Pięc Dni. Pięć Nocy.

Dodane przez: rivettheemperor, 17.09.2013, 15:04
Reklama:

Autor: Scheller

Tłumaczenie: CierpnacaSkora AKA RivetTheEmperor

Lachlan był podekscytowany przez pierwsze cztery dni. W piątek, piątego dnia, gdy wrócił z podstawówki z ubrudzonymi kolanami, nie był podekscytowany. Był w stanie euforii.

Byłem w swoim biurze, pisząc ostatnie formułki w kolejnym projekcie badawczym.

-Taaato!

-Hej!

-Tato! Tato! Tato!

-Oho, ktoś tu jest wesoły. Dobrze bawiłeś się w szkole?

-Szkoła jest super!

-To świetnie!

-I mam mnóstwo przyjaciół!

-Pewnie, że masz.

-Patrz!

Wyciągnął swoją małą, brudną dłoń w moim kierunku.

-Skaleczyłeś się?

-Nie.

-To wygląda jak skaleczenie.

-To telezman.

-Co?

-Telezman.

-Talizman?

Lachlan uśmiechnął się szeroko.

-Tal-iz-man.

-Och.

-Podoba ci się?

Przyciągnąłem jego dłoń bliżej do siebie.

Perfekcyjny okrąg, wycięty w jego skórze z małą kratką w środku. Kratka była silnie czerwona. To nie było skaleczenie, to była silna czerwień rany w jego ciele.

-Zrobiłeś to specjalnie?

-Nie. Moi przyjaciele to zrobili.

-Twoi przyjaciele to zrobili?

-Tak.

-Zrobili to celowo?

-Oczywiście. Oni wszyscy mają coś takiego.

-Lachlan, czy ci przyjaciele są starsi od ciebie.

Lachlan przytaknął kiwnięciem głowy.

Zrobił krok do tyłu, ale wciąż trzymałem jego dłoń.

-A czy oni chodzą do twojej szkoły?

Przytaknął kiwnięciem głowy.

-A znasz ich imiona?

-Potrząsnął przecząco głową.

-Nie znasz ich imion?

-Oni nie mają imion.

-Och. - powiedziałem - Ale oni są w twojej klasie, tak?

-Nie.

-Ale są w twojej szkole.

-Przytaknął kiwnięciem głowy.

-A kiedy cię skaleczyli?

-Na pierwszej przerwie.

-Pierwszej przerwie?

Lachlan uśmiechnął się.

-Zrobili to mi i Nichole.

Wziąłem swoją komórkę ze stołu.

-Lachlan, ile oni mieli lat?

-Nie wiem.

-Jak wysocy byli?

-Niżsi od ciebie.

-Niżsi?

-Tylko trochę.

-A jak wyglądali?

-Nie wiem. Byli bardzo bladzi.

-Bladzi?

-Bardzo bladzi.

Przewijałem palcami listę numerów.

-A gdzie ci oni to zrobili?

-Na mojej dłoni.

-Nie, mam na myśli gdzie byłeś, gdy zrobili to coś na twojej dłoni?

Lachlan przestał mówic. Przechylił swoją głowę na bok.

-Gdzie byłeś, Lachlan?

-Na dole.

-Na dole? W piwnicy?

- Nie - powiedział - bardziej na dole.

Mój palec wskazujący natrafił na nazwisko wychowawcy klasy. Zapytałem go czy w klasie Lachlana jest dziewczynka o imieniu Nichole. Nauczyciel odpowiedział, że tak. Powiedziałem mu, żeby przyszedł do szkoły i zadzwonił do rodziców ów dziewczynki.

Potem zadzwoniłem na policję.

Gdy przybyliśmy, Pani Bullen kłóciła się już z policjantami.

-Coś takiego nie mogło się stać - powiedziała - Starsze dzieci po prostu nie mogą tam wchodzić.

Podeszliśmy do nich. Lachlan się bał. Podniosłem go, zdjąłem opatrunek i pokazałem jego dłoń pani Bullen i oficerom policji.

-Lachlan powiedział, że jakieś dzieci mu to zrobiły.

-Mój Boże - rzekła pani Bullen.

-Nie - powiedział Lachlan - To zrobili moi przyjaciele!

Jeden z policjantów pochylił się, żeby przyjrzeć się dłoni Lachlana.

-Twoi przyjaciele? - zapytał.

-Tak. Oprowadzili mnie po szkole. Nicholę też!

-Byli starsi od ciebie? -spytał policjant.

Lachlan przytaknął.

-I jesteś pewien, że byli w szkole?

Przytaknął ponownie.

Matka z małą blondwłosą dziewczynką weszła przez drzwi.

Lachlan pomachał ręką, a następnie próbował zejść na ziemię.

-Nichole! Nichole! Też im pokaż!

-Nichole przestała iść. Cofnęła się o kilka kroków, ale jej matka podniosła ją.

-Co ma pokazać? - zapytała matka.

-Ta-liz-man - powiedział Lachlan.

“Nichole! Nichole! Show them too!”

Nichole potrząsneła głową.

-Jaki talizman? - zapytała jej matka.

Lachlan wyszczerzył zęby w uśmiechu.

-Na jej dłoni! Też to mam!

Kolor uciekł z twarzy pani Bullen, gdy patrzyła ona na małą czerwoną ranę na lewej dłoni dziewczynki. Okrą otaczający czworokątną ranę.

Policjanci poprosili woźnego, aby zabezpieczył wszystkie nagrania z kamer. Potem poprosili Lachlana i Nichole, żeby pokazli im gdzie poznali swoich "przyjaciół".

-Na dole - powiedział Lachlan.

-W piwnicy - dodała Nichole.

-Nie, nie w piwnicy. - stwierdził Lachlan. -Niżej.

-Wcale nie. - powiedziała Nichole.

-Ale było ciemniej - rzekł Lachlan.

Nichole przytaknęła.

-Było bardzo ciemno - powiedziała - Ale nie bolało.

Ta dwójka zaprowadziła nas do schodów z tyłu szkoły.

-Te schody zazwyczaj są zamknięte - powiedziała pani Bullen.

Oficerowie policji wezwali wsparcie. Potem zeszli po schodach z nami. Powoli, gdy trzymałem Lachlana za rękę, a Nichole trzymała w ten sposób dłoń swojej matki, zeszliśmy do dołu, w ciemność. Pani Bullen znalazła włącznik światła. Jasne światło sprawiło, że korytarz pwrócił do życia.

Drzwi były zamknięte po obu stronach korytarza. Jedno po drugim, policjanci otwierali drzwi, włączali światło i przeszukiwali pokoje. Druga para policjantów podeszła do nas w momencie, gdy okazało się, że połowa pokoi była pusta.

-To nie tutaj - powiedział Lachlan - za dużo tu światła.

-I jest za zimno - dodała Nichole.

-Tak - powiedział Lachlan - Wtedy było bardzo ciepło.

-Byli naprawdę straszni.

-Nie - rzekł Lachlan - Byli naprawdę mili.

-Byli bardzo bladzi.

Lachlan przytaknął skinięciem głowy.

-Oraz - zaczęła Nichole - nie mieli nosów.

-Mieli nosy! -odparł Lachlan - Po prostu były płaskie.

-I nie mieli ust - powiedziała Nichole.

-Nie - powiedział Lachlan- To były tylko ich maski.

-Nosili maski? - zapytał policjant.

Lachlan uśmiechnął się

-Naprawdę fajne maski.

-Fajne?

-Straszne - powiedziała Nichole.

-Jak lekarze - powiedział Lachlan - ale większe i szare.

-I nie baliście się ich? - zapytałem.

Lachlan potrząsnął głową przecząco.

-Oni są naszymi przyjaciółmi. Zaczęli szkołę z nami!

-Byli tutaj przez cały czas? - zapytał policjant.

Nichole i Lachlan oboje przytaknęli.

Po tym jak wszystkie pokoje zostały przeszukane, policja przesłuchała Lachlana i Nichole ponownie.

Było ich trzech lub czterech. Biała cera, płaskie nosy, duże szare maski, które wyglądały jak mikrofony. Duże oczy lub okulary przeciwsłoneczne.

W ciągu tygodnia bawili się tylko z Nichole I Lachlanem, ale nie z żadnym innym dzieckiem.

Poprosili ich, żeby przyszli do powinicy, a potem, jak powiedział Lachlan, wszystko było czarne, a schody niespodziewanie skończyły się w ciemności, widział tylko ich blade ciała.

Potem, mężczyźni dali im talizmany.

-To było bardzo szybkie - powiedziała Nichole - Nie bolało.

Potem światło powróciło, a im powiedziano, żeby wybiegli stamtąd po schodach.

Tamtej nocy Lachlan zasnął w moim łóżku, objąłem go ramionami. On się nie bał. To ja tego potrzebowałem. Zamknąłem wszystkie okna i drzwi, sprawdziłem poddasze oraz każdą szafę. I wciąż, nawet, gdy drzwi do sypialni były zamknięte, nie mogłem zasnąć bez niego w swoich ramionach.

O 2:40 w nocy obudziłem się i niczego nie miałem w ramionach. Nie było go pod łóżkiem, ani pod szafą. Drzwi do sypialni wciąż były zamknięte od wewnątrz.

Zadzwoniłem na policję. Potem zadzwoniłem do matki Nichole, a w jej głosie było tyle samo paniki jak i w moim.

Przeszukałem cały dom i ogród, wykrzykując jego imię.

Wtem, ktoś do mnie zadzwonił.

Matka Nichole.

-Nie mogę w to uwierzyć - powiedziała - On jest tutaj.

Prawie 13 kilometrów stąd. Ale był tam, w zamkniętej sypialni, spał na górze dwupiętrowego łóżka obok Nichole, a siostra Nichole spała na dole.

Policja przeszukała oba nasze domy, ale nie znaleźli nic podejrzanego. Zabrałem go z tamtej szkoły i przez większość czasu byłem z nim w tym samym pokoju. W nocy przywiązywałem jego ramię do swojego jedwabną nicią. Następnie obejmowałem go.

Przez dwie noce wszystko było w porządku.

Trzeciej nocy obudziły mnie krzyki dziewczynki.

Nichole, ściśnięta między mną a Lalchanem.

Czwartej nocy obudziłem się, a go nie było.

Zadzwoniłem do matki Nichole, a ona pobiegła do sypialni Nichole.

Usłyszałem jak otwiera drzwi z trzaskiem.

Wykrzyknęła imię Nichole, ale to nie głos Nichole jej odpowiedział. Tylko jej siostry.

W tym momencie nasza dwójka, tak mi się wydaje, miała nerwowe załamanie. Przeszukałem cały dom znowu, krzycząc, a po drugiej stronie linii telefonicznej ona i starsza siostra Nichole chyba robiły to samo.

Potem po drugiej stronie linii były krzyki.

A potem zrobiło się cicho.

Policja pojawiła się na długo przede mną.

Drzwi były zamknięte, więc dzwonili do drzwi, długo i głośno.

Matka Nichole odpowiedziała. Powiedziała, że była w łóżku. Pozwoliła policjantom wejść do środka.

Razem weszli do sypialni dziewczynek.

Na dolnym łóżku znaleźli śpiącą, starszą siostrę Nichole.

Nichole i Lachlan byli na górnym łóżku.

Matka Nichole nie wiedziała jak Lachlan wszedł do jej domu.

Matka Nichole nie wiedziała też w jaki sposób dziwna rana znalazła się na jej dłoni. I dlaczego jej córki oraz Lachlan mieli taką samą ranę.

Nie pamiętała wizyty w szkole.

Nie pamiętała spotkania ze mną.

To już piąta noc.

Lachlan jest tuż obok mnie, jego ramię przywiązane do mojego.

Jego oczy są zamknięte, a jego oddech spokojny.

Ale ja nie mogę zasnąć.

Siedzę plecami do ściany, a ręką obejmuję go. Na kolanach trzymam laptopa, a kamera stoi po drugiej stronie pokoju.

Nie mogę zasnąć, bo zastanawiam się czemu ta rana na jego dłoni się nie goi.

Nie mogę zasnąć, bo zastanawiam się czy on zniknie i czy wróci.

I nie mogę zasnąć bo zastanawiam się czy będę pamiętał, że coś jest nie tak.

Czas na bezwsytną reklamę. Jeśli wam się podobało to polecam zajrzeć na mój jutubowy kanał.

www.youtube.com/user/CierpnacaSkora

Oceń:
11
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!