Historia

Koszmar

funnouth 5 9 lat temu 6 766 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Otworzyłem oczy i rozejrzałem się na tyle ile mogłem, a nie mogłem dużo. Ciasno otaczała mnie ścianka, bodajże kamienna. Od środka, gdzie się właśnie znajdowałem, wyglądało to na kopułę, którą ktoś mocno ścisnął. Nie było zbyt ciemno, spokojnie dało się dostrzec każdy kawałek ściany. Spojrzałem w dół. Jest! "Jaskinia" w której byłem schowany unosiła się jakieś ponad pół metra od ziemi. Szybko schyliłem się i zerknąłem na zewnątrz. Kolejne pomieszczenie. Ta cała kopułka znajdowała się w rogu niedużego pustego pokoju. Nie jestem pewien koloru ścian ale chyba były białe. Tak, brudne ale ich pierwotny kolor był bardzo jasny. W pomieszczeniu nie było okien. Spojrzałem w stronę wyjścia, gdzie dostrzegłem pełno ruchomych cieni. Sam głąb tego co tam było wydawał się bordowo-czerwony. Nie wiem czy znajdowała się tam dalsza część budynku ale nie miałem zamiaru stąd wychodzić. Przynajmniej dopóki nie ogarnę w pełni sytuacji, w której się znajdowałem. Ale szczerze... to nie był jedyny powód. Te cienie mnie niepokoiły. Nie były ludzkie. Odsunąłem się i oparłem o ścianę. Ah, chyba nie wspomniałem wcześniej, że w całym pomieszczeniu panował półmrok. Przez to jeszcze bardziej odczuwałem stres. Nie lubię ciemnych pomieszczeń, szczególnie mi nieznajomych. A gdy jestem sam to od każdego dźwięku nie spowodowanego przeze mnie serce zaczyna mi walić jak szalone. Taki efekt słabej psychiki zmieszanej z, że tak to określę, nałogowym penetrowaniem strony Azera z creepypastami oraz sadistica. Eh, jeżeli liczyłem na to, że coś w tamtej chwili wymyślę to tylko siebie okłamywałem. Nie potrafię w takich sytuacjach wymyślić cokolwiek sensownego co mogłoby mnie uratować. Chociaż... jedna rzecz wpadła mi na myśl. Zakapowałem, że czuję się jak w grze. Dosłownie. Nie wiem jak ale po prostu czułem to, jakbym był w Amnesii czy czymś podobnym. Powiedziałem sobie, że musi coś w tym być. Schyliłem się ponownie. Kurwa! Czemu ja to zrobiłem? Szybko sunąłem się do tyłu jak najbardziej mogłem. Coś szło powoli w moją stronę. Nie przyjrzałem się dokładnie ale widziałem, że było lekko zgarbione. Osiągało mój wzrost czyli jakieś 168cm. Miałem wrażenie, że serce mi niedługo wysiądzie. To nie miało gęby a skóra była jakaś zdeformowana. "Nie, to nie przejdzie tutaj. To nie może się schylić. Nic mi nie będzie. Nic mi nie będzie" powtarzałem sobie nerwowo. Myliłem się. To coś wyciągało do mnie łapy! Chciało złapać mnie za nogę. Zauważyłem, że w jednej ręce trzymało niewielką strzykawkę z pomarańczowym płynem. Nawet nie chciało mi się myśleć co w tym jest. Zastanawiałem się co zrobić ale jak zwykle w poważnych sytuacjach pustka przewiewała przez mózg. "Jestem debilem. Już po mnie" przeklnąłem siebie w duchu, kopnąłem zmorę i sprintem wyczołgałem się z pod bariery. Kuźwa! Było ich więcej. Trzy, może cztery. Nie wiedziałem co robić i na dodatek chyba zlałem się w gacie. Bezmyślnie chwyciłem za łapę jednego potwora i wyrwałem mu strzykawkę. Tak, każdy ją miał. A właściwie chyba każda. Coś do mnie dotarło. Te stwory wyglądały na a'la pielęgniarki z Silent Hill'a. Próbowaliście kiedyś połączyć myślami Amnesię i Silent Hill? Wyszłaby z tego niezła horror bomba. A co mogłoby być straszniejsze od takiej gry? Sytuacja rzeczywista. I ja właśnie tego doświadczałem. Jestem pewien, że większość z was zesrałaby się już ze strachu. Sam wtedy prawie to zrobiłem. "Czemu nie mam tyle odwagi żeby dać się poćwiartować na miejscu!?" wykrzyczałem do siebie robiąc unik przed dźgnięciem w prawe ramię i wbijając strzykawkę w plecy zmory, której ją zabrałem. Dźgałem nią stwora do czasu przelania w ciało całego płynu. W tym czasie czułem jak coś próbuje szarpnąć mnie za drugą rękę. Moja "ofiara" padła momentalnie trupem. Mdliło mnie na samą myśl o tym w jakiej sytuacji jestem i przed czym próbuję się, pewnie bez powodzenia, uchronić. Poczułem niewyobrażalny ból począwszy od kręgosłupa, przeplatający się przez całe ciało. Ciemność. Widziałem ciemność. W głowie usłyszałem ciche "game over".

Otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Nie no, kurwa nie! Znajdowałem się w tym samym miejscu co na początku. Zacząłem płakać, zalewałem się łzami. Krzyki, słyszałem te potworne krzyki. Coraz głośniej. Wyczołgałem się ponownie z pod kopułki, i tak nie mogła mnie uchronić. One znów do mnie szły a ja nie potrafiłem uciekać! Nawet nie to, że torowały przejście ale czułem, że nie mogę stąd wyjść i to nawet nic nie da. Szczerze, nie były jakoś specjalnie silne czy szybkie, wręcz przeciwnie, poruszały się dość wolno ale to i tak nie pomagało. Pomieszczenie nie było na tyle duże ażebym mógł odbiec w jakieś miejsce pokoju i jakkolwiek się przygotować do ataku. Nie miałem czasu. Kopnąłem mocno jedną zmorę i pchnąłem na drugą. Rzuciłem się na kolejną będącą najbliżej mnie i szarpałem nią, trzaskałem jej głową o podłoże. W pewnym momencie walnąłem tak mocno, że krew rozbryzgała się po ziemi. Czyżbym ją zabił? Nie mogłem myśleć, musiałem działać. Rzuciłem się na kolejną. Zadrapała mnie w twarz mocno, miałem wrażenie, iż wyrwie mi oko. Zacisnąłem dłoń na jej szyi i dusiłem ją. Z powodu bólu rozprowadzającego się od oka przez całą twarz, odreagowując zacisnąłem palce tak, że wbiły się głęboko w skórę. Zerknąłem za siebie. Zajebiście! Tej z roztrzaskanym łbem nie było na swoim miejscu. Odwróciłem się z powrotem. "Pielęgniarki" stały przy mnie na wyciągnięcie ręki. "Gdzieś was mam!" wykrzyczałem w ich stronę i sięgnąłem po strzykawkę tej dziwki, w której szyi tkwiła moja dłoń, i której łapy drapały moją rękę. Nie zważając na okropny ból z każdej strony (pozostałe stwory już się do mnie dobierały) wbiłem strzykawkę w jej łeb i wcisnąłem płyn. Nie wiem czy ogłuchłem ale nic nie słyszałem. I Znów ciemność...

Otworzyłem oczy. "To jakaś paranoja!!" wywrzeszczałem. Nie wierzyłem, nie mogłem uwierzyć. To samo miejsce, ta sama sytuacja. Czułem pulsujący ból w głowie, moje ciało trzęsło się jakbym siedział nagi w śniegu w wielki mróz. Czułem, że one już są przy wejściu i idą po mnie. Nie wytrzymałem i zwymiotowałem ze stresu. Skuliłem się przy ścianie. Te okropne, brudne łapy z poszarpaną skórą sięgały już po mnie. Jedna chwyciła mnie za nogę i zaczęła ciągnąć. Nie chciałem umierać ale zrozumiałem jedno. Nie ważne ile będę walczył, dopóki nie dam się zajebać to ten koszmar się nie skończy. Wyczołgały mnie. Całego obrzyganego, obsmarkanego, mokrego od łez. Zaczęły szarpać mnie jak wygłodniały pies kawałek świeżego mięsa. Ostatni ból jaki mogłem odróżnić i jaki poczułem to ból rozszarpującego odbytu...

Obudziłem się w swoim łóżku cały zlany potem i z sercem bijącym tak mocno, że chyba zaraz miało wybuchnąć. Rozejrzałem się w okół. Coś śmierdziało. Spojrzałem na pościel. Musiałem przez sen zwymiotować. Ledwo otrząśnięty wygrzebałem się z łóżka i pierwsze co zrobiłem to skierowałem się do pokoju rodziców. Myślałem wtedy, że to głupie, przecież to był tylko koszmar, no ale... na wszelki wypadek chciałem się upewnić, że nic im nie jest. Otworzyłem drzwi i zamurowało mnie. Ich ciała leżały na łóżku świeżo zmasakrowane i splątane swoimi flakami. Krew była wszędzie. Znów zwymiotowałem. Upadłem na kolana. Z pod łóżka sięgała po mnie łapa trzymająca strzykawkę z pomarańczowym płynem.

__________________________________

Taka ciekawostka: ostatni akapit jest wymyślony, a reszta to rzeczywisty koszmar, który mi się przyśnił.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zebrał się jeszcze xD
Odpowiedz
Fajne 8/10
Odpowiedz
Ból rozszarpującego odbytu?xD
Odpowiedz
A mi się bardziej podoba koniec, trochę słabo piszesz..
Odpowiedz
toche zwalieś koniec, ale nie jest źle
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje