Pełno łez. Strach targnął mną. Poczułem się jakby ktoś strzelił mnie w twarz.

- Mamo – krzyknąłem przerażony do tego stopnia, że nie poznałem własnego głosu – mamo !!!

Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Słyszałem, jak drzwi się otwierają, a potem oślepił mnie blask włączanego światła. Mała leżała na mnie. Zemdlała.

- Co się dzieje?!? Gdzie jesteście?!?

Krzyki matki było pewnie słychać w całym bloku. Ja jednak nie zdołałem odpowiedzieć. Odpłynąłem.

Otwarłem oczy. Było jasno. Widziałem promienie słońca przebijające się przez zasłony. Wstałem ze swojego łóżka. Mała spała jeszcze na swoim. Szukałem matki. Siedziała w kuchni.

- Co się wczoraj działo? Dlaczego leżeliście za sofą? Dlaczego okno było otwarte?

Tyle pytań. Głowa bolała mnie tak, jakbym wypił bardzo dużo alkoholu. Zdołałem jednak opowiedzieć jej wszystko. Miałem szczęście, że otwarłem to okno. Ten ktoś musiał przez nie wyskoczyć, gdy weszła do mieszkania.

- Popatrz na ścianę – poleciła, a w jej głosie nie wyczułem niczego dobrego.

Na ścianie pojawiła się plama. Wyglądała jak cień. Tyle, że cień człowieka, który jest pusty w środku. To był cień konturów. Wyglądało to tak, jakby ktoś malował ludzika, ale zapomniał dorysować mu bluzeczki. Chodzi mi o rysunki dzieciaków w podstawówce. Wyglądało to dokładnie tak samo. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Dlaczego to coś się tu pojawiło? Dlaczego wygląda tak dziwnie? Nie miałem siły, by myśleć o czymkolwiek, a już na pewno nie o tym. Może się wam to wydać dziwne, ale poszedłem pod prysznic. Wszedłem pod ciepłe strugi wody i od razu się zrelaksowałem. Po kilku minutach wytarłem się i ubrałem. Już miałem wychodzić, gdy na płytkach zauważyłem odcisk stopy.

Była za mała jak na moją, a za duża na stopy matki, a zwłaszcza siostry.

Wszystkie odczucia strachu z poprzedniej nocy nagle wróciły. Mało się nie porzygałem. Brzuch zaczął mnie boleć, a serce znowu podeszło mi do gardła. Zdałem sobie sprawę, że zrobiło się cicho. Cicho jak wczoraj.

Nigdy się nie zamykałem, bo w dzieciństwie zaciąłem się w łazience. Trauma pozostała. Nie mogłem się ruszyć. Popatrzyłem na drzwi i zobaczyłem, że zasuwka powoli wędruje w kierunku wgłębienia w futrynie. Nie byłem w stanie wydobyć z siebie nawet najcichszego dźwięku, choć całym sercem pragnąłem krzyczeć.

Zgasło światło. Teraz już nie wytrzymałem. Z moich ust wyleciała fontanna wymiocin. Nie mogłem się nawet schylić. Połowa tego co wyleciało, poleciała na mnie. Nie przejmowałem się tym. Martwiłem się tylko ciszą. Ciszą i pustka wokół mnie. Nie myślałem o niczym więcej.

Usłyszałem kroki. Kroki i oddech. Ten sam. Nie mogłem się ruszyć. To coś było coraz bliżej. Z całej siły spróbowałem się poruszyć. Nic z tego. Poczułem oddech na szyi. Straciłem grunt pod nogami, ale nie mogłem się wywrócić. Stałem w miejscu. Nic się nie działo.

Nagle usłyszałem, jak ktoś dobija się do drzwi. W jednej chwili światło znowu powróciło. Oślepiło mnie, jak wczoraj. Tym razem jednak nie zemdlałem.

Matka, siostra oraz połowa sąsiadów, po wyłamaniu drzwi od łazienki, znaleźli mnie stojącego na środku pomieszczenia. Stojącego całego w wymiocinach i z siną szyją.

Od tamtej pory panicznie boję się ciszy i ciemności. Gdy idę pod prysznic zawsze każę komuś głośno gadać, a gdy mają mnie już dość lub gdy jestem sam w domu, po prostu włączam radio. Nie mam pojęcia co zdarzyło mi się w łazience i korytarzu. Od tego wydarzenia minęło już kilkanaście lat i jakoś nie ciągnie mnie do rozwiązania tej zagadki.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

ja w nocy mam włączona lampkę bo inaczej nie zasnę a co do hostori to superaśna
Odpowiedz
Ja też bawiłam się w chowanego po ciemku:D Tylko nie wiem dlaczego trzeba było zamykać dodatkowo oczy...
Odpowiedz
Super :)
Odpowiedz
Super
Odpowiedz
Najlepsze jest to, iż ja boję się i nienawidzę ciszy. Dlatego nawet w nocy kiedy śpię muszę mieć włączone radio bo inaczej nie zasnę ;___; A to opowiadanie sprawiło, że boję się bardziej :C A opowiadanie niesamowite <3
Odpowiedz
Świetna historia :)
Odpowiedz
Podoba mi sie, ze wlasciwie nie wiadomo, co to bylo. Tym straszniej. Mozna sie tylko domyslac.
Odpowiedz
Kolejną część poproszę!
Odpowiedz
Aj, spodziewałam się innego zakończenia, bo opowieść świetna... chciałam się dowiedzieć, kim (czym) była osoba, która chodziła po domu, a jednocześnie straszyła w łazience... szkodaa.
Odpowiedz
Świetne.
Odpowiedz
10/10
Odpowiedz
Ooo ja Cie fajne to :)
Odpowiedz
Bardzo dobre
Odpowiedz
Niezłe, no rozwaliło mnie
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje