Historia

Martwi złodzieje

govskyentertainment 9 5 lat temu 7 699 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Uczciwa praca zawsze była dla mnie zbyt męcząca. Nieważne jaka. Nie lubiłem jak ktoś wydawał mi polecenia, nie lubiłem siedzieć cały dzień w biurze przed komputerem, nie lubiłem odbierać telefonów od petentów. To wszystko było dla głupich. Złodziejska droga na skróty to może nie był szczyt marzeń ale jedno włamanie i cały miesiąc mogłem leżeć do góry brzuchem. Rabowałem domy duże, okazałe, w najlepszej dzielnicy w mieście. Naturalnie, takie posesję są szczególnie chronione dlatego potrzebowałem pomocy. Deave był specem od elektroniki a Lans tym który podobno potrafił otworzyć drzwi do samego nieba. Nie było na nas mocnego śledczego.

Pewnie nic by się nie zmieniło do teraz, ale trafiła kosa na kamień. Trafiliśmy na dom który nas zafascynował. Prezentował się niesamowicie. Nowoczesność konkurowała w nim ze staroświeckimi gargulcami. Wyróżniał się również klimatem, który wśród wielkich pałacy bogaczy, emanował zagadką.

Po wybraniu go na kolejny cel długo się na niego szykowaliśmy. Był czwartek godzina 21. Jest to czas kiedy bogacze rzadko przebywają w domach.

Opakowani sprzętem (bo nigdy nic nie wiadomo) ruszyliśmy furgonetką. Podjeżdżając pod tylną bramę szukaliśmy zapalonych świateł ale po właścicielach nie było śladu. "Dzisiaj się obłowimy chłopaki".

Otwarcie drzwi było dziecinnie proste. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl że to może być pułapka na grasujących od dłuższego czasu włamywaczy, ale patrząc tak na czarne podwórze szybko się jej wyzbyłem. Staliśmy w ogrodzie. Gotowi na obronę przed psem czekaliśmy na atak. Pies się pojawił. W sumie nie było jakiejkolwiek reakcji żadnego zwierzęcia a owe często bronią takich domów. Dosyć zaskoczeni prostotą zadania, po cichu skradaliśmy się do tylnych drzwi prowadzących do dużego pokoju. Tym razem było więcej roboty.

"Trzeba unieszkodliwić" alarm. Na szczęście to również nie stanowiło żadnego problemu.

Wchodząc do środka poczułem się nieswojo. W domu mimo iż był pusty dało się wyczuć gęsta i mroczną atmosferę. Poczułem się tak jakbym nagle dostał trudna zagadkę do rozgryzienia. Deave i Lans chyba mieli to samo bo widziałem ich zmieszane twarze. "No dobra, nie jesteśmy tu żeby krzywic mordy. Zbieramy co cenne i tyle nas widzieli".

Dom był duży dlatego musieliśmy podzielić sie rewirami. Ja wziąłem górę co w ostatecznym rozrachunku wydawało się najlepszą opcją bo nie za bardzo chciałem się kręcić na dole.

Powoli obchodząc pokoje zbierałem co ciekawsze fanty. Jakieś dziwne figurki, trochę zdeformowane, no, ale złoto to złoto. Jednocześnie cały czas zastanawiałem się dlaczego nigdy wcześniej nie czułem sie tak dziwnie jak teraz. W końcu z letargu wyrwał mnie smród. Straszny. Jakby ktoś miał pokój który codziennie użytkował a nie sprzątał w nim od dekady. To była łazienka. Spora. Nie potrafiłem zlokalizować co tak śmierdzi ,do chwili kiedy odsunąłem zasłonę. Kobieta leżąca w wannie. Uduszona prysznicem. Zasłaniając usta przed wymiotami zauważyłem że jest ubrana w szlafrok, więc prawdopodobnie jest to jeden z właścicieli.

Kradzież to jedno ale morderstwo to za dużo. Szybko wybieglem z łazienki.

Przez krótkofalówke zawiadomiłem kolegów że zwijamy się natychmiast, jednak nikt mi nie odpowiedział. Ignorując normalne myślenie zawołałem na cały dom że natychmiast uciekamy. Zero reakcji. Przestraszylem się. Już miałem schodzić na dół kiedy od schodów usłyszałem rzedzenie. Dźwięk jakby ktoś sie dusił i próbował coś wykrzyczeć. Powoli się cofnąłem kiedy ona wyłoniła sie zza rogu.

Kobieta albo coś na wzór kobiety.

Miała biała skórę, czarne włosy w nieładzie, wybałuszone białe oczy i czarne usta. Najgorsze było to że miało głowę odwróconą do góry także jej wargi były na górze.

Szła na wszystkich dziwnie wykręconych kończynach a z jej ust wydobywał sie ten dźwięk. O mało nie zszedłem na zawał.

Na chwilę sie zatrzymała i wpatrywała sie we mnie swoimi białymi oczyma.

Nagle ruszyła. Poruszała sie jakby próbowała biec ale z marnym efektem.

Jednak niewiadomo kiedy a ona była już tuż ,tuż a ja nie miałem drogi ucieczki. Znajdowaliśmy sie w korytarzu który kończył sie ścianą. Biegła. Rzęziła z całej siły. Jest blisko. Szybko!

Zauważyłem drzwi. Poczułem jej ręce na moich nogach. Zdążyłem. Przyciąłem jej dłonie ale zdążyła je cofnąć przed zamknięciem. Całym ciałem zaparlem sie na drzwiach ale ona uderzala w nie z niewiarygodna siłą. W końcu odrzuciło mnie od nich. Tym razem stała na dwóch nogach. Była niewiarygodnie wysoka.

Rzuciła sie na mnie a ja w napadzie paniki podniosłem się i pędem wbiegłem w okno. Przebiłem je a chwile potem poczułem chłodną trawę pod stopami.

Tak szybko gdziekolwiek nie biegłem jeszcze nigdy. Siedząc w furgonetce, czując namiastkę bezpieczeństwa, zobaczyłem w oknie domu Lansa.

Smutnym spojrzeniem patrzał na mnie do czasu kiedy poczułem zimne palce na moim karku i usłyszałem rzężenie.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Jak przeczytalam te z ta istotą to odrazu skojarzyło mi sie z "mamą" :o
Odpowiedz
https://www.youtube.com/watch?v=qxycj-_oR40 WARTOO !!
Odpowiedz
Nie lubię opowiadań napisanych w 1 os. czasu przeszłego, jeśli bohater na końcu umiera. To nielogiczne. Opowieść z perspektywy czasu... czyja? trupa? ..
Odpowiedz
dowód na to, że nie warto kraść
Odpowiedz
Dobre, chociaż się nie przestraszyłem.
Odpowiedz
bombowe niezła historyjka
Odpowiedz
Patrzał na niego. Jeszcze nigdy w życiu nic mnie tak nie przeraziło jak te ostatnie zdanie, naprawdę.
Odpowiedz
Ciekawe, ale mnie nie przeraziło.
Odpowiedz
Mocne :D od wieków tak się nie bałam ^^
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje