Historia

Zbiór krótkich opowiadań Breeda

breedovsky 7 9 lat temu 10 177 odsłon Czas czytania: ~10 minut

Autorem opowiadań jest Breed z Maniacy strachu http://fb.com/pages/Maniacy-strachu/129282840579923

I

Od pewnego czasu w drodze do pracy mijałem dziewczynkę w wieku mniej więcej 10 lat. Stała ona zawsze w tym samym miejscu, przed starym, zaniedbanym domem, lecz sama miała śnieżnobiałą sukienkę i czerwoną kokardkę na swoich szatynowych włosach. Przez pierwsze kilka dni rozczulała me serce, gdyż miała bardzo słodką twarzyczkę. Z czasem zacząłem zastanawiać się, co kryje się pod powłoką tej małej istoty. Aż pewnego dnia postanowiłem się zatrzymać i zapytać, co tu robi. Dziewczynka swoim wzrokiem przeszywała każdy centymetr mojego ciał, aż wypowiedziała: „Mamy ze sobą sporo wspólnego” Zapytałem o co chodzi, ale nie odpowiedziała mi. Odjechałem po dłuższej chwili i cały dzień rozmyślałem o tej dziewczynce. Nie mogłem się skupić w pracy, papierkowa robota przychodziła mi z wielkim trudem, a poza tym potworna migrena… Musiałem siedzieć dłużej w pracy Następnego dnia już jej nie było, zniknęło. Każdego ranka przez bity miesiąc wypatrywałem jej przejeżdżając przez tamtą uliczkę, niestety – bez skutku. Zapomniałem o niej całkowicie, kiedy to dopadł mnie potworny ból głowy, zemdlałem i obudziłem się w szpitalu. Odpowiednie badania – guz mózgu. Lekarze dali mi jednak 2 lata życia, być może uda mi się wyjść z tego, lecz po minie doktora… Nie miałem na co liczyć. Moja żona była załamana, chciała namówić mnie na leczenie, lecz ja… miałem trochę inne plany. Postanowiłem zrezygnować z pracy i przeżyć ostatnie 2 lata życia w spokoju, może w jakimś spokojnym miejscu. W drodze po moje rzeczy z biura stała tam ta dziewczynka. Zatrzymałem się i spojrzałem na uśmiechniętą (co było dziwne) młodą damę. Wykrzyknęła w moją stronę: „Widzisz, już za niedługo będziemy mieli jeszcze więcej wspólnego! Oboje będziemy martwi!” I uciekła do starego domu, prawdopodobnie to był jej. Zdziwiło mnie, że tyle wie. Przez chwilę zastanawiałem się czy to może omamy spowodowane moim mikserem w głowie, lecz postanowiłem sprawdzić, kto mieszka w tym domu. Zapukałem. Nikt nie otworzył, lecz jakiś facet z domu obok podszedł do mnie i wywiązał się między nami taki dialog: - Nikt tu nie mieszka. - Przed chwilą widziałem jak jedna dziewczynka tu wbiegła. - Jedyna dziewczynka, która tu mieszkała zginęła 15 lat temu. - Na co…? - To było dawno, lecz pamiętam, że to był nowotwór, mózgu, jeśli pamięć mnie nie myli. II

Dostałam zlecenie od swojego szefa. Miałam sprawdzić od środka jak działa pewna dziwna chińska fabryka, gdzieś na odludziu. Wszystkie źródła mówiły, że produkowała jakiś ekskluzywny rodzaj jedzenia dla swoich sąsiadów – Japończyków. Dostałam to, gdyż jestem Azjatką i znam swoich rodaków, jak i ich język. Wyruszyłam z Nowego Jorku, podróż trwała trochę, ale przez ten czas czytałam informację dotyczące fabryki. Studiowałam również plan małego Chińskiego miasteczka, w którym miałam się przygotować. Ciężko było powiedzieć, co spotkam na miejscu. Wiele miejskich legend opowiadało o tym, że porywane są młode kobiety z pobliskich wiosek, a następnie przewożone do fabryki w nieznanym celu. Dotarłam na miejsce i szybko pobiegłam do hotelu, dostałam mały pokój z łóżkiem, łazienką i radiem. Nie narzekałam, nic więcej nie było mi potrzebne. Jedynie mój laptop, kamera i dyktafon – to wszystko, co było niezbędne. Dzięki wtykom mojego szefa dostałam kilka zdjęć budynku, radził mi, abym dostała się tam przez kanały i to było najlepszym wyjściem, gdyż nie chciałam, aby ktokolwiek mnie zauważył, a na pewno nie pracownicy. Na drugi dzień wynajęłam kierowcę, który zawiózł mnie pod fabrykę. Zbliżała się godzina 22, więc było już ciemno i prawdopodobnie wielu pracowników było już w domu. Fabryka okazała się być kompleksem budynków. W środku jeden centralny budek, a po boku mniejsze, większość nie przekraczała 10x10 metrów kwadratowych. Te budynki mnie nie interesowały, lecz szef zawalił sprawę, zdjęcie były kompletnie innego budynku, lecz… przynajmniej nie było żadnej ochrony. Weszłam na teren kompleksu, wszystko wydawało się być takie opuszczone, kominy nie wydobywały żadnego dymy, a wszystkie możliwe światła były zgaszone. Mogłam poruszać się bez problemu - swobodnie i dokumentować każdy centymetr obiektu przy pomocy mojego aparatu. Po zrobieniu kilkudziesięciu zdjęć mogłam przejść do zwiedzania środka. Jedne drzwi z tyłu były otwarte, więc po cichu postanowiłam wejść do środka. To była szatnia, dziwne podświetlane komory oświetlały delikatnie pomieszczenie. Znajdowało się tam kilka szafek oraz te komory. Szafki były zamknięte, a komory puste. Zrobiłam zdjęcia, lecz nie wiedziałam do czego służą, poszłam dalej. Po wyjściu z szatni trafiłam do korytarza, który prowadził do rozwidlenia. Najpierw poszłam w prawo, gdzie dotarłam do biura. W środku nie znalazłam nic poza dokumentami z zamówieniami. Z nich dowiedziałem się co to za fabryka… Oni produkują tu ludzkie płody i sprzedają je na czarnym rynku. Następnie Japończycy je konsumują… Okropne, łzy ściekały mi po policzkach. Potrzebowałam chwili, bo to był dla mnie cios. Zawsze marzyłam o swoich dziecku, lecz nie mogłam ich mieć… Siedziałem tak chwilę i zastanawiałam się, co to za ludzie. Świat poszedł w złym kierunku, ale to już każdy wiedział. Można by powiedzieć, że moja misja właśnie w tym miejscu się kończy, ale musiałam jeszcze poszukać miejsc, w których hodują swój produkt, więc wróciłam do rozwidlenia i poszłam tym razem prosto. Napotkałam masywne automatycznie otwierane drzwi, które zaczęły otwierać się tuż kiedy podeszłam do nich. W środku zapaliły się światła i ujrzałam komory… Z kobietami w ciąży, znajdowały się w dziwnym płynie mając na twarzy maskę. Do pępka przyczepiony przewód. Opadłam na kolana i zaczęłam płakać. Wtedy drzwi po drugiej stronie ogromnego pomieszczenia otworzyły się a z nich wyszli pracownicy i zaczęli biec w moją stronę. Uciekałam w stronę drzwi, którymi weszłam, lecz… one się nie otworzyły. Pracownicy zwolnili i jeden krzyknął do drugiego: „Mamy nowy inkubator” III

Od kilku lat przebywam w Irlandii, moja praca zmusiła mnie do zmiany miejsca zamieszkania na coś bliżej mojego hotelu. Pracowałem tam na zmywaku, okrutna robota, ale płacili dobrze, więc nie mogłem narzekać. Otóż wracając do domu... nie mogłem sobie pozwolić na wynajęcie całego, pokoik razem z dostępem do łazienki i kuchni w pełni by mi wystarczył. I jest! Ideał, duży pokój z ogromny łóżkiem, szafą i biurkiem. Dom ten miał 2 piętrowy, na samym dole wielka kuchnia i obok łazienka, na drugim piętrze mój pokój w towarzystwie 2 innych oraz oczywiście kolejna łazienka. Na samej górzej znajdowało się wejście na strych, trzecia łazienka oraz pokój - jak się okazało później pokój mojego kumpla z pracy. Czynsz był mały, więc wprowadziłem się tam już po tygodniu. Ludzie tam byli świetnie, pomogli mi wnieść moje graty, a potem wieczorem zrobiliśmy sobie męski wieczór. 4 facetów bez żadnych kobiet, wszyscy wolni. Czyż to nie raj? Tuż po naszym... spotkaniu zapoznawczym udałem się do pokoju. Wypiłem drinka, piwo i pęcherz o sobie przypomiał. Udałem się do kibla na moim piętrze. Załatwiłem potrzebę i chciałem umyć ręce. Zimna woda... Postanowiłem to olać, umycie ich zimną nie było chyba zbrodnią. Wróciłem do łóżka. Ktoś cały czas tupał na górze... Kacper - kumpel z pracy. Miał pokój tuż nade mną, ciężko to było wytrzymać. Odpaliłem muzykę, mój death metal i zasnąłem błyskawicznie. Moje kołysanki zawsze działają. Kolejne dni mijały bez większych zgrzytów, ale bodajże w piątek Kacper zaprosił mnie do siebie na test nowego towaru. Jeszcze nigdy tak dobrej trawki nie paliłem... po całej godzinie leżenia musiałem już wracać do siebie. Obijałem się, ale zachciało mi się do wc, a najbliższe było na 2 piętrze. Usiadłem i próbowałem się ogarnąć, kiedy usłyszałem głośne bieganie na górze. Pomyślałem, że Kacper już odzyskał świadomość i biega po nim, ale... Tak, no właśnie. Przecież byłem na drugim piętrze, a kroki dobiegały ze strychu. Nawet nie myjąc rąk szybko wybiegłem z łazienki. Kroki ucichły. Wejście do strychu było dość niebezpieczne, nie było żadnej drabinki. Musiałem podstawić krzesło a następnie podciągnąć się. Zapaliłem zapalniczkę na benzynę, ujrzałem tylko stertę gratów pokrytą białym materiałem. Wstałem i zacząłem sprawdzać, co ciekawego mogę tam znaleźć. Aż w pewnym momencie usłyszałem chichot i ujrzałem nóżkę małej istoty, która wystawała zza przedmiotu przypominające wielki kosz. Strach oraz wysoka zawartość narkotyku w moim organizmie sparaliżowały mnie. Jedynie co byłem w stanie zrobić to cofać się, lecz było za późno. Zza kosza wychyliła się mała dziewczynka, cała sina, ubrana w piżamkę. Ze swoim przerażającym uśmieszkiem zbliżała się, aż do momentu, w którym spadłem. Obudziłem się w towarzystwie ratowników i moich kumpli. Kazali mi zostać następnego dnia w domu, lecz ja nie chciałem zostać tu zbyt długo. Przymuszony groźbami znajomych jednak nie poszedłem do roboty. Szef zrozumiał, powiedział, że mogę zrobić sobie nawet więcej wolnego, bo pracy i tak jest dla 2 osób - miły facet. Noc tego samego dnia. Nie mogę zasnąć, ciągle myślę o tym co się wydarzyło na strychu. Nikt z pozostałych lokatorów nie słyszał żadnych kroków. Może to nie działo się naprawdę... - pomyślałem i wybiegłem z pokoju trzymając w ręku latarkę. Znowu musiałem użyć swojej zwinności, aby dostać się na strych. Tym razem nie słyszałem żadnych kroków, trochę mnie to uspokoiło. Rozejrzałem się, dokładnie sprawdziłem czy jestem sam. Skoro już tam byłem, to musiałem sprawdzić pozostałości po wcześniejszych lokatorach. Znalazłem tylko jedno biurko, w którym znajdowało się coś, co mogło by trochę mi o nich powiedzieć. W pierwszej szufladzie były dokumenty, rachunki i gwarancje, nic ciekawego. Lecz w drugiej... było tylko jedno zdjęcie. Szczęśliwa rodzina z lat 90. Córka... wyglądała identycznie jak ta dziewczynka ze strychu... ale to nie był koniec. Ojciec wyglądał zupełnie jak ja... co się dzieje - cicho wyszeptałem. Moje serce już przyśpieszyło do prędkości serca biegacza długodystansowego, a nogi zrobiły się jak z galaretki. Tatuś... - usłyszałem i zanim przeanalizowałem sytuacje... już byłem na dole. Pewnie zastanawiasz się, czemu to czytasz. Cóż... Po tamtym wydarzeniu coś poszło za mną. Stoi tuż obok mnie i obserwuje jak to piszę. Widzę jej posturę, kiedy patrzę na krawędzie monitora. A ja siedzę na czacie. Przykro mi, że tylko Ty byłeś dostępny. Jej krwiożercze zęby tylko czekają, aby wbić się w moje ciało, z sekundy na sekundę zbliża się coraz bardziej. Boże, ona jest tak blisko! IV

Byłem na wakacjach z rodziną, spędziliśmy je nad morzem. Ja, moja żona i córka na plaży, opaliliśmy się całe dnie. Młoda robiła naszyjniki ze znalezionych skarbów na plaży, niektóre były naprawdę wspaniałe, ale nie o tym tu. Po powrocie nie oglądałem zdjęć, po prostu szybko pojechałem z kartą pamięci, aby je wywołać. Na drugi dzień miały być do wywołania, więc tam pojechałem. Zapłaciłem, a fotograf wręczył mi kopertę ze zdjęciami. - Dziwne te zdjęcia, lepiej nie pokazuj ich rodzinie – wypowiedział fotograf, jego twarz mówiła mi, że coś go poruszyło. - czemu…? – cicho wyszeptałem - zobaczysz – odpowiedział, a następnie odwrócił się. Wsiadłem do samochodu i otworzyłem kopertę. Na pierwszym zdjęciu byłem z całą moją rodziną, ale był tam ktoś jeszcze. Postura człowieka, która wyglądała jak cień. Po otworzenie koperty poczułem zimno na karku. Na każdym kolejnym zdjęciu była coraz bliżej, zbliżała się do mnie, a ja czułem już oddech czegoś na moim karku, lecz kiedy się odwróciłem… nic tam nie było. Doszedłem do przedostatniego zdjęcia, na nim cień rozpiął swe ramiona. Czuję dotyk, coś dotyka mnie. Tak cholernie się boję… V

Jestem przewoźnikiem, pewnego razu wydarzyła mi się dość dziwna i niewyjaśniona historia. Jechałem rzadko uczęszczaną drogą, przy której był bar, często tam wpadałem, a że był otwarty prawie całą noc… Nie mogłem nie skorzystać. W środku 3 osoby na krzyż, usiadłem w rogu i po chwili podeszła do mnie kelnerka, piękna, lecz patrząc na godzinę i jej ruchy była już strasznie zmęczona. Poprosiłem o kawę i boczek z jajkami, przyjęła zamówienie, a ja musiałem chwilkę poczekać. Te kilka minut mogłem przeznaczyć na obserwację innych. Pierwszą osobą był starszy facet, przynajmniej 55 lat. Czytał on książkę, lecz nie mogłem stwierdzić jaką. Czasami sięgał po łyk kawy, zawsze marzyło mi się takie spędzanie wieczorów, lecz… miałem robotę do zrobienia. Druga osoba właśnie wychodziła, kierowca tira, nic nadzwyczajnego. Trzecia… Nawet nie zauważyłem kiedy pojawiła się przy mnie. Świeciła swoim pięknem, skórzana kurtka, obcisłe jeansy. Twarz ostra, a zarazem piękna. Raj. Przysiadła się do mnie bez słowa i zaczęła uśmiechać się. Wydusiłem ciche „cześć” na które zareagowała śmiechem, wspaniałym śmiechem. Po chwili rozwinęła się między nami rozmowa, a moje danie razem z kawą znalazły się na stole. Dziewczyna nazywała się Lily i jak się okazało, potrzebuje podwiezienia w kierunku, w którym jadę. Nie zawahałem się długo i zaoferował jej pomoc. Ucieszyła się i dała mi buziaka. Moje serce zaczęło szybciej bić i już zapomniałem jak zimno jest w tym barze. Dokończyłem jedzenie, chwilę porozmawialiśmy i znaleźliśmy się w moim tirze. Przez kilkanaście minut milczała, jedynie tępo wpatrywała się w mijający krajobraz, wtedy akurat były to przerażające drzewa. Mogły zadziałać na wyobraźnię. Nie mogąc dłużej wytrzymać ciszy zapytałem czy nie boi się podróżować z obcym facetem o tej porze. Odpowiedź mnie zatkała. „Czego tu się bać, przecież i tak nie żyję” Spojrzałem na miejsce drugiego pasażera… Jej już tam nie było. A ja od tego wydarzenia omijam tę drogę jak ognia.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Superowe :)
Odpowiedz
ktoś ma ujowy translator
Odpowiedz
Jakos.. nie mam przekonania wzgledem tego czestego użycia slowa "lecz" tak samo bledy... zadna z historyjek mnie nie ruszyla... mistrz powinien dotrzec do wszystkich.. do mnie sie nie udalo. :( troche to zasmucajace
Odpowiedz
Ehh, chyba muszę być jedyną oryginalną. Same pomysły są nawet ciekawe, ale niezbyt podoba mi się styl pisania - jak dla mnie żadnego budowania napięcia, wszystko pisane zbyt "szybko" - weszłam, zobaczyłam, umarłam. Brakuje mi trochę tej opisowości, dzięki której możnaby się naprawdę przestraszyć.
Odpowiedz
Widać że pisane przez mistrza, świetne. :)
Odpowiedz
ta ostatnia... zajebiste. :D
Odpowiedz
Wszystkie historie są świetne!
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje