Historia

Klatka schodowa

rygezengro 8 5 lat temu 6 207 odsłon Czas czytania: ~8 minut

Nabrał świadomości, kiedy wielkie, żelazne drzwi zamknęły się za nim. Był cały spocony, zmęczony i zdyszany. Jego wymiętolona koszula z tyłu wsadzona w spodnie, z przodu już nie ociekała potem. Jeansy miał brudne, zaś buty dawno straciły swój połysk. Opierał się rękoma o solidną, stalową bramę nagryzioną wiekiem czasu.

Nie pamiętał nic, choć miał poczucie świadomości. Nie dziwiło go to, co widział, gdyż nikt nie przeniósł go do odległej epoki, a jednak nic nie mógł sobie przypomnieć. Tego kim jest, skąd pochodzi, dokąd zmierza… Jak ma na imię.

Wiedział jedynie tyle co widział i czuł. Stał przed drzwiami, których zamek zaryglował się w momencie ocknięcia się. Co było przedtem ?

Nie czuł też wewnętrznego głosu, by złapać za klamkę. Właściwie, można by było spekulować, że drzwi nie są zamknięte. Że jest droga ucieczki. I może to było jak najbardziej racjonalne. Jednak im dłużej na nie patrzył tym bardziej ogarniał go strach. Nie chciał przez nie przechodzić, bał się.

Kiedy się odwrócił zobaczył wiszącą na haczyku przybitym do ściany niewielką latarnię z pełnym zbiorniczkiem oliwy. A przed Nim rozciągały się w dół schody, wzdłuż nich zaś, obgryziona metalowa poręcz okryta plastikiem. Ściany sprawiały wrażenie wilgotnych i mrocznych. Nie miały farby, tapety, właściwie ich powierzchnia nie przypominała niczego co znał jego mózg. Żadnego z obrazów, wspomnień, nazw.

Najbliższe skojarzenie jakie przyszło mu do głowy to szyb w jakim porusza się winda. Szyb, a na jego ścianach mech…

Lecz to nie było to. To była po prostu klatka schodowa. Spojrzał za poręcz i nie mógł zobaczyć jak nisko się kończy, ponieważ było tam całkiem ciemno.

Nie miał wyboru. Chwycił lampę i zaczął schodzić.

Pierwszy krok postawił bardzo niepewnie, ponieważ schody, podobnie jak ściany, wyglądały na śliskie, jednak kiedy jego stopa dotknęła stopnia, czuł, że grunt jest bardzo stabilny. Potem nastąpił drugi krok i trzeci. Drogę oświetlało mu światełko lampki.

Półpiętro nie stanowiło nic specjalnego. Zwykła platforma jak w każdym bloku, z tymi samymi ścianami co wzdłuż schodów. Nie było jedynie żadnych drzwi, włącznika światła… pusta przestrzeń. Tylko on, schody, lampa i poręcz. Nic więcej.

Pustka, samotność. Zero dźwięków. Czuł tak przytłaczającą ciszę, że słyszał własne bicie serca i odgłos przełykanej śliny. Schodził dalej, bo w końcu czy miał inny wybór ?

Nie mógł wrócić, choć nie wiedział czemu. W głębi duszy wiedział jedynie, że schodząc niżej poczuje się bezpiecznie. To było całkowicie irracjonalne i doskonale o tym wiedział, jednak szedł za instynktem. Na czym można polegać jeśli straciło się pamięć ? Jeżeli czuł, że za tymi drzwiami jest coś złego, to nawet przyjmując, że mogły być otwarte, nie powinien był ich otwierać.

Pod tym względem – jak sam mniemał – postąpił całkiem mądrze.

Choć ciężko było w takiej sytuacji i przede wszystkim miejscu o myśl pocieszenia. Człowiek nigdy nie czuje się bezpiecznie jeżeli nie wie na czym stoi.

A zdecydowanie nie była to jedna z wielu klatek schodowych...

Co działo się z nim wcześniej i co dzieje się z tym teraz. Nie miał nawet odwagi myśleć, co będzie się z Nim działo.

Schodził dalej słysząc jedynie swoje dyszenie, które chyba już zaczęło się uspokajać. Słyszał bicie swojego rozszalałego serca, miał wrażenie że potrafił usłyszeć odgłos kropli potu uderzającej o posadzkę.

Na kolejnym półpiętrze były te same, sklonowane ściany, ta sama zakręcająca o 180 stopni poręcz, te same schody.. lecz na ścianie była narysowana duża, czarna jedynka. Bardzo niezgrabnie, może nerwową ręką. Była długości równej odległości od nadgarstka do łokcia.

- Jestem na pierwszym piętrze - pomyślał – czy schodząc niżej będę bezpieczniejszy ?

Nie zastanawiał się nad tym, tylko po prostu szedł dalej.

Idąc po schodach, na każdym zakręcie bardzo ostrożnie obracał lampę, która rozświetlała kolejne ciemności. Kiedy stanął na półpiętrze z cyfrą 4 obejrzał się za siebie. Przeraziła go ciemność, którą ujrzał…

Czuł się jak robaczek świętojański w środku spowitej mrokiem, bezgwiezdnej nocy. Świadomość tego, że droga którą się przebyło, jest równie tajemnicza jak ta, która rozciąga się przed Tobą, burzy poczucie jakiejkolwiek stałości. Czuł w sobie chęć powrotu tą ścieżką, którą poszedł, tylko po to, aby sprawdzić czy wszystko jest „na swoim miejscu”. Zupełnie tego nie rozumiał.

Wiedział, że wszystko co ma, to mała lampeczka. Puste kieszenie i odpychający zapach. Po prostu szedł.

Po kilku piętrach wcale nie zaczął iść szybciej, wciąż odczuwał niepokój i cały drżał za każdym razem jak obracał się, gdy chciał zejść jeszcze niżej. Jego ruchy były flegmatyczne, a na każdy obrót przypadało jedno przełknięcie śliny.

Za każdym razem jak w ciemności nie dostrzegł niczego przerażającego, czuł się lepiej. Tak jakby mu się przyfarciło. Do czasu aż trzeba było znów się obrócić. I kolejna obawa, że może tym razem...

Gdyby szedł w górę… czułby się znacznie lepiej. Na górnych poziomach budynków są same fajne rzeczy, kina, restauracje, drogie sklepy… w piwnicach są szatnie, parkingi, łazienki… i to do tego są pod ziemią. To nie jest fajne miejsce.

Ciekawe, czy schodzi właśnie z bardzo wielkiego budynku i na samym dole czeka go wyjście na ruchliwą ulicę, jaką zapamiętał z... no po prostu skądś pamiętał (czyli jednak nie do końca stracił pamięć), czy może schodzi tylko głębiej i głębiej…

Normalny budynek miałby okna. On na pewno jest pod ziemią.

I schodzi do najmroczniejszych zakątków świata.

Te i inne myśli kołowały mu się w głowie, chociaż nie respektował ich. Żył w przekonaniu, że pozostał mu jedynie instynkt. Pamięć go zawiodła, zatem rozum poniósł porażkę.

Zaczął się uspokajać, pot przestał kapać z czoła i wysechł stając się klejący. Oddech też się ustatkował chociaż…

Zatrzymał się na półpiętrze z cyferką 16, gdzie górna część literki 6 była troszkę zamazana, jednak on i tak wiedział, że to nie jest 10. Wiedział to, po prostu. Może dlatego, że nie był optymistą.

Wstrzymał oddech, jednak mimo to jego obawy potwierdziły się. Mimo wszystko nadal słyszał przyspieszone dyszenie. Dźwięk niósł się zewsząd. Z dołu, z góry, skądkolwiek. Nie umiał tego określić.

Przełknął ślinę, lecz nie usłyszał tego, ponieważ nerwowy oddech, który nie należał już do niego, dręczył swoim odgłosem tak głośno, że nie słyszał nic innego.

Początkowo stwierdził, że to może echo, jednak ta myśl była tak absurdalna, iż rozbawienie jakie powinien był przeżyć, a które nie mogło się uwolnić, wywołało w nim lęk.

Przyspieszył kroku.

Teraz, za każdym razem kiedy schodził i obracał się by zejść na dół ( i jednocześnie przekonać się, iż na kolejnych schodach wszystko gra), czynił większy łuk by spojrzeć czy coś jest za nim.

Oddech pospieszał muzykę swoich dyszeń, a jego nogi tańczyły do rytmu. Wszystko działo się szybciej i szybciej. Czuł jak budynek oddycha, zdawało mu się również, iż ściany uginają się przy każdym wdechu i wydechu. Jak olbrzymie, przerażające płuca palacza. W pewnym momencie zaczął po prostu zbiegać.

Lampa w jego dłoni kołysała się nerwowo, a On podążał wytrwale w dół. Oddech nabrał wkrótce takiego rozpędu, że potknął się o własne nogi.

Upadł.

Lampa leżała w kącie, a on nie wstał by biec, lecz zwinął się w kulkę i zaczął szlochać. Uświadomił sobie, że dźwięk ucichł.

Wszystko zdawało się wrócić do normy, choć nie był tego pewien, gdyż sam zaczął oddychać szybciej. Jednak czuł, że dźwięk oddechu jest dźwiękiem jego płuc, nie tego miejsca.

Był skrajnie przerażony; ponownie zaczął się pocić.

Chwycił za lampę, która tylko cudem się nie rozbiła i wstał. Spojrzał na ścianę i zobaczył cyfrę 32. - ciekawe czy jestem choć w połowie – pomyślał. Zastanawiało go, czy liczba pięter będzie pełna, jak na przykład 50 czy 100, czy może symboliczna jak 66…

Albo 666.

Nie przeżyje schodzenia tak długo.

Kiedy miał już stanąć na pierwszym schodku usłyszał gdzieś wysoko brzęk łańcucha. Albo mechanizmu. Poruszające się zamki i szczękające żelastwo.

Odgłos zamknięcia drzwi. Teraz na pewno nie jest już sam.

Zaczął zbiegać, choć nie tak szalenie jak przedtem, jednak w miarę szybko. Słyszał odgłos ciężkich butów schodzących gdzieś wyżej, nieco szybciej od niego.

Patrząc w górę nie mógł dostrzec żadnego światła, przybysz poruszał się w ciemności.

Bądź nią był. Z jakiegoś powodu bardzo pragnął by okazał się człowiekiem…

Biegli tak oboje dosyć długi czas, aż zmęczenie dało się mu we znaki. Wtedy stanął, było to piętro 67. Oparł się o ścianę i wyciągnął rękę z lampą, zaś pięść drugiej ręki zacisnął. Nie mógł dłużej uciekać, musiał się z tym zmierzyć.

Przybysz schodził jeszcze jakiś czas, aż w pewnym momencie, około 2 piętra nad nim, zatrzymał się.

Nie był w stanie usłyszeć dźwięku jego oddechu. Czegokolwiek. Po raz kolejny zapadła całkowita cisza. Opierał się o wilgotną ścianę i czuł jak zielony meszek łaskocze jego klejący się od potu kark.

W pierwszej chwili chciał wejść odrobinę do góry, by sprawdzić sytuację, czy on nadal tam stoi, kim jest, co się stało... jednakże należał do osób, które zawsze uważały, iż gdyby postacie z horrorów słuchały się ich rad, na pewno by przeżywały.

Postać z taniego dreszczowca, albo strasznej książki na pewno weszła by na górę. On nie chciał popełnić tego błędu. Zaczął schodzić dalej.

Po pewnym czasie rozkoszowania się ciszą towarzyszył mu odgłos podobny do bicia serca. Co kilka sekund rozbrzmiewało uderzenie bębna. Schodził już nieco szybciej.

Schodził tak i schodził patrząc co jakiś czas na ściany i czytając kolejne cyfry. 80,84,95,102… piętra nie miały końca.

Bębny lekko przyspieszyły do jednego uderzenia na sekundę i z każdym kolejnym dźwiękiem wywoływały coraz większą gęsią skórkę na jego ciele. Czuł, że zaraz postrada od tego zmysły. Miał ochotę krzyczeć, jednak przerażenie i przede wszystkim ciemność dławiły ten krzyk. W pewnej chwili odgłos bębna, który według cyklu powinien rozbrzmieć w tej chwili, został zastąpiony przez kobiecy pisk.

Wtedy i on krzyknął, a jego spodnie stały się bardziej mokre od koszuli. Zaczął biec jak opętany.

Zeskakiwał ze schodów, czasem przez poręcze i ślepo biegł przed siebie. Biegł tak szybko i szalenie, że znajdywał się w ciemności, zanim udało mu się ją rozświetlić. Lampa, która wcześniej zwisała na jego wyciągniętej ręce, teraz pozostawała gdzieś z tyłu.

Po prostu biegł.

Uświadomił sobie, iż słyszy mnóstwo cięższych i lżejszych stąpnięć, charczenie, okrzyki, wrzaski, gdzieś za Nim. Bliżej i dalej, czuł oddech na swoich plecach.

Pędził tak mijając już 152 poziom. Jego nogi nie dawały już rady. Mimowolnie wyzwolił z uścisku lampę, która upadła i rozbiła się. Nawet nie zadał sobie trudu, by obejrzeć się za nią.

W całkowitej ciemności biegł dalej nie mając pojęcia gdzie jest i ile jeszcze przed Nim. Jedynym jego punktem orientacyjnym była poręcz której nie puszczał. Towarzyszył mu tabun wygłodniałych cieni.

Biegł tak i biegł, kiedy w pewnym momencie rozbił się o drzwi. Nie zastanawiając się wiele pchnął ogromną bramę i szybko zamknął ją za sobą.

----------------------------------------------------

Ocknął się oparty o metalowe, ciężkie drzwi, lekko nagryzione rdzą. Na haczyku wisiała lampka, a on był cały spocony… Nic nie pamiętał lecz wiedział, że musi schodzić. Wiedział, że musi iść, nie ma innego wyboru.

A drzwi budziły w Nim grozę, choć nie wiedział czemu. Nie odważył się nawet złapać za klamkę.

Zamiast niej chwycił lampkę napełnioną oliwą i ostrożnie zaczął schodzić w dół...w dół...w dół...

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zgadzam się z osobami wyżej. Bardzo trzyma w napięciu i muszę przyznać, że super napisane :) Bez żadnych błędów ortograficznych czy językowych, więc to jest wielki plus ^^
Odpowiedz
ale super !!!
Odpowiedz
te opowiadanie kojaży mi sie z taką grą gdzie sie schodzi po schodach i na jakimś piętrze jakaś dziewczynka stoi . Opowiadanie super !!!
Odpowiedz
Świetne, na prawdę trzyma w napięciu :) leci plus
Odpowiedz
fajne ale kto szedł za nim?
Odpowiedz
Trzyma w napięciu. Myślałem że jak usłyszał to stąpanie to zaraz coś mu wyleci przed twarz :D
Odpowiedz
Brawo! Szalenie mi sie podoba :)
Odpowiedz
Ciekawe. Bardzo kojarzy mi się z SCP-087 i innym "zapętlonym" opowiadaniem, ale jest ok :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje