Historia

Prezenty Urodzinowe

sundowner 15 6 lat temu 12 753 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Moja matka odeszła kiedy miałam cztery lata. Normalnie nie byłoby to nic specjalnego, ale już od dłuższego czasu podejrzewałam, że te porcelanowe lalki przychodzą od niej; jakby żałosna próba pokazania mi, że mnie kocha.

Mój ojciec zostawał w pracy na nadgodziny, aby niczego nam nie brakowało, chociaż była nas tylko dwójka. Jego dłonie były zniszczone od pracy przy maszynach w sklepie, a po powrocie do domu harował dalej, musiał przygotować kolację dla siebie i dla mnie oraz przejść przez mój cowieczorny rytuał, zanim wreszcie zasypiałam. Czasami budziłam się w środku nocy, a on wciąż nie spał; sprzątał pokój. Myślałam wówczas, że ten człowiek musi być bardzo oddany i odpowiedzialny. Że musi wstać na parę godzin, a nadal pracuje. Kocham mojego ojca, zawsze kochałam.

Jeden z jego najbardziej zaufanych przyjaciół ze szkoły, Alexander, opiekował się mną od czasu odejścia matki aż do chwili, gdy miałam około siedmiu lat. Ufaliśmy mu. Pracował na nocnej zmianie, więc mógł pracować jako niańka za dnia. Zrobiłby wszystko, żeby pomóc mojemu ojcu związać koniec z końcem. Ojciec płacił mu, chociaż Alexander nie chciał nic w zamian; mówił tylko, że robi to w dobrej wierze, a poza tym lubił to. Zazwyczaj kiedy mój ojciec wracał z pracy, Alexander zabierał torby z zabawkami, które przynosił ze sobą; zawsze miał najlepsze zabawki i bibeloty. Jego córka zmarła kiedy miała dziesięć lat, więc chyba sprawiało mu wielką radość móc dzielić się jej zabawkami z inną dziewczynką. Zawsze powtarzał mojemu tacie: „Była dzisiaj wyjątkowo grzeczna. Nie grymasiła przy jedzeniu i nie robiła problemów przy zwyczajowej długiej drzemce. Do zobaczenia jutro!”. I zawsze wracał.

Cóż, w końcu nadeszły zmiany, a wraz z nimi zmianie uległ czas pracy mojego ojca. Nie widywaliśmy się już z Alexandrem, bo nie potrzebowaliśmy go więcej. Mój ojciec myślał już, że znajomość urwała się całkowicie, a gdy pytałam o niego odpowiadał szczerze, że Alexander jest bardzo zajęty. Oboje to rozumieliśmy.

Na moje ósme urodziny dostałam swoją pierwszą porcelanową lalkę. Miała piękne, kręcone blond włosy i malowaną twarz. Jej ubranka wyglądały na drogie, aksamitna sukienka z doczepianą spódniczką baletnicy. Przyszła w zabezpieczonej kopercie, ale nic nie wskazywało, od kogo mogła być. Napisane było tylko moje imię, nic więcej. Najpierw tata zadzwonił do babci, ale ona zaprzeczyła zostawieniu prezentu na werandzie. „Nie jestem jak jej tchórzliwa matka, dałabym jej prezent osobiście”. To nasunęło ojcu myśl, że mogła to zrobić właśnie moja matka. Problem w tym, że nie mieliśmy się z nią jak skontaktować i nie wiedzieliśmy, gdzie jej szukać. Dosłownie zniknęła z życia nas obojga. Przez kilka kolejnych tygodni nikt nie przyznał się do podarowania mi lalki, więc założyliśmy, że musiała to być ona.

Od tej chwili co roku dostawałam kolejną. Każda unikatowa, jeszcze piękniejsza od poprzedniej. Tak, to było nieco dziwne, myślałam. Głównie dlatego, że moja matka nie podjęła żadnej próby skontaktowania się ze mną, nawet nie zadała sobie trudu zatelefonowania. To było zwyczajnie chamskie z jej strony i te prezenty nie miały żadnego znaczenia. Kontynuowałam jednak ustawianie ich na półce w mojej sypialni, bo były po prostu ładne.

W tym roku zbliżały się moje dziewiętnaste urodziny, a ja przeprowadziłam się do koledżu. W dzień urodzin miałam akurat zajęcia. Zadzwonił do mnie ojciec i zapytał, czy nie zrobię sobie przerwy i nie przyjadę do domu. Odpowiedziałam, że mam wolny weekend, ale powiedziałam mu o tym tylko dlatego, że wyczułam w jego głosie pilność sprawy. Da się zrobić. Powiedział, żebym się nie martwiła i że po prostu bardzo chce mnie zobaczyć. Potem jednak zaczął naciskać, abym zawsze zamykała drzwi na klucz i nie chodziła sama po zmroku, ale już o tym wiedziałam, zawsze to powtarzał.

Przyjechałam do domu w ten weekend. Ojciec od razu powiedział, że zdarzył się wypadek. Pojawiła się urodzinowa lalka, na dziewiętnaste urodziny. Kiedy tata wniósł ją do domu, rozbryzgnęła się na setki kawałków. W środku był kawałek papieru, a na nim wpis z dziennika. Cały dzień spędziliśmy na rozbijaniu pozostałych lalek, a całą noc na rozmowach z policją. Alexander pisał w dzienniku za każdym razem, gdy mnie odurzył i wykorzystał, każdy wpis zawierał coraz do bardziej szokujące treści. Przyznawał, że zrobił to samo swojej córce, aż w końcu spotkał ją straszny koniec. Tej nocy nie zmrużyliśmy z ojcem oka, a ja nie mogłam spokojnie studiować wiedząc, że Alexander gdzieś tam jest, prawdopodobnie pod przykrywką kogoś innego robi to samo innym dziewczynkom.

Teraz już wiem, dlaczego zawsze tak bardzo zachwalał moje „zwyczajowe, długie drzemki”.

Tłumaczenie: Sundowner

Korekta: Yaveleth

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

no, no...całkiem dobre ;)
Odpowiedz
Ło matko, biedna dziewczyna c(;_;c)3 <--- pan ryba Cię rozumie
Odpowiedz
Czemu ty jesteś wszędzie? ;-;
Odpowiedz
"pokarz kotku co masz w środku" hehe
Odpowiedz
Super :)
Odpowiedz
Fajne :-)
Odpowiedz
Świetne
Odpowiedz
To była ironia skarbie ;* Poza tym nie uwazam za nic zlego przetrzymywanie starych porcelanowych lalek w swym pokoju, sama mam 3. Takze gdzie problem? Sa ladna ozdoba.
Odpowiedz
Dobre..
Odpowiedz
KURWA MAĆ. ide rozbijac swoje lalki pa
Odpowiedz
Dooobre!!! :d
Odpowiedz
Świetne. Zaskakujące i naprawdę dobrze napisane...
Odpowiedz
o w morde
Odpowiedz
Mało było powiedziane, o tym co jej zrobił. :-/
Odpowiedz
Uważam że chociaż później powinna czuć jakiś ból czy coś ;d
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje