Historia

When Rain Comes

białadama 4 5 lat temu 6 310 odsłon Czas czytania: ~1 minuta

Zaczyna się spokojnie, deszcz delikatnie spada jak dziecięce łzy. Jest rzeczą smutną, ale nie tak niezwykłą i w pewnym sensie zdrową. Wiatr lekko powiewa, czule pieszcząc Twoją twarz. To nie potrwa długo, ale jest przyjemne, nieprawdaż?

Na początku było ich dwoje, wiedzieli oni czym jest miłość.

Deszcz pada mocniej, już nie delikatny płacz dziecka, lecz także nie są to namiętne łzy osoby dorosłej rozpaczakącek po utracie swojej miłości. To jest coś pomiędzy. Wiatr porywa Twoje włosy, ktore opadają na twarz. Przemawia, w sposób w jaki wiatr może przemawiać, delikatny jęk, póki co nic więcej.

Czas mijał, a dwójka wydała na świat czworo dzieci. Dzieci wychowywały się, rosły. Tysiące, później miliony.

Deszcz się nie zmienił. Nie pada mocniej, ale w oddali słychać słaby, toczący się grzmot i błysk jasnego światła. Wiatr je nawołuje, zbierają się chmury.

Para nie była mężczyzną i kobietą, lecz czymś podobnym. Przez cały ten czas dorastali oddzielnie, więc ich dzieci cierpiały. Ona nie była z Nim szczęśliwa, ale nie mogła Go opuścić.

Deszcz rozpadał się na dobre. Jeżeli dotąd nie byłeś mokry, to teraz jesteś. Jęk wiatru zmienił się w wycie, a błyskawice zaczynają się zbliżać. Powietrze jest naładowane możliwościami.

Ona je kochała, ale były jakby barierą dla Niego. Czymś, co spowodowało, że chłód pomiędzy nimi rosnął. Pewnie dlatego nie powiedziała ani słowa, gdy się Go pozbyły.

Burza jest burzą w pełnym tego słowa znaczeniu. Deszcz wręcz powoduje ból gdy uderza o powierzchnię Twojej skóry. Woda cieknie z Twoich włosów. Wycie wiatru przebija Twoje ubrania, szukając jakiejkolwiek szczeliny i przenikając przez nią, jakby chciał spróbować Twojego ciepła. Powinieneś znaleźć jakieś schronienie, lecz coś się za chwilę wydarzy.

Pokolenie za pokoleniem rosło, żyło i umierało. Zapomnieli Jej i Jego imion. Ona wciąż z nimi była, kochali ją na swój sposób, lecz o Nim zapomnieli na dobre. Oglądał z daleka, nie mogąc jej dotknąć. Czasami tylko dawał o sobie znać.

Błyskawice są już naprawde blisko, rozświetlając całe niebo. Grzmoty roznoszą się przez minutę lub więcej po każdym błysku. Powinno być zimno, prawda? Wiatr jest silny a deszcz wręcz dziki, zacięty, ale nie odczuwasz zimna. Otacza Cię energia.

Na jego tysiącletnim więzieniu utworzyła się szczelina. On to czuje i z wielką furią próbuje się uwolnić. Szczelina powiększa się.

Stoisz tu, po cichu gapiąc się na cały tą szał, podczas gdy błyskawice otwierają niebiańską kryptę. Smugi światła wiszą w powietrzu. Coś się zbliża.

On czuje wolność, idzie ku niej; wkrótce ponownie będzie ze swą wybranką.

On się zbliża.

Jest wściekły.

tłumaczenie: SushieEz

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Białadama weź napisz coś!
Odpowiedz
Trochę poezji nie zaszkodzi ;)
Odpowiedz
Cudowne.
Odpowiedz
Wow, piękne.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje