Historia

Mieszkanie Nr 1702

sundowner 12 5 lat temu 8 947 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Kiedy miałam 10 lat, mieszkałam w apartamentowcu, który miał w sobie coś fajnego. Mimo, że większość wind znajdowała się na korytarzu, to niektóre z nich miały czytniki kart, dzięki którym posiadacz takiej karty mógł wyjść z windy wprost do swojego mieszkania. Były trzy "bazy" na każdym piętrze, a zatem i trzy windy, ale nie o tym mowa, nieważne. W każdym razie chodzi o to, że aby dojechać windą do mieszkania, trzeba było mieć własną kartę. Mama zawsze mi o tym przypominała, zapewne dlatego, że zawsze zapominałam ją zabrać gdy wychodziłam.

W noc przed naszą wyprowadzką stamtąd nasi znajomi urządzili dla nas imprezę przy basenie należącym do kompleksu apartamentowców. Gdy tylko rodzice zaczęli otwierać wina i zajęli się rozmową, ja i dwie znajome (nazwijmy je A i B) postanowiłyśmy sprowadzić tu ogromne łóżko wodne z mieszkania A, które miało numer 1802 i znajdowało się na 18-tym piętrze.

Wsiadłyśmy do windy, A przystawiła kartę do czytnika i śmiałyśmy się z tego, jak zimno było w budynku, gdy było się mokrym po wyjściu z basenu. Bez problemu przesunęłyśmy łóżko, ja i B wsiadłyśmy już do windy, a A gasiła światła.

Nagle, mimo że przytrzymywałam przycisk otwierający drzwi, winda zapiszczała trzy razy, po czym drzwi powoli zaczęły się zasuwać.

— Co się dzieje? — zapytała B, a ja tylko potrząsnęłam głową nadal wduszając przycisk.

Zabrzęczało. Słyszałyśmy jak A wrzeszczy zza metalowych ścian, ale drzwi nie miały zamiaru się otworzyć. Też krzyczałyśmy, że dojedziemy na pierwsze piętro i tam na nią zaczekamy. Zgodziła się i wyszła z mieszkania, by pojechać jedną z normalnych wind. B wyglądała na nieco zdenerwowaną, ale wcisnęła guzik z numerem "1".

Nie zadziałało. Stałyśmy trzęsąc się, a światła w windzie wyłączyły się bez ostrzeżenia. Maszyna wydała z siebie westchnienie, jakby się wyłączała. Zostałyśmy same w ciemności.

Wtedy na panelu rozbłysnęło światełko. Westchnęłam z ulgą. Jednak kiedy przyjrzałam się bliżej zobaczyłam, że to nie był numer "1", ale "17". Tylko ten był podświetlony. Nie zmartwiło nas to, bo przecież ludzie na innych piętrach też używali windy, aż do momentu, kiedy B nagle sobie przypomniała, że na 17-tym piętrze w 1702 nie mieszkał nikt od przeszło dziesięciu lat.

Ku naszemu srogiemu przerażeniu winda zaczęła sunąć w dół. Po chwili zatrzymała się, a drzwi rozsunęły się bezdźwięcznie, wystawiając nas na pastwę zupełnej ciemności.

Byłyśmy zbyt przerażone żeby się ruszyć i kuliłyśmy się w kącie małego pomieszczenia. Po chwili, która wydawała się godzinami, ciche skrzypnięcie odbiło się echem w mroku, aż włosy na karku stanęły mi dęba.

Nie odważyłam się zajrzeć za futrynę metalowego pudła, bo gdy tylko echo zanikło, usłyszałyśmy głośniejsze łupnięcie. A potem niski, "lepki" odgłos, jakby jakaś mokra masa była ciągnięta i podnoszona gdzieś w oddali. Łup. Szur. Łup. Szur.

Odgłosy nagle zamilkły. Otrząsając się z zamroczenia, B szybko wyciągnęła rękę i zaczęła nawalać w przycisk "Zamknij" z całej siły. Nagle, niepokojąco blisko, znów usłyszałyśmy te dźwięki, ale tym razem głośniej i szybciej. łupszurłupszurłupszur

Gdy tylko usłyszałam, że dźwięki "wyszły" zza rogu w kierunku windy, drzwi, jakimś cudem, zaczęły się zamykać. Zapach zgnilizny uderzył w moje nozdrza, a gdy drzwi wreszcie się zasunęły, coś uderzyło o metal z drugiej strony, takie klaśnięcie, co natychmiast skojarzyłam z uderzeniem mięsa o płaską powierzchnię.

B się histerycznie rozpłakała, winda zdawała się poruszać w dół. Kiedy drzwi się w końcu otworzyły, naszym oczom ukazała się zirytowana A i żądała wyjaśnień, czemu to tak długo trwało. Wezwała naszą windę z dołu, bo zaczynała się niecierpliwić. Wzdrygnęłam się na samą myśl, co by się stało, gdyby tego nie zrobiła. Obiecawszy opowiedzieć jej wszystko potem, resztę wieczoru spędziłam w tłumie przy basenie, nie chciałam ryzykować.

Pomimo wielu pytań, do dziś dzień nie mamy wyjaśnienia tamtej sytuacji. Ani od naszych rodziców, ani od ochrony, która opiekowała się kompleksem od czterdziestu lat, ani od naszych przerażonych umysłów. W końcu do głowy przyszło mi jedyne logiczne wyjaśnienie. Po tak długim okresie opuszczenia coś złego musiało osiedlić się w mieszkaniu numer 1702.

Tłumaczenie: Sundowner

Korekta: Yaveleth

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Królestwo: istoty podnaturalne Podkrólestwo :Byty Nadgromada:zmarli Gromada :materialne Klasa:rozumne Rząd: niewymowne Rodzina:trupy Rodzaj:zmarli Gatunek:ccielesni zmarli
Odpowiedz
Jak dla mnie słabe 4/10
Odpowiedz
cieniutko
Odpowiedz
można by bardziej rozbudować ;)
Odpowiedz
Akcja dzieje sie tylko w windzie a nie w tym pokoju
Odpowiedz
Mogło by być o co chodzi z tym mieszkaniem, ale poza tym fajne ;)
Odpowiedz
Do momentu, gdy się B się histerycznie rozpłakała jeszcze fajne, ale potem to już takie nie za ciekawe
Odpowiedz
niezłe
Odpowiedz
O_O umarłaś? Nie umieraj!!
Odpowiedz
slyszalem lepsze
Odpowiedz
Słabe
Odpowiedz
Dobre, dobre :D
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje