Jedyny granat [uniwresum METRO 2033]

Dodane przez: stalker_iwan, 28.01.2014, 16:50
Reklama:

Więc tak ma się to skończyć?

Leżąc pod oknem z dwoma nabojami w automacie i jednym granatem?

Ścigany przez watahę wściekłych, radioaktywnych psów?

"No pięknie -pomyślał Iwan - Tak to jest jak się wychodzi na powierzchnię w pojedynkę...

...

Iwan wyszedł z namiotu na peron. Tak, ma jeszcze 2 godziny, Musi załatwić amunicję i wziąć swojego AK ze zbrojowni, granat został mu po ostatnim "wjeździe". A granat jest bardzo ważny. Dzięki niemu nie zostaniesz pożarty przez potwory gdy zginiesz...

-Witaj Wan! Znowu wychodzisz? - To znowu Misza, jeden z stalkerów z jego drużyny, trochę stuknięty, jednak jest dobrym strzelcem.

-Tak, mam dziś do obrobienia sklep z elektroniką, brakuje baterii oraz dostałem zamówienie od komendanta z Gostinki na kilka filmów.

-Tylko uważaj, ostatnio Dragunow zameldował o dużej grupie psów. Podobno dwadzieścia, albo więcej. A tak w ogóle kto z tobą idzie? - zainteresował się Michaił

-Nikt. Idę sam. Będzie szybciej

-Szybciej nie znaczy bezpieczniej, pamiętaj o tym Wan - Stary stalker popatrzył na niego szarymi oczami. Oczami przywykłymi do mroku.

-I tak nie mam z kim iść. Połowa naszych jest na warcie na trzechsetnym metrze, kilku jest na targu na Placu Siennym. A Fiodor nie żyje...

-Lepiej poczekaj na Saszę. Nie idź sam. To jest zbyt niebezpieczne

-Daj spokój, znasz mnie. Zawsze wracam - Iwan tracił cierpliwość, miał mało czasu a dużo spraw na głowie.

-Tamci też "zawsze wracali" dopóki nie napotkali Strzygi, zapomniałeś?

-Och, daj spokój, to przecież niecałe sześćset metrów, nic mi nie będzie - cholera, ten typ nie da mi spokoju.

-Jak chcesz, ale pamiętaj ostrzegałem - wreszcie zrezygnował, o wszystkich się martwi, zgrywa ostrożnego a ostatnio wybił szybę, jak włamywał się do księgarni, już lepiej byłoby się wystawić na placu i zawołać "zjedzcie mnie!" - pomyślnych łowów towarzyszu!

...

Stał przy wyjściu, śluza była zamknięta.

"Czy niczego nie zapomniałem?" - pomyślał Iwan - "Uzbrojenie jest kompletne, maska szczelna, zapasowe filtry są, "znicz" zostawiony"-czyli wszystko.

"Znicz" to większa zwykła śruba, z wyrysowanym nazwiskiem. Jeśli nie wrócisz, trafia ona pod ołtarz. Bo jeszcze się nie zdarzyło żeby ktoś przytaszczył czyjeś ciało z powierzchni. Po to jest granat.

"Otwieram śluzę!"

A więc witaj, martwy, szary Petersburgu...

"Na tej zimnej ziemi..."

...

"Cicha noc, ciemna noc" aż za cicha.

Przed wyjściem z metra wciąż leża trzy ciała psów. Aż dziwne. Iwan poczuł się nieswojo, zwykle ciała znikały w ciągu kilku godzin a te leża całe dwa dni.

Ciała ludzi nawet w kilka minut.

Wyjął z kieszeni kamizelki termowizor, działający. Warto było dla niego obrabować magazyn wojskowy. Nawet parę fajnych GP4 się znalazło. Z filtrami było gorzej. Najświeższe są około 10 lat przeterminowane, ale działają. Tyle że krócej.

Sklep był na końcu ulicy, a miał najwyżej cztery godziny do świtu. Zdąży. Napewno.

Iwan starał się robić jak najmniej hałasu, nie chciał skończyć jak Dimitry i Oleżka. Cholerna Strzyga...

Jednak było ciężko, z dużym plecakiem turystycznym, z taktycznym AK 47, maską przeciwgazową i w ciężkich, wojskowych butach. Dobrze że miał wziąć mały ładunek...

Gdy doszedł do sklepu, pierwsze co rzuciło mu się w oczy to ciała. A dokładnie pięć ciał. Chociaż po ponad dwudziestu latach rozkładu pozostały z nich ususzone mumie...

Drzwi były otwarte. Oho! czyli ktoś lub coś tu było. Trzeba zachować czujność. A nuż dostały się tu radioaktywni ludzie? Chociaż ciężko "to" nazwać ludźmi. Cholerstwo bardziej przypomina chodzącego trupa, tyle że z dwoma głowami, albo z większą ilością kończyn. Iwan przypomniał sobie jak czteroręki mutant wyskoczył na ich oddział. Gdy dostawał w głowę, nic mu się nie działo (czyżby brak mózgu?) lecz gdy dostał w klatkę piersiową odrzuciło go do tyłu i zdechł. A działo się to niecałe pięćdziesiąt metrów stąd. Wzdrygnął się. lepiej żeby tu tego nie było.

Iwan odszukał stoiska z bateriami. Aż nienaturalnie ich tu dużo. Więc żaden człowiek tu nie był. Kurna, aż się zimno zrobiło.

Wziął ponad połowę opakowań ze sklepu, teraz czas na te filmy. Tylko gdzie one są? Sklep jest duży i ciemny.

...

A więc mam cię, przyjacielu...

Iwan stał i przypatrywał się temu co zostało z stalkera. Wygląda na to że miał odznaczenia z Instytutu technologicznego. A więc inteligentny sukinkot. I do tego miłośnik muzyki, w mordę kopany. Ciekawe, ryzykował życie dla kilku płyt... Zupełnie jak Iwan. Pewnie ma jakieś naboje i ciekawe rzeczy...

I miał. Noktowizor, GPS, i ponad 4 magazynki naboi. Mała fortuna. Dla tylu naboi zabijają się w metrze...

Dobra, filmy są, baterie są. Czas wracać. Jednak usłyszał coś co wbiło go w ziemię, warczenie psa...

Zapomniał zamknąć drzwi, kurna.

Odwrócił się i wystrzelił. Zawsze był szybki. Dwie sekundy później pies leżał na podłodze z wielką wyrwą w głowie. Jego, jakby zasnute mgłą oczy wciąż patrzyły na Iwana z nienawiścią. Huk wystrzału był niewyobrażalny. Szkoda że do rewolwerów nie można przykręcić tłumika. Ehh...czas wiać.

...

Iwan uciekał ulicą, słyszał za plecami szczekanie psów. Było ich około dwudziestu. A więc Dragunow miał rację...

Czas stracić kilka magazynków. Gińcie śmierdziele!

-Zadarliście z ludźmi! Rozumiecie sukinkoty?!

...

Iwan wyważył drzwi z najbliższego mieszkania. Zawalił wejście jakąś starą szafą. Jest bezpieczny. Narazie. Nie może tu czekać do świtu. Nie może oślepnąć. Wtedy byłby koniec. Żegnaj piterze, szary, pusty i martwy. Nie, nie może się poddać. Trzeba sprawdzić ile zostało naboi,tak, dwa magazynki. Starczy na niedługo.

Wyjrzał przez okno. Więc zabawimy się w snajpera.

Jednak usłyszał silne uderzenie w drzwi. Rozpadły się a za nimi stał rosły zmutowany żołnierz. Skrawki starego munduru zwisały mu z grzbietu (czyżby Specnaz?). Patrzał na niego swoim jednym okiem. Uśmiechał się...

Nosz kurna, jeszcze ciebie tu brakowało! Żryj ten ołów sukinsynu!

Iwan wypuścił resztę magazynka w stwora. Odrzuciło go i spadł ze schodów. Oby zdechł, proszę. Ostatni magazynek był pusty. Zostały mu dwa naboje na "czarną godzinę". I granat. Zawalił wejście jeszcze raz.

Więc to koniec...

...

Iwan wziął granat do ręki. przeciwpiechotny, słynna "szyszka". Smutny koniec, taki zbyt powszechny wśród stalkerów. Koniec amunicji, pożarcie, zatrucie powietrzem... Wstał. Nie dam się pożreć! Nie dam!

Odrzucił spróchniałą, starą komodę kopniakiem na bok, zbiegł po schodach. Jak zginę to zabierając na tamten świat jak najwięcej tych śmierdzieli.

-Chodźcie sukinkoty, czekam na was! - ryknął Iwan.

5 sekund później leżał na ziemi, rozszarpywany przez stado wygłodniałych psów. W jednej ręce miał zdjęcie żony, ehh... zapomniał się z nią pożegnać. Myślał że wróci...

A w drugiej ręce trzymał granat. Odbezpieczony.

"My wszyscy już umarliśmy"

Źródło: Pierwsze opowiadanie, proszę o wyrozumiałość ;) Tekst ten nie ma przerażać.
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!