Krzyk

Dodane przez: coldblood, 19.01.2014, 06:15
Reklama:
Najstraszniejsza rzecz na świecie to usłyszeć nagle w nocy krzyk, będąc w pustym domu. Leżysz w miękkiej pościeli, otacza cię cisza i ciemność, nikogo nie ma w pobliżu. I nagle słyszysz krzyk. Krzyk, który rozsadza Ci bębenki. Krzyk, który sprawia, że w momencie jego rozpoczęcia podskakujesz, jak oparzony. Krzyk, dzięki któremu czujesz nagłe nagromadzenie potu, na Twoich plecach.
Nikomu tego nie życzę. Ale krzyk ten nawiedza mnie co noc. I choć chodzę po całym domu, szukam, to nie wiem, skąd może dochodzić.
Wszystko zaczęło się od dnia, gdy postanowiłem rozpocząć nowe życie, z dala od miasta, smogu, dymu i hałasu. Wyprowadziłem się od rodziców i kupiłem mały domek na wsi. Położony on był niedaleko rzeki, zrobiony z solidnego drewna. Znasz to uczucie, gdy szukasz czegoś przez długi czas i znajdujesz to w najmniej spodziewanym momencie, i od razu wiesz, że to na pewno to? A więc tak właśnie się czułem, gdy natrafiłem na ten dom. Był on dla mnie wręcz idealny.
Wprowadziłem się najszybciej, jak mogłem. Codziennie rozkoszowałem się ciszą i spokojem, jaki tu panował. Mogłem robić, co chciałem, byłem tu wolny i zupełnie samotny. Lubiłem jednak być sam.
Nadeszła noc, położyłem się w ciepłym łóżku i nakryłem kołdrą, ściskając w dłoni jakiś dramat, do poczytania. Zgasiłem światło i zostawiłem włączoną lampkę nocną. I wtedy się zaczęło. Usłyszałem skrzypiącą podłogę, jakby ktoś chodził po korytarzu. Pomyślałem, że w tak opuszczonej okolicy mogę być narażony na różne niebezpieczeństwa. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem na korytarz. Skrzypienie ustało, jednak poczułem stęchły zapach zgnilizny. Zakaszlałem i wróciłem do łóżka, tłumacząc sobie te zjawiska, tym że dom od dawna nie był przez nikogo zamieszkany.
Następnego dnia ustawiłem sobie hamak na podwórku. Był świetny, mogłem się na nim położyć, zrelaksować i całkowicie oddać się w ręce niedzielnego lenistwa. Promienie słoneczne wpadały mi w oczy, zasłoniłem więc twarz ręką. Było mi cudownie, jednak znowu poczułem ten obrzydliwy zapach. Odruchowo zerwałem się i gdy otworzyłem oczy, przez ułamek sekundy widziałem czyjąś głowę, pochyloną nade mną. Dokładnie ją pamiętam, miała rozczochrane włosy, wychylające się na wszystkie strony. Wytrzeszczone oczy, świdrujące spojrzenie. Brakowało jej kawałka szczęki jednak mimo tego, uśmiechała się szeroko, kierując w moją stronę długi, oślizgły język. Znikła już po sekundzie, jednak moje serce biło jak oszalałe, czułem, jak wyrywa się z piersi. Boże, co to było?! Rozejrzałem się wokół ale po dziwnej postaci nie znalazłem ani śladu.
W nocy znów czułem czyjąś obecność. Znów słyszałem skrzypienie podłogi na korytarzu. Słyszałem odkręcający i zakręcający się kran. Trzeszczące szuflady i otwierane szafki, a nawet drzwi. Leżałem pod kołdrą, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu, modląc się, by ta noc skończyła się jak najszybciej. Nagle doznałem dziwnego wrażenia, że ktoś wchodzi do mojego pokoju. Usłyszałem jęki, ktoś wydawał z siebie bardzo dziwne odgłosy. Leżałem, jak sparaliżowany. Zdołałem wywnioskować, że postać zbliża się do mojego łóżka. Stękała i jęczała, jak jakaś opętana. Odważyłem się wychylić głowę zza kołdry, jednak wybrałem najgorszy moment, w jakim mógłbym to zrobić. Była już tak blisko, znowu zobaczyłem tę paskudną twarz i widziałem teraz wszystkie jej rany ze szczegółami. Zrobiło mi się niedobrze, wymioty podeszły mi do gardła, jednak nie mogły wyjść na zewnątrz, gdyż zjawa zasłoniła mi usta zakrwawioną, pokiereszowaną dłonią, której brakowało kilku palców. Tym kawałkiem szczęki, który jej został, wbiła się w moją szyję, poczułem kłujący ból, chciałem krzyczeć, ale przez te zasłonięte usta, wydałem z siebie tylko niekształtny jęk. Ssała moją krew tym swoim ohydnym kawałkiem twarzy.
- Płynie we mnie twoja krew, jesteśmy teraz jednością – wysyczała do mojego ucha.
Zemdlałem. Gdy tylko się obudziłem, spakowałem wszystkie swoje rzeczy i wyjechałem do mojego rodzinnego miasta, by tylko być jak najdalej od tego miejsca. Mimo to, jej słowa bardzo mnie przeraziły i nawet będąc w obecnym mieszkaniu, ciągle czuję, że jest blisko. Słyszę jej krzycz, jej jęki. Przyległa do mnie, bo to ode mnie ma swoją energię i dzięki mnie utrzymuje się przy ‘’życiu’’. Jestem jej żywicielem, wykańcza mnie, dodając sił sobie. Widzę ją wszędzie. Idę ulicą, ona idzie obok. Siedzę w fotelu, ona siedzi naprzeciwko i wbija we mnie swój jadowity wzrok. Nikt oprócz mnie jej nie widzi. Myślą, że zwariowałem, ale ja czuję, że dłużej tak nie pociągnę. A najgorsze są te krzyki…
Źródło: własne.
Oceń:
7
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!