Historia

Nigdy nie planowałem umrzeć.

Użytkownik usunięty 9 7 lat temu 6 334 odsłon Czas czytania: ~1 minuta

Ludzie w ogóle o tym nie myślą w naszym zabieganym świecie. Wszyscy cały czas się do czegoś śpieszą. Nie przystaną nawet na moment, by zastanowić się nad tym, do czego dąży ludzie życie. A wniosek nasuwa się jeden – nasze życie dąży do śmierci. Sam w sobie wniosek jest oczywisty, lecz i… w jakiś sposób odkrywczy. Kto by o tym myślał, że wszyscy umrzemy?

I mniej więcej to zaprząta moje myśli, teraz gdy stoję nad swym… martwym ciałem.

Powiem szczerze, że nie spodziewałem się umrzeć w tak… normalny, wręcz prostacki sposób. Miałem marzenia, idee, chciałem zmienić ten kraj, w ostateczności zginąć za te idee w nierównej walce, sam przeciw wszystkim, z flagą w ręce i z chwalebną pieśnią na ustach. A tu nagle takie coś się przytrafiło… źle postawiłem nogę na schodach. Schody - dużo powiedziane, są tam ledwo trzy stopnie, a jednak wystarczyło, bym skręcił kark. Nawet nie poczułem upadku, to stało się tak szybko…

Po ”drugiej stronie” spodziewałbym się wszystkiego, lecz nie tego, co zastałem. A zastałem pustkę…

To cały czas jest ten sam świat, w którym umarłem, lecz stał się nagle obcy, pusty. Nie ma tu nikogo, jestem tu chyba sam.

To dziwne jak płynie tu czas. Przed chwilą jeszcze patrzyłem na swoje martwe ciało. A nagle jego już nie ma… i moje mieszkanie jest jakby zmienione.

Chyba myślenie zajmuje mi coraz więcej czasu…

Nie wiem ile czasu minęło, lecz teraz próbuję przejść do innego pokoju. Moje ruchy są spowolnione, jakbym poruszał się w wodzie, wszystko wokół jest okryte mgłą. Zaczynam chyba tracić świadomość. Łapię się na tym, że zapadam w stan podobny do letargu, dzieje się ze mną coś dziwnego.

Nie jestem już w moim mieszkaniu… Jestem teraz w jakimś korytarzu… tunelu… wszystko jest okryte mgłą… widzę… widzę… światło… na jego końcu… jest takie… piękne… muszę iść w jego kierunku… muszę…

Doktor Waśniewski wpatrując się w tekst wydrukowany przez maszynę po raz pierwszy pomyślał, że projekt sztucznego podtrzymywania mózgu w stanie śmierci klinicznej i sczytywania informacji za pomocą nowej techniki połączenia nerwów z obwodami scalonymi, nie był najlepszym pomysłem. Po czym sięgnął do szuflady w biurku, otworzył znajdującą się tam kasetkę i wyjął rewolwer. Wkładając go sobie do ust zdążył pomyśleć tylko: „Oby to światło było tam naprawdę”. Po czym pociągnął za spust.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać
Dokonaj zmian: Edytuj

Komentarze

dobre było :D
Odpowiedz
Fajne. Końcówka nawet zaskakująca. Pisz dalej, dobrze Ci idzie 7,5/10
Odpowiedz
Tekst mi się bardzo podobał, koniec zaskakujący (rzadkość), daję 10/10.
Odpowiedz
Takiego końca się nie spodziewałam o.O
Odpowiedz
Mnie też zaskoczył koniec. Jednak moim zdaniem popsuło się to trochę . Początek super, jakby ktoś miał napisać coś naprawdę dobrego, a jednocześnie długiego. A tu klapa.
Odpowiedz
Świetne i powiem szczerze- zaskoczyła mnie końcówka :D
Odpowiedz
znawca się znalazł...nie, nie idziesz do żadnego piekła. Skąd wiem? Praktykuję to i owo oraz na to i owo jestem skazana od urodzenia (jak większość rodziny). Skoro nic nie wiesz to nie gadaj. Zwykłe czytanie czyiś przypuszczeń nie czyni nikogo znawcą prawdy tylko CZYIŚ PRZYPUSZCZEŃ. Byłoby inaczej,gdybyś napisał to z własnych doświadczeń pozamaterialnych (astralnych). Samobójca wcale nie musi cierpieć...kiedy przestaniecie ślepo rozgadywać to co inni se wymyślą zupełnie bezpodstawnie?
Odpowiedz
końcuwka nie potrzebna. Ale ogólnie, bardzo fajne :)
Odpowiedz
Zajebiste, podoba mi sie :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje